Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Eger’

Gdy przeczytają Państwo ten wpis, stalowy ptak zawozić mnie będzie do Budapesztu, gdzie w znamienitym gronie sędziował będę w czołowym węgierskim konkursie winiarskich Pannon Bormustra. Zasiadam w jego jury (z przerwami) od 2004 roku, sprawozdawałem go Państwu w 2010, 2006, 2005 roku a w 2009 pisał o nim obszernie także Tomasz Prange-Barczyński.

Konkurs ten, dość kameralny na przykład w porównaniu do Concours Mondial de Bruxelles, z bardzo małym jury, jest znakomicie obsadzony i w zasadzie prezentuje większość najlepszych win produkowanych na Węgrzech. Jest więc dobrym papierkiem lakmusowym aktualnej kondycji madziarskiego winiarstwa.

Pannon Bormustra 2011

Zeszłoroczni laureaci. © Bliskotokaju.pl.

Jak więc będzie w tym roku? Dwa lata temu pisałem o „węgierskiej chorobie”. Były to mocne słowa, za które (po przetłumaczeniu tekstu na węgierski) spotkało mnie wiele krytycznych uwag i gorzkich słów. Węgrzy są bardzo czuli na swoim punkcie i stwierdzenie, że ich czołowe wina czerwone są „niepijalne”, z pewnością zabolało. Podtrzymuję jednak tę opinię i uważam, że wiele z tych produkowanych w tzw. stylu konkursowym win jest aberracją współczesnej enologii.

Niedawna degustacja Furmint & Friends organizowana przez Winicjatywę, która odbiła się w sieci szerokim echem (zob. teksty Marka Bieńczyka, Gabriela Kurczewskiego, Tomasza Prange-Barczyńskiego, Ewy Wieleżyńskiej), potwierdziła te węgierskie problemy. Nie mogę w pełni podzielić entuzjazmu na przykład dla win Attili Gerego. Głębia, złożoność, dobry owoc – tak, ale to wszystko jest zepsute przez zdecydowanie zbyt wysoki alkohol i ogólną przejrzałość. Kopár 2008 Gerego to wino jeszcze jakoś broniące się ogólną świeżością, ale już Merlot Solus 2008 z 15% alk. jest męczącą wydmuszką i niewielkim pocieszeniem jest, że w roczniku 2003 było jeszcze gorzej.

Te same krytyczne uwagi odniósłbym do winiarni Heumann, nowego nabytku Składu Win Sokołowski, do droższych win Jánosa Konyáriego; zmęczyły mnie również chwalone wszem i wobec butelki od Weningera z Sopronu. Ponadto są to wszystko wina bardzo drogie i trudno zrozumieć, kto poza Węgrami i promadziarsko skrzywionymi Polakami będzie chciał je kupować.

Attila Gere Villany Merlot Solus

Apage Satana!

Konkursowy styl węgierski stanowił wyraz winiarskiego nacjonalizmu. „Potrafimy zrobić najmocniejsze wina czerwone w Europie, potrafimy zrobić wina równie drogie, co czołowe Riojy i supertoskany”. Na fali tej afirmacji płynęli również węgierscy konsumenci, którzy w czasach beztroskiej konsumpcji i budżetowego hurraoptymizmu z rozkoszą raczyli się egerskimi Merlotami po 50€ za butelkę. Jak wiadomo, ta bajka już się skończyła i to skończyła źle, deficyt straszy, wydatki firmowe obcięto do zera, w piwnicach zalegają niesprzedane wina, psychologiczna sytuacja węgierskiego konsumenta jest dziś rozpaczliwa jak najtańszy Bikavér z supermarketu.

Dla wina to w sumie dobrze. Winiarstwo paranoiczne zastępowane jest winiarstwem realnym. Producenci, którzy wcześniej bili rekordy alkoholu i ceny w swoich Merlotach, Syrah i Cabernetach w tej chwili wytłuszczają w cennikach bezbeczkowe Kékfrankosze po 1500 forintów. A konsumenci, do niedawna machający nacjonalistyczną szabelką dziś ochoczo wykupują z Tesco i Cory taniochę w kartonach oraz realistyczne wycenione Cabernety …z Chile. Solus jeszcze straszy swoim botoksowym uśmiechem, ale jego czas jest policzony; Andrea Gere już wprowadziła do swojego dyskursu słowo „drinkable”, a do katalogu świeżego Rieslinga za 1400 forintów.

