Feeds:
Posty
Komentarze

Posts Tagged ‘Austria’

Wielka degustacja polskich win za nami. Sprawozdanie z imprezy organizowanej przez Winicjatywę, największej dotąd tego typu – sześciu winiarzy pokazało w sumie ponad 30 win – przeczytacie tutaj.

Markus Huber Veltliner Hugo 2011 vs Winnica Płochockich Sibemus 2010

Nie do odróżnienia.

Równolegle poprowadziłem seminarium, w ramach którego skonfrontowałem topowe polskie butelki z winami z krajów ościennych. Jestem przekonany, że takie porównania naszych wyrobów z winami dobrej europejskiej klasy są konieczne, jeśli polskie winiarstwo ma zrobić kolejne kroki naprzód. Do takich konfrontacji już dochodziło – choćby na konkursie Enoforum, gdzie polskie wina zdobyły pierwsze międzynarodowe medale, czy Grand Prix 2010 Magazynu WINO, gdy Pinot Gris 2009 Lecha Jaworka zdobyło świetne V miejsce w bardzo mocno obsadzonej kategorii win białych do 60 zł (w degustacji w ciemno wyprzedziło wówczas m.in. Sauvignon Blanc Konrad z Nowej Zelandii czy znanego włoskiego Traminera Maso Furli). Nigdy jednak na taką skalę.

Dobierając wina do degustacji nie zastosowałem żadnej taryfy ulgowej. Sięgnąłem po flaszki winiarzy europejskiej absolutnie najwyższej klasy – Markusa Hubera, niedawnego winiarza roku w Austrii, Jánosa Árvaya, którego winomanom przedstawiać nie trzeba, wreszcie Egona Müllera – być może największej gwiazdy winiarskich Niemiec – którego Rizling Rýnsky powszechnie uważa się za najlepsze wino powstające na Słowacji. Wina polskie i niepolskie skojarzyłem ze sobą szczepami, smakowym stylem i (mniej więcej) podobną ceną.

Egon Muller Chateau Bela Riesling 2004 vs Winnice Jaworek Riesling 2006

Egon kto?

A wyniki? Nalane do dwóch kieliszków Huber Grüner Veltliner Hugo 2011 (importer: Interwin i Winoman.pl, ok. 40 zł) i Sibemus 2010 Płochockich (39–45 zł) w swej zielonej świeżości i soczystym jabłkowym owocu były… praktycznie nie do odróżnienia. Jeden z uczestników trafnie odgadł młodego Veltlinera, tyle że mówił akurat o Sibemusie. 3 osoby na 10 degustujących wzięły Veltlinera za polskie wino. W głosowaniu na preferowane wino z tej pary Huber wygrał 5:3. Mieszanka „nieperspektywicznych” hybryd spod Sandomierza niemal dorównała butelce od austriackiej gwiazdy.

W kolejnej parze zaprezentowałem starszy polski rocznik – Riesling 2006 Lecha Jaworka (obecne roczniki ok. 60 zł). Wino z bardzo ładną kwasowością, subtelnym cukrem resztkowym, nieco naftowe, w szczycie formy, jeszcze nie schodzące, naprawdę dobry przykład zestarzonego Rieslinga. Gdyby nie wiedzieć, że może być to wino polskie, nikt by nie zgadł. Ale i tak 3 osoby za polskie w tej parze uznały Château Belá Rizling 2004, znakomite wino słowackie nagrodzone ongiś medalem Magazynu Wino (pisałem o nim szerzej tutaj; importer: Centrum Wina, 73 zł). Wyraźnie słodsze, głośniejsze, mocniejsze od Jaworka, bardziej wyraziste, choć nie jest to różnica klas; 6:2 dla Słowacji.

Holger Koch Kaiserstuhl Spatburgunder 2008 vs Winnica Adoria Pinot Noir 2010

Dwa wina europejskiej klasy.

