Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘do 30 zł’

Wino się coraz bardziej technologizuje. Żyjemy w erze inteligentnych drożdży i „selekcji optycznej”, którą w poszukiwaniu jeszcze bardziej wyśrubowanej jakości zaczynają wprowadzać bordoskie châteaux. Coraz bardziej technologiczne jest też nasze picie. Mikroczipy antyfałszywkowe na szyjkach butelek czy nowej generacji kody kreskowe to już właściwie tematy wczorajsze. Tematem dzisiejszym jest osobisty kieszonkowy e-sommelier i na tym polu mamy dziś polski sukces.

Do Trzech Dych aplikacja iphone

Pionierska aplikacja już działa.

Dynamiczna załoga bloga Do Trzech Dych uruchomiła pierwszą (wg mojej wiedzy) polską aplikację winiarską na iPhone’a. „Appka” Do3D dostępna jest od paru dni w iTunes za $0,99. Reklamowana na razie tylko na macierzystym blogu i na Facebooku po paru dniach plasowała się w czołówce płatnych aplikacji ajfonowych, wyprzedzając (o czym autorzy nie omieszkali poinformować całego świata) m.in. kultową gierkę Angry Birds. Jak się dowiedziałem wystarczyła do tego sprzedaż ok. 200 szt.

Dwieście to dużo czy mało? Krótko mówiąc, rozpaczliwie mało, szczególnie żeby zabawa miała ekonomiczny sens. Wszak oznacza to w okresie najintensywniejszej sprzedaży przychód rzędu 600 zł minus (niemała) prowizja Apple, a napisanie aplikacji dedykowanej na iPhone’a kosztuje wszak co najmniej kilka tysięcy złotych. Jak mówi Gabriel Matwiejczyk z Do Trzech Dych, blog obszedł ten problem pozyskując do projektu partnera, który dostarczył programistyczne bebechy. O zysku nie ma jednak mowy. Do Trzech Dych traktuje aplikację jako formę promocji i reklamy (płatne reklamy mają pojawić się wewnątrz programu). Wkrótce ma powstać wersja na Androida.

Do Trzech Dych aplikacja iPhone Real Forte Tinto

Próbka poetyki.

Z drugiej strony dwieście sprzedanych egzemplarzy jest skromnym sukcesem, bo przecież polski rynek winiarski jest płytki jak wysychająca kałuża. To jest treść skierowana do garstki osób winem aktywnie się interesujących. Według moich informacji blog Do Trzech Dych ma miesięcznie ok. 60 tys. odsłon, co sytuuje go na tym samym poziomie co Winicjatywę i prawdopodobnie nieco powyżej Magazynu Wino (który swoich statystyk nie ujawnia). Unikalni i powracający użytkownicy tych i innych portali, blogów i forów w dużej mierze się pokrywają. Zważywszy że odsetek czytelników darmowych do tych gotowych za cokolwiek zapłacić wynosi zwykle 10:1 i że iPhone stanowi ponoć jedynie 2% rynku smartfonów w Polsce, nie ma co marzyć o sprzedaży zapewniającej sensowną rentowność na poziomie 4 tys. egz. i może trzeba realistycznie cieszyć się z tych 200 szt.

A jak wypada sama aplikacja? Nie owijając w bawełnę – bardzo średnio. Ma ładne logo, błyskawicznie się wczytuje i jest łatwa w użyciu – wina można wyszukiwać według oceny, sklepu, koloru, ceny, przewidziano przydatną funkcję zaznaczania win jako „ulubionych”. Merytoryczna zawartość programu jest jednak słaba. Baza zawiera zaledwie ok. 190 win, czyli mniej, niż w jednym numerze recenzuje Magazyn Wino. I co z tego, że Do Trzech Dych koncentruje się na olewanych przez MW winach z marketów. Wybrałem się z iPhonem do trzech sklepów i pomoc w zakupie otrzymałem marną. W Leclerku i Carrefourze nie znalazłem na ekranie żadnego (!) z obecnie sprzedawanych win. Najlepiej było w Biedronce – 8 etykiet (na 37 istniejących w bazie – pozostałe najwyraźniej już nie są dostępne). Lecz i to jest złudne, bo w 4 przypadkach w bazie Do Trzech Dych widniały starsze, niedostępne już roczniki. Czy to ma znaczenie przy winach marketowych? Raz nie ma, raz ma, jak przy recenzowanym przeze mnie niedawno Orvieto Borgo Cipressi (w 2009 koszmar, w 2010 prawie pycha).

Do Trzech Dych aplikacja iPhone wina z Leclerka

Do Trzech Dych nie lubi Leclerka.

A nawet gdy Do3D akurat zawiera aktualne notki, nie przydają się one na wiele. Do ajfonowej aplikacji wciągnięto bowiem bez żadnej edycji i adaptacji opisy publikowane wcześniej na blogu. Niektóre notki są krótkie i węzłowate i jeśli się łyka tę poetykę, może nawet i czytelne:

No tutaj to niemal usiadłem. Nos fajurski. Taki… no sam nie wiem, ale wiecie jak zazwyczaj pachną białe wina – albo jakieś cytrusy albo kwiaty. a to inaczej! migdały? może orzechy…? Miód gryczany??? SIDOLUX!

