Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘bez podkładek’

Lubię szampana. Było to właściwie pierwsze wino, którym się poważniej zainteresowałem i na początku poprzedniej dekady jako początkujący degustator zapukałem do wszystkich liczących się do domów szampańskich. Z tamtych czasów pamiętam degutację win bazowych w Veuve Clicquot (niesamowita ohyda), restaurację Le Petit Comptoir w Reims, którą lubili dyrektorzy marketingu (niesamowita pycha), smak światła w Lanson, pleśniowy ser podany do szampana w Charles Heidsieck… Spróbowałem wtedy chyba wsystkie liczące się cuvées włącznie z największymi rarytasami, jak Blanc des Millénaires 1990 Heidsiecka, Cristal Rosé czy stare roczniki Taittingera. Wszystkie – oprócz jednego. Otóż nigdy nie odkorkowano dla mnie u Bollingera słynnego Vieilles Vignes Françaises. Dlatego jestem wdzięczny importerowi Centrum Wina za zaproszenie na degustację win Bollinger, na której wreszcie, po 11 latach od pierwszej wizyty w Aÿ, spróbowałem mojej nemezis.

O innych winach z tej prezentacji napisałem już skrótowo i z punktu widzenia niezakręconego konsumenta na Winicjatywie. Najlepszym winem Bollingera przy tej okazji okazał się rocznikowy Grande Année 2002, wspaniale pełny, wręcz nadobny i jednocześnie kwasowo ostry jak żyletka, miodowy i mineralny zarazem jak potrafią być tylko wielkie szampany. To najlepsze Grande Année, jakie piłem od wielu années.

Bollinger Champagne Vieilles Vignes Françaises 2002

Nareszcie cię dopadłem.

Ale potem dostaliśmy trzy łyki Vieilles Vignes Françaises 2002, jednego z najrzadszych szampanów, powstającego z dwóch malutkich winniczek Chaude Terre i Saint-Jacques. Pinot Noir jest tu sadzony jak w XIX wieku na własnych korzeniach; straszliwa mszyca filoksera się nie rozwija z uwagi na duża zawartość piasku w glebie (choć trzecia parcelka Croix Rouge została jednak zaatakowana i zdechła w 2005 roku; ciekawe co na to księgowa Bollingera, bo poszło z dymem jak nic 4 mln € rocznie).

Tak się składa, że w 2001 r. byłem w jednej z tych parcelek i chociaż wina VVF się wówczas nie napiłem, wrażenie było piorunujące. W XIX wieku w wilgotnych regionach winorośl sadzono en foule, czyli „w tłumie”, tak gęsto jak pomidory: miało to zmuszać krzewy to zapuszczania korzeni bardzo głęboko, co obniżało wydajność i łagodziło negatywny wpływ wysokich opadów. W Burgundii i Szampanii uprawiano wówczas niekiedy 40 tys. krzewów winorośli na hektar! (Dzisiaj szczytem marzeń jest 12 tys.). To właśnie temu, oprócz własnych korzeni Vitis vinifera, przypisuje się głębię, strukturę i żywotność ówczesnych win. Dziś niemal co tydzień dowiadujemy się o szampanach XIX-wiecznych wyłowionych z dna Bałtyku, które niezmiennie są w świetnej formie.

Bollinger Champagne Vieilles Vignes Françaises 2002

Pinot Noir sadzone en foule. @Weinvin.com.

 

Vieilles Vignes Françaises 2002 to niezwykłe wino. Jest niesamowicie skoncentrowane, ściśnięte, mineralne tak bardzo, jak rzadko zdarza się drogim białym burgundom. Z pewnością trzeba je dekantować (w smukłej karafce włożonej do lodu) albo przynajmniej podać, jak podano je nam, w wielkim kieliszku do burgunda. Wtedy po kwadransie pojawiają się brzoskwinie, morele, miód, herbatniki, choć spodem zawsze czai się ta niebywała rezerwa i twardość, garbnikowy chłód korzeni schodzących do wnętrza ziemi. Może VVF nie jest winem „wielkim” w powszechnym znaczeniu tego słowa (ponoć niemal wszyscy wolą Grande Année), a jednak nie wymieniłbym go na żadne inne. Z każdym łykiem przenikały mnie dreszcze.

(więcej…)

Read Full Post »

Na razie bez echa – chyba że coś przeoczyłem w przepastnych trzewiach polskiej winosfery – przeszedł debiut na naszych półkach szampanów Tarlant. Ta niewielka, 14-hektarowa posiadłość w Œuilly jest od paru sezonów wychwalana przez francuskich degustatorów i w tej chwili zalicza na do ścisłej szampańskiej czołówki wraz z nazwiskami tak słynnymi, jak Selosse, Larmandier czy Égly-Ouriet.