Trzeba jeszcze wzmocnić środkową nogę, czyli wina ze średniej półki, owe ambitniejsze cuvées z pojedynczych winnic, wina prawdziwie terroirystyczne, poszukujące i otwierające nowe drogi. W dziedzinie win białych ferment już dawno zasiali producenci z Tokaju swoimi świetnymi Furmintami, o których pisałem już tutaj, tu i tu; coraz więcej dobrych producentów pojawia się w Somló, coraz lepsza jest sytuacja nad Balatonem. Zaś w dziedzinie win czerwonych rewolucja jest pojawienie się win naturalnych i biodynamicznych. Ten nurt powrotu do natury, z gruntu anarchistyczno-lewicowy, do tej pory był w ultraprawicowym węgierskim winiarstwie anatemą. Dziś dochodzi do głosu m.in. w Mátrze, bardzo ciekawym regionie, o którym napiszę wkrótce osobno.

Monarchia Egri Bikaver Barrel Selection 2000

Węgier potrafi.

Czekam na więcej takich win, jak Monarchia Egri Bikavér Barrel Selection 2000, które odkorkowałem wczoraj i który drugi dzień piję z niekłamaną rozkoszą zmysłową i intelektualną. W wieku 12 lat wino jest fantastycznie dynamiczne, świeże, ani trochę nierozlazłe; powoli już dojrzewające, ale ma jeszcze trochę garbnika i przez kolejne 3–4 lata na pewno będzie w dobrej formie. Tego Bikavéra zrobił enolog Tamás Pók (dziś robi wino już pod swoim nazwiskiem – polecam), nie małpował Chile, nie próbował udowodnić, że Węgry robią najlepsze wina na świecie; zrobił Bikavéra jako typowe wino kontynentalne z umiarkowanego klimatu, mineralne, napięte, do długiego starzenia. Węgrzy potrafią, tylko muszą chcieć. Jeszcze ze swojej choroby się nie wyleczyli, ale już zaczęli łykać aspirynę.

(więcej…)

Read Full Post »

W ciągu trzech godzin, które z drużynie Magazynu WINO spędziłem tydzień temu w winiarni St. Andrea w Egerze, przez salkę degustacyjną przewinęło się dwadzieścioro Polaków. Średni wydatek na flaszki oscylował wokół 200 zł. Na uliczkach Egeru i ścieżkach Doliny Pięknej Pani, gdzie w 48 piwnicach można raczyć się Bikavérem i półsłodkim Debrői Hárslevelű, słychać częściej polszczyznę niż język węgierski. W całym mieście nie spotkałem restauracji, która nie miałaby menu w naszej gwarze.

40% odwiedzających lipcowe Święto Wina w Egerze to Polacy.

Wzięliśmy Eger szturmem; gdyby nie polskie zakupy, kondycja regionu, borykającego się z węgierskim kryzysem budżetowym i mizernym eksportem, byłaby jeszcze gorsza. Nie trzeba lepszego pretekstu, by tu przyjechać i napełnić bagażniki egerskim winem. Nie tylko półsłodkim Debrő po 500 forintów flaszka, ale całkiem poważnymi winami białymi i czerwonymi – dobre i bardzo dobre oceny w naszych degustacjach przyznawaliśmy butelkom kosztującym niekiedy zaledwie 1200–1500 ft.

Wśród win znanych w Polsce klasę potwierdziła wspomniana St. Andrea, a jej podstawowe białe Napbor 2008 jest do wzięcia za 1950 ft. (w tym tygodniu jedna złotówka to 70 forintów). To żaden codzienny sikacz, a wino pełną gębą, starzone w beczkach, które można na trzy–cztery lata odłożyć. Podstawowe Pinot Noir 2007 – jedna z lepszych na Węgrzech realizacji tego szczepu – odda się za 2400 ft.

Za chwilę to winko pojedzie do Bielska-Białej.