Inne zaś to sążniste opowieści o okolicznościach przyrody:

Wraz z Gabrielem zostaliśmy zaproszeni na warszawskie salony. Skądinąd, nigdy nie myślałem, że będę mógł poczuć się jak bohater piosenki Fisza, no chociaż przez parę godzin. A to wszystko przez Biedronkę i wprowadzanie nowej serii win, tym razem włoskich. Błyskawiczna degustacja 6 butelek nie dała czasu na popisy stylem, ale zaowocowała za to serią szybkich notek. Na początek poszło Barocco Prosecco DOC.

których pomiędzy piersią z kurczaka a dzieckiem jęczącym o batonik przez Biedronkową półką nie doczyta nikt.

Aplikacja Do Trzech Dych w istocie ujawnia paradoks ponowoczesnej ery winopisarstwa. Web 2.0 miało oddać władzę użytkownikom, zdemokratyzować wino i sprawić, że picie będzie łatwiejsze i jeszcze przyjemniejsze. Prędko jednak okazuje się, że amatorska opinia o smaku Tempranillo Crianza jest tyle samo warta, co kompetencje sąsiada z bloku w dziedzinie pilotażu Tu-154. Amatorzy produkują amatorskie treści. Darmowy lub prawie darmowy ($0,99) program działa i przydaje się w stopniu wprost proporcjonalnym do swojej ceny. Baza win zawierająca 190 w dużej części przeterminowanych notek ma użyteczność bliską zeru. W Do Trzech Dych wiedzą o tym i Gabriel Matwiejczyk w rozmowie ze mną zapowiedział dynamiczny rozwój bazy recenzji oraz powstanie „wysokiej jakości kontentu”. Oby. Profesjonalna, aktualna i funkcjonalna baza win dostępnych na polskim rynku to jednak duże wyzwanie. Na razie nie sprostał mu nikt – nawet ci, którzy dostali sowite dofinansowanie z Brukseli.

Do Trzech Dych aplikacja iPhone Schloss Lieser Auslese

Nawet w Do Trzech Dych nie da się bez metafor.

(więcej…)

Read Full Post »

Opublikowałem na Winicjatywie krótką recenzję win włoskich aktualnie promowanych przez Biedronkę. W telegraficznym skrócie na sześć butelek jedna – Primitivo Colle al Vento – okazała się dobra, dwie pijalne, trzy niesmaczne. Ot, wynik jak z dyskontu – na tejże Winicjatywie Ewa Rybak sprawozdaje podobny totolotkowy rezultat z Lidla.

Wniosek pierwszy – Biedronka we Włoszech kupuje słabe wina. Całkiem dobrze wychodzi jej to w Portugalii i Francji, w sumie nienajgorzej w Hiszpanii, natomiast poprzednia oferta win z Italii była porażką i teraz nie widać wielkiego postępu. Good buying to podstawa sukcesu każdego supermarketu i takie np. Tesco czy Waitrose w Anglii wydają na swoich buyerów miliony funtów rocznie (o kulisach pisała m.in. Jancis Robinson). W Portugalii Biedronka potrafiła dogadać się z niewątpliwymi gwiazdami winiarskiej sceny, jak Quinta do Côtto i Lavradores de Feitoria, we Francji – z négociants (hurtownikami) z ludzką twarzą, jak Dulong. Oferta włoska to natomiast same no-nejmy i zlewki butelkowane przez producentów oznaczonych jedynie kryptogramem literowo-cyfrowym (to zawsze powinno zapalać lampkę alarmową).

Biedronka Primitivo Colle al Vento

Jedyne smaczne wino z aktualnej Biedronki (na 6 próbowanych).

Choć więc wina podrożały (coraz więcej butelek w przedziale 20–35 zł, o którym Biedronka kiedyś nie śniła, no ale przecież teraz mamy rebranding), klasa win nadal dołuje lub wręcz pikuje i doprawdy mało ma to wspólnego z burżuazyjnym zawołaniem „Daj się zaskoczyć jakością Biedronki”. Nieświadomym aspirantom do świata luksusu wciska się kit w postaci Barolo albo Barbaresco za 29 zł, win, które w tej cenie nie mają szans smakować jak produkt oryginalny, lecz właśnie jak tanie podróbki. Tworzy się zarazem iluzję, że w tym całym wszystkim chodzi tylko o nazwy, obrazki i etykietki i że celem egzystencji jest złapanie za ogon sroki o nazwie Barbaresco. Nie o nazwę chodzi, droga Biedronko, tylko o to, że prawdziwe Barbaresco smakuje jak żadna inna rzecz na tym świecie. Przy okazji bezczelnie plecie się androny, tak jak na etykiecie Sangiovese 2011 z Romanii, rzekomo spędzającego w beczce 6 miesięcy i doprawionego Primitivo i Nero d’Avola – to pierwsze jest niemożliwe z powodu chronologii, a drugie – legislacji (Primitivo nie jest dozwoloną odmianą winorośli w Romanii). Ciemny lud i tak to kupi.

Biedronka Sangiovese Rubicone

Biedronka wciska kit.