Winnica Adoria Pinot Noir 2010 (ok. 90 zł) kontra Holger Koch Spätburgunder 2008 (Brix65, ok. 70 zł). Tutaj iluzja była absolutna – oba wina miały podobny jaśniutki kolor, czereśniowy owoc, smaczny kwas, drobny garbnik. Wiedząc, że Adoria w tym roczniku nie zastosowała do Pinot beczki (decyzja podyktowana szybszym wypuszczeniem wina na rynek, ale wyszła na dobre), można było się domyśleć, że tostowe nutki w bukiecie przynależą do Kocha, ale nikt nie wiedział, więc aż 6 osób uznało, że to Spätburgunder jest winem polskim, a w głosowaniu padł remis 5:5. Zważywszy, że ten Niemiec (doprawdy dobrej klasy, choć może nie wybitny) pochodził z miejsca uważanego za ziemię obiecaną Pinota – wulkaniczne tarasy w badeńskim Kaiserstuhl – czy na wyrost będzie mówić, że Dolny Śląsk jest dla Pinot Noir po prostu świetnym siedliskiem? Zwłaszcza, że klasę udowodniły już Pinoty od Jaworka.

W ostatniej parze bez żadnych skrupułów zderzyłem polskie wino z butelką tokaju od wybitnego winiarza Jánosa Árvaya z wybitnego rocznika – 1999. Forditás to co prawda lżejszy rodzaj wina od aszú, ale nie jest to chucherko, a bukiet tego wina był znakomity – makowiec z miodem i rodzynkami. Honoru Polski broniło wino historyczne – pierwszy rocznik likierowej Jutrzenki 2004 od Romana Myśliwca. Różnica stylistyczna pomiędzy winami była duża (bukiet Jutrzenki jest herbaciano-maderowy, a 16% alkoholu jest ewidentne), pomimo tego aż 3 osoby się pomyliły! A w głosowaniu padł wynik 7:1 dla Tokaju, ale Jutrzenkę wszyscy dopili ze smakiem; wstydu nie było.

Janos Arvay Hetfurtos Tokaji Forditas 1999 vs Winnica Golesz Roman Myśliwiec Jutrzenka 2004

Sky is the limit.

Wstydu nie było?! Garażowe polskie butelki z niedoinwestowanych winnic, produkowane we frontowych warunkach pod czujnym okiem idiotycznych kontroli z Urzędu Prawomocnego Nasiennictwa godnie stawiły czoła butelkom z najlepszych regionów winiarskich Europy od winiarzy o międzynarodowej sławie. To jest sensacja, proszę Państwa! Choć kogoś, kto od lat śledzi dokonania polskich winiarzy i upartą walkę wybitnych jednostek o podnoszenie jakości, rezultat tego starcia jakoś nie dziwi. Im więcej będzie takich porównań, tym oczywistsza stanie się oczywistość: mamy w Polsce wina europejskiej klasy.

(więcej…)

Read Full Post »

Wpadły mi ręce takie statystyki sprzedaży w restauracji. Lokal w centrum Warszawy na ok. 100 nakryć, kuchnia azjatycka. Wina w karcie od 85 zł za butelkę, 60 etykiet z czego aż 18 na kieliszki (sprzedaż na kieliszki wliczona do poniższych danych). Obsługa wielokrotnie szkolona itd. Dane za okres lipiec 2011 – marzec 2012.

Prosecco – 113 but.

Cava – 51 but.

Szampan (4 etykiety) – 47 but.

Pinot Grigio – 118 but.

Rueda – 17 but.

Chablis – 151 but.

Riesling mozelski – 69 but.

Grüner Veltliner – 58 but.

Gewürztraminer (3 etykiety) – 60 but.

Sauvignon Blanc z Nowej Zelandii – 341 but.

Chardonnay z Nowego Świata (2 etykiety) – 137 but.

Mystery Warsaw restaurant sushi

Naród głosuje na Sauvignon Blanc.

Bordeaux czerwone – 43 but.

Rioja (4 etykiety, reserva i gran reserva) – 189 but.

Barolo – 5 but.

Amarone – 20 but.

Pinot Noir z Nowego Świata (2 etykiety) – 115 but.

Cabernet Sauvignon z Nowego Świata (2 etykiety) – 99 but.

Malbec – 63 but.

Ja do sushi i zupy kokosowej najchętniej piłbym Ruedę i Veltlinera. Jak widać moja partia nawet nie wchodzi do Sejmu.

Zapraszam do dyskusji.

Read Full Post »

Wspaniałe wina przysłano mi z Weingut Pichler-Krutzler. Ta młoda posiadłość, o której pisałem słówko już tu, to obecnie jedno z gorętszych nazwisk na austriackiej scenie winiarskiej. Cóż się dziwić zresztą, skoro Elisabeth Pichler jest spadkobierczynią najsłynniejszej w Wachau rodziny F. X. Pichler, a jej mąż Erich Krutzler – autorem wybitnego Blaufränkisch z Burgenlandu, m.in. słynnego Perwolff. (Był także enologiem ciekawych projektów w Słowenii – Dveri-Pax i Marof).

elisabeth-erich-krutzler-pichler

Elisabeth Pichler i Erich Krutzler. © Weingut Pichler-Krutzler / Markus Rössle.

