Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Argentyna’

Centrum Wina jest jednym z największych polskich importerów wina (w 2010 r. sprzedało go za ponad 58 mln zł). Toteż doroczna firmowa degustacja jest jednym z obowiązkowych dla polskiego winomana wydarzeń w kalendarzu. Dawniej organizowana jako Jesienna Galeria Win w budynku warszawskiej Agory, od dwóch lat jest częścią Open Family Day, czyli „festiwalu kulinarno-winiarskiego” we współpracy z Noble Bank.

(Rekomendacje zakupowe + bonus na dole strony).

Centrum Wina rozpowszechnia swoje wina w każdej polskiej gminie i zdominowało rynek restauracyjny (dzięki kontrowersyjnej strategii obejmującej wypłacanie restauracjom nawet kilkudziesięciu tys. zł za wyłączność). Dociera ze swoimi winami – stojącymi w swym ogóle na dobrym poziomie – do publiczności szerszej niż ktokolwiek w Polsce. Nic dziwnego, że niedzielna degustacja na warszawskim Służewcu zgromadziła nieprzebrane tłumy, choć nie była do końca „open” (bilet wstępu kosztował 150 zł), a warunki obcowania z winem nie były komfortowe (koszmarne kieliszki, sięgająca 30oC temperaturę tak powietrza, jak i niektórych butelek).

Pintia Toro 2007

Najlepsze wino degustacji.

Socjologicznie rzecz biorąc była to ciekawa impreza. Tu Vega Sicilia, tam półwytrawne argentyńskie frizzante. Pascal Brodnicki grilluje przez mikrofon, a menedżer Dourthe’a określa procent Petit Verdot w kupażu. Miłośnicy win półsłodkich wydawali się co prawda w tym roku w odwodzie, ale hasłem dnia było „czerwone, łagodne”, najlepiej Cabernet Sauvignon lub Merlot. Przejście od Chablis Grand Cru do koktajli na bazie Cutty Sark i syropów Monin odbywało się wyjątkowo płynnie. Garstka prawdziwie zainteresowanych winem ginęła w tłumie pstrokatej, rozimprezowanej klasy średniej.

Paolo Pasini San Giovanni Garda

Paolo Pasini z winiarni San Giovanni.

To z pewnością właściwy target dla Centrum Wina, lecz co znajdzie tu dla siebie winocentryk? W sumie niemało. Bardzo ciekawą nowością ostatnich dni jest np. Az. Agr. San Giovanni znad Gardy (pisałem o niej słówko tu). Te zgoła niekomercyjne wina – mineralne Lugana, malinowe Chiaretto, słono-słodkie Groppello – kupimy w niezłej za te emocje cenie 60 zł. Pojawić się mają obok Bollingera i Nicolas Feuillatte kolejne szampany z domu Thiénot. Od mniej więcej roku mamy przyzwoite wina gruzińskie Iveriuli. Centrum Wina stara się jak może, by różnicować swoją ofertę, wprowadzać ambitniejsze wina, lecz pobyt na Open Family Day wskazywał, że parlamentarna większość woli to, co już zna. Evergreenem pozostają sztampowe chilijczyki z nieśmiertelnym Wentiskłero na czele oraz garstka „brandów” takich jak Antinori, Masi czy Valdemar (tutaj wymowne zestawienie bestsellerów). Z katalogu znika za to stopniowo Anselmi z Soave, są kłopoty z zamówieniem Bründlmayera, od lat nie zmieniły się roczniki Pecchenino. Z rozmów z kadrą średniego szczebla, tymi kierownikami poszczególnych sklepów i handlowcami z terenu, na których pracy Centrum Wina w dużej części się opiera, powraca wciąż ten sam wątek: Francja, Riesling, Tokaj, porto „się nie sprzedają”, „nie ma zainteresowania”.

