Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Barbera’

Biała owca

Czy często piją Państwo Barberę? To klasyczne włoskie wino obiadowe, soczyste, kwaskowate i wytrawne, nie jest w Polsce zbyt dobrze znane, choć we włoskich restauracjach na całym świecie stanowiło ongiś lwią część oferty. Przez ostatnią dekadę Barbera mocno jednak pracowała nad autodestrukcją. Szczególnie matecznik tej odmiany, czyli okręg Asti, postanowił zrobić wszystko, by się konsumentom obrzydzić. Pod hasłem „modernizacji” i umiędzynarodowienia odbył się szalony wyścig po punkty Parkera za pomocą 200% nowej beczki i suchych jak szczapa garbników. Skąd my to znamy? Historia nie inna od wielu klasycznych win włoskich, jak Vino Nobile di Montepulciano, Montepulciano d’Abruzzo czy Valpolicella, ale w Asti przybrała bodaj najbardziej zatrważające rozmiary.

La Ghersa Barbera Vignassa

85-letni krzew Barbery. © La Ghersa @Facebook.

Antagonizm wywołany przez te „nowoczesne” Barbery najlepiej zilustrowała impreza 2010 Barbera meeting. (Na miejscu był Andrzej Daszkiewicz). Prezentowane z gospodarską dumą przez producentów Barbery Superiore z 14,5% alk. i posmakiem Pronto do podłóg drewnianych wywołały jednogłośną konsternacją zaproszonych blogerów (mniej lub bardziej dyplomatycznie sceptycyzm wyrażali Do Bianchi, Saignée, Charles Scicolone, Vinagenturet, Worcester Sauce i Vino Wire). Wybuchł głośny w degustacyjnym światku skandal. Do prowincjonalnego Asti jeszcze nie dotarła wiadomość, że światowa publiczność prosi o wina lżejsze, bardziej pijalne, typowe i unikatowe.

Przyznam, że Barbera jest na końcu listy win spontanicznie przychodzących mi do głowy, gdy mam kupić butelkę do obiadu. Lecz przecież i tu nie brak dobrych producentów, inteligentnie usiłujących wyzyskać potencjał swej ziemi. Jest słynna Braida di Giacomo Bologna, 20 lat temu prekursor nowej beczki w tych stronach, a obecnie jeden z lepiej pracujących centrystów (importer w Polsce: Pavonique). Jest ambitny, ale znający umiar Marchesi Alfieri (Mielżyński), są naturaliści Tenuta Grillo i Carussin. Moim ulubieńcem od lat jest Massimo Pastura z posiadłości La Ghersa (imp. Pavonique). Nawet w najmroczniejszych czasach sparkeryzowanej Barbery Pastura skupiał się na robieniu win pijalnych, przystępnych, doskonałych do jedzenia (siostra winiarza prowadzi świetną restaurację) – hitem do eleganckiej kuchni zawsze była np. Vignassa, długo starzona Barbera ze starych krzewów.

Pastura family La Ghersa

Rodzina Pastura. © La Ghersa @Facebook.

Ostatnie roczniki są naprawdę świetne i pijąc te wina odkrywałem na nowo wiśniowo-mięsisty smak prawdziwej Barbery. Mamy wybór pomiędzy czterema wersjami: Piage’ 2010 to Barbera w stanie czystym, bez beczki, mocno owocowa, ostra, pikantna, idealne wino gastronomiczne (48 zł); starzona w dużych beczkach Camparó 2008 ma więcej przestrzeni, soczystości, jest bardzo „winna” bez zbędnych nut dębowych (57 zł); Muaschae 2009 (nowe nasadzenia specjalnie wyselekcjonowanych klonów) to wino jeszcze zbyt młode, trochę beczkowe, z dobrych owocem, ale na razie mniej przekonujące od innych; wreszcie klasyk – Vignassa 2008, znakomita butelka, łącząca koncentrację, żywość, głębię i dojrzalszy niż w innych tu Barberach owoc; ekstraktu jest bardzo dużo, ale wino ma naturalną równowagę i pokazuje prawdziwą klasę przy stole (99 zł). Massimo Pastura przysłał mi także do degustacji Vignassę 1998, wino wciąż w świetnej formie, mięsiste, balsamiczne, z wyraźnym kręgosłupem kwasowym – duże wrażenie.

