Feeds:
Posty
Komentarze

Posts Tagged ‘Bordeaux’

Niedawno narzekałem Państwu (tu i tu) na rocznik 2009 w Bordeaux. Miał być planetarny i niezapomniany, a na razie okazuje się kluchowaty i męczący jak winiarski film klasy B. Za moją krytykę zostałem co prawda skrytykowany, że nie doceniam nowoczesnego stylu w Bordeaux i że wina na pewno się rozwiną. Oby. Na razie nie mam ochoty ich pić.

Co jednak robić, jeśli ma się ochotę na Bordeaux, a niekoniecznie na kluchy? Przyznam szczerze, że jestem wybredny – nie pasują mi zupełnie wina z 2006, płaskie i bez nerwu, nie pałam też miłością do 2007. Świetnie się zapowiada 2008, pełen rasy i świeżości, za to pozbawiony emfazy i konfitury. Gdzieniegdzie można jeszcze spotkać wina z rocznika 2005 i to dopiero jest ciekawe porównanie z 2009.

2005 też swego czasu był obwołany „rocznikiem stulecia”, a ceny poszybowały na niespotykane dotąd poziomy (dziś, z perspektywy 2009 i 2010, wydają się wręcz okazyjne). Jak przeczytałem dziś na Twitterze:

We are very happy in Bordeaux to have a ‘vintage of the century’ every two years and a vintage of the millennium every ten.

Bordeaux 2005 to zatem dobry test również dla naszych nadziei związanych z 2009. Traf chciał, że tę oto butelkę znalazłem na półce w ursynowskim Leclerku:

Chateau Tours des Bons Haut-Medoc 2005

Kolejny rocznik stulecia, ale tym razem dobry.

Haut-Médoc z „rocznika stulecia” za 43 zł to dobra okazja. Zwłaszcza, że wino jest pyszne. Soczyste, czereśniowe, świeże, lekko mięsiste, w punkt wytrawne, z owymi kredowymi, ale finezyjnymi garbnikami, których nie da się pomylić z niczym innym. Wzór umiaru i kultury, wino w żadnym punkcie nieprzesadzone, choć zdominowane smakowo przez Merlota. Bardzo dobra butelka i dla zupełnych bordoskich nowicjuszy w charakterze pedagogicznym, i dla już obytych w temacie, bo wino jest arcy„typowe”.

No właśnie, ma to, czego brakuje tak wielu winom z 2009. Poza alkoholem (tu na etykiecie tylko 12,5%) największa różnica pomiędzy obu rocznikami polega na świeżości, naturalnej równowadze. Bordeaux z 2005 są dojrzałe, pełne, bogate, ale nie przestają być sobą, nie buchają rodańskim ogniem, które dziś psuje urok wielu 2009. 2005 swym połączeniem siły i klasyczności nawiązywał do największych roczników w historii Bordeaux, jak 1990 i 1982, które też były bardziej napakowane od sąsiadów, ale miały ową nienaganną równowagę, a upływ czasu potwierdził ich klasę. 2009 po pierwszych degustacjach wydaje się już rocznikiem nowej ery, gdy o klasyczny smak Bordeaux, ową dyskretną kwasowość, chłodzący smak garbnika, potoczystą pijalność będzie coraz trudniej, trzeba będzie przywyknąć do koniakowych końcówek, ugotowanego owocu, trudnej w piciu masy. Dlatego cieszmy się ostatnią chwilą wolności, pijmy 2005.

Źródło wina – własny zakup. Bordeaux z 2005 dostać można także w Wina.pl, u Roberta Mielżyńskiego, Winarium i La Vinothèque.

Read Full Post »

Château Poujeaux 2009
Darczyńcom dziękuję!

Rok 2011 skończy się za parę wystrzałów szampana. Dziękuję wszystkim z Państwa, którzy byli ze mną przez ostatnie miesiące i wiernie lub z rzadka, zgadzając się ze mną lub wręcz przeciwnie, odwiedzali skromny blog o winie.