Centrum Wina kupon rabatowy październik 2011Nieśmiało myślę, że za tymi wszystkimi Côtes du Rhône, Furmintami i Musarami w katalogu nie idzie jakaś konsekwentna strategia marketingowa. Gdy zdarza mi się wpaść do sklepu CW, nie czuję się specjalnie edukowany w kierunku tych ciekawszych (i spełniających moje oczekiwania) win. A niekiedy wpadam na zupełną ścianę, jak wtedy, gdy sprzedawca szukał wytrawnego Chenin Blanc na półce z Rodanem. Największym magnesem przyciągającym do Centrum Wina wydaje się magiczny system rabatów. Któż nie poczuje się doceniony, gdy po pierwszej wizycie dostanie 15 albo nawet 20% zniżki. To nic,  że ceny „oficjalne” bujają w obłokach i nawet po tej zniżce nie są szczególnie konkurencyjne. (O takiej technice sprzedaży dyskutowaliśmy kilka dni temu à propos 101win.pl). Gwoli prawdy CW w ostatnim czasie nieco obniżyło marże; niektóre wina w swych cenach zasługują już na polecenie. Z kolei impet straciły jesienne promocje. Poprzednie edycje Jesiennego Festiwalu Win okraszone były 30-procentowym rabatem na cały katalog Centrum Wina. W tym roku rabat jest już tylko na wybrane wina – po 1 od każdego producenta. Ale i to dobre. Wybrałem dla Państwa najciekawsze z tych przecenionych win – są to naprawdę dobre cenowe okazje. Z promocji skorzystać można do 6.10.2011, a dla tych, którzy nie byli na Open Family Day, mam 4 kupony promocyjne uprawniające do 30-proc. zniżki. Kupony prześlę pocztą czterem pierwszym osobom, które podadzą swój adres pocztowy na bonkowsk*poczta.onet.pl.

[27.09 12:47 Żałuję ale wszystkie kupony rozdane!]

5 najlepszych okazji w promocji Centrum Wina:

Kim Crawford Marlborough Sauvignon Blanc 2010 – 45,50 zł

Paul Jaboulet Aîné Côtes du Rhône ‘Parallèle 45’ 2008 – 33,60 zł

Dourthe Bordeaux No. 1 2009 – 39,20 zł

Tbilvino Mukuzani 2007 – 37,80 zł

Trapiche Broquel Cabernet Sauvignon 2008 – 34,30 zł

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

5 najlepszych win spoza promocji:

San Giovanni Il Lugana 2010 – 59 zł

Oremus Tokaji Furmint Mandolás 2009 – 74 zł

Paul Jaboulet Aîné Crozes-Hermitage Les Jalets 2008 – 79 zł

Château La Garde Pessac-Léognan 2004 – 159 zł

Pintia Toro 2007 – 219 zł

(więcej…)

Reklamy

Read Full Post »

Pamiętają Państwo ABC? Ten nieformalny klub, a tak naprawdę ideowe bractwo bezlitosnych zwalczaczy najpowszechniejszej odmiany winogron na świecie, czyli Chardonnay? Ileż było frajdy w tym publicznym mieszaniu z błotem króla supermarketowych półek, w nazywaniu jego wytworów produktami winopodobnymi, że to nieledwie płaska herbatka z karmelem, soczki gronowe bez żadnego „winnego” charakteru (w domyśle: te miliony, które się nim rozkoszowały, nie miały wstępu nawet do winiarskiej podstawówki).

Nie dajcie się zwieść słowem Puligny na etykiecie i takimże smakiem. To jest prosty burgund za 15€.