La Ghersa Barbera d'Asti Superiore Nizza Vignassa 2008

Być może najlepsza dziś Barbera.

W kartonie od La Ghersy znalazły się i inne, ciekawe wina. Urzekło mnie bez reszty Monferrato Chiaretto 2010, rodzaj klaretu (wino mocniejsze od zwykłego rosé; więcej pisałem o tym tu) z fenomenalnym owocem (48 zł). Ciekawe jest Grignolino d’Asti Spineira 2009, wino z rzadkiej, bardzo starej odmiany, dającej zwykle rachityczne „wina szare”, a tutaj coś treściwszego w rodzaju protestanckiego Beaujolais. Gruszkowe Gavi Il Poggio 2010 było jednym z lepszych win, jakie ostatnio piłem z tej słabej apelacji (70 zł). Najciekawszym projektem Pastury jest obecnie Timorasso, pradawny szczep, z którego dawniej robione Gavi właśnie, potem nieomal wyginął, a dziś wraca do łask (pisał o nim Wojciech Bosak). Zwykle jest bardzo mocarny, garbnikowy i musi się odleżeć co najmniej pięć lat (ewenement dla win białych, szczególnie z tej części świata). W La Ghersa powstaje paradoks – Timorasso codzienne (Sivoy 2010) oraz nieco poważniejsze, głębsze, ciut mineralne, choć stawiające głównie na owoc i pijalność Timian 2009.

La Ghersa Timorasso Timian 2009

Timorasso: powrót klasyka

Wina La Ghersa pokazują,że nawet w najmniej inspirujących miejscach mogą powstawać dobre butelki. Massimo Pastura to winiarz niezwykle aktywny (jest czempionem Facebooka i Twittera), słuchający swej ziemi, tradycji, ale też klientów, toteż jego wina świetnie wpisują się w dzisiejsze pragnienie świeżości, typowości i naturalności. Przynajmniej w moim przypadku dokonał niemożliwego – drugi dzień z rzędu do obiadu mam ochotę napić się Barbery.

(więcej…)

Reklamy

Read Full Post »

Wraz z Ewą Wieleżyńską z Magazynu WINO i setką innych winopisarzy spędziłem ubiegły tydzień w Barolo na imprezie Nebbiolo Prima 2011, degustując 170 win z rocznika 2007, drugie tyle starszych roczników, a ponadto nowe Barbaresco 2008 i wiele innych skarbów.

Barbaresco, słynna parcela Rabajà z balkonu winiarni Giuseppe Cortese.

O tej imprezie pisałem dokładnie rok temu (a w tym roku na żywo obcojęzycznie), a także w 2007 w jednym z moich ważniejszych tekstów. Pobyt w Piemoncie, na tej bodaj najlepszej ze wszystkich podobnej maści studyjnej degustacji, oprócz konkretnych efektów w postaci notek degustacyjnych, podsumowań rocznika, wywiadów z winiarzami, jest także – a może przede wszystkim – okazją do zanurzenia się w niepodrabialnych truskawkowych smakach Nebbiolo i wysłyszenia, co w trawie piszczy.

Truskawkowa szata tradycyjnego Barolo.