Tarlantowie wyróżniają się nie tylko świetną stroną internetową (dostępną nawet po norwesku, chińsku i japońsku), lecz także podziwu godną i rzadko spotykaną w kraju Galów aktywnością w takich mediach jak Facebook, Twitter, YouTube i FourSquare. Do komunikacji podchodzą bowiem z taką samą starannością jak do uprawy i winifikacji. Szampany Tarlant należą do najbardziej dopracowanych, wielowymiarowych i ciekawych, jakie miałem okazję pić. Zamiast jak gdzie indziej w Szampanii skupić od chłopa tonę winogron, wrzucić do kadzi i przepuścić przez maszynę do butelkowania, robi się tu różne cuda takie jak częściowe starzenie w beczce, wtórna fermentacja pod naturalnym korkiem, ręczne usuwanie osadu. Różnica z Moët & Chandon trochę taka jak między zegarkiem z Tesco za 5 zł a Vacheron Constantin.

Terroir w Szampanii - to nie żart. © Champagne Tarlant.

Bez pompy, ale punktualnie, kilka dni po przybyciu win Tarlant nad Wisłę całej gamy można było skosztować w niedawno otwartym sklepie winiarskim Rubikon na ul. Wróbla w Warszawie. (Szkoda, że inni importerzy nie prezentują w ten sposób swych nowości). Miłośników czystych, niesłodzonych smaków (których wśród szampanofilów jest coraz więcej) zachwycą Brut Zéro i Nature Zéro, purystyczne wina pełne głębi i nieoczekiwanych nut mineralnych (168 i 198 zł). Na razie w Polsce nie możemy kupić La Vigne d’Or 2002, arcyrzadkiego szampana ze 100% Pinot Meunier, odmiany uważanej zwykle za poślednią i relegowanej do najtańszych win. Z 60-letnich krzewów, przy odpowiedniej staranności (7 lat starzenia na osadzie) można z „młynarza” wszak osiągnąć niezwykły, korzenno-piernikowy efekt.

Na razie w Rubikonie nie ma najlepszego wina Tarlantów – fenomenalnego Cuvée Louis. © Champagne Tarlant.

Bliźniakiem Vigne d’Or jest wino z czystego Chardonnay, które najlepiej ukazuje poważne podejście klanu Tarlantów do terroir. (Nie zapominajcie, że jesteśmy w Szampanii, gdzie „terroir nie istnieje”, jak nam wmawiają wielkie winiarskie kombinaty). La Vigne d’Antan 2000 pochodzi z parcelki sadzonej na piasku na własnych korzeniach, bez podkładek amerykańskich. O ile mi wiadomo, to jedyne takie wino w Szampanii (nie licząc anegdotycznego Vieilles Vignes Françaises Bollingera).

Głębia tego wina jest fenomenalna, podobnie jak gładkość faktury i drobniuteńkie ziarno jubilerskich bąbelków. To jeden z najwspanialszych szampanów, jakie piłem w ostatnich latach. Kosztuje 299 zł, co za te emocje nie jest sumą wygórowaną, choć nieco ogranicza sylwestrowy zasięg La Vigne d’Antan. Dlatego serdecznie polecam Państwu podstawowy Brut Réserve Tarlant za jedyne 144 zł. To nie tylko jeden z tańszych szampanów na polskim rynku, ale i ciekawszych. Pełen charakteru, intensywny, z dobrą strukturą (aż 4 lata starzenia). Tą flaszką powitam Nowy Rok.

Mój noworoczny toast.

Tarlant to kolejna perła w koronie Rubikonu, warszawskiej restauracji, która w ciągu kilku sezonów wyrosła na poważnego gracza na naszej winiarskiej scenie. Lwia część win tu podawanych pochodzi z własnego importu. Małgorzata i Konrad Januszkiewiczowie zaczynali od swoich ukochanych Włoch, teraz sięgnęli po Hiszpanię i ciekawą Francję: oprócza Tarlanta proponują jako jedno z trzech miejsc w Polsce wino z Jury, w tym słynne vin jaune (z bardzo dobrego Domaine Berthet-Bondet).

Małgorzata i Konrad Januszkiewiczowie ze swoim kolejnym łupem.

Kupimy tu na wynos i spróbujemy w okazyjnych cenach w karcie (a w piątki z dodatkową 20-proc. zniżką) takie ciekawostki jak Cerasuolo di Vittoria z Valle dell’Acate, rzadkie u nas wina liguryjskie z Lunae Bosoni, sławne Soave od Pieropana (które chwaliłem już tu), a przede wszystkim zagłębimy się w jedną z lepszych w Polsce selekcję win z Toskanii i Piemontu. O młodym baroliście Giovannim Rosso pisałem już ongiś, a do wyboru są jeszcze Ugo Lequio, Fratelli Barale i Andrea Oberto. Katalog Rubikonu jest, jak mówi slogan, efektem podróży po winnicach, rozmów z winiarzami, degustacji i autorskiego wyboru. I to się sprawdza, dlatego wino w Rubikonie można kupować w ciemno.

(więcej…)

Read Full Post »