Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Dolina Rodanu’

Odwiedzając ostatnio Łódź, natknąłem się na butelki, o których istnieniu nie miałem pojęcia. Okazuje się, że choć według różnych szacunków stolica reprezentuje ok. 40% rynku wina w Polsce, te pozostałe 60% bywa bardzo ciekawe i Warszawiacy mają czasem za czym tęsknić.

Domaine Boucabeille Cotes du Roussillon Villages Monte Nero 2008

Moje wino miesiąca.

Z chęcią częściej piłbym i kupował wina francuskie z DST Trading. Znałem tego importera dotąd z solidnych win alzackich Meyer-Fonné (solidnych również na dole piramidy w postaci Edelzwickera i Pinot Blanc, co jest w Alzacji raczej wyjątkiem niż regułą). Teraz na łódzkich półkach nabyć można pod tym szyldem wina niemal z całej Francji. I są to butelki naprawdę dobrze dobrane pod względem jakości, osobowości i ceny. Bardzo spodobały mi się na przykład Côtes du Roussillon od Régisa Boucabeille. Ten niezbyt medialny producent od lat pracuje w cieniu regionalnych sław, oferując typowość i radość picia of 43 zł za Les Terrasses po 117 zł za Les Orris. Środkowa cuvée Monte Nero (64 zł) w niełatwym roczniku 2008 wspina się na szczyty ekspresji, czarując bogatym, barokowym owocem (maliny i powidła), ale nigdy nie tracąc naturalnej równowagi i nie przesadzając z alkoholem.

Domaine de la Janasse Cotes du Rhone 2009

Odrobina luksusu na co dzień.

Bardzo znaną winiarnią z Doliny Rodany jest Domaine de la Janasse, onegdaj ulubienica pewnych amerykańskich krytyków za swoje Châteauneuf Vieilles Vignes. Ja marzenia nawet o prostym Châteauneuf muszę odłożyć na czasy pokryzysowe (177 zł), lecz nawet proste tutejsze Côtes du Rhône 2009 (48 zł) okazało się winem w pełni satysfakcjonującym, pełnym treści i całkiem jak na swoją cenę strukturalnym.

Clos Bagatelle Saint-Chinian 2010

Najlepiej wydane 40 zł.

Nieco rozczarowało mnie Bordeaux z AOC Castillon Château Pillebois Tradition 2008 (ten sam zamek robi ambitniejszą Cuvée Vieilles Vignes w beczkach, która być może jest lepsza), natomiast na miano hitu cenowego zdecydowanie zasługuje Saint-Chinian 2010 z Clos Bagatelle (40 zł), wino pełne mięsistej mocy Południa i zarazem przystępnej, codziennej owocowości. Świetną niespodzianką okazało się także Corbières Les Chemins 2008 z dobrze notowanej, lecz przecież nie tak bardzo sławnej posiadłości Château La Baronne. Intensywnie wiśniowe i zarazem fantastycznie świeże, to najlepsze Corbières, jakie piłem od dłuższego czasu.

Chateau La Baronne Corbieres Les Chemins 2008

Francja ma nową gwiazdę.

Na spróbowanie czekają jeszcze importowane przez DST Trading burgundy z Domaine Desauney-Bissey, Bordeaux takie jak Saint-Émilion Château Franc-Lartigue 2005, a także szampany Devaux. To naprawdę inteligentny, świetny katalog i życzyć sobie wypada, by te flaszki dało się kupić wkrótce również w Warszawie, nawet, jeśli reprezentuje ona tylko 40% polskiego rynku wina.

(więcej…)

Reklamy

Read Full Post »

Przypadki chodzą po ludziach. Zaalarmowany przez kilkoro miłych Czytelników o kolejnych zmianach w ursynowskim Leclerku w te pędy poleciałem sprawdzić na własne oczy. Natknąłem się na miłego p. Jean-Stéphane’a Robineta, od lat wprowadzającego na polski rynek dobre wina francuskie, a za jego pośrednictwem na Jean-Philippe’a Magré i Yanna Barreila, prezesa i dyrektora Leclerka. Od słowa do słowa urodziła się z tego degustacja dla dziennikarzy i blogerów, w której udział wzięli także Magazyn Wino, Sstarwines, Viniculture i Enomen.

Leclerc Ekskluzywne Targi Winiarskie

Leclerc wrzuca szósty bieg.

A naprawdę jest o czym pisać, bo 20 metrów obok swojego stałego – świetnego – stoiska z winem Leclerc otworzył „Ekskluzywne Targi Winiarskie”, czyli odpowiednik foire aux vins, kiermaszów wina organizowanych każdej jesieni przez francuskie supermarkety. Jak mówi J.-Ph. Magré:

Od lat próbujemy poszerzyć asortyment, naszym celem jest rozwój polskiego rynku nie tylko w wąskim segmencie eksperckim, lecz pokazanie, że i tańsze, masowe produkty mogą być naprawdę dobrej jakości. „Targi winiarskie” to dla nas wielka premiera, by po raz pierwszy pokazać kilka zupełnie nieznanych w Polsce regionów winiarskich Francji.

