Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Dolcetto’

Dziś dopiero wtorek, ale wydarzeniem tygodnia, które na długo zapadnie w pamięci, jest z pewnością wczorajsza degustacja Barolo & Friends zorganizowana m.in. przez Strada del Barolo i Magazyn Wino. Nadzieje były wielkie, bo event reklamowany był od sześciu tygodni na niespotykaną skalę. Któż nie chciałby spróbować „legendarnego”, „monumentalnego Barolo”? Samo Barolo jest może legendarne, ale w Warszawie wczoraj grali (z całym szacunkiem) Ruch Radzionków z Gryfem Wejherowo. Bolesna prawda jest taka, że ci prawdziwie „monumentalni” producenci Barolo nie biorą udziału w tego typu degustacjach, a na polski rynek wkraczają innymi kanałami.

Barolo & Friends Warszawa 2012

Zapowiadało się świetnie.

Barolo & Friends okazało się jednak przydatne w tym sensie, że nawet ci winiarze drugoligowi, mniej znani, nieznani i poboczni zaprezentowali ciekawe wina. O wielkości Barolo świadczy właśnie jakość tego drugiego planu, który na okładki magazynów i listy „Trzech Kieliszków” się nie wybije nigdy lub rzadko, a jednak oferuje sensowne, typowe wina o dużej głębi i strukturze. Moje najlepsze typy z wczorajszej degustacji omówiłem już szerzej na Winicjatywie: pięknie klasyczna, głęboka Schiavenza (do kupienia na Konfederackiej 4 w Krakowie), ładnie zestarzona Bussia Soprana, arcypijalny, świeży i soczysty Scarzello, bardzo garbnikowe Le Strette dla cierpliwych (o tej winiarni pisałem już tu). A spoza Barolo – jego producentów wystąpiło wbrew zapowiedziom tylko 16 – na przykład moje ulubione Dolcetto di Dogliani od Quinto Chionettiego. Większość tych producentów dopiero szuka importerów w Polsce i po wczorajszym dniu jest nadzieja, że niektórzy ich znajdą, chociaż przecież Barolo dostępnych w Polsce jest już bardzo wiele i zbliżamy się do nasycenia rynku.

Nasycone były też sale warszawskiego Bristolu. Do miejsca, w którym prawie udusiliśmy się w czasie gali Magazynu Wino w 2009, nasze przodujące pismo winiarskie zaprosiło tym razem jeszcze więcej osób. W dążeniu do maksymalizacji frekwencji chyba jednak przeholowało. Niepokojące sygnały pojawiały się od kilku dni. Zapisani na seminarium na tydzień przed imprezą otrzymali z redakcji MW maile o następującej treści:

Szanowni Państwo,

Zarejestrowali się Państwo na degustację komentowaną win z Piemontu na godzinę 11;00 w dniu 10 września br.

Informujemy, że jesteście Państwo na liście rezerwowej, gdyż system rejestrujący uległ awarii i zarejestrował wielokrotnie więcej uczestników, niż było dostępnych miejsc.
Bardzo nam przykro informować o tym fakcie, tym bardziej, że usterka została odkryta przed dział IT dopiero wczorajszej nocy.

Wiele osób do sal seminaryjnych ostatecznie nie wpuszczono, a innym proponowano picie z tego samego kieliszka. Kroplą, która przelała dzban, okazała się sprzedaż biletów na degustację poprzez Grouponopodobny portal Mydeal.pl (po 19 zł zamiast 40 zł, które płacili „zwykli” czytelnicy MW). Czytając tę ofertę, przecierałem oczy ze zdumienia. Drogich przyjaciół z Magazynu Wino nie podejrzewam osobiście o tak fatalny copywriting, ale zapraszanie masowego odbiorcy na „rzeki wina, góry serów i trufli… Na imprezie nie ma żadnego limitu degustacji: po prostu podchodzisz i próbujesz wszystkiego, na co przyjdzie Ci ochota”, „nielimitowaną degustację legendarnych win i regionalnych specjałów” to było igranie z ogniem.