Królami życia pozwala nam się poczuć Vilmos Thummerer, oferujący za głupie 970 ft. nieprawdopodobnie pyszne w tej cenie Bertram Cuvée 2006, a także zupełnie wystarczającą do codziennych celów Királyleánykę 2009 za 1250 ft. Csaba Demeter w wielu swoich winach idzie na komercyjną łatwiznę, ale jego dwa ciekawe wina różowe Siller ½8 2009 i Egri Rosé 2009 piłbym chętnie co dzień – zwłaszcza za 1390 ft. A Ferenc Csutorás obok superskoncentrowanych, megadojrzałych i arcyalkoholowych win czarnych proponuje również normalne czerwone Nagyanyag 2008 za 1700 ft. i chyba najlepszą Leánykę jaką piłem w życiu – Lyukalatti 2008 – za 1300 ft.

Jak widać, w Egerze sporo pijąca i winem zainteresowana rodzina nie wyda dziennie więcej na wino niż 50 zł. Restauracje i gospody są tu również bardzo tanie, kociołek gulaszu lub ryba z patelni kosztują tyle, ile w Warszawie mizeria. Nic dziwnego, że wzięliśmy Eger szturmem; czekam jeszcze tylko na stoisko z ciupagami i aktualne wydanie Wyborczej i Naszego Dziennika w kiosku. To sprawa roku, najwyżej dwóch.

Aktualne notowania czołowych węgierskich etykiet (za litr).

Read Full Post »

W zakończonym właśnie w Pannonhalmie najważniejszym węgierskim konkursie winiarskim Pannon Bormustra zwyciężył Tokaj Aszú 6 Puttonyos 2003 od Gábora Orosza. To fantastyczne wino z niebywale zmysłowym owocem i stalową kwasową strukturą. Lecz bardziej niż Orosz zapadły mi w pamięć wina tego konkursu najgorsze. Pioruńsko drogie butelki sygnowane nazwiskami najsłynniejszych węgierskich winiarzy i zawierające granatowe płyny, których nie dało się przełknąć.

Libra 2006 od Józsefa Bocka z Villány (jakiż to był kiedyś znakomity winiarz, zachwycający długowiecznością swego Cabernet Barrique i bordoską klasycznością Royal Cuvée): 16% na etykiecie (można sądzić, że jest co najmniej 0,5% więcej), zapach Nalewki Babuni, doznania smakowe na poziomie koktajlu tequili z syropem porzeczkowym. Syrah Reserve 2007 od Ferenca Taklera z Szekszárdu: masło orzechowe, wanilinowa legumina, gorzkie garbniki, intelektualne ambicje na poziomie argentyńskiego Malbeka, do których nie dorósł środkowoeuropejski owoc. Merlot Primarius 2006 od tegoż Taklera: cztery lata temu rocznik 2003 rozkładał jury konkursu na łopatki swoim owocem nie z tej ziemi, dziś ten styl budzi politowanie, a Primarius dostał zadyszki, został w tyle za konkurentami jak zmęczony eksmistrz wagi ciężkiej i potrafi już tylko epatować liczbą 16 na etykiecie. Barbár 2007 od Zoltána Heimanna: w nosie stary kurczak, w smaku maniery prowincjonalnego parweniusza. XY 2006 od Csaby Demetera z Egeru: kolejny śmietankowy Merlot z kwasowością tak niską, że ten „mocarz” utlenia się w pół godziny po otwarciu flaszki. No i seria win od przemysłowca Krisztiána Sauski z Villány – jeden z jego rekordowo ekstraktywnych i beczkowych blendów ‘Villány 7’ 2007 głosami tęskniących za Colchaguą o mało nie wygrał tegorocznej Bormustry.

To wszystko wina spod jednej, maniakalnej sztancy, odmawiające bełkotliwą angielszczyzną swą internacjonalistyczną mantrę: late harvest, nowa beczka, fenoliczna przejrzałość, miękkie garbniki, słodki „owoc”. Wina nuworyszowskie, parweniuszowskie, deklarujące akces węgierskiego winiarstwa do międzynarodowej rodziny, a w istocie ze swym wulgarnym, bezmózgowym stylem wlokące się za tej rodziny supermarketowym ogonem. Kompleksy niższości w miejsce refleksji nad węgierskim terroir i aprecjacji własnego dziedzictwa każą Bockowi i Taklerowi małpować w sercu Europy jakieś już dawno niemodne winiarskie gesty z Chile i Kalifornii. Najwyraźniej nie dostrzegają, że skazują się tym samym na całkowitą izolację w winiarskim świecie – i trudno się dziwić, że poza Węgrami tych win nie chce kupować ani pić absolutnie nikt.