Spośród najpopularniejszych win we francuskich oddziałach Leclerka wybrano ok. 200 etykiet, załadowano na TIR-a i rzucono na ursynowskie półki. W ten sposób powstał najszerszy w Polsce wybór Bordeaux – od prostych AOC i Supérieur poniżej 20 zł aż po grands crus classés w niezłych cenach. W tej ostatniej kategorii zwracam uwagę m.in. na Château La Louvière (117 zł) i Smith-Haut-Lafitte (299 zł) oraz magnum Château Gloria i La Tour Carnet (oba <400 zł) – wszystkie z rocznika 2008 uchodzącego za najlepszy obecnie zakup bordoski do picia dziś i za dekadę. Pojawiło się także kilka głośnych win z medialnego 2009, m.in. Château Poujeaux, pewniak za 146 zł.

Leclerc Ekskluzywne Targi Winiarskie Bordeaux grands crus

Grand cru w supermarkecie... O tempora o mores!

Równie ciekawe są jednak wina w cenach „codziennych”. Np. spory wybór musujących crémants z Alzacji, Loary, Burgundii, a nawet Bordeaux od 32 zł, duży wybór Alzacji (ponoć świetnie się sprzedającej) czy odważny desant półkowy z Sabaudii – pięć etykiet z tego kompletnie nieznanego w Polsce regionu to istne trzęsienie ziemi, zwłaszcza że ceny przyjazne (od 32 zł), a wina, jak wiadomo, wymarzone do jedzenia.

Domaine Bertrand Beaujolais-Villages Nouveau 2011

Nigdy bym nie zgadł, że tak pyszne.

18 win odkorkowanych dla blogerskiej braci przez Leclerka wypadło bardzo dobrze. Właściwie tylko jedno – przebeczkowane i gorzkie Coteaux du Languedoc Devois des Agneaux d’Aumelasze stajni Jeanjean – nie zasługiwało na polecenie. Mam wątpliwości co do niektórych tanich Bordeaux z rocznika 2009, nazbyt dla mnie płaskich, przegrzanych i mało typowych (zwłaszcza 100% Merlot Château Cantelaudette), ale te same cechy mogą je uczynić strawniejszymi dla konsumentów wychowanych na Chile i nieobeznanych z chropawym garbnikiem klasyczniejszego Bordeaux.

Château des Adouzes Faugères 2009

Hicior.

Łatwiej byłoby wskazać wina bardzo przekonujące. Hitem cenowym jest z pewnością Château des Adouzes Faugères 2009 – kawał śródziemnomorskiego owocu i pieprznego autentyzmu za jedyne 28 zł. Czystością, dynamizmem i pełnią owocu urzekło mnie Domaine Bertrand Beaujolais-Villages Nouveau 2011 – takie nouveau chętnie piłbym co rok i nie musiałbym odgrzebywać z archiwum starych dowcipasów o tym, że w święto Beaujolais najlepiej pić wino z poprzedniego roku (19 zł). Za 28,39 zł z pewnością nowych konsumentów dla Burgundii zjedna Maurice Michel Bourgogne 2009, Pinot Noir co prawda nieco ciepły i bogaty, no ale gorący rocznik 2009 to 2009, a wino jest owocowe, atrakcyjne, krągłe i smaczne.

Maurice Michel Bourgogne Pinot Noir 2009

Grand Prix za popularyzację Burgundii w Polsce.

Najlepszym z próbowanych przez nas win białych było Domaine de l’Angelier Muscadet sur-lie 2010, dowód (jeśli go kto potrzebował), że Muscadet to najbardziej niedoceniana apelacja i źródło fantastycznie pijalnych, idealnych do jedzenia win po 24 zł. Pozytywnie zaskoczyło mnie Albert Schoech Alsace Riesling 2009. Supermarketowej Alzacji zwykle unikam – jest albo mdła i żadnawa, albo za droga. To wino (tu z kolei 2009 zaważył na plus) jest bogate, kwiatowe, typowe dla regionu, ale też zdrowo kwasowe i mineralne. Za 32 zł to naprawdę świetna butelka. Wyróżniło się także Domaine La Cabanette Tavel 2010, wino różowe wystarczająco pełne i mocne, by je podać do polskiej Wigilii. 36 zł za Tavel to naprawdę okazja.

Domaine de l’Angelier Muscadet Sèvre-et-Maine-sur-lie 2010

Najbardziej niedoceniane wino Europy.

Spróbowaliśmy tylko małego wycinka oferty Leclerka, a sądząc po wynikach, lwia część z 200 etykiet jest godna polecenia. „Targi winiarskie” w Leclerku na Ursynowie będą trwały do Świąt. W dodatku na miejscu jest „sommelier”, czyli winiarski doradca, który wyjaśni różnice między Montravel i Haut-Montravel albo do czego pić Bonnezeaux. No i co na to Biedronka?