Barolo & Friends 2012 MyDeal (1)

Minus 53% – kryzysowa wyprzedaż? © Mydeal.pl.

No i faktycznie „niezapomniana randka” z legendarnymi winami i truflami z Piemontu zakończyła się ogromnym bałaganem. Kolejka chętnych sięgała ponoć aż na Krakowskie Przedmieście, części osób nie wpuszczono do sali i zapowiedziano zwrot pieniędzy. Zmierzch „nielimitowanych serów” ogłoszono przez megafon o godz. 18:11. Żadnych trufli nie stwierdziłem już wcześniej (była tylko oliwa truflowa). Producenci wina dzielnie próbowali sobie radzić z natłokiem pytań o półsłodkie. Trudno się dziwić, że dziś od rana Magazyn Wino otrzymuje niepochlebne komentarze od rozczarowanych użytkowników. (Choć ci, co wyszli przed 17, byli zadowoleni).

Barolo & Friends 2012 MyDeal (2)

Według chińskiego przysłowia… trufle nie pływają w rzece. © Mydeal.pl.

Hiperbola jest podstawą reklamy. Dlatego nie kruszyłbym kopii o sformułowania takie jak „najbardziej intrygujące wina świata”, „Warszawę odwiedzi ponad 30 topowych producentów win”. Truth in advertising powinno być jednak zasadą przyświecającą wszelkim dziedzinom komunikacji międzyludzkiej. Jeżeli się zaprasza na seminarium ze starymi rocznikami Barolo, wypadałoby, żeby sięgały dalej niż tylko rocznika 2008 i 2007. Nielimitowany ser nie może się skończyć po godzinie. A wypraszanie o tejże porze przez głośnik tych, którzy mieli szczęście wejść o godz. 17, „żeby zrobili miejsce dla kolejnych chętnych” każe się mocno zastanowić, dla kogo organizuje się tego typu imprezę? Dla konsumenta czy może dla siebie samych?

(więcej…)

Read Full Post »

Spędziłem dwa dni w Zurychu na konferencji i degustacji winnaturalnych”, organizowanej przez Vinnatur. To obecnie jeden z modniejszych tematów. Czy słusznie?

Jestem przekonany, że tak. Spróbowałem wielu świetnych win. Głębokich, zrównoważonych, wielowymiarowych, czystych, mineralnych i fascynujących. Z Włoch, Francji, Hiszpanii, Portugalii, Austrii, a nawet Serbii. Ich twórcy są niezwykle świadomymi ludźmi. Tworzeniu dobrych win z szacunkiem dla środowiska, tradycji i terroir poświęcili całe jestestwo. Zaś ich sukces bezpośrednio wynika z wyboru „naturalnej” winiarskiej drogi. Sceptykom, którzy od lat powtarzają, że wina ekologiczne, biodynamiczne, naturalne są dobre „przypadkiem”, bez związku z metodą produkcji, zaczynają zaprzeczać wyniki naukowych badań. Z ciekawej konferencji w Zurychu podrzucam niedowiarkom kilka danych: aktywność biologiczna gleby w winnicy biodynamicznej jest przeszło 30% wyższa od normy, zawartość przyswajalnego żelaza, cynku i magnezu 4-krotnie wyższa, potasu, fluoru – aż 10-krotnie. Uprawiana metodą biodynamiczną i naturalną winorośl jest zdrowsza, odporniejsza na choroby, lepiej fotosyntetyzuje (lepsza równowaga między tzw. dojrzałością fenoliczną a zawartością cukru, czyli lepszy balans alkoholu i kwasowości w winie). Wina naturalne są zdrowsze – nie ma w nich nawet śladowych ilości pestycydów i metali ciężkich. Wina bezsiarkowe wedle stereotypu delikatne jak płatek śniegu – w rzeczywistości są bardziej stabilne i lepiej się przechowują niż konwencjonalne.