W tle jest jeszcze inna subtelna manipulacja. Biedronka przysłała mi do degustacji sześć win, dwa białe – słodkie i półwytrawne – oraz cztery czerwone wytrawne. Tyle że te czerwone zawierają lekko licząc po 6–7 g cukru resztkowego i w sumie niedaleko padają od „Tempranillo semi-dulce” dostępnego w tym samym sklepie o półkę niżej. Coraz słodsze wina wytrawne to problem międzynarodowy, o którym pisał m.in. Tim Patterson. Akurat „polski gust”, jak wiadomo, bardzo takie wina hołubi i nie dziwi mnie specjalnie, że Biedronka ułatwia sobie sprzedaż kwaśnego Sangiovese i cierpkiego Nebbiolo za pomocą taniej buraczanej sztuczki. Czemu jednak to robi pod świętymi dla winomanów hasłami Barbaresco i Valpolicella? Niech sobie hula pod szyldem vino da tavola albo IGP. Kiedy cukrowym makijażem zakłamuje się prawdziwy charakter najistotniejszych europejskich win, zamiast budować mosty, pali się je. Zmanipulowany w ten sposób konsument sięgając po echt Barbaresco za 99 zł wykrzywi usta w rozczarowanym grymasie – przecież miało być łagodne…

(więcej…)

Read Full Post »

Przypadki chodzą po ludziach. Zaalarmowany przez kilkoro miłych Czytelników o kolejnych zmianach w ursynowskim Leclerku w te pędy poleciałem sprawdzić na własne oczy. Natknąłem się na miłego p. Jean-Stéphane’a Robineta, od lat wprowadzającego na polski rynek dobre wina francuskie, a za jego pośrednictwem na Jean-Philippe’a Magré i Yanna Barreila, prezesa i dyrektora Leclerka. Od słowa do słowa urodziła się z tego degustacja dla dziennikarzy i blogerów, w której udział wzięli także Magazyn Wino, Sstarwines, Viniculture i Enomen.

Leclerc Ekskluzywne Targi Winiarskie

Leclerc wrzuca szósty bieg.

A naprawdę jest o czym pisać, bo 20 metrów obok swojego stałego – świetnego – stoiska z winem Leclerc otworzył „Ekskluzywne Targi Winiarskie”, czyli odpowiednik foire aux vins, kiermaszów wina organizowanych każdej jesieni przez francuskie supermarkety. Jak mówi J.-Ph. Magré:

Od lat próbujemy poszerzyć asortyment, naszym celem jest rozwój polskiego rynku nie tylko w wąskim segmencie eksperckim, lecz pokazanie, że i tańsze, masowe produkty mogą być naprawdę dobrej jakości. „Targi winiarskie” to dla nas wielka premiera, by po raz pierwszy pokazać kilka zupełnie nieznanych w Polsce regionów winiarskich Francji.

Spośród najpopularniejszych win we francuskich oddziałach Leclerka wybrano ok. 200 etykiet, załadowano na TIR-a i rzucono na ursynowskie półki. W ten sposób powstał najszerszy w Polsce wybór Bordeaux – od prostych AOC i Supérieur poniżej 20 zł aż po grands crus classés w niezłych cenach. W tej ostatniej kategorii zwracam uwagę m.in. na Château La Louvière (117 zł) i Smith-Haut-Lafitte (299 zł) oraz magnum Château Gloria i La Tour Carnet (oba <400 zł) – wszystkie z rocznika 2008 uchodzącego za najlepszy obecnie zakup bordoski do picia dziś i za dekadę. Pojawiło się także kilka głośnych win z medialnego 2009, m.in. Château Poujeaux, pewniak za 146 zł.

Leclerc Ekskluzywne Targi Winiarskie Bordeaux grands crus

Grand cru w supermarkecie... O tempora o mores!

Równie ciekawe są jednak wina w cenach „codziennych”. Np. spory wybór musujących crémants z Alzacji, Loary, Burgundii, a nawet Bordeaux od 32 zł, duży wybór Alzacji (ponoć świetnie się sprzedającej) czy odważny desant półkowy z Sabaudii – pięć etykiet z tego kompletnie nieznanego w Polsce regionu to istne trzęsienie ziemi, zwłaszcza że ceny przyjazne (od 32 zł), a wina, jak wiadomo, wymarzone do jedzenia.

Domaine Bertrand Beaujolais-Villages Nouveau 2011

Nigdy bym nie zgadł, że tak pyszne.

18 win odkorkowanych dla blogerskiej braci przez Leclerka wypadło bardzo dobrze. Właściwie tylko jedno – przebeczkowane i gorzkie Coteaux du Languedoc Devois des Agneaux d’Aumelasze stajni Jeanjean – nie zasługiwało na polecenie. Mam wątpliwości co do niektórych tanich Bordeaux z rocznika 2009, nazbyt dla mnie płaskich, przegrzanych i mało typowych (zwłaszcza 100% Merlot Château Cantelaudette), ale te same cechy mogą je uczynić strawniejszymi dla konsumentów wychowanych na Chile i nieobeznanych z chropawym garbnikiem klasyczniejszego Bordeaux.

Château des Adouzes Faugères 2009

Hicior.

Łatwiej byłoby wskazać wina bardzo przekonujące. Hitem cenowym jest z pewnością Château des Adouzes Faugères 2009 – kawał śródziemnomorskiego owocu i pieprznego autentyzmu za jedyne 28 zł. Czystością, dynamizmem i pełnią owocu urzekło mnie Domaine Bertrand Beaujolais-Villages Nouveau 2011 – takie nouveau chętnie piłbym co rok i nie musiałbym odgrzebywać z archiwum starych dowcipasów o tym, że w święto Beaujolais najlepiej pić wino z poprzedniego roku (19 zł). Za 28,39 zł z pewnością nowych konsumentów dla Burgundii zjedna Maurice Michel Bourgogne 2009, Pinot Noir co prawda nieco ciepły i bogaty, no ale gorący rocznik 2009 to 2009, a wino jest owocowe, atrakcyjne, krągłe i smaczne.