(więcej…)

Read Full Post »

Październik miesiącem debiutów. Dziś do kieliszków poleje się topowa Portugalia z katalogu nowego importera, m.in. Quinta das Maias z Dão i Manuel Campolargo z Bairrady. W sobotę uraczono mnie wspaniałymi winami rodańskimi Marcela Richauda i François Villarda (ten projekt ruszy na przełomie roku). Lecz najgłośniejszym debiutem jest z pewnością ambitny katalog win z Doliny Rodanu zaprezentowany przez DELiWINA.

Clusel-Roch Cote-Rotie 2008

Witamy w Polsce.

Próbowaliśmy m.in. solidnego Côtes du Rhône i Châteauneuf 2009 z Domaine de la Solitude (słabo je oceniłem na degustacji w ciemno Magazynu WINO, ale to dobre wino), intensywnego jak lipiec w Prowansji Vacqueyras Doucinello 2008 z Domaine Le Sang des Cailloux (słynnej posiadłości „Krew Kamieni”, o której wzruszająco pisał kiedyś Jefford), prestiżowego Côte-Rôtie 2008 Clusel-Roch, Cornas Champelrose 2008 z Domaine Courbis, które z win z Północnego Rodanu zrobiło na mnie bodaj największe wrażenie. Do tego mineralne jak lód Pouilly-Fumé Mademoiselle de T 2009 z Château de Tracy. No i rzadki brylant: Gourt de Mautens 2006, jubilerskie Côtes du Rhône, produkowane bez mała jak DRC i smakujące jak francuskie amarone. (Pisałem o nim tu).

Gourt de Mautens Cotes du Rhone Rasteau 2006

Klejnot w koronie.

Zestaw piorunujący, bodaj najmocniejsze wejście na rynek nowego importera w tym sezonie. Tym bardziej, że w katalogu DELiWINA znajdziemy nie tylko Rodan, ale i prestiżowe Chablis Jean-Marc Brocard (9 XI odbędzie się w Warszawie degustacja starych roczników), Austria od Johanna Donabauma, Mozela Max Ferd. Richter, Nawarra z Tandemu, modne Médoc Clos du Jaugueyron.

Prestiż, brylanty, a gdzie wino dla ludzi? Też jest. Polecam świetne w swojej cenie Grenache–Syrah i Chardonnay–Viognier od Laurenta Miquela (świetnie wydane 37 zł) czy Corbières Hautes Terres z Domaine Les Auzines (48 zł), jedno z lepszych win z tej apelacji, jakie piłem od dawna.

Guillaume and Joanna Deliancourt

Joanna i Guillaume Deliancourtowie. © DELiWINA.

 Najciekawsze w DELiWINA jest jednak podejście do winnego interesu. Może dlatego, że właściciele Guillaume i Joanna Deliancourt szlify zdobywali na trudnym rynku londyńskim. Ona z Poznania, on z Niort, pracowali u znanego importera Hallgarten. Wiosną 2010 r. zadebiutowali na rynku polskim. Ze swojego sklepu w Poznaniu i strony www prowadzą co prawda sprzedaż detaliczną, lecz skupiają się na restauracjach. To nietypowa jak na polski rynek decyzja, która już zaczyna przynosić wymierne efekty – wina z katalogu DELiWINA można wypić m.in. w Butchery & Wine, Tamka43, Le Régina, warszawski Marriott, wrocławski Sofitel (w tej branży trzeba w dodatku konkurować ze słynną kopertą Centrum Wina i PWW). W takich miejscach łatwiej sprzedać wina drogie, prestiżowe, ale też zaprezentować butelki z Rodanu czy Wachau we właściwym im kontekście.

Do tego dochodzi niezwykła aktywność Guillaume’a Deliancourta w internecie. Nie ma dosłownie dnia, bym nie otrzymywał krótkich, inteligentnych niusów o działalności tego importera. Poza standardowym Facebookiem DELiWINA komunikuje się również m.in. przez LinkedIn, Foursquare, a także jest według mojej wiedzy pierwszym polskim importerem na Twitterze. Te błahe z pozoru okienka i kliknięcia składają się na wielokierunkowe „wsparcie sprzedaży”, pozwalają się wyróżnić na coraz ciaśniejszym rynku wina, a przede wszystkim budują relację z klientami.

Deliwina.pl website

Ikonki – przyszłość wina?

Deliancourtowie śmiało patrzą w przyszłość. Nie zatrzymują się na błędach, których, jak sami przyznają, w pierwszym roku importu popełnili niemało. Wprowadzają korekty, idą do przodu. Konsekwentnie budują obecność w liczących się winiarskich miejscach w Polsce. W 2012 r. do katalogu mają trafić ekscytujące nowości z Madiran i Mozeli. O tych młodych ludziach jeszcze nieraz usłyszymy.

(więcej…)

Read Full Post »

Centrum Wina jest jednym z największych polskich importerów wina (w 2010 r. sprzedało go za ponad 58 mln zł). Toteż doroczna firmowa degustacja jest jednym z obowiązkowych dla polskiego winomana wydarzeń w kalendarzu. Dawniej organizowana jako Jesienna Galeria Win w budynku warszawskiej Agory, od dwóch lat jest częścią Open Family Day, czyli „festiwalu kulinarno-winiarskiego” we współpracy z Noble Bank.