Barranco Oscuro Borgońón Granate

Największe zaskoczenie degustacji: Pinot Noir z Andaluzji.

Co to właściwie są wina „naturalne”? Cudzysłów jest uzasadniony, gdyż brak jednolitej definicji. Isabelle Legeron, francuska master of wine i uznana ekspertka w tej dziedzinie, określa je jako wina nieinterwencyjne: winiarz poszukuje najnaturalniejszych metod produkcji i najbardziej bezpośredniego smaku owocu (a więc i siedliska). Określa się je też jako wina „bez dodatków” i „bez ujmowania niczego”. Czyli nie dodaje się nawozów, odżywek, enzymów, drożdży (spontaniczna fermentacja to jeden z ważniejszych wyróżników), cukru, kwasu, garbników, barwników (wbrew pozorom te dodatki są na porządku dziennym w winach „konwencjonalnych”, nawet tych drogich i prestiżowych). Nie dodaje się też lub dodaje bardzo mało siarki – wina bezsiarkowe stanowiły większość wśród prezentowanych w Zurychu i brak SO2 to druga naczelna cecha win „naturalnych”. Nie odejmuje się koloru (stąd ciemniejsza barwa win, szczególnie białych, wpadających często w pomarańcz i bursztyn), osadu (wina mętne), kwasu, alkoholu, garbników, nie ma mowy o żadnej osmozie, klarowaniu, filtracji. W najprostszej wersji, jak tej uprawianej przez Franka Cornelissena na stokach Etny, do kadzi wrzuca się zmiażdżone winogrona, po fermentacji oddziela skórki i szypułki, przelewa do butelek – i już.

La Biancara Angiolino Maule Recioto di Gambellara 1997

Najlepsze wino degustacji.

Wina „naturalne” nie są jednolite. Jest wśród nich niemało win niedobrych – utlenionych, kwaśnych, octowych (choć można się spierać, czy więcej niż wśród win „technicznych”). Przyzwolenie na błędy techniczne było do tej pory jednym z problemów nurtu naturalnego. „Śmierdzi, bo jest naturalne” – to wytłumaczenie musi odejść do lamusa. Ważniejszy wydaje mi się jednak inny problem. Wino naturalne nie powinno być winem freakowym. W przeszłości zbytnia ortodoksja w naturalnej produkcji (będąca reakcją, dodajmy, na technologiczno-chemiczne ekscesy w rodzaju fabrykowania win za pomocą np. drożdży aromatyzujących) alienowała „konwencjonalnych” konsumentów i ustanawiała producentów w roli zamkniętej na zewnętrzny świat sekty. To podejście nadal zresztą pokutuje. Jonathan Nossiter, reżyser słynnego filmu Mondovino, w czasie konferencji perorował o konieczności zwarcia szeregów i walki z „ajatollahami” przemysłu winiarskiego. To niemądra retoryka. Potrzebny jest dialog i budowanie mostów.

Elisabetta Foradori

Wina Elisabetty Foradori są lepsze niż kiedykolwiek.

Trudno bowiem oczekiwać, by konsumenci, których chlebem powszednim (z konieczności) jest Yellow Tail i Cloudy Bay, nagle przerzucili się na bursztynowe wina pachnące jabłecznikiem i smakujące solą. Jakiś kompromis stylistyczny jest potrzebny i możliwy. Pokazały to najlepsze wina degustacji w Zurychu. Podobały mi się wina bezkompromisowego Angiolino Maulego (posiadłość La Biancara), weterana i przywódcy ruchu Vinnatur. Jego Recioto 1997 to z pewnością wielka butelka. Lecz jeszcze bardziej ujęły mnie wina jego ucznia i sąsiada Daniele Piccinina, który też nie dodaje siarki, a jednak jego wina (bezczelnie w dodatku oparte na Chardonnay i Cabernet Sauvignon obok rdzennych Durelli i Corviny) wydały się mi elegantsze, gładsze, świetnie wyraziste.