Dziś Anything But Chardonnay jest passé. Dziś modnie i uczciwie jest powiedzieć: Chardonnay, why not? Hasło, że Chardonnay jest najgorszym, co może nam się przydarzyć, zaczęło boleśnie uwierać swą nieprawdą. Albowiem Chardonnay zastąpić się nie da. I nie mam na myśli tych diamentów rozsypanych na szczycie piramidy, jak jednoodmianowe szampany czy inne Montrachet (o tym ostatnim, magicznym winie pisałem tu). Nie da się zastąpić także tych Chardonnay codziennych i niedzielnych. Długo sobie wmawialiśmy, że przecież jest Pinot Gris, Veltliner, Grenache Blanc, że dyktaturze karmelu przeciwstawi się młodość i wigor Sauvignon Blanc, a w desperacji lepiej już pić swojskie i autentyczne Trebbiano czy inne Airén.

Przyznaję, wojowałem i ja. W Chardonnay i ja widziałem ideologicznego wroga, którego należało wyplenić. Z perspektywy czasu ta krucjata przyniosła wiele dobrego. Przede wszystkim system jednopartyjny zastąpiła prawdziwym pluralizmem. Rzeczony Veltliner czy inne Albariño ze statusu etnociekawostek stały się pełnoprawnymi uczestnikami winiarskiego rynku. Dziś jest nie do pomyślenia, żeby w szanującej się restauracji podawano tylko Chardonnay – a piętnaście lat temu było to normą. Drugim wielkim sukcesem tej debaty jest zmiana samego Chardonnay. Bowiem jego ekscesom w dekadzie lat 1990. nie można zaprzeczyć. Nowoświatowe jogurty bananowe z zerową kwasowością, atak karmelkowych klonów z Sycylii, Langwedocji i Nawarry, a nawet poważne wypaczenia w najwyższej świątyni Chardonnay – w Burgundii w poszukiwaniu parkerowskiego tłuszczyku maniakalnie starzono wina na osadzie, co skończyło się epidemią utlenienia nawet najdroższych win z roczników 1996–2002 (szczegóły tu i tu; nauka do końca nie wyjaśniła tej sprawy, lecz wielu ekspertów zgadza się, ze destabilizację win wywołało nadmierne bâtonnage, czyli mieszanie osadu w beczce z dojrzewającym winem).

O Chablis już nie nawet nie mówmy.

Lecz jak to w świecie wina, wszystko płynie, zmienia się z rocznika na rocznik, producenci dostrzeli błędy, konsumenci zapragnęli win świeższych, marketingowcy wysłali sygnał do winemakerów i Chardonnay 2.0 stało się faktem. Kilka dni temu na degustacji win argentyńskich średniopółkowe Chardonnay z Mendozy nie dało się poznać w stosunku do samego siebie sprzed pięciu lat. Soczysty owoc, zero karmelu, beczka w dalekim tle, nutki mineralne i przede wszystkim kwasowość, której Chardonnay ongiś zawsze brakło. Nie łudzę się, że był to kwas naturalny, ale wino dokwaszone okazało się o wiele lepiej zrównoważone, więc niech dokwaszają.

Bez tej Mendozy mógłbym żyć, lecz przyznaje przed samym sobą i Państwem, ze coraz trudniej mi żyć bez białych burgundów. Pomijam Chablis – wino w swej mineralności niezastępowalne – lecz nie mogę żyć bez Chardonnay fermentowanego w beczce z Mâcon, Marsannay, Saint-Aubin i daj Boże z Puligny i Meursault. Na styczniowych degustacjach rocznika 2009 te wina ujmowały naturalnym balansem w tym trudnym, gorącym roczniku, a spijając obecnie nad Wisłą niedobitki z 2007 i 2008 roku nie mogę się nadziwić własnej przyjemności. Bowiem Chardonnay swoją gęstą materią, mocna strukturą, oleistą, dotykalną fakturą, zawsze obecną mineralnością, oczywistym znamieniem terroir jest królem win osobnych, głębokich, wielowymiarowych. Przez wiele lat nie dostrzegaliśmy – ja, my, wy, oni – tej prawdy, lecz w nowej rzeczywistości ABC czas zastąpić CMOK – Chardonnay mega OK.

Kto sprowadzi do wino do Polski?

(więcej…)

Read Full Post »