(Rekomendacje zakupowe + bonus na dole strony).

Centrum Wina rozpowszechnia swoje wina w każdej polskiej gminie i zdominowało rynek restauracyjny (dzięki kontrowersyjnej strategii obejmującej wypłacanie restauracjom nawet kilkudziesięciu tys. zł za wyłączność). Dociera ze swoimi winami – stojącymi w swym ogóle na dobrym poziomie – do publiczności szerszej niż ktokolwiek w Polsce. Nic dziwnego, że niedzielna degustacja na warszawskim Służewcu zgromadziła nieprzebrane tłumy, choć nie była do końca „open” (bilet wstępu kosztował 150 zł), a warunki obcowania z winem nie były komfortowe (koszmarne kieliszki, sięgająca 30oC temperaturę tak powietrza, jak i niektórych butelek).

Pintia Toro 2007

Najlepsze wino degustacji.

Socjologicznie rzecz biorąc była to ciekawa impreza. Tu Vega Sicilia, tam półwytrawne argentyńskie frizzante. Pascal Brodnicki grilluje przez mikrofon, a menedżer Dourthe’a określa procent Petit Verdot w kupażu. Miłośnicy win półsłodkich wydawali się co prawda w tym roku w odwodzie, ale hasłem dnia było „czerwone, łagodne”, najlepiej Cabernet Sauvignon lub Merlot. Przejście od Chablis Grand Cru do koktajli na bazie Cutty Sark i syropów Monin odbywało się wyjątkowo płynnie. Garstka prawdziwie zainteresowanych winem ginęła w tłumie pstrokatej, rozimprezowanej klasy średniej.

Paolo Pasini San Giovanni Garda

Paolo Pasini z winiarni San Giovanni.

To z pewnością właściwy target dla Centrum Wina, lecz co znajdzie tu dla siebie winocentryk? W sumie niemało. Bardzo ciekawą nowością ostatnich dni jest np. Az. Agr. San Giovanni znad Gardy (pisałem o niej słówko tu). Te zgoła niekomercyjne wina – mineralne Lugana, malinowe Chiaretto, słono-słodkie Groppello – kupimy w niezłej za te emocje cenie 60 zł. Pojawić się mają obok Bollingera i Nicolas Feuillatte kolejne szampany z domu Thiénot. Od mniej więcej roku mamy przyzwoite wina gruzińskie Iveriuli. Centrum Wina stara się jak może, by różnicować swoją ofertę, wprowadzać ambitniejsze wina, lecz pobyt na Open Family Day wskazywał, że parlamentarna większość woli to, co już zna. Evergreenem pozostają sztampowe chilijczyki z nieśmiertelnym Wentiskłero na czele oraz garstka „brandów” takich jak Antinori, Masi czy Valdemar (tutaj wymowne zestawienie bestsellerów). Z katalogu znika za to stopniowo Anselmi z Soave, są kłopoty z zamówieniem Bründlmayera, od lat nie zmieniły się roczniki Pecchenino. Z rozmów z kadrą średniego szczebla, tymi kierownikami poszczególnych sklepów i handlowcami z terenu, na których pracy Centrum Wina w dużej części się opiera, powraca wciąż ten sam wątek: Francja, Riesling, Tokaj, porto „się nie sprzedają”, „nie ma zainteresowania”.

Centrum Wina kupon rabatowy październik 2011Nieśmiało myślę, że za tymi wszystkimi Côtes du Rhône, Furmintami i Musarami w katalogu nie idzie jakaś konsekwentna strategia marketingowa. Gdy zdarza mi się wpaść do sklepu CW, nie czuję się specjalnie edukowany w kierunku tych ciekawszych (i spełniających moje oczekiwania) win. A niekiedy wpadam na zupełną ścianę, jak wtedy, gdy sprzedawca szukał wytrawnego Chenin Blanc na półce z Rodanem. Największym magnesem przyciągającym do Centrum Wina wydaje się magiczny system rabatów. Któż nie poczuje się doceniony, gdy po pierwszej wizycie dostanie 15 albo nawet 20% zniżki. To nic,  że ceny „oficjalne” bujają w obłokach i nawet po tej zniżce nie są szczególnie konkurencyjne. (O takiej technice sprzedaży dyskutowaliśmy kilka dni temu à propos 101win.pl). Gwoli prawdy CW w ostatnim czasie nieco obniżyło marże; niektóre wina w swych cenach zasługują już na polecenie. Z kolei impet straciły jesienne promocje. Poprzednie edycje Jesiennego Festiwalu Win okraszone były 30-procentowym rabatem na cały katalog Centrum Wina. W tym roku rabat jest już tylko na wybrane wina – po 1 od każdego producenta. Ale i to dobre. Wybrałem dla Państwa najciekawsze z tych przecenionych win – są to naprawdę dobre cenowe okazje. Z promocji skorzystać można do 6.10.2011, a dla tych, którzy nie byli na Open Family Day, mam 4 kupony promocyjne uprawniające do 30-proc. zniżki. Kupony prześlę pocztą czterem pierwszym osobom, które podadzą swój adres pocztowy na bonkowsk*poczta.onet.pl.

