Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Chablis’

Wpadły mi ręce takie statystyki sprzedaży w restauracji. Lokal w centrum Warszawy na ok. 100 nakryć, kuchnia azjatycka. Wina w karcie od 85 zł za butelkę, 60 etykiet z czego aż 18 na kieliszki (sprzedaż na kieliszki wliczona do poniższych danych). Obsługa wielokrotnie szkolona itd. Dane za okres lipiec 2011 – marzec 2012.

Prosecco – 113 but.

Cava – 51 but.

Szampan (4 etykiety) – 47 but.

Pinot Grigio – 118 but.

Rueda – 17 but.

Chablis – 151 but.

Riesling mozelski – 69 but.

Grüner Veltliner – 58 but.

Gewürztraminer (3 etykiety) – 60 but.

Sauvignon Blanc z Nowej Zelandii – 341 but.

Chardonnay z Nowego Świata (2 etykiety) – 137 but.

Mystery Warsaw restaurant sushi

Naród głosuje na Sauvignon Blanc.

Bordeaux czerwone – 43 but.

Rioja (4 etykiety, reserva i gran reserva) – 189 but.

Barolo – 5 but.

Amarone – 20 but.

Pinot Noir z Nowego Świata (2 etykiety) – 115 but.

Cabernet Sauvignon z Nowego Świata (2 etykiety) – 99 but.

Malbec – 63 but.

Ja do sushi i zupy kokosowej najchętniej piłbym Ruedę i Veltlinera. Jak widać moja partia nawet nie wchodzi do Sejmu.

Zapraszam do dyskusji.

Read Full Post »

Przypadki chodzą po ludziach. Zaalarmowany przez kilkoro miłych Czytelników o kolejnych zmianach w ursynowskim Leclerku w te pędy poleciałem sprawdzić na własne oczy. Natknąłem się na miłego p. Jean-Stéphane’a Robineta, od lat wprowadzającego na polski rynek dobre wina francuskie, a za jego pośrednictwem na Jean-Philippe’a Magré i Yanna Barreila, prezesa i dyrektora Leclerka. Od słowa do słowa urodziła się z tego degustacja dla dziennikarzy i blogerów, w której udział wzięli także Magazyn Wino, Sstarwines, Viniculture i Enomen.

Leclerc Ekskluzywne Targi Winiarskie

Leclerc wrzuca szósty bieg.

A naprawdę jest o czym pisać, bo 20 metrów obok swojego stałego – świetnego – stoiska z winem Leclerc otworzył „Ekskluzywne Targi Winiarskie”, czyli odpowiednik foire aux vins, kiermaszów wina organizowanych każdej jesieni przez francuskie supermarkety. Jak mówi J.-Ph. Magré:

Od lat próbujemy poszerzyć asortyment, naszym celem jest rozwój polskiego rynku nie tylko w wąskim segmencie eksperckim, lecz pokazanie, że i tańsze, masowe produkty mogą być naprawdę dobrej jakości. „Targi winiarskie” to dla nas wielka premiera, by po raz pierwszy pokazać kilka zupełnie nieznanych w Polsce regionów winiarskich Francji.

Spośród najpopularniejszych win we francuskich oddziałach Leclerka wybrano ok. 200 etykiet, załadowano na TIR-a i rzucono na ursynowskie półki. W ten sposób powstał najszerszy w Polsce wybór Bordeaux – od prostych AOC i Supérieur poniżej 20 zł aż po grands crus classés w niezłych cenach. W tej ostatniej kategorii zwracam uwagę m.in. na Château La Louvière (117 zł) i Smith-Haut-Lafitte (299 zł) oraz magnum Château Gloria i La Tour Carnet (oba <400 zł) – wszystkie z rocznika 2008 uchodzącego za najlepszy obecnie zakup bordoski do picia dziś i za dekadę. Pojawiło się także kilka głośnych win z medialnego 2009, m.in. Château Poujeaux, pewniak za 146 zł.