Maurice Michel Bourgogne Pinot Noir 2009

Grand Prix za popularyzację Burgundii w Polsce.

Najlepszym z próbowanych przez nas win białych było Domaine de l’Angelier Muscadet sur-lie 2010, dowód (jeśli go kto potrzebował), że Muscadet to najbardziej niedoceniana apelacja i źródło fantastycznie pijalnych, idealnych do jedzenia win po 24 zł. Pozytywnie zaskoczyło mnie Albert Schoech Alsace Riesling 2009. Supermarketowej Alzacji zwykle unikam – jest albo mdła i żadnawa, albo za droga. To wino (tu z kolei 2009 zaważył na plus) jest bogate, kwiatowe, typowe dla regionu, ale też zdrowo kwasowe i mineralne. Za 32 zł to naprawdę świetna butelka. Wyróżniło się także Domaine La Cabanette Tavel 2010, wino różowe wystarczająco pełne i mocne, by je podać do polskiej Wigilii. 36 zł za Tavel to naprawdę okazja.

Domaine de l’Angelier Muscadet Sèvre-et-Maine-sur-lie 2010

Najbardziej niedoceniane wino Europy.

Spróbowaliśmy tylko małego wycinka oferty Leclerka, a sądząc po wynikach, lwia część z 200 etykiet jest godna polecenia. „Targi winiarskie” w Leclerku na Ursynowie będą trwały do Świąt. W dodatku na miejscu jest „sommelier”, czyli winiarski doradca, który wyjaśni różnice między Montravel i Haut-Montravel albo do czego pić Bonnezeaux. No i co na to Biedronka?

(więcej…)

Read Full Post »

Nie mogłem niestety uczestniczyć w prezentacji nowej oferty Biedronki, która odbyła się w poniedziałek. Od dziś do 22 listopada w sklepach tej sieci kupimy 19 nowych win hiszpańskich. Siedem z nich w Fabryce Trzciny zaprezentował Tomasz Kolecki-Majewicz, a wieczór okrasił „pokaz kulinarny”.

Biedronka wina hiszpańskie oferta listopad 2011

Jesienią beczkowe Tempranillo... logiczne.

Nie mogłem uczestniczyć, ale Biedronka ponownie przysłała mi wino do degustacji. Wrażenia mam w sumie pozytywne. Jesteśmy daleko od smutków recenzowanego ongiś zestawu win włoskich czy niedawnej promocji nowoświatowej. Oferta hiszpańska nie jest może tak różnorodna i bogata, jak niedawne zestawy z Portugalii i Francji, ale trzyma poziom.

Rey Santo 2010 od znanego winiarza z RuedyJaviera Sanza to przyzwoite, typowe, dobrze zarysowane Verdejo, nieco wodniste, ale świeże – solidna codzienność bez emocji, lecz któż ich szuka za 17,99 zł. Nie wiem jednak, czy lepszym zakupem w bieli nie jest Camparrón 2010 – białe Toro z odmiany Malvasía, ładnie zrobione, intensywne bez oklapłości straszącej w wielu białych winach hiszpańskich (14,99 zł).

Wśród win czerwonych Biedronka wystarała się o kilka znanych nazwisk. Z pewnością jest takim Enate – jedna z gwiazd winiarskiej Iberii. Podstawowe Somontano Tinto 2010 to młodziutkie wino z Tempranillo i Caberneta, banalne w zapachu (hasłowe owoce leśne i trochę masła – leżakowano je miesiąc w beczkach, doprawdy nie wiem po co), natomiast lepsze w smaku, z sekundą naprawdę smacznej wiśni w końcówce. Brakuje koncentracji i tego, co nazywamy „obecnością” wina, ale całość w swej cenie (19,99 zł) jest dobra. Wysoko notowaną winiarnią jest również Rejadorada, której Toro Roble 2009 jest najdroższym winem w listopadowym zestawie (29,99 zł). Może i nawet najlepszym, jeśli chodzi o jakość owocu, pełnię i koncentrację, a także jedynym z próbowanych przeze mnie win, które przez 2–3 lata można z korzyścią leżakować. Mam jednak poważne zastrzeżenia do wysokiego alkoholu w tym winie (14,5% na etykiecie), który sprawia, że całość smakuje jak zupa z przejrzałych owoców i bardzo szybko męczy.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Wśród 19 win znalazły się cztery z Riojy, z czego trzy crianzy. Regalía de Ollauri Ollamendi Crianza 2007 (24,99 zł) zaczyna się nieźle – soczystym owocem (wiśnie, porzeczki) ukazującym ludzką twarz Tempranillo. W końcówce jednak o wiele za dużo mleka i wanilii i wszystko tonie w beczkowej bylejakości. W sumie lepiej wypada Marqués del Puerto Crianza 2008, zrazu mniej wyraziste, nierozpoznawalne jak na Rioję, dusznymi nutami jeżyn przypominające raczej Malbeka, ale o wiele lepsze po przewietrzeniu, mocne, intensywne (19,99 zł).

Villa de la Musas Reserva 2005 ze spółdzielni San Salvador w Nawarze to niebrzydki w sumie przykład wina nieco podstarzałego, z nutami skóry, grzybów, w sumie jednak płytkie, proste, raczej economy niż reserva. Powiedzmy sobie szczerze, że 6-letnia Nawarra ze spółdzielni za 12,99 zł to jest po prostu zrzutka wina niesprzedanego gdzie indziej, ale pieniądze nie są w sumie źle wydane.