Nicoletta Bocca San Fereolo Dogliani

Nicoletta Bocca z posiadłości San Fereolo.

Sébastien Riffault robi Sancerre o znakomitej głębi i mineralności, ale trudno wytłumaczyć je komuś nieobeznanemu, w ogóle bowiem nie przypominają ani w zapachu (brak nut „zielonych”), ani w smaku (brak mocniejszej kwasowości, bo przechodzą fermentację jabłkowo-mlekową, której w zasadzie w Sancerre się nie stosuje) Sauvignon Blanc, do którego chcąc nie chcąc jesteśmy przyzwyczajeni. Za to Dolcetto San Fereolo czy Teroldego Elisabetty Foradori, nawet bezsiarkowe i fermentowane w amforze, będą zrozumiałe dla każdego, smakują bowiem jak wino „normalne”, tyle że są intensywniejsze, głębsze, mają więcej barw, wymiaru, energii. Jak pisał trzy dni temu Tim Atkin, jeden z czołowych degustatorów anglosaskich:

Nawet jeśli nie wierzysz w biodynamikę – a nawet ludzie wierzący mają trudności z jej naukowym uzasadnieniem – najlepsze wina z winnic biodynamicznych często mają dodatkowy wymiar aromatu i smaku. Można go nazwać witalnością, prawdziwością, można nazwać (za przeproszeniem) siłą życiową. Ale ten wymiar jest w kieliszku.

Zszokowały mnie wina Barranco Oscuro z Andaluzji. (Za ich polecenie dziękuję Tomaszowi Kurzei). Niby pieprzno-leśnoowocowy smak dobrze znany z wielu innych win hiszpańskich, ale żadnych niepotrzebnych nut beczkowych, nadekstrakcji, 15% alkoholu perfekcyjnie wtopione. Zarazem hedonizm, przystępność, pełna zrozumiałość nawet dla miłośnika Chivite Crianza. To są właśnie wina przyszłości – „naturalne” swą filozofią i szacunkiem dla natury, ale otwarte też dla tych, którzy nie chcą aromatów krowiego rogu w kieliszku.

Lamoresca Sicilia Rosso

Najładniejsza etykieta degustacji.

(więcej…)

Read Full Post »

Ostatnio pisałem Państwu często o winach z szeroko pojętych supermarketów: Leclerka, Biedronki i Makro. Z moich odczuć i Państwa komentarzy wynika, że polskie supermarkety coraz bardziej starają się o dobry wybór win i stosunek jakości do ceny. To dobrze. Nie chciałbym jednak, by utrwaliło się wrażenie, że dobre tanie wino można kupić tylko w supermarkecie. Wielu małych importerów robi w przedziale cenowym 20–30 zł świetną robotę i oferuje wina nieraz ciekawsze i smaczniejsze, niż sklepy wielkopowierzchniowe.

Na słotną polską jesień proponuję Państwu dziesięć win czerwonych, kosztujących mniej niż 30 zł brutto, które można kupić w specjalistycznych sklepach winiarskich od ich bezpośrednich importerów. Wybór oparłem na szerokiej degustacji ok. 50 różnych win. wybrałem butelki z różnych krajów i w różnych stylach, których wspólnym mianownikiem są typowość, świetna intensywność i „pijalność”. Dobre wino nie musi kosztować dużo (nawet przy wysokim kursie €) i nie trzeba po nie iść do supermarketu! Wspierajmy małych importerów, bo to oni w największym stopniu gwarantują różnorodność naszej winiarskiej sceny.

Chateau Les Ollieux Romanis Capucine 2008

Francja - koncentracja. Dla lubiących wina „konkretne”.