Leclerc Ekskluzywne Targi Winiarskie Bordeaux grands crus

Grand cru w supermarkecie... O tempora o mores!

Równie ciekawe są jednak wina w cenach „codziennych”. Np. spory wybór musujących crémants z Alzacji, Loary, Burgundii, a nawet Bordeaux od 32 zł, duży wybór Alzacji (ponoć świetnie się sprzedającej) czy odważny desant półkowy z Sabaudii – pięć etykiet z tego kompletnie nieznanego w Polsce regionu to istne trzęsienie ziemi, zwłaszcza że ceny przyjazne (od 32 zł), a wina, jak wiadomo, wymarzone do jedzenia.

Domaine Bertrand Beaujolais-Villages Nouveau 2011

Nigdy bym nie zgadł, że tak pyszne.

18 win odkorkowanych dla blogerskiej braci przez Leclerka wypadło bardzo dobrze. Właściwie tylko jedno – przebeczkowane i gorzkie Coteaux du Languedoc Devois des Agneaux d’Aumelasze stajni Jeanjean – nie zasługiwało na polecenie. Mam wątpliwości co do niektórych tanich Bordeaux z rocznika 2009, nazbyt dla mnie płaskich, przegrzanych i mało typowych (zwłaszcza 100% Merlot Château Cantelaudette), ale te same cechy mogą je uczynić strawniejszymi dla konsumentów wychowanych na Chile i nieobeznanych z chropawym garbnikiem klasyczniejszego Bordeaux.

Château des Adouzes Faugères 2009

Hicior.

Łatwiej byłoby wskazać wina bardzo przekonujące. Hitem cenowym jest z pewnością Château des Adouzes Faugères 2009 – kawał śródziemnomorskiego owocu i pieprznego autentyzmu za jedyne 28 zł. Czystością, dynamizmem i pełnią owocu urzekło mnie Domaine Bertrand Beaujolais-Villages Nouveau 2011 – takie nouveau chętnie piłbym co rok i nie musiałbym odgrzebywać z archiwum starych dowcipasów o tym, że w święto Beaujolais najlepiej pić wino z poprzedniego roku (19 zł). Za 28,39 zł z pewnością nowych konsumentów dla Burgundii zjedna Maurice Michel Bourgogne 2009, Pinot Noir co prawda nieco ciepły i bogaty, no ale gorący rocznik 2009 to 2009, a wino jest owocowe, atrakcyjne, krągłe i smaczne.

Maurice Michel Bourgogne Pinot Noir 2009

Grand Prix za popularyzację Burgundii w Polsce.

Najlepszym z próbowanych przez nas win białych było Domaine de l’Angelier Muscadet sur-lie 2010, dowód (jeśli go kto potrzebował), że Muscadet to najbardziej niedoceniana apelacja i źródło fantastycznie pijalnych, idealnych do jedzenia win po 24 zł. Pozytywnie zaskoczyło mnie Albert Schoech Alsace Riesling 2009. Supermarketowej Alzacji zwykle unikam – jest albo mdła i żadnawa, albo za droga. To wino (tu z kolei 2009 zaważył na plus) jest bogate, kwiatowe, typowe dla regionu, ale też zdrowo kwasowe i mineralne. Za 32 zł to naprawdę świetna butelka. Wyróżniło się także Domaine La Cabanette Tavel 2010, wino różowe wystarczająco pełne i mocne, by je podać do polskiej Wigilii. 36 zł za Tavel to naprawdę okazja.

Domaine de l’Angelier Muscadet Sèvre-et-Maine-sur-lie 2010

Najbardziej niedoceniane wino Europy.

Spróbowaliśmy tylko małego wycinka oferty Leclerka, a sądząc po wynikach, lwia część z 200 etykiet jest godna polecenia. „Targi winiarskie” w Leclerku na Ursynowie będą trwały do Świąt. W dodatku na miejscu jest „sommelier”, czyli winiarski doradca, który wyjaśni różnice między Montravel i Haut-Montravel albo do czego pić Bonnezeaux. No i co na to Biedronka?