Zaczynali od zera (skupowania winogron i dzierżawy małych parcelek) w 2007 roku, pięli się konsekwentnie w górę, lecz dopiero z rocznikiem 2010 (wcale w Wachau niełatwym, który zrodził wina bardzo zamknięte, szczupłe, z rekordową kwasowością) przebili większość sławnych sąsiadów i dołączyli do absolutnej elity regionu. Próbowana przeze mnie seria Veltlinerów i Rieslingów była istotnie wspaniała: prawdziwie mineralne, głębokie, kompletne, fascynujące wina.

W chłodnych, kwasowych rocznikach Veltliner wypada zwykle lepiej niż Riesling i Supperin GV 2010 zdawał się potwierdzać. Wino pochodzące z leżącej tuż nad Dunajem, płaskiej parcelki zwykle przeznaczanej na proste wina Federspiel do szybkiego wypicia zdumiało mnie intensywnością i wielowymiarowością. Wunderburg Veltliner to rzecz o wiele poważniejsza, bardzo skoncentrowana – koncentracja to zresztą główna cecha stylu Pichler-Krutzler; stare krzewy i niska wydajność dają tu wina o ogromnym ekstrakcie, w gruncie rzeczy bliższe winom czerwonym niż tradycyjnym białym.

Wachau Supperin vineyard from Durnstein castle

Parcela Supperin w Wachau. Wielkie wino z płaskiej winnicy…?

Lecz jeszcze większe wrażenie robią tutejsze Rieslingi. Loibenberg to cru, które rozsławili (z wzajemnością) ojciec i brat Elisabeth, jedno z najbardziej poszukiwanych win austriackich. Interpretacja Pichler-Krutzler jest mniej barokowa i zmysłowa niż F.X. Pichler, za to odsłania pokłady chłodnej mineralności, których próżno by się spodziewać po tej gorącej, na loessowej glebie leżącej winnicy. Wunderburg Riesling 2010 jest bardziej napięty i cytrusowy. Rothenberg Reserve to wino bogatsze, utrzymane w stylu niemieckiego Spätlese (20 g cukru przy 13% alk.), świetnie zrównoważone: nie wydaje się nazbyt słodkie, wybija się tą samą mineralnością, co inne tutejsze butelki, lecz w bardziej owocowym, aromatycznym stylu.

Styl to ważna tutaj kwestia. Wina Pichler-Krutzler są nowoczesne i tradycyjne zarazem. Stanowią odwrót od egzotycznego, przejrzałego, orgiastycznego stylu pierwszej fali moderny w Wachau, która w ostatniej dekadzie rozsławiła ten nieznany dotąd region w świecie (i której czołowym przedstawicielem była właśnie winiarnia F.X. Pichler). Elisabeth i Erich „fenoliczną dojrzałość” zastępują przejrzystą mineralnością. Zarazem nie są to wina chude, ostro kwasowe, bezowocowe jak trzydzieści lat temu. Wręcz przeciwnie, uderzają niezwykłą intensywnością i koncentracją; mają jedne z bodaj najdłuższych posmaków, jakich ostatnio doświadczyłem w białych winach.

Pichler-Krutzler Riesling Wunderburg 2010

Mineralność ostra jak brzytwa.

Ciekawym przypisem okazało się wino czerwone z odmiany Blaufränkisch, produkowane przez Ericha w Burgenlandzie. Wino to zwróciło moją uwagę już w pierwszym roczniku – 2007 – lecz trzeba powiedzieć, że jego rozwój w butelce jest wspaniały. Po czterech latach wino to pokazuje najlepsze cechy popularnej (i rzadko wybitnej) „Frankovki”: subtelne aromaty, wyraźny kwasowy kościec, mineralność, wyraźne pokrewieństwo z dobrym Pinot Noir. Styl tego wina znów stanowi reinterpretację najnowszej historii austriackiego winiarstwa. Erich Krutzler używa tu beczki znacznie subtelniej, niż w dawniejszych winach, stawia na świeżość, przejrzystość. Próbowałem też rocznika 2008 (z pewnością prostszego) oraz 2009 (bardzo obiecujący, ale dajmy mu pięć lat). Wraz z winami Moric i Dorli Muhr to obecnie jedna z najciekawszych butelek austriackich w czerwieni.