Nastały dobre czasy dla Barolo. Ostatnia dekada to bezprecedensowa seria dobrych roczników – nawet tak zmieszany zrazu z błotem 2002 okazuje się dziś pięknie elegancki i pijalny – a co najmniej 2001, 2004, 2006, 2009 i być może 2010 dołączą do tych największych. Piemont, gdzie jeszcze w latach 1960. szczęściem było wyprodukowanie trzech dobrych win w dekadzie, nigdy czegoś takiego nie przeżył. Zbiega się to z coraz większym szacunkiem dla odmiany winorośli, której Barolo zawdzięcza swą wielkość, czyli Nebbiolo. Niegdyś gwałtem reedukowany, by przypominał sławniejsze i milsze Parkerowi wina zza Alp, dziś winiarze wychowują go bezstresowo za pomocą długiej fermentacji i starzenia w beczkach. Przepisy wymagają dwóch lat snu w tej ostatniej, większość winiarzy wybiera trzy, ale rekordziści dochodzą do sześciu (Accomasso), a nawet siedmiu lat w bekach (Monfortino 2004 od Giacomo Conterno jeszcze w niej tkwi). A sam widok w piwnicy tego ostatniego stuletnich beczek przypominających ogromne, cierpliwe, wszechwiedzące słonie, reprezentujących wielowiekową tradycję Barolo w całej jej szlachetności, a przy tym wszystkim stanowiących po prostu piękne estetycznie przedmioty – ten widok sprawił, ze przez chwile miałem łzy wzruszenia w oczach.

Stuletnie beczki w piwnicy Giacomo Conterno.

Moderna jest w odwrocie, coraz bardziej wydaje się śmiechu wartą anomalią, a nie jak do niedawna – politycznie poprawną normą. Już tylko wioska La Morra, gdzie siedzibę ma m.in. słynny papież baryłki (który beki swego ojca rozwalał ongiś piłą mechaniczną) Elio Altare, upiera sie jeszcze przy stile americano. Co prawda i tu zmniejszono ilość nowej beczki i przestano zaczerniać Barolo nielegalną dolewką Barbery, ale nie pozbyto się obsesji zmiękczania jego rzekomo „twardych” garbników, używając bez opamiętania słynnej techniki mikroutlenienia, przez co Barolo z La Morry w wieku 4 lat wydaje sie juz winem starym, odleżałym i utleniającym się.

Jedno z tegorocznych odkryć.

Rocznik 2007 wypadł oprócz tych kilku nieśmiesznych żartów nader dobrze, wina są atrakcyjne, pełne owocu, zarazem świeże, napięte; na razie zamknięte, ale i tak będziemy je pic i kupować dopiero pod koniec tego roku. Rok temu pisałem Państwu o paru odkryciach, niektóre z nich potwierdziły się w tym roku (świetne Le Strette m.in. ze zdumiewającą Barberą 2009; Cascina Morassino wyrastający już na pewniaka), ale niespodzianek też nie brakowało – jedną z lepszych ocen w degustacji w ciemno przyznałem podstawowemu Barolo od doprawdy niekochanego przeze mnie Pio Cesare. Z nowych nazwisk podrzuciłbym Roccheviberti (eleganckie, nieprzesadzone wina), I Bastioni (mikroprojekt bardzo cenionego enologa Federico Oberto), Livia Fontana (również bardzo dobra Riserva 2005), Fratelli Casetta (ładne wina w starym stylu), Podere Ruggeri Corsini (dwa wina w czołówce degustacji w ciemno), a także bardzo ciekawego Olka Bondonio z Barbaresco. Wśród tych, którzy nigdy nie zawodzą i w tym roku też nie zawiedli byli m.in. Ettore Germano, Giacomo Fenocchio, Aurelio Settimo, Burlotto, Cavallotto, Marziano Abbona oraz Cordero di Montezemolo z fantastyczną serią win z 2007 – udowodnił nią, że zarzucany mu tu i ówdzie mdły modernizm jest zupełnie nietrafiony.

Alberto Cordero di Montezemolo, król tegorocznych degustacji. Do tego w meczu winiarzy z dziennikarzami wbił cztery gole.