[27.09 12:47 Żałuję ale wszystkie kupony rozdane!]

5 najlepszych okazji w promocji Centrum Wina:

Kim Crawford Marlborough Sauvignon Blanc 2010 – 45,50 zł

Paul Jaboulet Aîné Côtes du Rhône ‘Parallèle 45’ 2008 – 33,60 zł

Dourthe Bordeaux No. 1 2009 – 39,20 zł

Tbilvino Mukuzani 2007 – 37,80 zł

Trapiche Broquel Cabernet Sauvignon 2008 – 34,30 zł

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

5 najlepszych win spoza promocji:

San Giovanni Il Lugana 2010 – 59 zł

Oremus Tokaji Furmint Mandolás 2009 – 74 zł

Paul Jaboulet Aîné Crozes-Hermitage Les Jalets 2008 – 79 zł

Château La Garde Pessac-Léognan 2004 – 159 zł

Pintia Toro 2007 – 219 zł

(więcej…)

Read Full Post »

Jeśli środa, to Biedronka wprowadza nowe wina do oferty. Po obficie dyskutowanych (i pitych) winach portugalskich nastała promocja Nowego Świata, a od zeszłego tygodnia na półkach największej polskiej sieci rozsiadły się wina francuskie.

50 zł to mało, ale trochę za dużo.

Auguste Bessac Châteauneuf-du-Pape Cuvée Tradition 2009 to najdroższe wino w historii Biedronki, o czym z licealnym podnieceniem donosili już nawet niewiniarscy dziennikarze. (Cytat „dla przeciętnego klienta widok metki z ceną 49,99 zł może być sporym szokiem” z pewnością przejdzie do klasyki). Szatonef za pięć dych wpisuje się w wysiłki Biedronki, by w najniższych w Polsce cenach oferować wina z najbardziej znanych apelacji takich jak Barolo czy Chablis. No i co? Wino jest dobre. Z pewnością lepsze niż (nie)sławne Barolo Morando – bo nie ma w nim zlewkowego szlamu, smaku tandety. Jest dobry wiśniowy owoc i nieco struktury, mocne garbniki, powaga, trochę głębi. Na drugi dzień ciut lepsze, na trzeci dzień słabe (co jak na Châteauneuf nie jest wyczynem). Ogólnie rzecz biorąc jest to niezła rzecz, smakująca Rodanem, dająca jakieś tam pojęcie o swej apelacji – jednej z najsławniejszych nie tylko we Francji.

Nie jestem jednak pewien, czy wino jest godne polecenia za 49,99 zł. W sumie nie różni się od poważniejszych win oznaczonych skromniejszą apelacją Côtes du Rhône, o jakich pisałem tu, a które kosztują około 35–50 zł właśnie. Jest bowiem powszechnie znaną prawdą, że te same pieniądze o wiele lepiej wydać na wybitne wino ze słabszej apelacji niż na najtańsze ze sławnej. Jeśli chce się jednak „zaliczyć” Châteauneuf bez nadmiernej szkody dla portfela, Biedronka zrobiła niezłą robotę. (Z drugiej strony doświadczenie uczy, że za miesiąc to samo wino Biedronka będzie wyprzedawać po 35 albo nawet 30 zł).

Słodko i lekko, w sam raz dla przybywających z Chile.

Co poza tym? Oferta win francuskich u „Owada” nie jest szczególnie bogata (a do tego niektóre wina nie są dostępne we wszystkich sklepach – np. na zachód od Warszawy nie uświadczyłem nigdzie Chablis za 29,99 zł). Bardzo mało jest win białych (alzacki Pinot Blanc za 15 zł, ale z 2008 roku). Z czerwonych nęci Saint-Émilion Grand Cru za 36 zł, ale podejrzewam, że lepiej kupić dwa Fitou po 17. Ja zmierzyłem się z taniutkim Merlot XR 2010 z IGP Pays d’Oc. Sformatowane pod supermarketowy, nowoświatowy smak – jak na mój, trochę za dużo tu słodyczy, za mało prawdziwej treści. Za 12,99 zł jest to jednak niezły zakup – lepszy, niż cokolwiek chilijskiego czy kalifornijskiego, co próbowałem w tej cenie – aczkolwiek serdecznie doradzam dopłacenie 5 zł i nabycie poniższego Medoka.

Médoc Réserve 2009 to też Merlocik, ale z prestiżowego terroir. Za 19,99 zł możemy spróbować wina z serca francuskiego winiarstwa. Wytworzył go Dulong, jeden z większych bordoskich hurtowników. Wino miękkie i słodkie jak na Médoc, ale taka już uroda rocznika 2009. Nie jest to wino głębokie, ale fakt, że za 20 zł możemy spróbować owych słynnych bordoskich garbników o smaku kredowego pyłu, wart jest oblania wręcz lampką szampana. (Niestety Biedronka na razie szampana za 49,99 zł nie oferuje).

Za 20 zł jeden z lepszych zakupów nad Wisłą.

