Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Apulia’

Opublikowałem na Winicjatywie krótką recenzję win włoskich aktualnie promowanych przez Biedronkę. W telegraficznym skrócie na sześć butelek jedna – Primitivo Colle al Vento – okazała się dobra, dwie pijalne, trzy niesmaczne. Ot, wynik jak z dyskontu – na tejże Winicjatywie Ewa Rybak sprawozdaje podobny totolotkowy rezultat z Lidla.

Wniosek pierwszy – Biedronka we Włoszech kupuje słabe wina. Całkiem dobrze wychodzi jej to w Portugalii i Francji, w sumie nienajgorzej w Hiszpanii, natomiast poprzednia oferta win z Italii była porażką i teraz nie widać wielkiego postępu. Good buying to podstawa sukcesu każdego supermarketu i takie np. Tesco czy Waitrose w Anglii wydają na swoich buyerów miliony funtów rocznie (o kulisach pisała m.in. Jancis Robinson). W Portugalii Biedronka potrafiła dogadać się z niewątpliwymi gwiazdami winiarskiej sceny, jak Quinta do Côtto i Lavradores de Feitoria, we Francji – z négociants (hurtownikami) z ludzką twarzą, jak Dulong. Oferta włoska to natomiast same no-nejmy i zlewki butelkowane przez producentów oznaczonych jedynie kryptogramem literowo-cyfrowym (to zawsze powinno zapalać lampkę alarmową).

Biedronka Primitivo Colle al Vento

Jedyne smaczne wino z aktualnej Biedronki (na 6 próbowanych).

Choć więc wina podrożały (coraz więcej butelek w przedziale 20–35 zł, o którym Biedronka kiedyś nie śniła, no ale przecież teraz mamy rebranding), klasa win nadal dołuje lub wręcz pikuje i doprawdy mało ma to wspólnego z burżuazyjnym zawołaniem „Daj się zaskoczyć jakością Biedronki”. Nieświadomym aspirantom do świata luksusu wciska się kit w postaci Barolo albo Barbaresco za 29 zł, win, które w tej cenie nie mają szans smakować jak produkt oryginalny, lecz właśnie jak tanie podróbki. Tworzy się zarazem iluzję, że w tym całym wszystkim chodzi tylko o nazwy, obrazki i etykietki i że celem egzystencji jest złapanie za ogon sroki o nazwie Barbaresco. Nie o nazwę chodzi, droga Biedronko, tylko o to, że prawdziwe Barbaresco smakuje jak żadna inna rzecz na tym świecie. Przy okazji bezczelnie plecie się androny, tak jak na etykiecie Sangiovese 2011 z Romanii, rzekomo spędzającego w beczce 6 miesięcy i doprawionego Primitivo i Nero d’Avola – to pierwsze jest niemożliwe z powodu chronologii, a drugie – legislacji (Primitivo nie jest dozwoloną odmianą winorośli w Romanii). Ciemny lud i tak to kupi.

Biedronka Sangiovese Rubicone

Biedronka wciska kit.

W tle jest jeszcze inna subtelna manipulacja. Biedronka przysłała mi do degustacji sześć win, dwa białe – słodkie i półwytrawne – oraz cztery czerwone wytrawne. Tyle że te czerwone zawierają lekko licząc po 6–7 g cukru resztkowego i w sumie niedaleko padają od „Tempranillo semi-dulce” dostępnego w tym samym sklepie o półkę niżej. Coraz słodsze wina wytrawne to problem międzynarodowy, o którym pisał m.in. Tim Patterson. Akurat „polski gust”, jak wiadomo, bardzo takie wina hołubi i nie dziwi mnie specjalnie, że Biedronka ułatwia sobie sprzedaż kwaśnego Sangiovese i cierpkiego Nebbiolo za pomocą taniej buraczanej sztuczki. Czemu jednak to robi pod świętymi dla winomanów hasłami Barbaresco i Valpolicella? Niech sobie hula pod szyldem vino da tavola albo IGP. Kiedy cukrowym makijażem zakłamuje się prawdziwy charakter najistotniejszych europejskich win, zamiast budować mosty, pali się je. Zmanipulowany w ten sposób konsument sięgając po echt Barbaresco za 99 zł wykrzywi usta w rozczarowanym grymasie – przecież miało być łagodne…

(więcej…)

Read Full Post »

Ostatnio pisałem Państwu często o winach z szeroko pojętych supermarketów: Leclerka, Biedronki i Makro. Z moich odczuć i Państwa komentarzy wynika, że polskie supermarkety coraz bardziej starają się o dobry wybór win i stosunek jakości do ceny. To dobrze. Nie chciałbym jednak, by utrwaliło się wrażenie, że dobre tanie wino można kupić tylko w supermarkecie. Wielu małych importerów robi w przedziale cenowym 20–30 zł świetną robotę i oferuje wina nieraz ciekawsze i smaczniejsze, niż sklepy wielkopowierzchniowe.