Nie wszystkie węgierskie wina chorują na tę smutną chorobę. Piłem w Pannonhalmie serię pysznych, zrównoważonych, typowych, apetycznych Pinot Noir, a winiarnia St. Andrea z Egeru swoim Pinotem Hangács 2006 dorównała bardzo, bardzo dobrym burgundom. Rośnie poziom bikavérów z Szekszárdu i zwłaszcza Egeru – ich przegląd poświęcony pamięci Tibora Gála był najlepszym z dotychczasowych (wygrał Merengő 2006 St. Andrei, chwalony przeze mnie już tu). Szalenie podobały mi się owszem południowe w stylu, ale przemyślane i mało beczkowe wina od Ráspiego w Sopronie. A Bálint Losonci, animator winiarskiej grupy Tőkés Társak z Mátry, przysłał mi serię fantastycznie świeżych, autentycznych i właśnie zupełnie niechorobliwych win z tego do niedawna zupełnie zapomnianego regionu (o tych winach wkrótce osobny artykuł). Są zatem na Węgrzech coraz lepsze wina i jest nadzieja na pełne ozdrowienie w przyszłości.

Read Full Post »

Bzdet noworoczny

József Simon Egri Sauvignon Blanc Barrique félédes 2002

Wśród licznych postanowień noworocznych zawarłem utrzymanie porządku w piwnicy i pozbywanie się z niej win nierokujących. Problem w tym, że czy jakieś wino rokuje, czy też nie – dowiadujemy się zwykle w chwili otwarcia butelki. Na półkach mam więc dużo takich, których rokowania stoją pod znakiem zapytania. Część z nich to wina złe, którym postanowiłem dać szansę na poprawę. Temu węgierskiemu Sauvignon dałem w czerwcu 2005 robocze 82 punkty.

Lubię wszak Simona Józsefa. Jego Don Simon 2000 czy Egri Bikavér 2003 są wśród najwybitniejszych butelek współczesnego Egeru. Lubię Simona za bezsprzeczność, z jaką łączy nowoczesną winifikację i współczesne smaki z szacunkiem dla egerskiej tradycji i osobności. Nie żywię do niego urazy nawet za to, że próbował mnie zamordować, każąc w imię węgiersko-polskiej przyjaźni pić duszkiem do dna kolejne bikavéry nalewane po brzeżek do mojego Schotta.

Simon József ma wszak sporą w moich oczach wadę. Jest nią miłość – zgoła azjatycka, protomadziarska – do tzw. mózgojebów (za przeproszeniem). Im więcej alkoholu, tym lepiej. Pinot Noir z 2002 ma ponad 16% i jeszcze sporo cukru, a Cabernet Sauvignon 2003 blisko 15% (choć taki Bikavér Barrique 2000 – jedno z lepszych w tutejszej karierze – tylko 12,5%). Jasne, klimat się zmienia, Węgry pustynnieją i się śródziemnomorzą i wysoki alkohol nie jest przywarą jedynie Simona Józsefa. Ferenc Takler w swoim Merlocie Primarius regularnie wzlatuje ponad 15%, Furminty Jánosa Árvaya miewają ponad 16%, mój ulubieniec Lájos Takács w 2007 r. w Somló też uzyskał magiczne 16%. Coraz trudniej znaleźć jest poważne czerwone wino węgierskie, które miałoby mniej niż 13,5–14%, i to w kraju, który do niedawna był jednym z najbardziej północnych na mapie wina.

Problem wysokiego alkoholu spędza sen z powiek winiarzom, krytykom i konsumentom na całym świecie i planetarna burza mózgów pozwoliła znaleźć już sporo dobrych remediów. Wyższa wydajność, powolna fermentacja na rdzennych drożdżach, odwrotna osmoza, zastrzyk źródlanej wody, a przede wszystkim wcześniejszy zbiór i dobór poźniej dojrzewających odmian – to wszystko od Pauillac po Barossę zaczyna dawać wymierne efekty.