(więcej…)

Read Full Post »

Echa opisanej tu i tu Gali Magazynu WINO trwały jeszcze parę dni. Kilku importerów zorganizowało w kolejnych dniach serię ciekawych degustacji. Miałem szczęście być na dwóch i wyszedłem zbudowany. Skończyły się czasy, gdy wystarczyło otworzyć Chardonnay za 40 zł, by klienci zlatywali się jak ćmy. Dziś degustuje już całkiem przekrojowo i poważnie, a konkretnie – pionowo.

Montmains premier cru vineyard Chablis

Montmains, Chablis (na dalszym planie).

Pionowo, czyli kilka roczników tego samego wina lub producenta, co daje najlepsze wyobrażenie o jego dorobku i możliwościach. Chablis Jean-Marka Brocarda (importer: opisywany już DELiWINA) samo w sobie jest smaczne i ciekawe, lecz dopiero pijąc kilka różnych premiers crus nabiera się większej ochoty, by z tymi winami spędzić trochę czasu. Świetne wrażenie zrobiło na mnie np. Vau de Vey 2010 i 2009, chłodne, prawdziwie mineralne wino z niedocenianej winnicy. Za 115 zł to bodaj najlepszy tu obecnie zakup (nie licząc świetnego Petit Chablis, lepszego od wielu „grands”). Montmains – to inne cru, o którym rzadko się kto rozpływa w superlatywach – w roczniku 1998 dał pokaz tego, co znaczy harmonijne starzenie: wino wciąż pełne wigoru, żywe, kwasowe, ale obudowane już ładną panoramą smaków jesiennych, tostowych, ziemistych. (Te wina degustowaliśmy z lepiej starzejących się butelek magnum). Wypadło zdecydowanie lepiej niż dość w sumie zwyczajne biodynamiczne Domaine de la Boissonneuse 2004. Nowe roczniki tego ostatniego odstraszają zresztą ceną – ponad 100 zł za butelkę „prostego” Chablis to zdecydowanie za dużo. Ptaszki ćwierkają, że DELiWINA zaproponuje w cenniku inne stare roczniki Brocarda, np. grand cru Bougros 1998, za które absolutnie ręczę.

Jean-Marc Brocard Chablis Grand Cru Bougros 1998

Być może wkrótce dostępne w Polsce.

Nazajutrz gościem Roberta Mielżyńskiego był Lamberto Frescobaldi, wielki pan włoskiego wina, nie tylko dyrektor ogromnej winiarni Frescobaldi, lecz także małej posiadłości Collazzi, którą odziedziczył po babce. Powstaje tu podręcznikowy supertoskan – Cabernet Sauvignon z domieszką Merlota, Franc i Petit Verdot („tylko 3 procent!”, zarzekał się autor) starzona w nowych beczkach. Ten styl wina od paru lat jest już nieodwołalnie passé i goście przystępowali do próby bez większych nadziei. Obawy się potwierdziły, a zarazem wina się obroniły.

Lamberto Frescobaldi

Lamberto Frescobaldi. © Frescobaldi.

Paradoks? Degustowaliśmy wszystkie wina kiedykolwiek tu wytworzone, czyli roczniki od 1999 do 2008. (To pierwsza taka prezentacja w historii Collazzi, dodajmy – to też pokazuje, jak polski rynek się zmienia). Wszystkie roczniki cierpiały na naczelną wadę supertoskanów: były nadekstraktywne i trudne w piciu. Lecz na przykład taki 2001 dojrzał w sumie całkiem ładnie i do antrykotu ta jego suchość nie przeszkadzała. A już absolutnie wszystkie roczniki przebił, o dziwo, 2003. Afrykańskie lato popchnęło bodaj winiarza do ciut wcześniejszego winobrania, przez co wino miało świeżości np. od całkiem zaustralopitekowałego 2005. Naprawdę pyszna butelka.