Na słotną polską jesień proponuję Państwu dziesięć win czerwonych, kosztujących mniej niż 30 zł brutto, które można kupić w specjalistycznych sklepach winiarskich od ich bezpośrednich importerów. Wybór oparłem na szerokiej degustacji ok. 50 różnych win. wybrałem butelki z różnych krajów i w różnych stylach, których wspólnym mianownikiem są typowość, świetna intensywność i „pijalność”. Dobre wino nie musi kosztować dużo (nawet przy wysokim kursie €) i nie trzeba po nie iść do supermarketu! Wspierajmy małych importerów, bo to oni w największym stopniu gwarantują różnorodność naszej winiarskiej sceny.

Chateau Les Ollieux Romanis Capucine 2008

Francja - koncentracja. Dla lubiących wina „konkretne”.

Château Ollieux Romanis Capucine 2008

Francja nie ma nic do zaproponowania na dolnej półce? Wolne żarty. Spróbujcie tego gęstego, mięsistego, „konkretnego” wina w rekordowej cenie. Do tego świetna kwasowość. (Nieprzepadającym za mięskiem w kieliszku polecam użycie karafki). Fantastyczny zakup. (27 zł, Mielżyński)

Carlo Romana Dolcetto di Dogliani 2009

Pijemy za mało Dolcetto! To odświeżające, pachnące wino można pić zarówno solo, jak i do jedzenia – od przysłowiowych makaronów do polskiej wieprzowiny. Nutka goryczki w końcówce wzmaga apetyt i zapobiega nudzie. (29 zł, Winarium)

Torreguaceto Salento Negroamaro Pietraluna 2009

Najlepsze wino do 30 zł spoza supermarketu.

Torreguaceto Negroamaro Pietraluna 2009

Południowe, śródziemnomorskie, słodkie (wiśnie, truskawki) w zapachu; usta ładnie ułożone, z odrobiną struktury, autentycznie smaczne. Bardzo włoskie to wino – pełne hedonistycznej słodyczy owocu, zarazem świeże, napięte. Jak na mój smak najlepsze, najpoważniejsze wino zestawu. (29,50 zł, Enoteka Polska)

Albet i Noya Petit Albet Negre 2010

Wybrałem dla Państwa aż trzy wina hiszpańskie. Ten kraj bowiem fantastycznie nas rozpieszcza w przedziale do 30 zł, kiedy w ustach nie grozi nam atak mulistej hiszpańskiej beczki. Zamykane zakrętką wino od katalońskiego biodynamika zaleca się pięknie intensywnym owocem, jest świeże, soczyste, naturalne, autentycznie „wibrujące”. (27,50 zł, Enoteka Polska)

Albet i Noya Petit Albet Blanc + Negre

Małe jest wielkie.

Castaño Yecla Monastrell 2010

Znana bodega Castaño dostępna ongiś w sieci Wine House obecnie współpracuje z Robertem Mielżyńskim. Południe Hiszpanii pokazuje tu wszystkie swe podręcznikowe zalety: superintensywny owoc, pełnię doznań, sporo powagi, trochę garbnika. A do tego wino świetnie sformatowane pod codziennego konsumenta. (30 zł, Mielżyński)

Finca Lasierpe Tempranillo–Garnacha 2010

Proste, ale wyważone wino ze smacznymi nutami malin. Kwasowości niezbyt wiele, garbnika tylko ślad, nic nie będzie przeszkadzało w radosnym powszednim piciu. Końcówka słodsza, całkiem gęsta jak za tę cenę. Nawarra bez beczki i bez Caberneta to jest to! (28 zł, Winarium)

Castańo Yecla Monastrell 2010

Jak przetłumaczyć na polski „overperformer”?