Na blogu piszę w zasadzie o swoich subiektywnych odczuciach i kontrowersyjnych opiniach, lecz – zwłaszcza dzięki Państwa komentarzom, za które podwójnie dziękuję – udaje się tu niekiedy zdziałać coś w sferze publicznej, jak w sprawie polskiego wina.

Pozdrawiam wszystkich z Państwa, których udało mi się spotkać w realu. Dziękuję za słowa zachęty, solidarności, a także krytyki. Krytykowany krytyk uczy się empatii, a to bezcenna umiejętność.

Szczególnie chcę podziękować pewnej grupie winomanów, z którymi spotykam się co jakiś czas przy kieliszku i którzy w spontanicznym odruchu obdarowali mnie butelką Château Poujeaux 2009. Marzyłem o spróbowaniu tego wina i to marzenie gwiazdkowo się spełniło. Nie rozjaśniło ono co prawda wszystkich moich wątpliwości co do rocznika 2009 w Bordeaux (alkoholu jest dużo, dżemowy Merlot dominuje w zapachu i smaku i naprawdę zastanawiam się, jak te wina się zestarzeją), ale darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby.

A jest to koń podwójnie darowany, gdyż butelkę Château Poujeaux 1987 dostałem bardzo dawno temu od pewnego Jacques’a w pięknym mieście Lyon. Wracając z winobrania w Beaujolais nie miałem co podarować memu gospodarzowi na kilka nocy. Ofiarowałem mu tedy karton Beaujolais, który zbieracze zwyczajowo dostają za swój trud oprócz dniówki. Prawdę mówiąc było to niezwykle podłe wino, o czym najlepiej świadczy fakt, że sam producent go nie pił, a robotnikom serwował zmieszane pół na pół z wodą. Jacques z pewnością to wiedział, lecz w spontanicznym odruchu ofiarował mi w zamian Poujeaux 1987. Było to pierwsze świetne wino, jakie piłem w życiu, a efekt był tak wstrząsający, że jego bukiet czarnej porzeczki wyrył mi się na zawsze w pamięć. Po szesnastu latach jeszcze raz dziękuję Jacques’owi oraz Paulinie, Ince, Karolinie, Łukaszowi, Arkowi i Tomkowi. Udanych bąbelków!

Read Full Post »

Odwiedzając ostatnio Łódź, natknąłem się na butelki, o których istnieniu nie miałem pojęcia. Okazuje się, że choć według różnych szacunków stolica reprezentuje ok. 40% rynku wina w Polsce, te pozostałe 60% bywa bardzo ciekawe i Warszawiacy mają czasem za czym tęsknić.

Domaine Boucabeille Cotes du Roussillon Villages Monte Nero 2008

Moje wino miesiąca.

Z chęcią częściej piłbym i kupował wina francuskie z DST Trading. Znałem tego importera dotąd z solidnych win alzackich Meyer-Fonné (solidnych również na dole piramidy w postaci Edelzwickera i Pinot Blanc, co jest w Alzacji raczej wyjątkiem niż regułą). Teraz na łódzkich półkach nabyć można pod tym szyldem wina niemal z całej Francji. I są to butelki naprawdę dobrze dobrane pod względem jakości, osobowości i ceny. Bardzo spodobały mi się na przykład Côtes du Roussillon od Régisa Boucabeille. Ten niezbyt medialny producent od lat pracuje w cieniu regionalnych sław, oferując typowość i radość picia of 43 zł za Les Terrasses po 117 zł za Les Orris. Środkowa cuvée Monte Nero (64 zł) w niełatwym roczniku 2008 wspina się na szczyty ekspresji, czarując bogatym, barokowym owocem (maliny i powidła), ale nigdy nie tracąc naturalnej równowagi i nie przesadzając z alkoholem.

Domaine de la Janasse Cotes du Rhone 2009

Odrobina luksusu na co dzień.

Bardzo znaną winiarnią z Doliny Rodany jest Domaine de la Janasse, onegdaj ulubienica pewnych amerykańskich krytyków za swoje Châteauneuf Vieilles Vignes. Ja marzenia nawet o prostym Châteauneuf muszę odłożyć na czasy pokryzysowe (177 zł), lecz nawet proste tutejsze Côtes du Rhône 2009 (48 zł) okazało się winem w pełni satysfakcjonującym, pełnym treści i całkiem jak na swoją cenę strukturalnym.

