Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘targi’ Category

Wien, Wein und Gesang

W Wiedniu trwa VieVinum, flagowa impreza austriackiego winiarstwa, które z zasłużoną dumą prezentuje swe osiągnięcia światu. Światu coraz na austriackie wina otwartszemu – Austria jako jeden z nielicznych krajów w zeszłym, kryzysowym roku zanotowała wzrost sprzedaży praktycznie na wszystkich rynkach. Polska nie jest wyjątkiem – z blisko 60-proc. większym apetytem na austriackie wina stajemy się powoli prymusem (pisał o tym już Andrzej Daszkiewicz).

Jak wiadomo Wiedeń to jedyna europejska stolica, która produkuje wino na większą skalę. 700 ha winnic generuje wina zaspokajające przynajmniej część legendarnego pragnienia Wiedeńczyków (do niedawna mogących się pochwalić jedną z najwyższych konsumpcji wina na świecie). Spora część Weiner Wein to cienkusze podawane w podmiejskich, otwieranych w sezonie letnim gospodach. Ale sporo tu też win całkiem poważnych. Szczególnie od sześciu producentów zrzeszonych w prężnej grupie WienWein. Jedną z najsympatyczniejszych tradycji VieVinum jest impreza przez nich organizowana na szczycie legendarnej wiedeńskiej winnicy Nussberg. Piknik na stogu siana z kieliszkiem wiedeńskiego wina w ręku, przy sznyclu i muzyce to kwintesencja austriackiego winnego lajfstajlu.

W tym roku z powodu deszczu wieczór spędziliśmy zamiast na Nussbergu w imponujących podcieniach wiedeńskiego ratusza. Nie zepsuło to atmosfery. Sznycle były świetne, a tenor z operetki zaśpiewał Wien, nur du allein z imponującym wysokim C. Ale imponujące były przede wszystkim wina. Ich jakość rośnie z roku na rok. I to z pewnością nie tylko genius loci sprawiło, że lekkie, rześkie, codzienne wina białe smakowały mi najbardziej z całej Austrii: bardziej niż styryjskie Steirische Klassik i federspiele z Wachau. Gemischter Satze of Wieningera, Edlmosera, Zahela, Christa, Mayer am Pfarrplatz i Cobenzl są fantastycznie soczyste, aromatyczne i pijalne. Ich połączenie beztroskiego lajfstajlu i wysokiej winiarskiej kultury świetnie streszcza sukces Austrii jako takiej.

Winiarze z WienWein na tle katedry św. Szczepana. © Herbert Lehmann

Gemischter Satz to wiedeńskie słowo-klucz. Oznacza mieszane nasadzenie różnych szczepów, które zbiera się i winifikuje razem. Odmian jest kilkanaście, najważniejsze to Grüner Veltliner i Welschriesling, występują też Riesling, Weissburgunder, Neuburger, aromatyczne Gelber Muskateller i Traminer oraz parę innych. Wspólny zbiór dojrzewających w jednym czasie odmian oznacza, że cześć winogron trafia do kadzi ciut zielonych, a inne są całkiem przejrzałe. Nadaje to winom ciekawą strukturę i dobrą świeżość. Nie są zwykle zbyt aromatyczne, mają natomiast bardzo dobry owoc na podniebieniu, a te ambitniejsze całkiem niezgorzej się starzeją. Najbardziej znanym Gemischter Satzem jest Nussberg Alte Reben Wieningera – ładnie mineralne wino, które należy otwierać najwcześniej po trzech latach – oraz jego wypasiona wersja Rosengartl Alte Reben – ale w ratuszu próbowałem też świetnego Nussberg Grande Reserve 2008 od Zahela (bezbeczkowe wino o bardzo dobrej koncentracji, harmonijne, pestkowe), Bisamberg Alte Reben 2009 od Christa (cokolwiek nowoświatowe w swojej intensywności owocowości, ale trudno mu się oprzeć) oraz nieco trudniejszego w odbiorze Dorflage 2008 Edlmosera (którego mineralność złamana jest cukrem resztkowym). A Gemischter Satz to niejedyne udane wino wymienionych producentów: kupimy u nich bardzo dobre Rieslingi, Veltlinera i wina czerwone w niczym nieustępujące tym z innych regionów.

WienWein to zresztą tylko jedno z kilku winiarskich stowarzyszeń w austriackiej stolicy. Kolejne to Junge Wiener oraz Wiener Orchideen Winzer. Ptaszki ćwierkają pochwały o należącej do tego ostatniego Jucie Ambrositsch. Dobre wrażenie zrobiły na mnie też wina Hajszan oraz Hengl-Haselbrunner. Winiarski Wiedeń – i ten lajfstajlowy, i koneserski – wart jest mszy.