(więcej…)

Read Full Post »

51 win za nami. Minął pierwszy dzień finałowej degustacji Grand Prix Magazynu WINO. Po raz pierwszy w sześcioletniej historii tych nagród nie należałem do grona szortlistującego wina do ścisłego finału, nie musiałem błagać importerów o terminowe nadesłanie butelek, pakować ich w skarpety, doprowadzać do idealnej temperatury degustacyjnej – przyszedłem na gotowe, usiadłem, włożyłem nos w kieliszek i zacząłem degustować. Jak poszło?

1. Za nami pierwszy dzień degustacji – wina białe, musujące i słodkie. Jutro (wtorek) różowe i czerwone.

Majolini Saten Ante Omnia

Najlepszy z degustowanych dziś szampanów.

2. W stosunku do zeszłego roku komisja oceniająca wina została ograniczona. Dziś zasiadło w niej tylko 14 osób, w tym siedem z szeroko pojętego panelu degustacyjnego MW. To kompromis i wyciągnięcie wniosków z poprzednich lat, gdy do punktacji dopuszczeni byli importerzy ocenianych win (to na pewno nieszczęśliwa praktyka z uwagi na konflikt interesów) lub gdy reprezentacja głosów nieredakcyjnych – blogerów, sommelierów itp. – była dużo większa (w 2009 roku dla win czerwonych – 2/3). W tym roku większy wpływ na ostateczną punktację ma rdzeń programowy MW.

Magazyn WINO Grand Prix 2011

I o co tu chodzi?

3. W związku z powyższym nikt z redaktorów nie zrezygnował z przywileju oceniania win. Wszak ktoś musi nadzorować proces ich przygotowania do degustacji. Powierzony on został Katarzynie Niemyjskiej, sekretarz redakcji MW. Jednak sama kolejność win w degustacji była „całkowicie losowa”. I tu doszło do największego kuriozum. Nastąpiło zupełne pomieszanie z poplątaniem, gdy w kategorii „win białych powyżej 100 zł” w kieliszkach stały kolejno słodki Riesling Auslese, Chablis Grand Cru, Riesling alzacki, Sauvignon z Nowej Zelandii i półsłodki Gewurztraminer.

Magazyn Wino Grand Prix 2011

...wysoce niepewny.

Jaki to ma sens? Na to pytanie redaktorzy MW odpowiedzieli, że przecież to nie ma znaczenia, bo i tak wszystkie wina nalewane są w jednym czasie, więc każdy degustuje jak chce. Tyle że ja nie chcę pić Chablis po Auslese, a co jest co, wiedziałem dopiero po wzięciu do ust. Z jakichś powodów na całym świecie Sauvignon degustuje się przed Chardonnay, a Chardonnay przed słodkim Rieslingiem. Czy Magazyn WINO chciał ustanowić tu nowy światowy standard? Chyba nie chciał, tylko po prostu tak wyszło. Skutecznie pozbawiło to szans na dobry wynik wina na „niebiorących” pozycjach, np. Prosecco Cartizze Nino Franco degustowane po mocarnym szampanie Le Mesnil Grand Cru. A wszak nie od dziś wiadomo, że w obiektywnej degustacji w ciemno ogromny wpływ na rezultat mają takie czynniki, jak kolejność podawania win, ich temperatura itp.

4. Kuriozalny miszmasz słodkiego z wytrawnym wynikał też z rekordowej obecności w finale win słodkich i półsłodkich. Na 30 butelek (pomijam kategorie musujące i deserowe) aż sześć było win z cukrem resztkowym i kolejne dwa w stylu utlenionym. Do tego kolejnych pięć Rieslingów mniej lub bardziej wytrawnych. Za to tylko 4 Sauvignon Blanc, 3 Chardonnay i jedno (!) wino z Nowego Świata.

Tomasz Kurzeja Ewa Wieleżyńska Tomasz Prange Barczyński Magazyn WINO

Degustacja była w ciemno... ale tylko single blind.