Clos Bagatelle Saint-Chinian 2010

Najlepiej wydane 40 zł.

Nieco rozczarowało mnie Bordeaux z AOC Castillon Château Pillebois Tradition 2008 (ten sam zamek robi ambitniejszą Cuvée Vieilles Vignes w beczkach, która być może jest lepsza), natomiast na miano hitu cenowego zdecydowanie zasługuje Saint-Chinian 2010 z Clos Bagatelle (40 zł), wino pełne mięsistej mocy Południa i zarazem przystępnej, codziennej owocowości. Świetną niespodzianką okazało się także Corbières Les Chemins 2008 z dobrze notowanej, lecz przecież nie tak bardzo sławnej posiadłości Château La Baronne. Intensywnie wiśniowe i zarazem fantastycznie świeże, to najlepsze Corbières, jakie piłem od dłuższego czasu.

Chateau La Baronne Corbieres Les Chemins 2008

Francja ma nową gwiazdę.

Na spróbowanie czekają jeszcze importowane przez DST Trading burgundy z Domaine Desauney-Bissey, Bordeaux takie jak Saint-Émilion Château Franc-Lartigue 2005, a także szampany Devaux. To naprawdę inteligentny, świetny katalog i życzyć sobie wypada, by te flaszki dało się kupić wkrótce również w Warszawie, nawet, jeśli reprezentuje ona tylko 40% polskiego rynku wina.

(więcej…)

Read Full Post »

Coraz ciekawsze jest życie degustatora nad Wisłą. Dosłownie w chwili ich trafiania na rynek mamy okazję spróbować win Bordeaux z okrzyczanego rocznika 2009. Dlaczego okrzyczanego, pisałem już tu, tu i zwłaszcza tu. 2009 miał być pod każdym względem niezapomniany, „naj”. Na razie „naj” są ceny, absolutnie rekordowe.

Chateau d'Armailhac Pauillac 2009

Jedyne jak na razie wybitne Bordeaux 2009.

Co do smaku, pojawiają się wątpliwości. Już w poprzednim wpisie o niedrogich Bordeaux z Leclerka dzieliłem się z Państwem obawami co do ich przejrzałego owocu, nadmiernego alkoholu i generalnie płaskiego stylu. Na znakomitej degustacji zorganizowanej przez Centrum Wina spróbowałem 15 win tym razem z górnej półki i wątpliwości mam nadal. Gdzie ten cudownie wyrazisty owoc, którym 2009 miał przekonać dotąd nieprzekonanych do Bordeaux? Gdzie ta niesamowita pełnia bez ciężaru, intensywność bez emfazy, rozwiązanie paradoksu tak trudnego do zrównoważenia szczepu Cabernet Sauvignon? Na razie slogany o najlepszym roczniku w historii budzą politowanie.

I nie ma ratunku nawet w Cabernet Sauvignon. Zawierający go 53% Château Latour-Martillac był bardzo słaby i smakował jak smażone powidła z winogron (128 zł). Rozczarował Chevalier de Lascombes (48% Cabernet, 48% Merlot, 114 zł) i Pauillac piątej klasy Château Pédesclaux (50% CS, 121 zł). Bardzo średni jest Château Belgrave, zazwyczaj pewniak i w dodatku nie tak drogi (110 zł). Alkohol jednak ewidentnie wyłazi mu bokami.

Chateau L'Evangile Pomerol 2009

Witamy w krainie przesady.