Caves Velhas Dão Reserva Catedral 2007

Proste i soczyste wino z ostrężynowo-pieprzowym smakiem, który wydaje mi się bardzo „portugalski”. Świetne nawet na drugi i trzeci dzień. Więcej struktury od innych win z tego zestawu. (25 zł, Winestory)

Vale da Mina 2008

Niedrogie wino z Alentejo podpisane przez słynnego Cristiano Van Zellera. Kosztuje 27 zł, a smakuje na 40. Gęste, niemal smoliste, na pograniczu starej dobrej Europy i Nowego Świata. Pełna satysfakcja. (27 zł, Mielżyński)

Ticket to Chile Cabernet 2010

Nowy Świat w całej krasie – intensywny, skoncentrowany, wszystkiego trochę więcej, niżby się spodziewać za 27 zł. Zalecam dekantację, gdyż zapachy po otwarciu butelki są tzw. stajenne. (27 zł, Winestory)

Deicas Don Pascual Tannat–Merlot 2010

Świetne wybrane wino z Urugwaju, zalecające się nieprzeciętną świeżością, pijalnością (tylko 12% alk.), dużą winiarską kulturą, a do tego kosztujące zaledwie 24 zł, czyli mniej niż popularne marki win supermarketowych takie jak C.R. czy C. del D. (24 zł, Winarium)

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

(więcej…)

Read Full Post »

W środę uczestniczyłem w kolejnym „lunchu prasowym”. Wina apulijskiego producenta Torrevento degustowaliśmy w nowo otwartej restauracji Platter w Hotelu Intercontinental, gdzie szefem kuchni jest Karol Okrasa. Tym razem moja rola nie ograniczyła się jednak do konsumpcji i refleksji. Współorganizatorem lunchu był Magazyn WINO, a ja otrzymałem zadanie opracowania menu do ciepłych, śródziemnomorskich, intensywnych win Torrevento.

To ogromna winiarnia, produkująca wino z ponad 400 ha. Jej podstawowe e’Arte Rosso powstaje w ponad 1 mln butelek. Trudno się więc dziwić, że tańsze wina są przewidywalne, bezpieczne, cokolwiek masowe. Najbardziej znaną etykietą z górnej półki jest Vigna Pedale, ważne wino dla renesansu odmiany Nero di Troia (parę słów o niej tu), zrobione w stylu międzynarodowym, arcybeczkowe, choć pod koniec obiadu, po półgodzinie w kieliszku, zaczęło ujawniać bardzo dobry owoc. Największą siłą Torrevento wydają mi się wina ze średniej półki, od solidnego codziennego Negroamaro Matevitae aż po Nero di Troia Torre del Falco, przepyszne, świeże, roślinne wino przypominające nieco Chianti.

W normalnym świecie dania do takiego lunchu wymyśliłby restauracyjny sommelier w porozumieniu z szefem kuchni. W Platterze – tak jak w 99,9% polskich restauracji – sommeliera nie ma, więc przyjemność współpracy z Karolem Okrasą przypadła mnie. A była to przyjemność niebagatelna. Jego twórcze podejście do kuchni, smakowa inteligencja, elastyczność i otwartość przebiły wszystko, z czym się dotąd spotkałem, wymyślając w polskich restauracjach różne mariaże winno-gastronomiczne.

Podwędzone st. jacques z limonkową pianką na soczystym liściu ostrygowym.

Kuchnia w Platterze jest „nowoczesno-międzynarodowa”. W zasadzie oparliśmy się na daniach z karty, lecz największym wyzwaniem była taka ich modyfikacja, by pasowały do mocnych smaków win czerwonych Torrevento. Do Torre del Falco i Matervitae podano na przykład razowe pappardelle z confit z gęsi i suszonymi pomidorami: danie sezonowe, polsko-włoskie, gdzie smakowy pomost do Apulii stanowiły dodane wobec standardowego przepisu pomidory.

Pieczona troć z pudrem gryczanym, sosem z rucoli i puszystym bukietem z ziół i sałat.