Frescobaldi Collazzi Toscana 2003

Chchot historii: 2003 przebił 2001 i 2007.

Ta degustacja była ciekawa z innego jeszcze względu. Lamberto Frescobaldi wprost przyznawał:

W pierwszych rocznikach robiliśmy błędy. Poszukiwaliśmy przesadnego ekstraktu. Teraz ekstrahujemy bardzo ostrożnie.

O powrocie do win lżejszych, elegantszych, bardziej „pijalnych” mówie się od dawna. Jeśli przyznaje to wprost producent z jądra ciemności, czyli superbeczkowych win toskańskich, sprawa jest przesądzona. Zmiana stylu Collazzi jest subtelna, ale ewidentna. Rocznik 2000 mimo zestarzonych już aromatów smakuje jak nieheblowana deska. 2007 jest wciąż zbyt masywny (i szczerze mówiąc niewart swoich 175 zł), ale po dłuższej chwili w kieliszku harmonizuje się i mięknie. Tempora mutantur.
(więcej…)

Read Full Post »

Ofensywa marketingowa sklepów wielkopowierzchniowych trwa. Mniej więcej w tym samym czasie, co karton win z Biedronki, otrzymałem miłą przesyłkę z Makro. W tym ni to dyskoncie, ni to hurtowni zaopatruje się wielu właścicieli małych kawiarń, barów i restauracji, zatem tutejsze wina możemy spotkać w wielu sytuacjach – poza najprostszą, czyli wejścia z ulicy do sklepu i nabycia butelki, bo jak wiadomo, w Makro mogą robić zakupy tylko firmy. (Chociaż prawie każdy ma przysłowiowego wujka, który posiada kartę do Makro i w razie czego „pożyczy”).

Makro od dawna stara się zaoferować szeroki wachlarz win w różnych cenach. Ok. 25% zaopatrzenia pochodzi z własnego importu, reszta z krajowej dystrybucji. W wybranych sklepach istnieją „wine humidory”, w których znajdziemy butelki z wyższej, najwyższej i jeszcze wyższej półki. (O tym wynalazku poczytacie tu). Makro organizuje też szkolenia winiarskie dla swoich odbiorców. Stara się zagospodarować niszę, o której mało kto w Polsce myśli – dotrzeć do tej rzeszy pośredników, małych winiarskich podmiotów, którzy gdzieś giną w cieniu ilościowych i jakościowych kolosów takich jak Centrum Wina czy Mielżyński, a przecież w dużym stopniu kształtują nasz winiarski pejzaż.

Valmarone Prosecco z Makro

Prosecco z Makro w najlepszym dla siebie towarzystwie.

Odwiedzając dział winiarski w Makro, mam zwykle mieszane uczucia. Wybór etykiet jest bardzo duży, lecz dominują brandy z niskiej półki, te wszystkie nowoświatowe etykiety z hipopotamem i żyrafą, te IGT Sicilia i stołowe półsłodkie z rozmaitych krajów OECD. Jeśli znane apelacje, to tylko w najtańszej wersji no-name. Mało jest win, które przyciągałyby uwagę winomana na pierwszy rzut oka, brak w zasadzie dobrych nazwisk, apelacji wysoko notowanych na aktualnej giełdzie. Ale przecież nie o to chodzi. W Makro nie liczy się impulsowy zakup zdeterminowany przez psychologię i marketing, lecz sprawdzony stosunek jakości do ceny, powtarzalność, bezpieczny, „statystyczny” smak. 90% tutejszych win będzie odsprzedanych dalej w innym kontekście.

Nederburg Rose 2010

Nic nie poradzę, smakowało mi.