Odwiedziliśmy także gigantów przeszłości i teraźniejszości – m.in. Giacoma Conterno, Marię Teresę Mascarello, Augusta Cappellano i tajemniczego Lorenza Accomasso. Lecz o tym i innych najciekawszych degustacjach opowiemy Państwu we wrześniowym numerze Magazynu WINO.

Burlotto Monvigliero 1988: najlepsze wino tygodnia. Być może niebawem w Polsce.

(więcej…)

Read Full Post »

Szeroko rozniosła się wieść gminna po stolicy, że jeden z supermarketów w ramach „promocji” win włoskich sprzedaje m.in. Barolo po 30 zł. Italianofil we mnie nie mógł zignorować tej sensacyjnej wieści. Na jeden dzień porzuciłem platynową kartę Almy i senatorski, 80-procentowy rabat w La Passion du Vin i wybrałem się na eksplorację winiarskich półek Biedronki.

Popularny sieciowy „Owad” cieszy się od paru lat wielkim powodzeniem wśród tych winomanów, którzy nade wszystko cenią sobie niskie ceny. Poza bliźniaczym Lidlem żaden sklep nie oferuje bowiem win gronowych z importu po 9,99 zł. W Biedronce są to przy tym nierzadko wina pijalne i przyzwoite, głównie dzięki zaopatrzeniu we flaszki iberyjskie (matką tej sieci jest portugalski gigant Jerónimo Martins) – a nie od dziś wiadomo, że w Europie to właśnie w Portugalii i gdzieniegdzie w Hiszpanii można wciąż kupić całkiem dobre wino po 2€ za butelkę.

Innym magnesem, który może do Biedronki przyciągać winomana, jest często zmieniający się asortyment w ramach miesięcznych promocji. Dzięki temu te cokolwiek przemysłowe flaszki znikają z oferty, zanim zdążą nam się znudzić. Do 27. lipca mamy czas zainteresować się winami włoskimi. Klasyki winnej Italii – od Valpolicelli i Soave po Chianti i Frascati – zachęcają oprócz swych znanych nazw cenami w zasadzie nieprzekraczającymi 15 zł. Nic, tylko brać skrzynkami.

Nie oczekujmy jednak smakowych iluminacji. Z jakością jest słabo, najwyżej przyzwoicie. Orvieto Borgo Cipressi 2009 (9,99 zł) jest skandalicznie niedobre, ma posmak wody z brudnego węża ogrodowego i nie powinno było nigdy otrzymać apelacji DOC Orvieto ani żadnej innej. Soave Corte Viola (9,99 zł, rocznika brak) nie budzi skojarzeń z wężem, ale też z niczym innym; składa się z wody, alkoholu, kwasu i mglistych nut owocowych, tak perfekcyjnie żadnawych, że w angielszczyźnie ukuto na nie świetny termin white-winey. To jednak niezła propozycja, gdy wina potrzebujemy do sosu marengo, a nie mamy pod ręką otwartej flaszki Montrachet.

Primitivo di Manduria Colle al Vento 2007 (14,99 zł) jest w zasadzie typowe dla swojej apelacji, pełne nut powidłowych, czekoladowych z dobrą intensywnością, lecz na tyle ugotowane w smaku i gorzko-alkoholowe, że picie przestaje być przyjemnością. Nie wykluczam jednak, że co bardziej przyzwyczajeni do smaków nowoświatowych konsumenci zaakceptują to wino. Ja zaakceptowałem Barberę d’Asti Maestri Cantinieri 2008 (9,99 zł). Prosta, nieco cienka (normalka w tej cenie), kwaskowata (normalka dla tej apelacji), ale ma to coś, co nazywa się winnością; w smaku przypomniało mi wina, które dawniej we Francji i Włoszech kupowało się w kantorkach na baniaki jako „12%” i „12,5%”.