Starałem się też odtworzyć kilka gestów wiejskiej kuchni apulijskiej, podpatrzonych w czasie niezapomnianej, prościutkiej kolacji w posiadłości Cefalicchio (pisałem o niej tu). Karol Okrasa podaje gościom opiekaną troć w suszonych prawdziwkach z bukietem młodych sałat. Półsurowa ryba jest idealnym partnerem do win różowych, ale puder z prawdziwków, którym jest obtaczana, do rosato nie bardzo mi zagrał w czasie naszej roboczej sesji. Gdy opowiedziałem o zjawiskowych biscotti di grano arso w Cefalicchio (herbatniki z prażonego ziarna, wspomnienie czasów, gdy przywilejem apulijskiej biedoty było zebranie resztek pszenicy pozostałej po jesiennym wypalaniu pól), Karol Okrasa wpadł na pomysł spowicia troci utłuczoną, prażoną kaszą gryczaną. Inne mityczne danie z Apulii – kotleciki jagnięce podane bez żadnego dodatku – zreinterpretowaliśmy do Vigna Pedale i towarzyszącego mu Primitivo Ghenos. Do mocnych, ciężkich win czerwonych jak najprościej podane mięso – ta stara zasada sprawdziła się i tu.

Mus z koziego sera podhalańskiego z płatkami kandyzowanej gruszki.

Problemem obiadu, w ramach którego je się pięć dań i pije osiem kieliszków wina, jest odpowiednia reżyseria, żeby goście nie padli. Okrasie udało się to znakomicie. Zamiast zamulającego czekoladowego czy karmelowego moelleux podał do mało słodkiego Moscato di Trani mus z koziego sera podhalańskiego z płatkami kandyzowanej gruszki. Mnie ten lekki jak piórko deser podobał się nadzwyczajnie. Podobnie jak precyzja i kreatywność szefa kuchni. Wkrótce wrócę do Plattera poza godzinami pracy.

Karol Okrasa w Platterze.

(więcej…)

Read Full Post »

Szeroko rozniosła się wieść gminna po stolicy, że jeden z supermarketów w ramach „promocji” win włoskich sprzedaje m.in. Barolo po 30 zł. Italianofil we mnie nie mógł zignorować tej sensacyjnej wieści. Na jeden dzień porzuciłem platynową kartę Almy i senatorski, 80-procentowy rabat w La Passion du Vin i wybrałem się na eksplorację winiarskich półek Biedronki.

Popularny sieciowy „Owad” cieszy się od paru lat wielkim powodzeniem wśród tych winomanów, którzy nade wszystko cenią sobie niskie ceny. Poza bliźniaczym Lidlem żaden sklep nie oferuje bowiem win gronowych z importu po 9,99 zł. W Biedronce są to przy tym nierzadko wina pijalne i przyzwoite, głównie dzięki zaopatrzeniu we flaszki iberyjskie (matką tej sieci jest portugalski gigant Jerónimo Martins) – a nie od dziś wiadomo, że w Europie to właśnie w Portugalii i gdzieniegdzie w Hiszpanii można wciąż kupić całkiem dobre wino po 2€ za butelkę.

Innym magnesem, który może do Biedronki przyciągać winomana, jest często zmieniający się asortyment w ramach miesięcznych promocji. Dzięki temu te cokolwiek przemysłowe flaszki znikają z oferty, zanim zdążą nam się znudzić. Do 27. lipca mamy czas zainteresować się winami włoskimi. Klasyki winnej Italii – od Valpolicelli i Soave po Chianti i Frascati – zachęcają oprócz swych znanych nazw cenami w zasadzie nieprzekraczającymi 15 zł. Nic, tylko brać skrzynkami.

Nie oczekujmy jednak smakowych iluminacji. Z jakością jest słabo, najwyżej przyzwoicie. Orvieto Borgo Cipressi 2009 (9,99 zł) jest skandalicznie niedobre, ma posmak wody z brudnego węża ogrodowego i nie powinno było nigdy otrzymać apelacji DOC Orvieto ani żadnej innej. Soave Corte Viola (9,99 zł, rocznika brak) nie budzi skojarzeń z wężem, ale też z niczym innym; składa się z wody, alkoholu, kwasu i mglistych nut owocowych, tak perfekcyjnie żadnawych, że w angielszczyźnie ukuto na nie świetny termin white-winey. To jednak niezła propozycja, gdy wina potrzebujemy do sosu marengo, a nie mamy pod ręką otwartej flaszki Montrachet.