Zdecydowanie dobre wrażenie zrobiły na mnie w sumie dwa wina. Jumilla Monastrell 2010 z Castillo de Jumilla (13,99 zł; nie znalazło się w przesłanym mi zestawie, próbowałem na własną rękę) ma naprawdę świetny owoc i ładną równowagę, a do tego szokująco niską cenę, jeśli się pomyśli, że parę lat temu Parker dawał temu winu 90 punktów [zob. wyjaśnienie w komentarzu]. Monteabellón Ribera del Duero 5 Meses en Barrica 2009 to też wino w typie południowym, „na bogato”, soczyste, intensywne, bez nadmiernych win beczkowych, dobrze zrobione i autentycznie smaczne (24,99 zł).

Biedronka wina hiszpańskie promocja listopad 2011

Wszystko smakowało trochę tak samo.

Listopadowy zestaw hiszpański nie jest zły – ale też nie przynosi takich emocji ani poczucia świetnie wydanych pieniędzy, co wiosenna Portugalia czy wrześniowa Francja. Czy to moje subiektywne uprzedzenie do win hiszpańskich, czy istotnie te wina wszystkie smakowały trochę tak samo – ciut krótko, sucho, matowo, z wyczuwalnymi nutami taniej dębiny, za to bez świeżości, nerwu, radości życia. Oczywiście po winie kosztującym 13–24 zł nie oczekuję wielowymiarowości, lecz w tym zestawie zabrakło mi pozytywnej energii. A także różnorodności – znalazły się w nim tylko cztery białe, a aż jedenaście opartych jest na szczepie Tempranillo. Jeden dobry Monastrell z Jumilli to za mało. Zdecydowanie zabrakło win na bazie Garnachy z takich apelacji jak Cariñena czy Campo do Borja, wszakże nieustraszonych dostawców do supermarketów i dyskontów właśnie.

W próbowanym przeze mnie zestawie najciekawszy okazał się kontekst. Pokaz prasowy nowej oferty w modnej Fabryce Trzciny prowadzi wykwalifikowany sommelier. Biedronka rozsyła wina do degustacji w drewnianej skrzynce. W odróżnieniu od poprzednich promocji zabrakło tym razem win naprawdę tanich – za 9,99 zł jest tylko stołowe półsłodkie, nacisk przesunął się na wina po 20–25 zł, „szczególnie polecane” jest Rejadorada za 30.

To wszystko przy akompaniamencie dużego zainteresowania medialnego Biedronkowymi winami. Na portalu Gazeta.pl ukazał się poczytny artykuł (niskich zresztą lotów, przytaczający księżycowe dane, jak choćby te o 5% marży Biedronki, gdyż już w dawno temu okazało się, że jest ona najprawdopodobniej bliższa 30–40%). Ci sami autorzy sugerowali niedawno, że Biedronka usiłuje wskoczyć jedną półkę wyżej. W komentarzach do mojego wpisu o Magazynie WINO roztrząsali Państwo, do kogo właściwie Biedronka i inne dyskonty kierują swoje winne oferty. Pojawiły się głosy, że masy kupujące Camparrón za 15 zł nie interesują się i nie będą interesowały winami droższymi z tzw. sklepów specjalistycznych. Mnie się wydaje, że obie te grupy – bo fakt podziału rynku winiarskiego na wina supermarketowe i „fine wine” nie ulega kwestii – są wciąż dość płynne i wciąż się przenikają. Możliwe są całkiem duże „przepływy elektoratu”. Sam znam mnóstwo osób, które cenią dobre wino i świetnie wyczuwają różnicę pomiędzy Carlo Rossi a Percarlo, a jednak na co dzień zaopatrują się w Biedronce czy innym Leclerku, poruszając się w wydawałoby się obciachowym dla winomana przedziale 13–20 zł.

Biedronka wina hiszpańskie promocja listopad 2011

Szczególnie polecamy, żebyś wydał(a) u nas trochę więcej.

Biedronka o tym wie i dlatego robi co może, żeby zagospodarować tę trochę ambitniejszą publiczność. Dlaczego? Bo droższe wino daje możliwość wyższej marży. Bo „Owad” dostrzega słabość innych graczy na tej średnioniskiej półce – innych supermarketów, które globalnie rzecz biorąc nie wykorzystują swoich szans. A może też dlatego, że dotychczasowe wyniki sprzedaży win nie były aż tak satysfakcjonujące? Z jednej strony Biedronka przejęła już kilkanaście procent polskiego rynku winiarskiego, sprzedaje dziesiątki tysięcy butelek każdej etykiety. Z drugiej – dzieje się tak z powodu ogromnych rozmiarów samej sieci. Należy do niej już 1,7 tys. sklepów. To sprawia, że 50 tys. sprzedanych butelek jednego z cenowych bestsellerów nie robi aż takiego wrażenia. Po każdej okresowej promocji na półkach zostaje sporo niesprzedanych win, szczególnie w wyższych przedziałach cenowych 20–25 zł. Wyprzedawane są one potem z ok. 30% zniżką. Nie wydaje mi się to oznaką wybitnie udanego handlu. Aby przekonać do siebie klientów poszukujących nieco droższe wina, Biedronka musi jednak poprawić serwis. Stąd ci sommelierzy, Chablis i Châteauneuf na półce. Co będzie dalej?