Dwa droższe wina z Biedronkowej gazetki okazały się niewarte swoich cen. Chianti Classico Borgo Cipressi 2008 (19,99 zł) jest przyzwoicie wiśniowe, nawet trochę garbnikowe, bez koncentracji, ale soczyste; nie jest to jednak żadne „Classico”, tylko cienkie zlewki z dna kadzi. Gdyby to było proste IGT Toscana Sangiovese i kosztowało te same 19,99 zł, pochwaliłbym je nawet jako przyzwoite. Sęk w tym, że wino swoją kartą przetargową usiłuje uczynić znaną na całym świecie nazwę. Jako Chianti jest po prostu słabe.

Jeszcze słabsze jest Morando Barolo 2005 (29,99 zł). Niby te nuty zwiędłych kwiatów i przeleżałego dzika są typowe dla Barolo, niby wysoka kwasowość i chropawe garbniki są godne ze wzorcem metra, ale całość skąpana jest w jakimś odstręczająco topornym, octowym sosie, a picie tej flaszki zamiast zmysłowego ma charakter wyłącznie sportowy: jest! Udało się wypić Barolo za jedyne 30 zł.

To wino jest emblematyczne dla „promocyjnej” oferty włoskiej Biedronki. Sprzedawane za bezcen klejnoty to po prostu spady produkcyjne. Do rzeczonego Barolo przyznaje się Casa Vinicola Morando, duży przemysłowy producent z Asti, który w myśl przepisów w ogóle nie powinien mieć prawa butelkować DOCG Barolo. (Normą w Europie jest, że wina z apelacją kontrolowanego pochodzenia mogą być produkowane i butelkowane tylko w geograficznych granicach apelacji). Ale Włochy to Włochy i dlatego żadnym problemem nie jest uzyskanie specjalnego pozwolenia na butelkowanie Barolo nawet w Palermo. Piemonccy producenci, których poprosiłem o komentarz w sprawie Barolo Morando, ubolewali nad całą sytuacją, ale przyznawali, że jest ona normą. We Włoszech rekord taniochy za Barolo to dotąd 11,50€; w Niemczech w zeszłym roku „chodziło” po 7,99€. Udało nam się nad Wisłą pobić zatem kolejny rekord.

W czym problem? 30 zł za butelkę to nawet nie są koszty produkcji przyzwoitego Barolo. Uprawiane ręcznie winnice na wzgórzach, ręczny zbiór w wysokości 55 hl/ha (dla najlepszych win oczywiście sporo mniej), selekcja gron, obowiązkowe starzenie w beczkach przez dwa lata i jeszcze rok w butelce (wedle przepisów apelacji Barolo można wypuścić na rynek dopiero w czwartym roku po zbiorach) – to wszystko są wymierne sumy, które – by produkcja wina na tych wzgórzach nadal miała sens – muszą mieć odzwierciedlenie w cenie. Jasne, nie można przesadzać – nie akceptuję i nie polecam Barolo po 80 czy 100€, ale naprawdę nietrudno znaleźć świetne wino z tych okolic za 25–30€, a w Polsce za 130–160 zł.

Dzięki Biedronce dowiadujemy się etymologii szczepu Bambino Bianco.

Picie wina jest i powinno być frajdą. A dobrego taniego wina – frajdą nad frajdami. Dobrze jednak, żeby była to frajda rozumna. Finansowa rozkosz z picia Chianti za 20 zł czy Barolo za 30 zł to krótkowzroczny egoizm. Jutro czy pojutrze może się okazać, że chętnych do łażenia po stromym stoku i opiekowania się 5 tys. winorośli na hektar brak. Sięgając po flaszkę ze sklepowej półki warto zastanowić się, kto to wino produkuje i czy otrzymuje godziwe wynagrodzenie za swój trud. I lepiej dołożyć paręnaście złotych za uczciwe wino od małego producenta. Bo to winiarz i jego rodzina gwarantują nam, że Barolo, Chianti, Chablis, Somló – te największe wartości naszego europejskiego wina – będą nadal istniały.