Francuska oferta „Owada” jest skromna, ale uczciwa – wina są smaczne, nieprzekłamane, a ceny takie, jakie na tym poziomie jakości powinny być. Ustawienie Châteauneuf na poziomie 50, a nie 30 zł jak ongiś z Barolo też jest w sumie aktem uczciwości (choć nie łudzę się, że stoi za nim cokolwiek innego poza realiami aktualnego rynku, czyli możliwą do wynegocjowania ceną zakupu). Jestem ciekaw powodzenia tego francuskiego miesiąca. Wszak stereotyp mówi, że klient supermarketu za winami z tego kraju nie przepada – a niechęć ta jest odwrotnie proporcjonalna do sumy, jaką chce wydać na wino. Poza langwedockim Merlotem pite przeze mnie wina wyraźnie jednak smakują Francją z jej oschłością i kartezjańskim racjonalizmem. Czy lud to kupi?

(więcej…)

Read Full Post »

Temat barów winnych nie przestaje podniecać szczególnie osób zaprzyjaźnionych z winem bardzo luźno. Tropienie wine barów to nie od dziś ulubiona rozrywka prasy papierowej i internetowej. Ostatnio swoje rekomendacje ogłosiło „Życie Warszawy”. O schizofrenii całej sytuacji niech świadczy fakt, że cztery z pięciu polecanych przez gazetę miejsc nie są żadnymi barami, lecz restauracyjkami / bistrami, gdzie winu przyznano rolę w żadnym wypadku wybitną, lecz po prostu najnormalniejszą w europejskim bistro. Chwalenie wine baru za to, że sprzedaje butelki bez korkowego w zwykłych warunkach byłoby bowiem całkiem śmieszne.

Zdjęcie z pierwszego planu obejrzycie na Sstarwines.

Niedościgłym modelem na polskiej niwie pozostaje skład win Mielżyńskiego na Burakowskiej w Warszawie – miejsce, w którym nie tylko podaje się wino i do niego coś niekoniecznie wyrafinowanego do jedzenia, ale także organizuje się na bardzo wysokim poziomie edukacyjne, bezpłatne degustacje dla szerokiej publiczności, prowadzi się własny, inteligentny import, otwiera na kieliszki (prawda, że z „korkowym”) każdą z 320 etykiet włącznie z Château Figeac za 500 zł, a od niedawna proponuje produkty, z którymi nikt sobie jeszcze w Polsce nie poradził, czyli sherry, porto i maderę (o tej inicjatywie wkrótce parę słów osobno). Ta formuła się sprawdza i sprzedaż win u Mielżyńskiego w jednym warszawskim lokalu (oraz od roku w drugim, poznańskim) jest na takim poziomie, że sytuuje firmę w czołówce importerów win jakościowych w Polsce.

Wielu próbowało – mniej lub bardziej otwarcie – powtórzyć fenomen Mielżyńskiego, z mikrym zwykle powodzeniem. Jednym z takich miejsc jest Enoteka Polska na ul. Długiej 23/25, powstała z przekształcenia importera Kawa–Wino–Czekolada pod koniec 2008 r. Pomimo przychylnych ocen dla tutejszej kuchni (nagrody w „Gazecie Wyborczej” i „Warsaw Insiderze”) miejsce przez długi czas nie mogło ruszyć z miejsca. Nie pomagał chroniczny brak win na półce, szczególnie białych (przez kilka tygodni w zeszłym roku dostępne było tylko tanie Pinot Grigio oraz Collio za 150 zł): część producentów z dawnego katalogu już się nie pojawiła (Giuseppe Rinaldi, Sertoli Salis), nowych było jak na lekarstwo.

Niech koń kopnie 58 zł za podstawowego Rieslinga , ale wino jest wspaniałe.

Maszyna rozkręcała się powoli. Choć już kilka razy chwaliłem wina z katalogu Enoteki (m.in. Juliena Meyera, Dorli Muhr i Pierre-Marie Chermette’a), miejscu ciągle brakowało tego „czegoś”. Ciekawych etykiet wciąż było za mało. W ostatnich tygodniach Enoteka dostała jednak wręcz rakietowego przyspieszenia. Katalog się niemal potroił. Półka hiszpańska od zera spęczniała do 40 win.

Właściciel Maciej Bombol ma ponadto chwalebny zwyczaj zapraszania krytyków na prezentację swoich nowych znalezisk i pomysłów (poza niżej podpisanym w degustacjach brali udział m.in. wysłannicy Magazynu WINO i Sstarwines.pl). Dzięki temu mogę Państwu przedstawić całkiem kompletny przewodnik po dostępnych tu obecnie butelkach (188 pozycji). Katalog włoski, już dawniej tu bardzo mocny (Isole e Olena, Le Due Terre, San Giusto a Rentennano, świetne Soave od Suavii i koneserska Elena Fucci) uzupełniły niedrogie wina piemonckie od Francesco Rinaldiego (m.in. Barbaresco za 122 zł oraz cudnie zwiewne i przydatne przy stole Grignolino za 50 zł; podaję ceny na wynos, restauracyjne są o 20% wyższe) oraz Valpolicelle z Le Salette. Ten ostatni producent to naprawdę świetny strzał Macieja Bombola: w czasach, gdy amarone i ripasso coraz częściej nużą i męczą, Le Salette proponuje strawny, autentyczny, a przy tym całkiem treściwy styl (Amarone od 104 do 156 zł, prosta Valpolicella za 39 zł).