Primitivo di Manduria Colle al Vento 2007 (14,99 zł) jest w zasadzie typowe dla swojej apelacji, pełne nut powidłowych, czekoladowych z dobrą intensywnością, lecz na tyle ugotowane w smaku i gorzko-alkoholowe, że picie przestaje być przyjemnością. Nie wykluczam jednak, że co bardziej przyzwyczajeni do smaków nowoświatowych konsumenci zaakceptują to wino. Ja zaakceptowałem Barberę d’Asti Maestri Cantinieri 2008 (9,99 zł). Prosta, nieco cienka (normalka w tej cenie), kwaskowata (normalka dla tej apelacji), ale ma to coś, co nazywa się winnością; w smaku przypomniało mi wina, które dawniej we Francji i Włoszech kupowało się w kantorkach na baniaki jako „12%” i „12,5%”.

Dwa droższe wina z Biedronkowej gazetki okazały się niewarte swoich cen. Chianti Classico Borgo Cipressi 2008 (19,99 zł) jest przyzwoicie wiśniowe, nawet trochę garbnikowe, bez koncentracji, ale soczyste; nie jest to jednak żadne „Classico”, tylko cienkie zlewki z dna kadzi. Gdyby to było proste IGT Toscana Sangiovese i kosztowało te same 19,99 zł, pochwaliłbym je nawet jako przyzwoite. Sęk w tym, że wino swoją kartą przetargową usiłuje uczynić znaną na całym świecie nazwę. Jako Chianti jest po prostu słabe.

Jeszcze słabsze jest Morando Barolo 2005 (29,99 zł). Niby te nuty zwiędłych kwiatów i przeleżałego dzika są typowe dla Barolo, niby wysoka kwasowość i chropawe garbniki są godne ze wzorcem metra, ale całość skąpana jest w jakimś odstręczająco topornym, octowym sosie, a picie tej flaszki zamiast zmysłowego ma charakter wyłącznie sportowy: jest! Udało się wypić Barolo za jedyne 30 zł.

To wino jest emblematyczne dla „promocyjnej” oferty włoskiej Biedronki. Sprzedawane za bezcen klejnoty to po prostu spady produkcyjne. Do rzeczonego Barolo przyznaje się Casa Vinicola Morando, duży przemysłowy producent z Asti, który w myśl przepisów w ogóle nie powinien mieć prawa butelkować DOCG Barolo. (Normą w Europie jest, że wina z apelacją kontrolowanego pochodzenia mogą być produkowane i butelkowane tylko w geograficznych granicach apelacji). Ale Włochy to Włochy i dlatego żadnym problemem nie jest uzyskanie specjalnego pozwolenia na butelkowanie Barolo nawet w Palermo. Piemonccy producenci, których poprosiłem o komentarz w sprawie Barolo Morando, ubolewali nad całą sytuacją, ale przyznawali, że jest ona normą. We Włoszech rekord taniochy za Barolo to dotąd 11,50€; w Niemczech w zeszłym roku „chodziło” po 7,99€. Udało nam się nad Wisłą pobić zatem kolejny rekord.

W czym problem? 30 zł za butelkę to nawet nie są koszty produkcji przyzwoitego Barolo. Uprawiane ręcznie winnice na wzgórzach, ręczny zbiór w wysokości 55 hl/ha (dla najlepszych win oczywiście sporo mniej), selekcja gron, obowiązkowe starzenie w beczkach przez dwa lata i jeszcze rok w butelce (wedle przepisów apelacji Barolo można wypuścić na rynek dopiero w czwartym roku po zbiorach) – to wszystko są wymierne sumy, które – by produkcja wina na tych wzgórzach nadal miała sens – muszą mieć odzwierciedlenie w cenie. Jasne, nie można przesadzać – nie akceptuję i nie polecam Barolo po 80 czy 100€, ale naprawdę nietrudno znaleźć świetne wino z tych okolic za 25–30€, a w Polsce za 130–160 zł.

Dzięki Biedronce dowiadujemy się etymologii szczepu Bambino Bianco.

Picie wina jest i powinno być frajdą. A dobrego taniego wina – frajdą nad frajdami. Dobrze jednak, żeby była to frajda rozumna. Finansowa rozkosz z picia Chianti za 20 zł czy Barolo za 30 zł to krótkowzroczny egoizm. Jutro czy pojutrze może się okazać, że chętnych do łażenia po stromym stoku i opiekowania się 5 tys. winorośli na hektar brak. Sięgając po flaszkę ze sklepowej półki warto zastanowić się, kto to wino produkuje i czy otrzymuje godziwe wynagrodzenie za swój trud. I lepiej dołożyć paręnaście złotych za uczciwe wino od małego producenta. Bo to winiarz i jego rodzina gwarantują nam, że Barolo, Chianti, Chablis, Somló – te największe wartości naszego europejskiego wina – będą nadal istniały.