Podobnie jak w poprzednich latach, wybór win do finału jest wypadkową paneli degustacyjnych z całego roku, uzupełnianą o propozycje redaktorów i współpracowników MW. Trudno nie dostrzegać w rekordowej reprezentacji Alzacji (8 win na 30! przy zaledwie 2 z Burgundii i 2 z Austrii) wpływu Tomasza Kurzei, który w 2011 r. dołączył do ścisłego grona współpracowników MW, a który biodynamiczne, cukrowe smaki alzackie ukochał ponad inne. Nie mam nic przeciwko krytyce autorskiej, lecz czym innym jest „Wybór Redaktora” w jednym z dwumiesięcznych paneli, a czym innym doroczne nagrody, mające (w teorii czy nawet nie w teorii?) odzwierciedlać najlepsze wina białe dostępne na polskim rynku. Sytuację, w której w kategorii „od 50 do 100 zł” wybierać trzeba między 11 winami, z których cztery są z Alzacji, kolejne trzy z Francji, dwa z Włoch, po jednym z Hiszpanii i Austrii (oba beczkowe) trudno określić inaczej niż sekciarstwem.

Cloudy Bay Sauvignon Blanc 2010

Najlepsze wino >100 zł... Signum temporis czy słabość konkurencji?

5. Jeszcze istotniejszą sprawą jest zupełna rewolucja kategorii cenowych, w których przyznawane są medale. W poprzednich latach wina białe i czerwone oceniano do 30 zł, do 60 zł oraz bez limitu. Obecnie najtańsza kategoria to wina do 50 zł! Jako uzasadnienie tej dziwnej decyzji redaktorzy MW podają, że wiele win dotąd podpadających pod najniższą kategorię podrożało powyżej 30 zł, a euro jest dziś drogie jak nigdy. To prawda, ale wystarczyło tę kategorię przemianować na „do 35 zł” albo w ostateczności „do 40 zł”. Albowiem „do 50 zł” nie ma już nic wspólnego z tym, co najbardziej interesuje większość konsumujących wino Polaków, czyli przystępną cenowo butelką do codziennego picia.

Codzienna butelka z pewnością nie powinna kosztować 50 ani nawet 40 zł i nieprzypadkowo o winach „do trzech dych” powstają nawet specjalne blogi. I jest zupełną nieprawdą, że z powodu kursu walut albo galopującej inflacji nie można kupić porządnego wina za mniej niż 30 zł. Można – zarówno w supermarkecie (Magazyn WINO tych win nie ocenia), ale też u małych importerów, z którymi MW stale współpracuje. Likwidacja kategorii „do 30 zł” wydaje się więc decyzją zupełnie nieprzemyślaną.

Kikelet tokaji Aszu 6P 2007

W czerwcu zloty medal w Budapeszcie, w listopadzie w Warszawie?

6. A jak było na degustacji? Słabiznę w kategorii (pożal się Boże) do 50 zł wynagrodziły fantastyczne wina słodkie – moim faworytem w ciemno okazał się Kikelet Tokaji Aszú 6P 2007 (to kolejny sukces tej skromnej posiadłości, o której pisałem już tu), który pobił Szamorodnego 2008 Istvána Szepsyego (dużo w tym tokaju Muszkatu, przez co charakter jest mniej klasyczny niż zwykle) i Vin Santo 2003 od Isole e Olena. Wśród win musujących rozbłysła pełnią blasku Franciacorta Satén Ante Omnia Majoliniego, bijąc w mej punktacji szampany Billecart-Salmon, Pierre Gimonnet i Le Mesnil. Choćby dla tej sensacji warto było wstać dzisiaj z łóżka.

(więcej…)

Read Full Post »

Marek Popielski, założyciel firmy 101win.pl, w biuletynie mailowym informuje:

Po ponad 5 latach działalności czas na zmiany. Nasz sklep 101win.pl kończy działalność w dotychczasowej formule – pora rozpocząć nowy etap w naszej przygodzie z winem.

Jak udało mi się dowiedzieć, Marek Popielski nie składa broni, lecz część swojej oferty – drogie wina od najbardziej prestiżowych producentów europejskich, które 101win.pl pozyskiwało z rynku niemieckiego – przesuwa do „Klubu 101win” dla zarejestrowanych użytkowników. Pod dotychczasową nazwą dostępne będą natomiast wina z własnego importu – nie byle jakie, bo są wśród nich takie tuzy, jak Selbach-Oster, Aurelio Settimo, kataloński Espelt, Weingut Stadt Krems czy Bordeaux ze „stajni” Terra Burdigala. Import własny ma być w większym niż dotąd stopniu kierowany do niezależnych sklepów winiarskich i restauracji.

Tylko do 26.09. Moje typy na dole strony.