No właśnie, alkohol. To drugi – obok ceny – rekord rocznika 2009. Tak ciepło Bordeaux jeszcze nigdy nie smakowało. Na degustacji w Centrum Wina pojawiły się dwa wina z niesłychanym w tych rejonach 15% na etykiecie: Fombrauge i L’Évangile. Dwa wina konkursowe, ulubieńce Parkera, robione przez multimilionowe holdingi zadomowione w wysokich ocenach (B. Magrez oraz Rotszyldowie od Lafite’a). Wypada mi zwrócić honor Markowi Bieńczykowi, któremu wyrzucałem wzniecanie paniki przez 15% alk., gdy większość win miała nie dochodzić do 14%. No więc niektóre doszły i do 15. I to na samym finiszu, bo Jean-Marc Quarin, Tim Atkin, Neal Martin dostali próbki tych win z adnotacją 14,5%. Nie pierwszy raz doszło więc do wielkiej ściemy. Najpierw przyznano punkty, ustalono ceny, zainkasowano euro, a potem do kupażu trafiło trochę więcej przejrzałego w afrykańskim słońcu Merlota. Fombrauge smakuje – znów – powidłami, ale i ładną porzeczką i za 121 zł nie jest w sumie złą butelką, choć zasługuje na 86–87 pkt., a nie 91–93, jakie dostał od wujka Boba. L’Évangile na uzasadnienie swojej czekoladowości nie ma nic, bo kosztuje… 1266 zł za butelkę.

Chateau Fombrauge Saint-Emilion Grand Cru 2009

15 wolt to chyba ciut za dużo, doktorze No?

Kilka win wypadło wszak całkiem dobrze. Na pewno polecam ludzki, wyważony i świeży Pessac Château La Garde (110 zł). Niezłą niespodzianką okazał się prosty, ale też całkiem rześki Château Le Boscq z Saint-Estèphe (101 zł to jednak trochę za dużo). W kategorii prostych win do picia w ciągu najbliższych dwóch lat przyzwoitym zakupem jest Château Reysson Haut-Médoc za 64 zł. Uczciwie wyceniony jest Margaux Marquis de Terme (159 zł). No i jedna naprawdę dużej klasy butelka: Château d’Armailhac, czystej krwi Pauillac z jansenistycznym, wstrzemięźliwym nosem i ową niepodrabialną fakturą kredowych garbników w ustach. Tutaj nie ma żadnej opasłości, Cabernet Sauvignon smakuje ziemią i deszczem, wino ma potęgę, ale też i umiar i jest tak bliskie klasyczności, jak się dało w roczniku 2009. Za 196 zł dobry zakup do picia i do trzymania na lata.

A dobra wiadomość jest taka, że tych samych Bordeaux już jutro (piątek 9 XII) w Centrum Wina na ul. Puławskiej 336 w godz. 18–21 może spróbować każdy, kto uiści 100 zł za wstęp (obowiązują rezerwacje, cena biletu odejmowana jest od każdego zamówienia na min. 12 butelek).

(więcej…)

Read Full Post »

Przypadki chodzą po ludziach. Zaalarmowany przez kilkoro miłych Czytelników o kolejnych zmianach w ursynowskim Leclerku w te pędy poleciałem sprawdzić na własne oczy. Natknąłem się na miłego p. Jean-Stéphane’a Robineta, od lat wprowadzającego na polski rynek dobre wina francuskie, a za jego pośrednictwem na Jean-Philippe’a Magré i Yanna Barreila, prezesa i dyrektora Leclerka. Od słowa do słowa urodziła się z tego degustacja dla dziennikarzy i blogerów, w której udział wzięli także Magazyn Wino, Sstarwines, Viniculture i Enomen.

Leclerc Ekskluzywne Targi Winiarskie

Leclerc wrzuca szósty bieg.

A naprawdę jest o czym pisać, bo 20 metrów obok swojego stałego – świetnego – stoiska z winem Leclerc otworzył „Ekskluzywne Targi Winiarskie”, czyli odpowiednik foire aux vins, kiermaszów wina organizowanych każdej jesieni przez francuskie supermarkety. Jak mówi J.-Ph. Magré:

Od lat próbujemy poszerzyć asortyment, naszym celem jest rozwój polskiego rynku nie tylko w wąskim segmencie eksperckim, lecz pokazanie, że i tańsze, masowe produkty mogą być naprawdę dobrej jakości. „Targi winiarskie” to dla nas wielka premiera, by po raz pierwszy pokazać kilka zupełnie nieznanych w Polsce regionów winiarskich Francji.