Read Full Post »

Lecce, miasto baroku i Negroamaro

Trzecią, obok opisywanych już przeze mnie Nero di Troia i Primitivo, odmianą Apulii jest Negroamaro. To na nią najbardziej ostrzyłem sobie przed tym wyjazdem zęby – bowiem jestem wielkim miłośnikiem opartych na Negroamaro win, szczególnie z flagowej apulijskiej apelacji, Salice Salentino. Jedyna znana z całego regionu w tzw. dawnych czasach, rodziła pięknie balsamiczne, eleganckie wina do długiego starzenia. Nie zapomnę kupowania nie tak znowu dawno w weneckich sklepach „spożywczo-monopolowych” Salice Salentino 1991 i 1993 od Taurino – to wino swą wiśniowo-balsamiczną finezją czyniło z Apulii jakieś konkretne miejsce na winiarskiej mapie.

Mój ideał Negroamaro.

To rozczarowujące, ale Taurino nadal pozostaje niedościgłym mistrzem Negroamaro. Nie pojawili się godni go konkurenci, a moderna swoimi winami z Negroamaro wystawiła się właściwie na pośmiewisko. Fali szkaradnych potworków, na jaką zostałem wystawiony przez ostatnie dwa dni mojego tu pobytu, nie da się inaczej podsumować. Okazało się, że Negroamaro, ten wrażliwy szczep o naturalnej skłonności do finezji, jest przez nowoczesny styl winifikacji deformowany o wiele bardziej niż choćby Primitivo. Negroamaro ma grubą skórę, późno dojrzewa (ma zwykle 13,5% alk., aż o 1% mniej niż Primitivo), daje najczęściej wina mocno garbnikowe, wręcz gryzące, często nieco zielone, no i (co w klimacie Apulii jest na wagę złota) mocno kwasowe.

Te ostre końcówki zmiękczano dawniej na dwa sposoby: sadząc wraz z Negroamaro miękką, szczodrą i bogatą odmianę Malvasia Nera oraz starząc wina długo w beczkach, co zmiękczało im garbniki i wtapiało kwasowość w balsamiczne powidło. Moderna sięgnęła po inne narzędzia – oczywiście późny zbiór, nową beczkę, dodatek raczej Merlota niż Malvasii – lecz charakter wina na tym dramatycznie ucierpiał. Twarogowo-waniliowe interpretacje Negroamaro są winami śmiechu wartymi, a na fali modernistycznego entuzjazmu wylane zostało z kąpielą dziecko, czyli stary, tradycyjne styl Salice Salentino, Copertino i innych apelacji z Negroamaro w godle. Dziś uprawia go już tylko garstka producentów, a coraz liczniejsi zaprzedają duszę diabłu – klasyczna firma Leone De Castris zatrudniła niedawno jako konsultanta Riccardo Cotarellę. Na efekty nie trzeba było długo czekać: tutejsze Salice (absolutnie skandaliczne) oraz tanie Negroamaro Eloveni już smakują jak argentyńskie malbeki.

Hrabia Giovanni Guarini przed swoją winiarnią w Scorrano.

Na co stać Negroamaro, pokazały butelki od Cosimo Taurino (Salice Salentino Riserva 2006 oraz flagowe Patriglione 2003 z późno zbieranych gron, nadal najlepsze wino całej Apulii; od 2003 zmienił się tu enolog, ale styl raczej pozostanie ten sam, najwyżej z drobną owocową „korektą”), Vallone (Gratticciaia 2004 – apulijskie „amarone” też pod wodzą nowej enolożki Graziany Grassini, na razie z małym znakiem zapytania – 2000 oraz wspaniały 1998), Candido (ta wielka firma swoim winem Duca d’Aragona, z domieszką Montepulciano, wskakuje na podium Apulii; piłem cudnie finezyjny 1997, pełen wigoru, ale i brettu 1998, zamknięty 2000 oraz beczkowy, ekstraktywny i obiecujący 2003; świetne też Salice Riserva i Cappello di Prete), Michele Calò (pyszne Mjère 2007, z uwagi na południowe położenie winnic bardziej owocowe i taniczne od innych), Duca Carlo Guarini (Negroamaro Píutri 2006, a także świetne Primitivo). To są nazwiska funkcjonujące od dwóch dekad, co pokazuje mizerne postępy na polu Negroamaro. Ale póki trwają te znakomite wzorce, jest nadzieja, że ktoś do nich twórczo i z szacunkiem, wbrew modernistycznej deformacji nawiąże.