Pomimo więc alarmującego tonu rozsyłanego zawiadomienia w zasadzie nic się nie zmieni, jeśli chodzi o dostępność win. Co najwyżej w poszukiwaniu upragnionej flaszki trzeba będzie sprawdzić dwie, a nie jak dotąd jedną stronę internetową i wpisać dane osobowe na kolejnej witrynie. Na otarcie łez mamy (tylko do poniedziałku 26.09) „totalną wyprzedaż” ponad 250 win z rabatem od 30 do 50%. To naprawdę świetna okazja, zachęcam wszystkich szczególnie do win drogich i prestiżowych, które teraz możemy kupić w 101win.pl taniej niż aktualnie na tzw. Zachodzie. Kilka rekomendacji podaję na końcu niniejszego wpisu.

Decyzja Marka Popielskiego ma jednak drugie dno. Są nim pieniądze. A chodzi o sprawy, które rzadko zaprzątają głowę przeciętnego winopijcy, ale które mają decydujący wpływ na obraz rynku wina w Polsce. Gdy Popielski rozpoczynał w 2005 roku projekt 101win.pl, miał ambicję oferowania najlepszych win w „cenach takich jak w winotekach europejskich”. Jako pasjonat wina zostawiający niemałe pieniądze w sklepach za naszą zachodnią granicą, chciał tę samą ofertę i podobne ceny przeszczepić nad Wisłę, Wartę i Odrę. Wina kupował w cenach hurtowych w Niemczech, doliczał skromną marżę i oferował niektóre wina za 50% ich ceny w „normalnej” polskiej dystrybucji. (Tak było np. z Amarone Fratelli Tedeschi, dostępnym przez dłuższy czas za 99 zł / but.). W 2007 roku mogliśmy w 101win.pl kupić Riesling trocken 2006 Kellera za 48 zł, Les Calcinaires 2005 Gauby’ego za 57 zł, Szamorodni Dániel 2003 Istvána Szepsyego za 125 zł, Santorini 2006 Sigalasa za 54 zł, Paolo Conterno Barolo 2001 za 110 zł.

Marek Popielski i Egon Müller. © 101win.pl.

Potem ceny stopniowo rosły. Najpierw o 15%, potem kolejne kilkanaście. Ideał „europejskiej winoteki” oddalał się coraz bardziej, paradoksalnie wraz z wprowadzaniem win z własnego importu, które na zdrowy rozum powinny być tańsze. Zarazem organizowane były różne okresowe promocje, w ramach których ceny spadały o 20–30%. Inne ceny obowiązywały w sklepie internetowym 101win.pl, a inne w patronackich sklepach, jak Bistro Żużu na ul. Kazimierzowskiej w Warszawie. Funkcjonowały ponadto ceny „klubowe”, np. dla uczestników tzw. Akademii Burgunda, które nie były ani oficjalnymi cenami sklepu internetowego, ani tymi promocyjnymi. W dodatku, jak o tym pisano na Sstarwines.pl (zob. też wyjaśnienia M. Popielskiego), przed okresem promocji ceny na www.101win.pl sztucznie pompowano w górę, by udzieliwszy hojnie wyglądającego rabatu, wcelować nimi niewiele poniżej codziennego ich stanu. Jako konsument przestałem się w tym łapać i spasowałem. Doszło do gorszącej sytuacji, w której taki Riesling Kabinett od Selbach-Oster kosztował „oficjalnie” w 101win.pl 79 zł, gdy ja kupowałem go w winnicy (z normalnego cennika, z VAT) po 8,60€. To już był standard winoteki azjatyckiej, a nie europejskiej.

Kulisy tych ruchów cenowych są prozaiczne. Sprzedaż w sklepie internetowym i dwóch fizycznych wciąż była za mała, by projekt 101win.pl wzleciał na wysokość przelotową. Lecz żeby współpracować z innymi sklepami (i w mniejszym stopniu restauracjami), trzeba im zaoferować co najmniej 25% rabat od cen we własnym sklepie internetowym. Przy „europejskich” marżach, jakie sobie na początku działalności założył Marek Popielski, było to niemożliwe. Dlatego musiał podnieść ceny, żeby móc je znowu obniżyć. Ofiarą padł konsument. Jeśli bowiem nie był akademikiem, tylko naiwnie wchodził do sklepu i płacił za flaszkę, przepłacał ok. 50%.

Pyszne, ale nie za tę kasę.