Château Ollieux Romanis Capucine 2008

Francja nie ma nic do zaproponowania na dolnej półce? Wolne żarty. Spróbujcie tego gęstego, mięsistego, „konkretnego” wina w rekordowej cenie. Do tego świetna kwasowość. (Nieprzepadającym za mięskiem w kieliszku polecam użycie karafki). Fantastyczny zakup. (27 zł, Mielżyński)

Carlo Romana Dolcetto di Dogliani 2009

Pijemy za mało Dolcetto! To odświeżające, pachnące wino można pić zarówno solo, jak i do jedzenia – od przysłowiowych makaronów do polskiej wieprzowiny. Nutka goryczki w końcówce wzmaga apetyt i zapobiega nudzie. (29 zł, Winarium)

Torreguaceto Salento Negroamaro Pietraluna 2009

Najlepsze wino do 30 zł spoza supermarketu.

Torreguaceto Negroamaro Pietraluna 2009

Południowe, śródziemnomorskie, słodkie (wiśnie, truskawki) w zapachu; usta ładnie ułożone, z odrobiną struktury, autentycznie smaczne. Bardzo włoskie to wino – pełne hedonistycznej słodyczy owocu, zarazem świeże, napięte. Jak na mój smak najlepsze, najpoważniejsze wino zestawu. (29,50 zł, Enoteka Polska)

Albet i Noya Petit Albet Negre 2010

Wybrałem dla Państwa aż trzy wina hiszpańskie. Ten kraj bowiem fantastycznie nas rozpieszcza w przedziale do 30 zł, kiedy w ustach nie grozi nam atak mulistej hiszpańskiej beczki. Zamykane zakrętką wino od katalońskiego biodynamika zaleca się pięknie intensywnym owocem, jest świeże, soczyste, naturalne, autentycznie „wibrujące”. (27,50 zł, Enoteka Polska)

Albet i Noya Petit Albet Blanc + Negre

Małe jest wielkie.

Castaño Yecla Monastrell 2010

Znana bodega Castaño dostępna ongiś w sieci Wine House obecnie współpracuje z Robertem Mielżyńskim. Południe Hiszpanii pokazuje tu wszystkie swe podręcznikowe zalety: superintensywny owoc, pełnię doznań, sporo powagi, trochę garbnika. A do tego wino świetnie sformatowane pod codziennego konsumenta. (30 zł, Mielżyński)

Finca Lasierpe Tempranillo–Garnacha 2010

Proste, ale wyważone wino ze smacznymi nutami malin. Kwasowości niezbyt wiele, garbnika tylko ślad, nic nie będzie przeszkadzało w radosnym powszednim piciu. Końcówka słodsza, całkiem gęsta jak za tę cenę. Nawarra bez beczki i bez Caberneta to jest to! (28 zł, Winarium)

Castańo Yecla Monastrell 2010

Jak przetłumaczyć na polski „overperformer”?

Caves Velhas Dão Reserva Catedral 2007

Proste i soczyste wino z ostrężynowo-pieprzowym smakiem, który wydaje mi się bardzo „portugalski”. Świetne nawet na drugi i trzeci dzień. Więcej struktury od innych win z tego zestawu. (25 zł, Winestory)

Vale da Mina 2008

Niedrogie wino z Alentejo podpisane przez słynnego Cristiano Van Zellera. Kosztuje 27 zł, a smakuje na 40. Gęste, niemal smoliste, na pograniczu starej dobrej Europy i Nowego Świata. Pełna satysfakcja. (27 zł, Mielżyński)

Ticket to Chile Cabernet 2010

Nowy Świat w całej krasie – intensywny, skoncentrowany, wszystkiego trochę więcej, niżby się spodziewać za 27 zł. Zalecam dekantację, gdyż zapachy po otwarciu butelki są tzw. stajenne. (27 zł, Winestory)

Deicas Don Pascual Tannat–Merlot 2010

Świetne wybrane wino z Urugwaju, zalecające się nieprzeciętną świeżością, pijalnością (tylko 12% alk.), dużą winiarską kulturą, a do tego kosztujące zaledwie 24 zł, czyli mniej niż popularne marki win supermarketowych takie jak C.R. czy C. del D. (24 zł, Winarium)

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

(więcej…)

Read Full Post »