(więcej…)

Read Full Post »

Ostatnio pisałem Państwu często o winach z szeroko pojętych supermarketów: Leclerka, Biedronki i Makro. Z moich odczuć i Państwa komentarzy wynika, że polskie supermarkety coraz bardziej starają się o dobry wybór win i stosunek jakości do ceny. To dobrze. Nie chciałbym jednak, by utrwaliło się wrażenie, że dobre tanie wino można kupić tylko w supermarkecie. Wielu małych importerów robi w przedziale cenowym 20–30 zł świetną robotę i oferuje wina nieraz ciekawsze i smaczniejsze, niż sklepy wielkopowierzchniowe.

Na słotną polską jesień proponuję Państwu dziesięć win czerwonych, kosztujących mniej niż 30 zł brutto, które można kupić w specjalistycznych sklepach winiarskich od ich bezpośrednich importerów. Wybór oparłem na szerokiej degustacji ok. 50 różnych win. wybrałem butelki z różnych krajów i w różnych stylach, których wspólnym mianownikiem są typowość, świetna intensywność i „pijalność”. Dobre wino nie musi kosztować dużo (nawet przy wysokim kursie €) i nie trzeba po nie iść do supermarketu! Wspierajmy małych importerów, bo to oni w największym stopniu gwarantują różnorodność naszej winiarskiej sceny.

Chateau Les Ollieux Romanis Capucine 2008

Francja - koncentracja. Dla lubiących wina „konkretne”.

Château Ollieux Romanis Capucine 2008

Francja nie ma nic do zaproponowania na dolnej półce? Wolne żarty. Spróbujcie tego gęstego, mięsistego, „konkretnego” wina w rekordowej cenie. Do tego świetna kwasowość. (Nieprzepadającym za mięskiem w kieliszku polecam użycie karafki). Fantastyczny zakup. (27 zł, Mielżyński)

Carlo Romana Dolcetto di Dogliani 2009

Pijemy za mało Dolcetto! To odświeżające, pachnące wino można pić zarówno solo, jak i do jedzenia – od przysłowiowych makaronów do polskiej wieprzowiny. Nutka goryczki w końcówce wzmaga apetyt i zapobiega nudzie. (29 zł, Winarium)

Torreguaceto Salento Negroamaro Pietraluna 2009

Najlepsze wino do 30 zł spoza supermarketu.

Torreguaceto Negroamaro Pietraluna 2009

Południowe, śródziemnomorskie, słodkie (wiśnie, truskawki) w zapachu; usta ładnie ułożone, z odrobiną struktury, autentycznie smaczne. Bardzo włoskie to wino – pełne hedonistycznej słodyczy owocu, zarazem świeże, napięte. Jak na mój smak najlepsze, najpoważniejsze wino zestawu. (29,50 zł, Enoteka Polska)

Albet i Noya Petit Albet Negre 2010

Wybrałem dla Państwa aż trzy wina hiszpańskie. Ten kraj bowiem fantastycznie nas rozpieszcza w przedziale do 30 zł, kiedy w ustach nie grozi nam atak mulistej hiszpańskiej beczki. Zamykane zakrętką wino od katalońskiego biodynamika zaleca się pięknie intensywnym owocem, jest świeże, soczyste, naturalne, autentycznie „wibrujące”. (27,50 zł, Enoteka Polska)

Albet i Noya Petit Albet Blanc + Negre

Małe jest wielkie.

Castaño Yecla Monastrell 2010

Znana bodega Castaño dostępna ongiś w sieci Wine House obecnie współpracuje z Robertem Mielżyńskim. Południe Hiszpanii pokazuje tu wszystkie swe podręcznikowe zalety: superintensywny owoc, pełnię doznań, sporo powagi, trochę garbnika. A do tego wino świetnie sformatowane pod codziennego konsumenta. (30 zł, Mielżyński)

Finca Lasierpe Tempranillo–Garnacha 2010

Proste, ale wyważone wino ze smacznymi nutami malin. Kwasowości niezbyt wiele, garbnika tylko ślad, nic nie będzie przeszkadzało w radosnym powszednim piciu. Końcówka słodsza, całkiem gęsta jak za tę cenę. Nawarra bez beczki i bez Caberneta to jest to! (28 zł, Winarium)

Castańo Yecla Monastrell 2010

Jak przetłumaczyć na polski „overperformer”?

Caves Velhas Dão Reserva Catedral 2007

Proste i soczyste wino z ostrężynowo-pieprzowym smakiem, który wydaje mi się bardzo „portugalski”. Świetne nawet na drugi i trzeci dzień. Więcej struktury od innych win z tego zestawu. (25 zł, Winestory)

Vale da Mina 2008

Niedrogie wino z Alentejo podpisane przez słynnego Cristiano Van Zellera. Kosztuje 27 zł, a smakuje na 40. Gęste, niemal smoliste, na pograniczu starej dobrej Europy i Nowego Świata. Pełna satysfakcja. (27 zł, Mielżyński)

Ticket to Chile Cabernet 2010

Nowy Świat w całej krasie – intensywny, skoncentrowany, wszystkiego trochę więcej, niżby się spodziewać za 27 zł. Zalecam dekantację, gdyż zapachy po otwarciu butelki są tzw. stajenne. (27 zł, Winestory)

Deicas Don Pascual Tannat–Merlot 2010

Świetne wybrane wino z Urugwaju, zalecające się nieprzeciętną świeżością, pijalnością (tylko 12% alk.), dużą winiarską kulturą, a do tego kosztujące zaledwie 24 zł, czyli mniej niż popularne marki win supermarketowych takie jak C.R. czy C. del D. (24 zł, Winarium)

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

(więcej…)

Read Full Post »

Ofensywa marketingowa sklepów wielkopowierzchniowych trwa. Mniej więcej w tym samym czasie, co karton win z Biedronki, otrzymałem miłą przesyłkę z Makro. W tym ni to dyskoncie, ni to hurtowni zaopatruje się wielu właścicieli małych kawiarń, barów i restauracji, zatem tutejsze wina możemy spotkać w wielu sytuacjach – poza najprostszą, czyli wejścia z ulicy do sklepu i nabycia butelki, bo jak wiadomo, w Makro mogą robić zakupy tylko firmy. (Chociaż prawie każdy ma przysłowiowego wujka, który posiada kartę do Makro i w razie czego „pożyczy”).