Spośród najpopularniejszych win we francuskich oddziałach Leclerka wybrano ok. 200 etykiet, załadowano na TIR-a i rzucono na ursynowskie półki. W ten sposób powstał najszerszy w Polsce wybór Bordeaux – od prostych AOC i Supérieur poniżej 20 zł aż po grands crus classés w niezłych cenach. W tej ostatniej kategorii zwracam uwagę m.in. na Château La Louvière (117 zł) i Smith-Haut-Lafitte (299 zł) oraz magnum Château Gloria i La Tour Carnet (oba <400 zł) – wszystkie z rocznika 2008 uchodzącego za najlepszy obecnie zakup bordoski do picia dziś i za dekadę. Pojawiło się także kilka głośnych win z medialnego 2009, m.in. Château Poujeaux, pewniak za 146 zł.

Leclerc Ekskluzywne Targi Winiarskie Bordeaux grands crus

Grand cru w supermarkecie... O tempora o mores!

Równie ciekawe są jednak wina w cenach „codziennych”. Np. spory wybór musujących crémants z Alzacji, Loary, Burgundii, a nawet Bordeaux od 32 zł, duży wybór Alzacji (ponoć świetnie się sprzedającej) czy odważny desant półkowy z Sabaudii – pięć etykiet z tego kompletnie nieznanego w Polsce regionu to istne trzęsienie ziemi, zwłaszcza że ceny przyjazne (od 32 zł), a wina, jak wiadomo, wymarzone do jedzenia.

Domaine Bertrand Beaujolais-Villages Nouveau 2011

Nigdy bym nie zgadł, że tak pyszne.

18 win odkorkowanych dla blogerskiej braci przez Leclerka wypadło bardzo dobrze. Właściwie tylko jedno – przebeczkowane i gorzkie Coteaux du Languedoc Devois des Agneaux d’Aumelasze stajni Jeanjean – nie zasługiwało na polecenie. Mam wątpliwości co do niektórych tanich Bordeaux z rocznika 2009, nazbyt dla mnie płaskich, przegrzanych i mało typowych (zwłaszcza 100% Merlot Château Cantelaudette), ale te same cechy mogą je uczynić strawniejszymi dla konsumentów wychowanych na Chile i nieobeznanych z chropawym garbnikiem klasyczniejszego Bordeaux.

Château des Adouzes Faugères 2009

Hicior.

Łatwiej byłoby wskazać wina bardzo przekonujące. Hitem cenowym jest z pewnością Château des Adouzes Faugères 2009 – kawał śródziemnomorskiego owocu i pieprznego autentyzmu za jedyne 28 zł. Czystością, dynamizmem i pełnią owocu urzekło mnie Domaine Bertrand Beaujolais-Villages Nouveau 2011 – takie nouveau chętnie piłbym co rok i nie musiałbym odgrzebywać z archiwum starych dowcipasów o tym, że w święto Beaujolais najlepiej pić wino z poprzedniego roku (19 zł). Za 28,39 zł z pewnością nowych konsumentów dla Burgundii zjedna Maurice Michel Bourgogne 2009, Pinot Noir co prawda nieco ciepły i bogaty, no ale gorący rocznik 2009 to 2009, a wino jest owocowe, atrakcyjne, krągłe i smaczne.

Maurice Michel Bourgogne Pinot Noir 2009

Grand Prix za popularyzację Burgundii w Polsce.

Najlepszym z próbowanych przez nas win białych było Domaine de l’Angelier Muscadet sur-lie 2010, dowód (jeśli go kto potrzebował), że Muscadet to najbardziej niedoceniana apelacja i źródło fantastycznie pijalnych, idealnych do jedzenia win po 24 zł. Pozytywnie zaskoczyło mnie Albert Schoech Alsace Riesling 2009. Supermarketowej Alzacji zwykle unikam – jest albo mdła i żadnawa, albo za droga. To wino (tu z kolei 2009 zaważył na plus) jest bogate, kwiatowe, typowe dla regionu, ale też zdrowo kwasowe i mineralne. Za 32 zł to naprawdę świetna butelka. Wyróżniło się także Domaine La Cabanette Tavel 2010, wino różowe wystarczająco pełne i mocne, by je podać do polskiej Wigilii. 36 zł za Tavel to naprawdę okazja.