Marże polskich sklepów winiarskich są zbyt wysokie, bo sprzedaż jest wciąż za niska. Lecz sprzedaż jest wciąż za niska, bo marże są zbyt wysokie. Do dobrego tonu należy chwalenie się w towarzystwie, że wino kupuje się w Dreźnie albo Wiedniu. Jak wyjść z tego zaklętego kręgu? Wydawało się, że wyjdzie z niego Marek Popielski, proponując czołowe wina w niespotykanych wcześniej w Polsce cenach. Ale nie wytrzymał. Na marginesie dodam, że z tym problemem boryka się wielu innych „ambitnych” importerów, takich jak np. Salute czy Rubikon.

7 najlepszych okazji na wyprzedaży 101win.pl:

Peter Jakob Kühn Doosberg Grosses Gewächs*** 2005 – 66 zł

Comte de Vogüé Chambolle-Musigny PC 2000 – 201 zł

René Rostaing Côte-Rôtie 2006 – 125 zł i La Landonne 2006 – 207 zł

Paolo Conterno Barolo Ginestra 2001 – 89,50 zł

Clos Martinet Priorat 2004 – 124 zł

Willi Schäfer Graacher Himmelreich Riesling BA 2006 – 158 zł

(więcej…)

Read Full Post »

W sam raz

Dziś o winie prozaicznym, a wszak diablo pysznym. Weingut Hiedler Riesling Urgestein 2007 nabyłem dwa lata temu w kieleckim Austrovinie za 64 zł (obecnie już go w Austrovinie nie ma, za to w tej samej cenie rocznik 2009 proponuje importer Celmer / Superiore). Nabyłem na okoliczność pewnej kolacji, która nie doszła do skutku. Nabyłem pomimo tego, że degustowany w ramach panelu Magazynu WINO Riesling nie zachwycił, jak o tym świadczy ówczesna notka:

Riesling o zapachu buduarowym (kwiaty, wręcz mydło) i wyraźnym cukrze resztkowym na podniebieniu. Mało wyrafinowany, ale smaczny i treściwy.

Ten Riesling ustawił się idealnie w linii.

Po dwóch latach wino przeszło dziwną przemianę: nie ma cukru, kwiatów ani mydła, zestarzało się w zasadzie dość szybko (trzy i pół roku dla austriackiego Rieslinga to wciąż gimnazjum), pomimo że zamknięte jest metalową zakrętką (która w zasadzie starzenie wina spowalnia). Przy tym wszystkim okazało się po prostu pyszne: świeże, eleganckie, arcypijalne, z wtopioną, nieagresywną kwasowością. Czuć, że nie jest to wino przesadnie ambitne (to najtańszy Riesling Hiedlerów, chodzący w Austrii po 10€), co wszak staje się zaletą, gdy dostajemy w kieliszku 12,5% alkoholu, a to w Austrii i gdzie indziej zdarza się coraz rzadziej.

Ludwig i Maria Hiedlerowie to uznani winiarze, pionierzy uprawy ekologicznej w Kamptal. Nie należeli jednak nigdy do moich ulubieńców, choć zachwycał się nimi swego czasu Marek Bieńczyk. Obok dobrych win przedstawiali średnie, ten sam Veltliner z rocznika na rocznik był albo za ciężki, albo zielony. Na zeszłorocznej degustacji austriackich Erste Lage wina Hiedlerów z rocznika 2002 były słabe, Grüner Veltliner Thal z 2006 podobał mi się wielce, zaś Veltliner November 2006 – wcale. Flaszki z 2009 też były w kratkę, choć z jedną niekwestionowaną gwiazdą: Rieslingiem Gaisberg.

Urgestein, vel praskała, obchodzi w tym roku 270 000 000. urodziny.

Co się zatem stało, że serce zabiło mi szybciej przy tym Rieslingu Urgestein 2007? Poza coraz bardziej poszukiwaną lekkością (nie mylić z nijakością) i pijalnością był to cud chwili. Nie tyle mojej osobistej, co chwili w życiu wina, gdy uchwycimy je u szczytu jego możliwości. Urgestein Hiedlera nie był ani za kwaśny, ani za płaski, owoc, cukier i nuty ewolucyjne przez chwilę ustawiły się idealnie w linii. Wbrew pozorom nie zdarza się to tak często. Większość win pijemy za młodych, ale te, które z pietyzmem chowamy po szafkach na buty i wśród kartonów po telewizorach w piwniczce, często okazują się z kolei mocno za stare. Zaś wielu winom po prostu brakuje równowagi, by kiedykolwiek taką chwilę chwały przeżyć (czerwone są np. zbyt ekstraktywne). O tym nie przeczytamy w książkach ani nawet na blogach. Musi się trafić. Tego Państwu życzę tej wiosny.