Simona Józsefa to nie przekonuje. Po co zbierać grona ledwie-co-dojrzewające, skoro można zebrać grona już-lekko-przejrzałe, w całej krasie swoich słodkich, jesiennych, nadobnych zapachów? Po co sadzić w Egerze typowo południowe szczepy takie jak Sangiovese, Tannat czy Roussanne, skoro na całym świecie klienci proszę o Sauvignon Blanc? Pogoda w roczniku 2002 woli mocy winiarza sprzyjała i pozwoliła wyprodukować tego oto enologicznego gremlinka. Sauvignon 2002 ma 15,5% i klasyfikowany jest jako półsłodki, zatem kolejne 2% alkoholu zachowano w winie jako cukier resztkowy. Czekanie ze zbiorem Sauvignon Blanc, aż grona opanuje szlachetna pleśń i osiągną ponad 17,5%, jest kompletnym bzdetem. Podobnie jak walenie gotowego wina do nowej baryłki.

To wino nie jest technicznie niedobre. Jest czyste, ma ładną krągłość i półwytrawne miodowe smaki, a w bukiecie dostrzec można nawet wspomnienie nut zielonych tak typowych dla Sauvignon (tutaj gujawa, kiwi, papaja). Paląca gorzałowa końcówka sprawia jednak, że z trudem dopija się pierwszy kieliszek i ukradkiem spogląda w stronę drzwi. Cóż, taki rocznik, winogrona tak dojrzały – rzekłby zapewne Simon József – „nie interweniuję” (ten pyszny cytat podsłuchał kiedyś nad Loarą Marek Bieńczyk). Tyle że nie wiadomo o co w tym winie chodzi. Oprócz możliwości pobicia egerskiego rekordu alkoholu nie mówi nam absolutnie nic ani o Sauvignon Blanc, ani o terroir. Jest winiarskim bzdetem, chorym dzieckiem bezsensownych zamysłów. Oby takich win jak najmniej w nowym roku 2010.

Read Full Post »

Mistrz Węgier

György Lőrincz

György Lőrincz w obiektywie marnego aparatu w czerwcu 2005.

Nadzwyczajna egerska winiarnia St. Andrea miała mocne wejście na Polski rynek w 2006 roku. Debiutowała wtedy w katalogu znakomicie się zapowiadającego importera DAC, a jej właściciel György Lőrincz od razu został przez Magazyn WINO ogłoszony Człowiekiem Roku. Dalsze losy DAC okazały się jednak zmienne i przez jakiś czas win St. Andrea nie dało się u nas kupić. Zostaliśmy w ten sposób pozbawieni najciekawszej postaci węgierskiej sceny win czerwonych. Dziś wraca ona do gry w drużynie warszawskiego Korkociągu, a powrót ten możemy świętować najlepszymi rocznikami w historii posiadłości.

Polakom win z Egeru przedstawiać nie trzeba. Ale wina St. Andrea wybijają się na tle egerskich ziomków niczym rosła sekwoja wśród rachitycznych akacji. Sukcesy odnoszone w ostatnich latach przez takie winiarnie jak Tibor Gál, Vilmos Thummerer, József Simon, Gróf Buttler, Csaba Demeter czy Béla Vincze (bohatera skandalu z dodawaniem do wina gliceryny) były względne. Wina czerwone były bardzo dobre „jak na” warunki węgierskie, postępy wyraźne – ale powolne. A prawdziwym problemem oprócz tej powolności był brak stylu – za dużo win przeładowanych, ścigających się z Chile ekstraktem, beczką, słodkim owocem i wysokim alkoholem – w chłodnym Egerze niektórym winiarzom zechciało się wzlatywać na 15% alk. W winnicach panoszą się Merlot, Syrah, Cabernet Sauvignon, natomiast odmiany do tutejszych warunków najlepiej dostosowane – tradycyjny Kékfrankos, Pinot Noir oraz szczepy białe – z trudem wychodzą z ich cienia.

W tym kontekście osiągnięcia St. Andrei budzą podziw i zdumienie. W niezwykle szerokiej gamie (trudno się w niej połapać; naliczyłem 32 etykiety, a co roku dochodzą nowe) nie ma wina słabego, jesteśmy tu na antypodach nowoświatowego nuworyszostwa. Wina tak białe, jak i czerwone cechują się piękną świeżością, przy sporej pełni i dojrzałości owocu nie są nigdy ciężkie, rozlazłe, a autentycznie eleganckie. Pietruszkowo-trocinowe nuty węgierskiej dębiny, psujące urok lwiej części madziarskich win „konkursowych”, są tu odległym wspomnieniem, a beczka staje się tym, czy być powinna zawsze: dyskretną strukturalną podporą.