Makro od dawna stara się zaoferować szeroki wachlarz win w różnych cenach. Ok. 25% zaopatrzenia pochodzi z własnego importu, reszta z krajowej dystrybucji. W wybranych sklepach istnieją „wine humidory”, w których znajdziemy butelki z wyższej, najwyższej i jeszcze wyższej półki. (O tym wynalazku poczytacie tu). Makro organizuje też szkolenia winiarskie dla swoich odbiorców. Stara się zagospodarować niszę, o której mało kto w Polsce myśli – dotrzeć do tej rzeszy pośredników, małych winiarskich podmiotów, którzy gdzieś giną w cieniu ilościowych i jakościowych kolosów takich jak Centrum Wina czy Mielżyński, a przecież w dużym stopniu kształtują nasz winiarski pejzaż.

Valmarone Prosecco z Makro

Prosecco z Makro w najlepszym dla siebie towarzystwie.

Odwiedzając dział winiarski w Makro, mam zwykle mieszane uczucia. Wybór etykiet jest bardzo duży, lecz dominują brandy z niskiej półki, te wszystkie nowoświatowe etykiety z hipopotamem i żyrafą, te IGT Sicilia i stołowe półsłodkie z rozmaitych krajów OECD. Jeśli znane apelacje, to tylko w najtańszej wersji no-name. Mało jest win, które przyciągałyby uwagę winomana na pierwszy rzut oka, brak w zasadzie dobrych nazwisk, apelacji wysoko notowanych na aktualnej giełdzie. Ale przecież nie o to chodzi. W Makro nie liczy się impulsowy zakup zdeterminowany przez psychologię i marketing, lecz sprawdzony stosunek jakości do ceny, powtarzalność, bezpieczny, „statystyczny” smak. 90% tutejszych win będzie odsprzedanych dalej w innym kontekście.

Nederburg Rose 2010

Nic nie poradzę, smakowało mi.

Muszę zresztą przyznać, że nawet wina nieszczególnie wyglądające potrafią tu być całkiem smaczne. Takie na przykład Nederburg Rosé 2010 z RPA to solidna propozycja, zwłaszcza za 24,99 zł (podaję ceny detaliczne brutto). Oznakowane jako półsłodkie, wino jest w istocie półwytrawne, a do tego czyste, świeże i owocowe, czyli takie, jakie powinno być tanie wino różowe. Dobre pierwsze wrażenie robi też Prosecco Valmarone. W cenie 19,99 zł gra niemal w kategorii Dorato – ma zresztą podobny plastikowy korek, ale o wiele lepszy smak. Umiarkowany cukier resztkowy, całkiem wystarczający owoc (jabłka), bąbelki toporne, ale nie wulgarne… Po paru godzinach byłbym już mniej entuzjastyczny i nie użyłbym słowa, które nasunęło się po pierwszym kieliszku – „hit”. Słabszym winem jest Moscato d’Asti Alte Rocche Bianche (pod tym „brandem” można też nabyć tanie Barolo i Barbaresco po ok. 70 zł). Kosztuje co prawda tylko 34 zł, ale emocji żadnych nie dostarcza. Jest miodowo, lepko słodkie bez wystarczającej kwasowości, a do czystości aromatów też można by mieć różne zastrzeżenia. Mogłoby być gorzej, ale też dużo lepiej.

Pasquier Desvignes Chablis Emile Durand 2010

Woda czy minerały, to zależy od humoru.

Makro nadesłało mnie i innym blogerom (m.in. Czerwone czy Białe, Białe nad Czerwonym, Do Trzech Dych, Środkowa Półka, Viniculture, Kontretykieta) trzy wina sezonowe. Akcja ma być powtarzana cyklicznie. Na wybór win nie miałem wpływu, wybrałem się więc do sklepu, by zobaczyć, co w trawie piszczy poza różowym RPA. Jak na dział winiarski projektowany przez Francuza przystało, najlepszy jest wybór win francuskich – jest m.in. bardzo dużo tanich Bordeaux, Côtes du Rhône (o jednym już pisałem). Z pewnością lepiej kupić tu wino z Francji niż z Włoch, które są generalnie słabo reprezentowane. Jeśli chodzi o najbardziej znane apelacje, na przykład Chablis można kupić w Makro za 39 zł. Wino Émile Durand 2010 smakuje jak Chablis pół na pół z wodą, ale jest typowe, z przyzwoitą mineralnością; na pewno lepsze od Chablis z Biedronki za 29 zł i o wiele słabsze niż Petit Chablis Dampta z Enoteki Polskiej za 45 zł.

Barton & Guestier PInot Noir Ile de Beaute 2010

Absurdalne, ale smaczne.