Domaine de l’Angelier Muscadet Sèvre-et-Maine-sur-lie 2010

Najbardziej niedoceniane wino Europy.

Spróbowaliśmy tylko małego wycinka oferty Leclerka, a sądząc po wynikach, lwia część z 200 etykiet jest godna polecenia. „Targi winiarskie” w Leclerku na Ursynowie będą trwały do Świąt. W dodatku na miejscu jest „sommelier”, czyli winiarski doradca, który wyjaśni różnice między Montravel i Haut-Montravel albo do czego pić Bonnezeaux. No i co na to Biedronka?

(więcej…)

Read Full Post »

Kurier przywiózł mi z Biedronki pudło po bananach. W środku było wino. W miłym liście dyrektor ds. relacji zewnętrznych dyskontowej sieci p. Alfred Kubczak zachęca mnie do spróbowania win francuskich z najnowszej oferty, o których pisałem już wybiórczo tu. To miły, europejski gest. W zaciszu własnego laboratorium w idealnych warunkach degustacyjnych zapoznałem się więc z przesłanymi próbkami.

Kiechel & Cie Alsace Pinot Blanc 2010

To wino jest raczej dobrą niespodzianką. Supermarketowa Alzacja jest notorycznie słaba, Pinot Blanc to najsłabszy bodaj szczep alzacki, a tutaj dostajemy wino intensywnie cytrusowe, pełne wigoru, zarazem czyste, bez smaku gumowego węża. W dodatku kosztuje 14,99 zł, więc doprawdy zasługuje na polecenie.

Victor Bérard Chablis 2010

Z pewnością lepiej kupić dwie butelki Pinot Blanc niż jedną tego Chablis (29,99 zł). Po Chablis pozostała tu bowiem tylko nazwa oraz mdławo-słonawy smak, który w desperacji można nazwać mineralnym. Każde wino składa się w ponad 80% z wody, ale to wino szczególnie. Byłoby to słabe nawet jako Bourgogne Blanc za 20 zł, a sprzedawanie tego jako Chablis jest po prostu nabijaniem w butelkę, podobnym do tego, które już opisywałem w przypadku Barolo za 30 zł. (Czerwona lampka powinna zapalić się po sprawdzeniu, że Victor Bérard to hurtownik z Beaujolais. To tak jakby oscypki foliowała mleczarnia w Ełku).

Château de Campteloup Rosé d’Anjou 2010

Zgodnie z informacją na kontretykiecie oraz kultywowaną od lat specjalnością tej loarskiej apelacji wino jest półwytrawne. Mnie to nie przeszkadzało. Ma przyzwoity owoc, cukier jest wyraźnie wyczuwalny, ale nie jakoś bardzo dojmujący. To bardzo francuski styl rosé: „kwant smaku” czy też „smak zero”, jak to określałem przy innych okazjach. W związku z tym bodaj lepsze do jedzenia (może kuchnia wietnamska?). 14,99 zł.

Château de Fagnouse Saint-Émilion Grand Cru 2007

Jest to dobre Bordeaux. Dobre do picia już dziś i dobre do potrzymania 2–3 lata. Ma dość mocny garbnik, zarazem skoncentrowany, śliwkowy owoc Merlota. Przeszkadzał mi dość wyczuwalny alkohol. Na tle innych Saint-Émilionów dostępnych w Polsce jest to dobry zakup (34,99 zł), chociaż licząc się z każdym groszem, wolałbym chyba wydać 19,99 zł na recenzowany już, nieco surowszy w swej ekspresji Médoc 2009. (Pamiętajmy, że nazwa Saint-Émilion Grand Cru nie oznacza wcale nadzwyczajnego wina, jest to rozległa apelacja, produkująca dużo taniego wina bez szczególnych wymogów jakościowych).

This slideshow requires JavaScript.