St Andrea

Chardonnay Ferenchegy 2007 to wino bardzo dobrej klasy w zaskakująco niskiej cenie 54 zł – beczkowe, oleiste, ale strukturalne (wyraźna mineralność), z dobrą kwasowością do polskich dań zimowych (bigos). Również w kluczu burgundzkim, ale jeszcze lepszy jest Pinot Noir 2007 z parceli Csakegyszóval: cudnie blady, owocowy, ale też smakowicie mięsisty, pieczarkowy, kwaskowaty, jednym słowem prawdziwie europejski, jesienny, leśny Pinot, stworzony do biesiady; tu znów cena poniżej oczekiwań (54 zł). Stosunkiem jakości do ceny zdumiewa też prosty biały Napbor 2007 z mieszanki szczepów (rej wodzą Chardonnay i Pinot Blanc, któremu wróżę w Egerze wielką przyszłość). Za 36 zł jest to naprawdę kawał wina – mineralno-maślany, krągłym, bogaty w smaku, przy niskiej kwasowości diablo smaczny, z co najmniej dwoma piętrami ananasowo-jabłecznego owocu. Ζaś na miano wielkiego szlagieru zasługuje bardzo oryginalne Egri Rosé 2008. Zamiast poślednich zlewek tak częstych wśród węgierskich win różowych dostajemy ambitną rzecz na bazie pinot noir, starzoną nawet krótko w beczkach (ewenement dla win w tym kolorze), z lekkim, ale zalotnym owocem, mineralnym odcieniem i bardzo dobrą budową w ustach. Jedno z lepszych rosés dostępnych w Polsce, w dodatku za jedyne 34 zł.

Największe oczekiwania wzbudziły we mnie dwa Egri Bikavéry. „Bycza Krew” to węgierski klasyk, który wciąż czeka na swój Renesans i na swojego Michała Anioła. Egerczycy nie mogą się zdecydować, czy ma być to wino ciężkie, czy nie za bardzo, z odmian węgierskich czy może „eksportowych”. Magnes stylu chilijskiego jest silny i dużo spotkamy byczej krwi o posmaku jagodowego smoothie. U St. Andrei staje się zaś czymś w rodzaju północnego Chianti. Od paru roczników pewniakiem jest Bikavér Áldás, którego tym razem nie próbowałem, natomiast po raz pierwszy wypiłem Hangács 2007. Oparte na Merlocie wino utrzymane jest w stylu nowoczesnym, ma dużą koncentrację, nie ukrywa swych nut beczkowych, ale całość jest zrobiona z wielką kulturą i nienaganną równowagą; wielkie węgierskie panisko przemawiające z godnością i rozsądkiem na europejskim forum. No i po raz kolejny znakomita cena za tę jakość (65 zł).

St Andrea Egri Bikavér Merengó 2006 (1)

Świeżo upieczony mistrz Węgier

A na deser super-Bikavér – Merengő 2006. Produkowany od rocznika 2002 brylant z najlepiej położonych winnic, po mistrzowsku starzony w beczkach, jest fantastycznie poprowadzony od mocno mineralnego, ziemistego bukietu poprzez potoczysty wiśniowy owoc w ustach aż do garbnikowej, ale nieagresywnej końcówki. Mocne wino, cieplejsze, bardziej śródziemnomorskie w stylu od Hangácsa, ale – to dla mnie ważne – unikające emfazy konkursowych win węgierskich z ich przeładowanym owocem, rekordowym alkoholem, likierowym balastem. Piłem Merengő 2006 obok sławnej Cuvée Bartina 2006 autorstwa Ferenca Taklera, superwiniarza z Szekszárdu. Bartina ma ponad 15% alk. i smakuje jak rozrobiony wódką porzeczkowy syrop. Na jej tle Merengő to twór z innej planety. Wino od pierwszej rocznika zdobywa zresztą regularnie laury w konkursach węgierskich i światowych, a w degustacjach porównawczych Bikavérów masakruje konkurencję. Jest dziś niekwestionowanym mistrzem Węgier, a dla mnie jednym z najbardziej emocjonujących win mijającego roku.

(więcej…)

Read Full Post »