Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘amontillado’

Niedawno pisałem o rozterkach przed półką w nowym sklepie Mielżyński All Around Wine. Tak naprawdę nie byłem z Państwem do końca szczery. Rozterek nie było, bo od dawna marzę tylko o sherry i mocny desant tego wina na Burakowskiej przyprawił mnie o kilka niespokojnych nocy. Sherry Lustaua to ekstraklasa, a najbardziej podniecający jest fakt, że Robert Mielżyński oferuje także arcyrzadkie etykiety z serii Almacenista. (W skrócie: sherry to wino mieszane przez hurtownika z dziesiątków różnych składników, a Almacenista to unikalna możliwość spróbowania takiego składnika w stanie czystym). Kilka flaszek z tej serii, jak Palo Cortado Vides 1/50, Amontillado Rosario Farfante 1/2 czy Oloroso Ángel Zamorano 1/16, należy do wielkich win mojego życia.

Wysupłałem wiec niemałe 92 zł za 500 ml eliksiru i zakupiłem Manzanilla Amontillada 1/21 od Manuela Cuevasa Jurado. Manzanilla to jasne wytrawne wino białe, starzone pod błonką drożdżową w atlantyckim porcie Sanlúcar de Barrameda. Amontillado to każde sherry, kiedy zaczyna się utleniać i traci tę drożdżową błonkę. Choć z manzanilli produkuje się sporo amontillado, niemal nigdy nie butelkuje się go w połowie drogi między dwoma stanami skupienia, tak jak tu. „1/21” oznacza, że dobry pan Cuevas posiada wszystkiego 21 beczek. Tyle teorii.

Najlepsze na czwarty dzień po otwarciu.

Bede z Państwem szczery – wino mnie nie zachwyciło. Czuję dojmujący głód amontillado, wina, którego w dobrej wersji praktycznie nie dało się przed Mielżyńskim w Polsce kupić. W amontillado lubię jednak pazur, drapieżność, intensywność nut słonych, kwasowość jak w tokaju, a zapomniałem, że manzanilla jest z natury delikatna i takie też będzie zrodzone z jej łona amontillado. Niby było tu wszystko – niebagatelna złożoność, nuty rosołowe, przyprawowe jak trzeba, świetne wyważenie, niedostrzegalne 17,5% alk. – ale brakowało tej kropki nad i. Jak często, gdy ścigamy miraże złudnego szczęścia i nadbudowujemy wino nieznośnym nawisem sensów (pisałem o tym przy okazji Château Margaux).

Lecz muszę być szczery do końca – dopadł mnie „efekt Daszkiewicza” – wino najbardziej smakowało mi na czwarty dzień po otwarciu, gdy przestałem w nim obsesyjnie doszukiwać się tego, czego w nim nie ma. Popijane w pogodzeniu koło północy pokazało i kropkę nad i, i więcej słoności, życia, barw. Takich win nie ma wiele na świecie i może kiedyś nie będzie ich już wcale – pijmy je, póki są.

(więcej…)

Read Full Post »