Read Full Post »

Barbaresco

Targi EnoExpo 2009 za nami. Od paru lat pracująca na renomę najlepszych w Polsce targów winiarskich impreza w tym roku odbyła się w szacie „kryzysowej”. Zmniejszona plandeką o jedną trzecią hala, wystawców niewielu, nastroje ostrożne. Goście dopisali (prezentowane przez Magazyn WINO najlepsze wina roku, startujące w finale naszej nagrody Grand Prix, skończyły się po godzinie…), lecz do picia było mniej niż w poprzednich latach.

Zabrakło Czechów, zabrakło błyszczących dwa lata temu Słoweńców. Lecz przede wszystkich zabrakło małopolskich importerów, których stoiska należały w poprzednich latach do najciekawszych wydarzeń EnoExpo: Wina.pl, DiVino, Salute, Austrovin. Choć z drugiej strony trudno się dziwić, gdy się zna koszty stoiska w Centrum Wystawiennym na ul Centralnej (4 tys. zł za parę m2 – małemu importerowi taki wydatek trudno uzasadnić)…

Lecz choć nie było tak dobrze, jak mogło być, winomani pościć nie musieli. Świetna nowa seria Kondoli Vineyards oraz fantastyczne 10 Kvevri od znanego i lubianego Marani (te wina zasłużą wkrótce na osobny wpis na blogu), parę pereł gościnnie u Niemieckiego Instytutu Wina ze słynnym Markusem Molitorem na czele, przekrojowa prezentacja win mołdawskich (aż 8 winiarni; obok beznadziejnych zlewek ze szczepu Izabella również nader poważne rzeczy z Vinăria Purcari i Acorex), ciekawe konsorcjum producentów z Apulii (takie Primitivo 2007 za 8€ z Cantina Due Palme, produkowane w 500 tys. egzemplarzy, potencjalny superhit nad Wisłą) – to wszystko starczyło na dwa dni dobrego degustowania.

Za ważne wydarzenie trzeba uznać występ – pod egidą Vinisfery.pl, Polskiego Instytut Winorośli i Wina oraz Małopolskiej Ścieżki Winnej – sporej grupy małopolskich winiarzy. Degustowałem te wina z konieczności pobieżnie, ale oprócz chwalonych już przeze mnie Winnic Płochockich i Jaworek duże wrażenie zrobiły na mnie wina z Winnicy Comte (lekki, żywy i czysty Muskat 2007 oraz gęste, obiecujące Rondo 2008) oraz Winnicy Poraj-Paczków, winifikowane przez Macieja Nowaka (intrygujący Johanniter 2008 oraz pysznie owocowy Rondo Rosé 2008).

A najciekawszym debiutem targów okazał się mikroimporter z Lublina Magia del Vino. Ciekawa selekcja mniej znanych win włoskich i bardzo dobre ceny. Wśród rodzynków znane Gavi La Scolca (dostępne już dawniej w Polsce w katalogu DiVino), ciekawe białe Pecorino z Abruzji, znane amarone Santa Sofia (okazja za 115 zł), przyzwoite Prosecco za jedyne 38 zł, a przede wszystkim tanie i świetne Barolo od Giacomo Fenocchio (styl bardzo tradycyjny, dla cierpliwych) oraz Barbaresco z młodej winiarni Marco & Vittorio Adriano. Śledzę jej wina od paru lat i coraz bardziej mi się podobają. Sanadaive to mało znane cru dające lekkie, kwiatowe, bardzo eleganckie Barbaresco do wypicia w ciągu 5 lat, natomiast Basarin można odłożyć na dłużej i podać do bażanta. Ceny 7275 zł za rocznik 2006 są okazyjne, taniej nie da się w Polsce kupić takiej klasy Nebbiolo.

Winnice firmy Adriano. © Marco & Vittorio Adriano

Read Full Post »

Warsaw Wines & Spirits 2009

Trzy dni winiarskich targów za nami. Impreza o swojsko brzmiącej nazwie Warsaw Wines & Spirits odbyła się w Warszawie. To jedyne w Polsce targi stricte branżowe – wystawiają się tylko producenci win i destylatów (oraz miodów pitnych i różnych wynalazków typu Bacardi Breezer). Jest zatem kameralnie: całość mieści się w pudełku do butów, czyli hali rozmiarów 30 na 20 metrów. Gości z początku można policzyć na palcach rąk. Ma się ochotę czmychnąć gdzie pieprz rośnie.