Hiszpania niemęcząca.

Nowościami z Francji są równie strawne i zachęcające do życia wina rodańskie od Rogera Sabona (tu też świetny price point: bardzo dobre Châteauneuf-du-Pape Les Olivets 2008 za 99 zł) oraz sławne i uznane butelki z Roussillon od Domaine La Casenove. Étienne Montès to winiarz kultowy, ulubieniec m.in. Marka Bieńczyka; preferuje wina wbrew gorącemu stereotypowi Roussillon stonowane, nieprzesadzone, które z niefrancuską wręcz cierpliwością starzy kilka lat we własnej piwnicy, zanim wyśle do naszej (w Enotece dostępne roczniki 2006, 2004). Maciej Bombol nie zdecydował się niestety na bardzo drogie Pla del Rei 2000 (a to wielka jest butelka), ale mamy do wyboru pięć innych etykiet ze sławnym Commandant Jaubert na czele (134 zł); najlepszym zakupem wydaje mi się mięsiste, szczere i stylowe La Garrigue za 51 zł. Do grona supergwiazd trzeba też zaliczyć heskiego Wittmanna: próbowałem na razie tylko podstawowego Rieslinga 2010, wprost fantastycznego – na tyle, że wybaczyłbym mu cenę 58 zł (jest to podstawowe wino posiadłości).

Sito selekcji Macieja Bombola jest drobniutkie. Słynne Domaine Gardiés nie załapało się do katalogu.

Największym trzęsieniem ziemi jest jednak kolekcja znakomitych win hiszpańskich. Jestem doprawdy pod wrażeniem rzutkości i operatywności właściciela Enoteki Macieja Bombola, który w parę tygodni skontaktował się z kilkunastoma posiadłościami, sprowadził próbne butelki, przemyślał i przedyskutował ich miejsce w katalogu. To w tej chwili jedna z lepszych propozycji iberyjskich w Polsce, na każdą kieszeń (wina od 29 zł) i każdy smak. Do sprzedawanego od jesieni Mustiguillo (mocarne Bobale z Walencji) dołączyła Casa Castillo z bogatymi Jumillami na czele ze słynnym Pié Franco z nieszczepionych krzewów (126 zł; w Hiszpanii ok. 27€); Valpiculata – najlepsze w tej chwili Toro pod względem relacji ceny do jakości do niskiej zawartości beczki; Joan d’Anguera – gwiazdorskie wina z Montsant lepsze niż połowa Prioratów za połowę ceny (L’Argatà 2008 za 69 zł to fenomenalna przejażdżka porschem nieco powyżej dozwolonej prędkości); oraz Albet i Noya – to już trzeci polski importer w dziejach tej biodynamicznej posiadłości, lecz tym lepiej dla nas, bo zarówno musujące cavy, jak i wina czerwone od Reserva Martí 2006 za 118 zł nawet po Petit Albet 2009 za 27 zł są wszystkie pyszne i godne uwagi. Nowości ma zresztą być więcej – Quinta de la Rosa z Portugalii i coś z bliższej nam części Europy.

Cudowne pomnożenie win w ofercie Enoteki Polskiej pokazuje, że jednak można zbudować szeroką ofertę ciekawych, terroirystycznych win, pracować na uczciwej marży i bez wiecznego narzekania, że „się nie sprzedaje”. Teraz pora faktycznie przejść do sprzedaży – oby była tak inteligentna, jak komponowanie katalogu. Czyli marketing, marketing i jeszcze raz marketing.

Czołowa etykieta Anguery to jeszcze szybsza jazda porschem. Tylko żadnych pytań o alkohol!

(więcej…)

Read Full Post »

Dyskusja na kanwie mego niedawnego wpisu u burgundach 2009 skręciła w nieoczekiwanym kierunku. Jeden z miłych Czytelników wypomniał, że nie pisze o winach z Leclerka. Ma rację. Przez wiele lat nie było bowiem o czym. A mówię to jako weteran Leclerka. Pamiętam bohaterskie lata dziewięćdziesiąte, gdy można było nawet obejrzeć sobie Château Margaux (przez szybkę w ryglowanej gablocie). Hiciorami tamtego czasu były Cava Louis de Vernier z niemożliwą do zdjęcia klamrą na korku i Château Slavyantsi Special Reserve 1993 (jak głosiła fama, otrzymane w rozliczeniu za zboże wysłane Bułgarom w potrzebie przez Wałęsę).

W sumie warto.