Oprócz znanych nazw na półkach Makro można znaleźć prawdziwe kurioza. Jak inaczej nazwać Pinot Noir z Korsyki, butelkowane przez dużego hurtownika z Bordeaux? Barton & Guestier Pinot Noir Réserve 2010 (30 zł) smakuje jak Pinot z Argentyny. Słodki i gęsty jak czekoladowe brownie. Po godzinie w lodówce można się doszukać wiśniowego charakteru Pinota. Polecam na prima aprilis i przebierankowe flashmoby. C.d.n.

(więcej…)

Read Full Post »

Jeśli środa, to Biedronka wprowadza nowe wina do oferty. Po obficie dyskutowanych (i pitych) winach portugalskich nastała promocja Nowego Świata, a od zeszłego tygodnia na półkach największej polskiej sieci rozsiadły się wina francuskie.

50 zł to mało, ale trochę za dużo.

Auguste Bessac Châteauneuf-du-Pape Cuvée Tradition 2009 to najdroższe wino w historii Biedronki, o czym z licealnym podnieceniem donosili już nawet niewiniarscy dziennikarze. (Cytat „dla przeciętnego klienta widok metki z ceną 49,99 zł może być sporym szokiem” z pewnością przejdzie do klasyki). Szatonef za pięć dych wpisuje się w wysiłki Biedronki, by w najniższych w Polsce cenach oferować wina z najbardziej znanych apelacji takich jak Barolo czy Chablis. No i co? Wino jest dobre. Z pewnością lepsze niż (nie)sławne Barolo Morando – bo nie ma w nim zlewkowego szlamu, smaku tandety. Jest dobry wiśniowy owoc i nieco struktury, mocne garbniki, powaga, trochę głębi. Na drugi dzień ciut lepsze, na trzeci dzień słabe (co jak na Châteauneuf nie jest wyczynem). Ogólnie rzecz biorąc jest to niezła rzecz, smakująca Rodanem, dająca jakieś tam pojęcie o swej apelacji – jednej z najsławniejszych nie tylko we Francji.

Nie jestem jednak pewien, czy wino jest godne polecenia za 49,99 zł. W sumie nie różni się od poważniejszych win oznaczonych skromniejszą apelacją Côtes du Rhône, o jakich pisałem tu, a które kosztują około 35–50 zł właśnie. Jest bowiem powszechnie znaną prawdą, że te same pieniądze o wiele lepiej wydać na wybitne wino ze słabszej apelacji niż na najtańsze ze sławnej. Jeśli chce się jednak „zaliczyć” Châteauneuf bez nadmiernej szkody dla portfela, Biedronka zrobiła niezłą robotę. (Z drugiej strony doświadczenie uczy, że za miesiąc to samo wino Biedronka będzie wyprzedawać po 35 albo nawet 30 zł).

Słodko i lekko, w sam raz dla przybywających z Chile.

Co poza tym? Oferta win francuskich u „Owada” nie jest szczególnie bogata (a do tego niektóre wina nie są dostępne we wszystkich sklepach – np. na zachód od Warszawy nie uświadczyłem nigdzie Chablis za 29,99 zł). Bardzo mało jest win białych (alzacki Pinot Blanc za 15 zł, ale z 2008 roku). Z czerwonych nęci Saint-Émilion Grand Cru za 36 zł, ale podejrzewam, że lepiej kupić dwa Fitou po 17. Ja zmierzyłem się z taniutkim Merlot XR 2010 z IGP Pays d’Oc. Sformatowane pod supermarketowy, nowoświatowy smak – jak na mój, trochę za dużo tu słodyczy, za mało prawdziwej treści. Za 12,99 zł jest to jednak niezły zakup – lepszy, niż cokolwiek chilijskiego czy kalifornijskiego, co próbowałem w tej cenie – aczkolwiek serdecznie doradzam dopłacenie 5 zł i nabycie poniższego Medoka.

Médoc Réserve 2009 to też Merlocik, ale z prestiżowego terroir. Za 19,99 zł możemy spróbować wina z serca francuskiego winiarstwa. Wytworzył go Dulong, jeden z większych bordoskich hurtowników. Wino miękkie i słodkie jak na Médoc, ale taka już uroda rocznika 2009. Nie jest to wino głębokie, ale fakt, że za 20 zł możemy spróbować owych słynnych bordoskich garbników o smaku kredowego pyłu, wart jest oblania wręcz lampką szampana. (Niestety Biedronka na razie szampana za 49,99 zł nie oferuje).

Za 20 zł jeden z lepszych zakupów nad Wisłą.

Francuska oferta „Owada” jest skromna, ale uczciwa – wina są smaczne, nieprzekłamane, a ceny takie, jakie na tym poziomie jakości powinny być. Ustawienie Châteauneuf na poziomie 50, a nie 30 zł jak ongiś z Barolo też jest w sumie aktem uczciwości (choć nie łudzę się, że stoi za nim cokolwiek innego poza realiami aktualnego rynku, czyli możliwą do wynegocjowania ceną zakupu). Jestem ciekaw powodzenia tego francuskiego miesiąca. Wszak stereotyp mówi, że klient supermarketu za winami z tego kraju nie przepada – a niechęć ta jest odwrotnie proporcjonalna do sumy, jaką chce wydać na wino. Poza langwedockim Merlotem pite przeze mnie wina wyraźnie jednak smakują Francją z jej oschłością i kartezjańskim racjonalizmem. Czy lud to kupi?

(więcej…)

Read Full Post »

Older Posts »