Muszę zresztą przyznać, że nawet wina nieszczególnie wyglądające potrafią tu być całkiem smaczne. Takie na przykład Nederburg Rosé 2010 z RPA to solidna propozycja, zwłaszcza za 24,99 zł (podaję ceny detaliczne brutto). Oznakowane jako półsłodkie, wino jest w istocie półwytrawne, a do tego czyste, świeże i owocowe, czyli takie, jakie powinno być tanie wino różowe. Dobre pierwsze wrażenie robi też Prosecco Valmarone. W cenie 19,99 zł gra niemal w kategorii Dorato – ma zresztą podobny plastikowy korek, ale o wiele lepszy smak. Umiarkowany cukier resztkowy, całkiem wystarczający owoc (jabłka), bąbelki toporne, ale nie wulgarne… Po paru godzinach byłbym już mniej entuzjastyczny i nie użyłbym słowa, które nasunęło się po pierwszym kieliszku – „hit”. Słabszym winem jest Moscato d’Asti Alte Rocche Bianche (pod tym „brandem” można też nabyć tanie Barolo i Barbaresco po ok. 70 zł). Kosztuje co prawda tylko 34 zł, ale emocji żadnych nie dostarcza. Jest miodowo, lepko słodkie bez wystarczającej kwasowości, a do czystości aromatów też można by mieć różne zastrzeżenia. Mogłoby być gorzej, ale też dużo lepiej.

Pasquier Desvignes Chablis Emile Durand 2010

Woda czy minerały, to zależy od humoru.

Makro nadesłało mnie i innym blogerom (m.in. Czerwone czy Białe, Białe nad Czerwonym, Do Trzech Dych, Środkowa Półka, Viniculture, Kontretykieta) trzy wina sezonowe. Akcja ma być powtarzana cyklicznie. Na wybór win nie miałem wpływu, wybrałem się więc do sklepu, by zobaczyć, co w trawie piszczy poza różowym RPA. Jak na dział winiarski projektowany przez Francuza przystało, najlepszy jest wybór win francuskich – jest m.in. bardzo dużo tanich Bordeaux, Côtes du Rhône (o jednym już pisałem). Z pewnością lepiej kupić tu wino z Francji niż z Włoch, które są generalnie słabo reprezentowane. Jeśli chodzi o najbardziej znane apelacje, na przykład Chablis można kupić w Makro za 39 zł. Wino Émile Durand 2010 smakuje jak Chablis pół na pół z wodą, ale jest typowe, z przyzwoitą mineralnością; na pewno lepsze od Chablis z Biedronki za 29 zł i o wiele słabsze niż Petit Chablis Dampta z Enoteki Polskiej za 45 zł.

Barton & Guestier PInot Noir Ile de Beaute 2010

Absurdalne, ale smaczne.

Oprócz znanych nazw na półkach Makro można znaleźć prawdziwe kurioza. Jak inaczej nazwać Pinot Noir z Korsyki, butelkowane przez dużego hurtownika z Bordeaux? Barton & Guestier Pinot Noir Réserve 2010 (30 zł) smakuje jak Pinot z Argentyny. Słodki i gęsty jak czekoladowe brownie. Po godzinie w lodówce można się doszukać wiśniowego charakteru Pinota. Polecam na prima aprilis i przebierankowe flashmoby. C.d.n.

(więcej…)

Read Full Post »

Kurier przywiózł mi z Biedronki pudło po bananach. W środku było wino. W miłym liście dyrektor ds. relacji zewnętrznych dyskontowej sieci p. Alfred Kubczak zachęca mnie do spróbowania win francuskich z najnowszej oferty, o których pisałem już wybiórczo tu. To miły, europejski gest. W zaciszu własnego laboratorium w idealnych warunkach degustacyjnych zapoznałem się więc z przesłanymi próbkami.

Kiechel & Cie Alsace Pinot Blanc 2010

To wino jest raczej dobrą niespodzianką. Supermarketowa Alzacja jest notorycznie słaba, Pinot Blanc to najsłabszy bodaj szczep alzacki, a tutaj dostajemy wino intensywnie cytrusowe, pełne wigoru, zarazem czyste, bez smaku gumowego węża. W dodatku kosztuje 14,99 zł, więc doprawdy zasługuje na polecenie.