Z Negroamaro uzyskać można też piękne lampy.

Read Full Post »

Apulia felix (4)

Najpierw trzeba wybrać...

Następnie pistolet w dłoń...

I do dzieła!

Kwota do zapłaty pojawi się na liczniku.

Najważniejsze to lubić swoją pracę.

Na weekend to wystarczy.

Chętnych nie brakuje.

Read Full Post »

Całą środę spędziłem w Mandurii, w ojczyźnie szczepu Primitivo, który ze starych, wolno rosnących krzewów, na kamienistych glebach na poziomie morza daje z siebie wszystko (zwłaszcza alkohol). Całą środę spędziłem pijąc Primitivo od wszystkich czołowych producentów, jedne lepsze, drugie gorsze; jedne jadące tylko na ekstrakcie i wódczanej mocy, konfiturze i czekoladzie, inne usiłujące do potęgi Primitivo dodać nieco głębi, zachować świeżość, naturalność.

Lecz największym szokiem tej środy stała się wizyta u weterana Primitivo, firmy Pichierri butelkującej wina od lat 1970. Stare betonowe kadzie, kantorek-kanciapa ze sprzedażą win („Kredytu nie udzielamy”), beznadziejne etykiety retro, 50% wina sprzedawane luzem i 60% gron skupowanych od hodowców – to wszystko tchnie cokolwiek  nieświeżym wspomnieniem, Craxiego, Al Bano i Rominy Power, piłkarzy w długich trykotach i wczesnego italo disco.

Kiedy się patrzy na tutejsze wina, człowieka XXI-wiecznego przeszywa dreszcz. Tradizione del Nonno ma 16%, Il Sava – 16% + 3% non svolto (we Włoszech tak się oznaczało kiedyś cukier resztkowy), a kolejne szczeble „win słodkich naturalnych” to już 19,5, 20, a w najlepszych rocznikach nawet 20,5% potencjalnego alkoholu! Bohaterskie drożdże rdzenne dojeżdżają z fermentacją do 17–17,5% alk., a potem się poddają. Ale wszak i owe dolci naturali, i tutejsze wina wytrawne nie mają w sobie nic z komercyjnej konfiturowej słodyczy, nic z lenistwa późnego zbioru, konformistycznej beczkowej szminki wielu nowoczesnych interpretacji Primitivo.

Vittorio Pichierri odciąga wino z tradycyjnej amfory capasone.

Są ogromnie skoncentrowane, ale czyste, integralne, naturalne, mięsiste, ziemiste. Rozegrane w jednej mocnej durowej tonacji, namalowane jedną mocną czarną kreską, ale bez żadnej teatralizacji, ukrytych kompleksów, prowincjonalnego parweniuszostwa. Są sobą, po prostu. A właściciel i kierownik produkcji Vittorio Pichierri streszcza to jednym zdaniem: siamo contadini artigiani, jesteśmy chłopami-rzemieślnikami. Choć powstaje tu 600 tys. litrów wina, nie ma tu przemysłowej logiki; Pichierri kontroluje wszystko sam, nie ma mowy, by do kadzi powędrowało choć jedno nadpsute grono, kluczem do jakości jest bezustanna selekcja, ćwierć produkcji odprzedaje się jako odpad.

Tutejszy podstawowy Primitivo lany luzem z kranu za 1,10€ za litr był w czołówce tego wyjazdu, a potem otworzyliśmy Primitivo z 1975 roku (18+3%!), jedno z wielkich win mojego życia, o nieprawdopodobnym likierowym nosie i takiej młodości w ustach, jakiej życzę wszystkim porto nie z 1975, a z 1995. Królewska potęga tej butelki okazała się zazdrośnie strzeżoną tajemnicą Apulii, kraju sprzeczności, udręki i ekstazy, rozpaczy i uśmiechu.

To wino ma 34 lata.

Read Full Post »

Older Posts »