Z siedmiu spróbowanych łącznie win z francuskiej oferty Biedronki proponuję trzy robocze wnioski:

1. Wina są w większości dobrze dobrane, smaczne i atrakcyjne w swych cenach. Punkt dla Biedronki.

2. Może pora przemyśleć pokutujący i u nas stereotyp, że Francja nie umie produkować tanich win. Że prestiżowe burgundy i Bordeaux są OK, natomiast na dolnej półce Francja daje się zjeść na śniadanie takiemu Chile czy Argentynie. To nieprawda – aktualna promocja w Biedronce pokazuje to dobitnie. Nawet za 15 zł Francja może zaproponować zupełnie dobre wino białe i czerwone, które w niczym nie ustępuje butelkom z Nowego Świata. Przy tym są to wina całkiem atrakcyjne, owocowe, a nie żadne surowe, wyniosłe kwasiory.

3. Czy Biedronka usiłuje zmienić swój imaż? Taka sugestia pojawiła się z ekonomicznego punktu widzenia. Wino za 50 zł, na półce Châteauneuf, Chablis, Saint-Émilion (następnym razem może Margaux, Volnay, Brunello), profesjonalna prezentacja win dla prasy z pokazem kulinarnym, drewniana skrzynka z przekazem „zechce Pan przyjąć”. Refleksję nad tą sprzecznością (a może to nie sprzeczność) – drewniane skrzynki vs. wino sprzedawane z kartonów na paletach, Margaux vs. dyskont – pozostawiam Państwu.

(więcej…)

Read Full Post »

Centrum Wina jest jednym z największych polskich importerów wina (w 2010 r. sprzedało go za ponad 58 mln zł). Toteż doroczna firmowa degustacja jest jednym z obowiązkowych dla polskiego winomana wydarzeń w kalendarzu. Dawniej organizowana jako Jesienna Galeria Win w budynku warszawskiej Agory, od dwóch lat jest częścią Open Family Day, czyli „festiwalu kulinarno-winiarskiego” we współpracy z Noble Bank.

(Rekomendacje zakupowe + bonus na dole strony).

Centrum Wina rozpowszechnia swoje wina w każdej polskiej gminie i zdominowało rynek restauracyjny (dzięki kontrowersyjnej strategii obejmującej wypłacanie restauracjom nawet kilkudziesięciu tys. zł za wyłączność). Dociera ze swoimi winami – stojącymi w swym ogóle na dobrym poziomie – do publiczności szerszej niż ktokolwiek w Polsce. Nic dziwnego, że niedzielna degustacja na warszawskim Służewcu zgromadziła nieprzebrane tłumy, choć nie była do końca „open” (bilet wstępu kosztował 150 zł), a warunki obcowania z winem nie były komfortowe (koszmarne kieliszki, sięgająca 30oC temperaturę tak powietrza, jak i niektórych butelek).

Pintia Toro 2007

Najlepsze wino degustacji.

Socjologicznie rzecz biorąc była to ciekawa impreza. Tu Vega Sicilia, tam półwytrawne argentyńskie frizzante. Pascal Brodnicki grilluje przez mikrofon, a menedżer Dourthe’a określa procent Petit Verdot w kupażu. Miłośnicy win półsłodkich wydawali się co prawda w tym roku w odwodzie, ale hasłem dnia było „czerwone, łagodne”, najlepiej Cabernet Sauvignon lub Merlot. Przejście od Chablis Grand Cru do koktajli na bazie Cutty Sark i syropów Monin odbywało się wyjątkowo płynnie. Garstka prawdziwie zainteresowanych winem ginęła w tłumie pstrokatej, rozimprezowanej klasy średniej.

Paolo Pasini San Giovanni Garda

Paolo Pasini z winiarni San Giovanni.