Victor Bérard Chablis 2010

Z pewnością lepiej kupić dwie butelki Pinot Blanc niż jedną tego Chablis (29,99 zł). Po Chablis pozostała tu bowiem tylko nazwa oraz mdławo-słonawy smak, który w desperacji można nazwać mineralnym. Każde wino składa się w ponad 80% z wody, ale to wino szczególnie. Byłoby to słabe nawet jako Bourgogne Blanc za 20 zł, a sprzedawanie tego jako Chablis jest po prostu nabijaniem w butelkę, podobnym do tego, które już opisywałem w przypadku Barolo za 30 zł. (Czerwona lampka powinna zapalić się po sprawdzeniu, że Victor Bérard to hurtownik z Beaujolais. To tak jakby oscypki foliowała mleczarnia w Ełku).

Château de Campteloup Rosé d’Anjou 2010

Zgodnie z informacją na kontretykiecie oraz kultywowaną od lat specjalnością tej loarskiej apelacji wino jest półwytrawne. Mnie to nie przeszkadzało. Ma przyzwoity owoc, cukier jest wyraźnie wyczuwalny, ale nie jakoś bardzo dojmujący. To bardzo francuski styl rosé: „kwant smaku” czy też „smak zero”, jak to określałem przy innych okazjach. W związku z tym bodaj lepsze do jedzenia (może kuchnia wietnamska?). 14,99 zł.

Château de Fagnouse Saint-Émilion Grand Cru 2007

Jest to dobre Bordeaux. Dobre do picia już dziś i dobre do potrzymania 2–3 lata. Ma dość mocny garbnik, zarazem skoncentrowany, śliwkowy owoc Merlota. Przeszkadzał mi dość wyczuwalny alkohol. Na tle innych Saint-Émilionów dostępnych w Polsce jest to dobry zakup (34,99 zł), chociaż licząc się z każdym groszem, wolałbym chyba wydać 19,99 zł na recenzowany już, nieco surowszy w swej ekspresji Médoc 2009. (Pamiętajmy, że nazwa Saint-Émilion Grand Cru nie oznacza wcale nadzwyczajnego wina, jest to rozległa apelacja, produkująca dużo taniego wina bez szczególnych wymogów jakościowych).

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Z siedmiu spróbowanych łącznie win z francuskiej oferty Biedronki proponuję trzy robocze wnioski:

1. Wina są w większości dobrze dobrane, smaczne i atrakcyjne w swych cenach. Punkt dla Biedronki.

2. Może pora przemyśleć pokutujący i u nas stereotyp, że Francja nie umie produkować tanich win. Że prestiżowe burgundy i Bordeaux są OK, natomiast na dolnej półce Francja daje się zjeść na śniadanie takiemu Chile czy Argentynie. To nieprawda – aktualna promocja w Biedronce pokazuje to dobitnie. Nawet za 15 zł Francja może zaproponować zupełnie dobre wino białe i czerwone, które w niczym nie ustępuje butelkom z Nowego Świata. Przy tym są to wina całkiem atrakcyjne, owocowe, a nie żadne surowe, wyniosłe kwasiory.

3. Czy Biedronka usiłuje zmienić swój imaż? Taka sugestia pojawiła się z ekonomicznego punktu widzenia. Wino za 50 zł, na półce Châteauneuf, Chablis, Saint-Émilion (następnym razem może Margaux, Volnay, Brunello), profesjonalna prezentacja win dla prasy z pokazem kulinarnym, drewniana skrzynka z przekazem „zechce Pan przyjąć”. Refleksję nad tą sprzecznością (a może to nie sprzeczność) – drewniane skrzynki vs. wino sprzedawane z kartonów na paletach, Margaux vs. dyskont – pozostawiam Państwu.

(więcej…)

Read Full Post »

Read Full Post »