Ale warto było zostać. Dobrych win wbrew pozorom było sporo, a niedrobych właściwie wcale. Za śmieszne 20 zł (cena karnetu na 3 dni w przedsprzedaży internetowej) można było spróbować win już dostępnych na polskim rynku oraz dopiero szukających swojej szansy. W tej pierwszej kategorii sporym stoiskiem kusił importer M&P z solidną Alzacją od Schuellera, Riberą od Prado Rey, Chianti od Castellare et al. Inni wielcy naszego rynku zawiedli, nie zawiedli mali, jak Tudor House (ciekawa oferta mniej znanych win z Nowego Świata), MoVin (wina mołdawskie) czy Damil.

Wśród aspirantów było sporo ciekawych Hiszpanów – na sympatycznym stoisku izby handlowej ExCaL było m.in. kilka Bierzo z Tilenus Roble 2006 na czele – i Francuzów (Régis Boucabeille z Roussillon). Bardzo dobrze prezentowali się Portugalczycy z grupy Saven, skupiającej zdolnych enologów ze wszystkich regionów kraju. Tu do spróbowania było kilkadziesiąt etykiet, m.in. znana już u nas (sprowadzane przez importera Gali), przebojowa w swej cenie seria Azul Portugal. Ja mam słabość do enologa Jaime Quendery ze spółdzielni św. Izydora w Pegões. Ten facet nie umie zrobić wina, które nie byłoby smaczne i autentyczne, nieważne, czy za 3, czy za 15 €.

Marani Saperawi 2007

Skupiłem się jednak na winach z naszej części Europy (4 czerwca zobowiązuje). Nadreprezentowana była Gruzja. Przyjemnie było po dwóch latach zdegustować wszystkie wina z serii Marani. Tak przyjemnie, jak przeczytać kolejną dobrą książkę ulubionego autora. Nie był to może dzień win białych, ale takie wytrawne czerwone Telavuri (najtańsza etykieta, dostępna w sklepach po ~20 zł) to naprawdę kawał uczciwego owocu. Nie zawiodło jak zawsze Mukuzani i jak zawsze świetnie wypadło proste, bezpretensjonalne, urzekające zdrowym owocem i kipiące wigorem Saperawi 2007.

Kinzmaraulis Marani Kakhetian Royal B 2005

Również po paru latach miałem możliwość przyjrzeć się bliżej winom z Kindzmarauli Marani. Dawniej się do nich nie przekonałem i moją negatywną ocenę w „Winach Europy” dementowało wielu Czytelników, o winach wypowiadano się pozytywnie także tu. Miło mi stwierdzić, że się drzewiej myliłem. Sporo tu dobrych win. Bardzo oryginalnym białym, z tajemniczymi nutami kiszonych warzyw, jest na przykład Khikhvi 2007 z bardzo rzadkiego szczepu, a biały Kakhetian Royal 2005, starzony w amforach, ucieszy miłośników gruzińskiego hardkoru (jak ja). Czerwone też dobre, zwłaszcza Kakhetian Royal 2005 (czekać parę lat) i zaskakująco soczyste i żywe półsłodkie Kindzmarauli Original, bodaj najlepszy przykład tej apelacji, jaki piłem. W dodatku są to wina uczciwie wycenione (30-60 zł).

Aurvin Firebird Cabernet-Bastardo 2007

Wśród innych win ze Wschodu zaciekawiły mnie mołdawskie z firmy DK Intertrade. Postanowiła ona wyrwać się z postkomunistycznej beznadziei zatrudniając brytyjską enolożkę, która pod marką AurVin stworzyła serię win Firebird Legend. Są to zręcznie wypichcone pod określone price pointy wina z międzynarodowych szczepów, m.in. przyzwoite, soczyste Pinot Gris 2007, udane komercyjne Merlot Rosé 2007 oraz szczere, żywe, niskoalkoholowe (12-13%) czerwone z Cabernet Sauvignon 2007 i Cabernet-Bastardo 2007 na czele. Moglibyśmy na Wisłą i Wartą pić te wina do codziennych okazji zamiast chilijczyków i dobrze byśmy na tym wyszli. DK Intertrade ma już w Polsce nie jednego, a dwóch importerów i za ich pośrednictwem sprzedaje dziesiątki tysięcy butelek – tyle że taniutkich win słodkich i półsłodkich (w tym nieśmiertelnej Izabelli). Firebirda żaden z tych dwóch importerów brać nie chce, bo za drogi i „się nie sprzeda”. Uśmiałem się jak norka, bo wina te przy całkiem przyzwoitej marży mogłyby kosztować na naszych półkach 30-35 zł. Za drogo?

Read Full Post »