To z pewnością właściwy target dla Centrum Wina, lecz co znajdzie tu dla siebie winocentryk? W sumie niemało. Bardzo ciekawą nowością ostatnich dni jest np. Az. Agr. San Giovanni znad Gardy (pisałem o niej słówko tu). Te zgoła niekomercyjne wina – mineralne Lugana, malinowe Chiaretto, słono-słodkie Groppello – kupimy w niezłej za te emocje cenie 60 zł. Pojawić się mają obok Bollingera i Nicolas Feuillatte kolejne szampany z domu Thiénot. Od mniej więcej roku mamy przyzwoite wina gruzińskie Iveriuli. Centrum Wina stara się jak może, by różnicować swoją ofertę, wprowadzać ambitniejsze wina, lecz pobyt na Open Family Day wskazywał, że parlamentarna większość woli to, co już zna. Evergreenem pozostają sztampowe chilijczyki z nieśmiertelnym Wentiskłero na czele oraz garstka „brandów” takich jak Antinori, Masi czy Valdemar (tutaj wymowne zestawienie bestsellerów). Z katalogu znika za to stopniowo Anselmi z Soave, są kłopoty z zamówieniem Bründlmayera, od lat nie zmieniły się roczniki Pecchenino. Z rozmów z kadrą średniego szczebla, tymi kierownikami poszczególnych sklepów i handlowcami z terenu, na których pracy Centrum Wina w dużej części się opiera, powraca wciąż ten sam wątek: Francja, Riesling, Tokaj, porto „się nie sprzedają”, „nie ma zainteresowania”.

Centrum Wina kupon rabatowy październik 2011Nieśmiało myślę, że za tymi wszystkimi Côtes du Rhône, Furmintami i Musarami w katalogu nie idzie jakaś konsekwentna strategia marketingowa. Gdy zdarza mi się wpaść do sklepu CW, nie czuję się specjalnie edukowany w kierunku tych ciekawszych (i spełniających moje oczekiwania) win. A niekiedy wpadam na zupełną ścianę, jak wtedy, gdy sprzedawca szukał wytrawnego Chenin Blanc na półce z Rodanem. Największym magnesem przyciągającym do Centrum Wina wydaje się magiczny system rabatów. Któż nie poczuje się doceniony, gdy po pierwszej wizycie dostanie 15 albo nawet 20% zniżki. To nic,  że ceny „oficjalne” bujają w obłokach i nawet po tej zniżce nie są szczególnie konkurencyjne. (O takiej technice sprzedaży dyskutowaliśmy kilka dni temu à propos 101win.pl). Gwoli prawdy CW w ostatnim czasie nieco obniżyło marże; niektóre wina w swych cenach zasługują już na polecenie. Z kolei impet straciły jesienne promocje. Poprzednie edycje Jesiennego Festiwalu Win okraszone były 30-procentowym rabatem na cały katalog Centrum Wina. W tym roku rabat jest już tylko na wybrane wina – po 1 od każdego producenta. Ale i to dobre. Wybrałem dla Państwa najciekawsze z tych przecenionych win – są to naprawdę dobre cenowe okazje. Z promocji skorzystać można do 6.10.2011, a dla tych, którzy nie byli na Open Family Day, mam 4 kupony promocyjne uprawniające do 30-proc. zniżki. Kupony prześlę pocztą czterem pierwszym osobom, które podadzą swój adres pocztowy na bonkowsk*poczta.onet.pl.

[27.09 12:47 Żałuję ale wszystkie kupony rozdane!]

5 najlepszych okazji w promocji Centrum Wina:

Kim Crawford Marlborough Sauvignon Blanc 2010 – 45,50 zł

Paul Jaboulet Aîné Côtes du Rhône ‘Parallèle 45’ 2008 – 33,60 zł

Dourthe Bordeaux No. 1 2009 – 39,20 zł

Tbilvino Mukuzani 2007 – 37,80 zł

Trapiche Broquel Cabernet Sauvignon 2008 – 34,30 zł

This slideshow requires JavaScript.

5 najlepszych win spoza promocji:

San Giovanni Il Lugana 2010 – 59 zł

Oremus Tokaji Furmint Mandolás 2009 – 74 zł

Paul Jaboulet Aîné Crozes-Hermitage Les Jalets 2008 – 79 zł

Château La Garde Pessac-Léognan 2004 – 159 zł

Pintia Toro 2007 – 219 zł

(więcej…)

Read Full Post »

Older Posts »