Read Full Post »

Smak legendy

Każdy winiarski kraj ma swojego idola, swoją „ikonę”, swój niedościgły ideał, do którego winomani aspirują jak krzyżowcy do Jerozolimy. We Francji to Domaine de la Romanée-Conti, w Niemczech – Egon Müller, w Hiszpanii Vega Sicilia. We Włoszech tym idolem jest Giacomo Conterno. Produkująca raptem 45 tys. butelek i od dawien dawna jedynie trzy etykiety piwnica w Barolo jest brylantem w koronie Italii. Reprezentuje niewzruszony porządek przekopernikańskiego świata, w którymi gospodarstwa rolne nie miały specjalistów od marketingu, wino robiło się wedle od pokoleń sprawdzonych metod, a syn o ojcu mówił wyłącznie z użyciem przydawki grande uomo.

Na niewzruszenie staromodnych etykietach widnieje wciąż imię odnowiciela posiadłości, Jakuba; pozostawili je tam jego syn Jan, niedawno zmarły, oraz syn Jana Robert. Jan i Robert nie zmienili także niczego w procesie produkcji tutejszej Barbery i Barolo, a wyrażana cynicznie przez prasę amerykańską nadzieja, że po śmierci Jana dojdzie tu do dawno upragnionej „modernizacji” okazała się płonne: Roberto Conterno zamiast zainstalowania baryłek zaordynował kontrolę i remont starych beczek. Po tym zabiegu, powiedział mi jesienią 2005 r., jest nadzieja że dożyją 100 lat.

Bardzo żałuję, że nie stać mnie na picie Barolo Cascina Francia (95€) i Barolo Riserva Monfortino (300–600€ w zależności od rocznika), win o majestatycznej, epickiej strukturze, przy których pijący czuje się mały jak mysz u podnóża góry, win o dotykalnej obecności owocu i niezapomnianej finezji, do której zdolni są tylko ci, którzy niczego nie udają i nie idą na żaden kompromis z „oczekiwaniami konsumentów”, lecz swą jakość czerpią wyłącznie z własnych, głęboko wpojonych zasad. Życzę Państwu, by zdarzyła się im chwila obcowania z tymi włoskimi brylantami. (Do niedawna Cascina Francia 1993 i 1994 dostępne były w 101win.pl, ale znikły z katalogu; to jedyna dostępność w Polsce, o której mi wiadomo).

Beczki długowieczne i cierpliwe jak słonie.

Stać mnie na szczęście na tutejszą Barberę (22–25€), a wypatrzony we florenckiej winotece Alessi rocznik 2000 przechowywałem pieczołowicie jak najprawdziwszy skarb. Dziewięć lat jak na Barberę to sporo, ale w rodzinie Conterno wina robi się od początku z myślą o bardzo długim starzeniu. W ostatnią niedzielę Barbera 2000 była w stanie przedziwnie bezczasowym. Kolor, bukiet, smak miały w sobie coś z wina bardzo starego – zapach starego kantorku z jego klejami, stemplami, pożółkłym papierem; woń starej wełnianej marynarki, ojcowskiej fajki, starych rękawiczek, wiernego psa; zapach samochodu z lat sześćdziesiątych, gdy za skórzaną tapicerkę nie płaciło się ekstra. Zarazem wszak wino żywe, technicznie wciąż młode, z potencjałem, przede wszystkim z uwagi na ostrą jak cytryna kwasowość i zaczepne garbniki w gorzkawej końcówce. Wino surowe jak milcząca rozmowa, nieznające pochwały, wytrwałe wytrwałością własnych, głęboko wpojonych zasad.

Tę Barberę w beczkach zakupionych przez Jakuba leżakował Jan, a do Florencji wysłał ją Robert. Dziwny smak miała ta Barbera: minionych czasów, zapomnianych dni. Smak przeszłości żyjącej w rzeczach, które wytworzyliśmy.

Jana Conterno niby nie ma, a jednak jest.

Read Full Post »