Potem w Leclerku zapanowała jesień średniowiecza. Gablotę zlikwidowano, a na półkach zapanowały hurtowe zlewki typu Castel i Cambras. Im dalej, tym gorzej, aż zupełnie przestałem tam cokolwiek kupować. Okresowe rekonesanse w końcu też zarzuciłem. Po półrocznej może nieobecności do pionu przywołał mnie głos Czytelnika. W Leclerku nastąpił bowiem jakościowy przełom. Późną jesienią 2010 w odnowione stoisko alkoholowe wpompowano dziesiątki nowych etykiet. I to nawet tych najambitniejszych. Kupimy tu m.in. klasyfikowane Margaux za 127 zł i słynny Madiran Château Montus 2007 za 100 zł.

Warto.

W ofercie supermarketu nie diamenty są jednak ważne, lecz tania codzienność. Wybór jest ogromny – naliczyłem 20 Bordeaux poniżej 50 zł, do wyboru jest kilkadziesiąt win francuskich po 20–25 zł. (Inne kraje Leclerc ściąga z rynku od różnych importerów i z wyjątkiem Portugalii – tuzina dobrych etykiet z Atlantiki w dobrych cenach, np. słodki Moscatel Ermelinda Freitas za 40 zł – znajdziemy tu tylko banalną sieczkę).

Bardzo warto.

Francja za 25 zł w Leclerku to żadna nowość, tyle że przed reinkarnacją działu winnego były to ponure cienkusze niewarte nawet polowy swej ceny. Jak jest teraz? Wybrałem na półchybił-trafił 6 butelek. Biały Muscadet Clos Galardon 2009 (z niezłej małej posiadłości Huteau Hallereau) jest prosty, lekki, smaczny, bezproblemowy, ale ma wyraźną nutę mineralną i okazał się znakomity do kilku morskich stworzeń, które ugotowałem w zeszły weekend. Za 22,15 zł na mocną czwórkę. Côtes du Jura Chardonnay 2008 ze spółdzielni w Voiteur to zaskakująca pozycja – wina z Jury (a kupimy nawet z Sabaudii!), malutkiego, sennego i niezbyt taniego regionu, raczej nie zapuszczają się w takie wielkopowierzchniowe miejsca. To najdroższe wino z mojego kartonu (30,45 zł). Ładnie wyważone, niewymuszone, bez wyraźniejszego charakteru Jury, ale za to zupełnie niesmakujące komercyjnym, cukierkowym szardonejem z Australii czy inne Kalifornii (3+).

Nie warto.

Z win czerwonych rozpoznałem bojem sygnalizowane przez Czytelnika Côtes du Marmandais La Vieille Église 2008 (24,19 zł). Marmandais to bardzo dalekie zaplecze Bordeaux, okolica rozpaczliwie prowincjonalna i znana dotąd z jednego dobre winiarza Eliana Da Rosa. Tutejsza spółdzielnia walczy o przetrwanie całej apelacji, formatując pod supermarket różne tanie etykiety. Vieille Église nie jest złe, ma dobrą soczystość, ale też przeraźliwą chudość starej szkapy i suche jak kredowy pył garbniki. Nie czynię z tego zarzutu – bo tak smakują wszystkie wina z Marmandais – ale pijmy to wyłącznie do mocnego mięsnego jedzenia (3-). Rozczarowaniem okazało się wybrane przypadkowo z szerokiej oferty Médoc Château Mareil 2008. Wino ma charakter bordoski, jest czyste i uczciwe ale bardzo lekkie i nawet za 26,19 zł nie budzi entuzjazmu (3=). W tej samej cenie zdecydowanie lepiej kupić Côtes du Rhône Valréas Domaine de la Vallée des Grives 2008. Znajdziemy tu wszystko, czego można oczekiwać po tanim Rodanie: mocny, dojrzały owoc, świeżość, dynamizm, pocałunek garbników. Wino jest naprawdę smaczne (4). Na koniec flaszka kontrowersyjna. Château de Berzé Mâcon 2008 to czerwony burgund, ale zrobiony jak Beaujolais ze szczepu Gamay. Idealny dla tych, którzy lubią w kieliszku swojski smrodek, tzw. nuty wiejskiego podwórka czy stajni. Piłem tę butelkę przez parę godzin, nuty smrodliwe nie uleciały. Jeśli przejść przez tę początkową nutę, wino jest soczyste, pełne owocu, na poziomie dobrego Beaujolais-Villages; ma mnóstwo tego, co w winie nazywam rzutkością (mocne 4).

Warto.

Leclerc robi dobrą robotę. Zmienił podejście do polskiego klienta i zaproponował bardzo dobry wybór win francuskich w przyzwoitych cenach. To nie są jakieś niezapomniane okazje – Leclerc wyraźnie celuje w inny segment cenowy niż tzw. dyskonty typu Biedronka, gdzie akcja toczy się głównie na granicy 9,99 zł. A dla każdego z opisanych przeze mnie po 25–30 zł dałoby się znaleźć równie dobry odpowiednik w małych sklepach winiarskich i na www. Ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że można wejść do Leclerka nie mając pojęcia o notowaniach roczników w Bordeaux i nawet na chybił trafił kupić dobrą butelkę wina za 25 zł.

Bardzo warto.

(więcej…)

Read Full Post »

Older Posts »