(więcej…)

Read Full Post »

Austria znów nawiedziła Polskę. Doroczna prezentacja win naszego południowego sąsiada to tradycja sięgająca jeszcze XX wieku, to już prawdziwa polska degustacyjna instytucja. (To tam, dawno temu, poznałem na przykład Marka Bieńczyka).

W ramach seminarium komentowanego wespół z Josefem Schullerem z wiedeńskiej Akademii Wina (organizującej od tego sezonu winiarskie kursy po angielsku, a Polakom przyznającej nawet stypendia) miałem szczęście przedstawić kilka znakomitych butelek, m.in. Sauvignon Zieregg 2008 Manfreda Tementa (kto to pisał kiedyś, że Sauvignon nie potrafi dać wielkich win?), arcysłodki Ruster Ausbruch Pinot Cuvée 2008 od Feiler-Artingera czy Riesling Heiligenstein 2009 z zasłużonej posiadłości Schloss Gobelsburg (rocznik 2009 udał się tu być może najlepiej w Austrii; ma być dostępny w Polsce ponoć w połowie roku).

Wapień muszlowy = kwasowe wina. © Steve Haider / Verein Leithaberg.

Podobnie jak rok temu najciekawszą chwilę spędziłem jednak przy winach czerwonych. Swe walory zaprezentowała nowa, ustanowiona we wrześniu 2010 apelacja DAC Leithaberg. Leży ona w Burgenlandzie, który przyzwyczaił nas (obok znakomitych słodkich) do win ciężkich, potężnych i słonecznych, tymczasem Góry Litawskie stanowią dla winorośli siedlisko całkiem chłodne, a ten chłód i świeżość wzmagają jeszcze w winach tutejsze gleby: wapień muszlowy i łupek. Zważywszy na uprawiane tu odmiany: Pinot Noir, Chardonnay, Pinot Blanc i swojski Blaufränkisch, obecność łupków stanowi ewenement na skalę światową.

Zagadka dla gleboznawców: w jakim kolorze łupek, a w jakim wapień? © Verein Leithaberg.

W Warszawie próbowaliśmy tuzina win białych z rocznika 2009 i tuzina czerwonych z 2008 – te ostatnie powstają z min. 85% Blaufränkisch. (O degustacji pisała już m.in. Ewa Rybak). Trzeba przyznać, że smak tych ostatnich był zdumiewający. Jeśli się pamięta smakową matrycę austriackiego wina czerwonego sprzed paru lat, ten owoc gęsty jak klej, alkohol jak w Coonawarrze, beczkę jak w rocznym Bordeaux, duchotę panońskiego stepu, litawskie Blaufränkische z 2008 (prawda, że to chłodniejszy rocznik niż 2009, 2007 czy 2006) wydawały się tworami z innej planety: świeże, rześkie, cytrusowe, kwaskowate jak polskie wiśnie, mineralne jak Chablis, napięte jak skrzypcowe struny, jak chce kolejna w polskim języczku winiarskim kalka – „wibrujące”.

Hans Nittnaus, pionier winiarskiego Leithaberg. © Weingut Nittnaus.

Dziwny był ten młody, świeży, zimny, kamienny smak w czerwonym winie z kraju, który jeszcze pięć lat temu upierał się, by wypuszczać na rynek starzone w baryłkach konfitury. Idzie nowe. O tej już nie modzie, lecz długookresowej reorientacji w stronę win świeższych i bardziej pijalnych pisałem już wielokrotnie. Austriaccy winiarze w swym geniuszu nowoczesności wzięli sprawy w swoje ręce i warunki pod takie odświeżające wina stworzyli sobie sami. Dziesięć lat temu nie było bowiem w Leithaberg niemal żadnych winnic. Sadzili je najpierw w terroirystycznym śnie indywidualiści tacy jak Anita & Hans Nittnaus i Silvia Prieler, a dziś producentów w tym cokolwiek jeszcze dzikim, leśnym rejonie na stromych stokach jest już 62, w tym restauratorzy (Braunstein), biodynamicy (Hartl), a nawet rekordziści Europy w użyciu beczki (Hillinger). Jest więc nadzieja dla świata.

Najgorętsze logo austriackiej sceny winiarskiej.

(więcej…)

Read Full Post »

Older Posts »