Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Jumilla’

Nie mogłem niestety uczestniczyć w prezentacji nowej oferty Biedronki, która odbyła się w poniedziałek. Od dziś do 22 listopada w sklepach tej sieci kupimy 19 nowych win hiszpańskich. Siedem z nich w Fabryce Trzciny zaprezentował Tomasz Kolecki-Majewicz, a wieczór okrasił „pokaz kulinarny”.

Biedronka wina hiszpańskie oferta listopad 2011

Jesienią beczkowe Tempranillo... logiczne.

Nie mogłem uczestniczyć, ale Biedronka ponownie przysłała mi wino do degustacji. Wrażenia mam w sumie pozytywne. Jesteśmy daleko od smutków recenzowanego ongiś zestawu win włoskich czy niedawnej promocji nowoświatowej. Oferta hiszpańska nie jest może tak różnorodna i bogata, jak niedawne zestawy z Portugalii i Francji, ale trzyma poziom.

Rey Santo 2010 od znanego winiarza z RuedyJaviera Sanza to przyzwoite, typowe, dobrze zarysowane Verdejo, nieco wodniste, ale świeże – solidna codzienność bez emocji, lecz któż ich szuka za 17,99 zł. Nie wiem jednak, czy lepszym zakupem w bieli nie jest Camparrón 2010 – białe Toro z odmiany Malvasía, ładnie zrobione, intensywne bez oklapłości straszącej w wielu białych winach hiszpańskich (14,99 zł).

Wśród win czerwonych Biedronka wystarała się o kilka znanych nazwisk. Z pewnością jest takim Enate – jedna z gwiazd winiarskiej Iberii. Podstawowe Somontano Tinto 2010 to młodziutkie wino z Tempranillo i Caberneta, banalne w zapachu (hasłowe owoce leśne i trochę masła – leżakowano je miesiąc w beczkach, doprawdy nie wiem po co), natomiast lepsze w smaku, z sekundą naprawdę smacznej wiśni w końcówce. Brakuje koncentracji i tego, co nazywamy „obecnością” wina, ale całość w swej cenie (19,99 zł) jest dobra. Wysoko notowaną winiarnią jest również Rejadorada, której Toro Roble 2009 jest najdroższym winem w listopadowym zestawie (29,99 zł). Może i nawet najlepszym, jeśli chodzi o jakość owocu, pełnię i koncentrację, a także jedynym z próbowanych przeze mnie win, które przez 2–3 lata można z korzyścią leżakować. Mam jednak poważne zastrzeżenia do wysokiego alkoholu w tym winie (14,5% na etykiecie), który sprawia, że całość smakuje jak zupa z przejrzałych owoców i bardzo szybko męczy.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Wśród 19 win znalazły się cztery z Riojy, z czego trzy crianzy. Regalía de Ollauri Ollamendi Crianza 2007 (24,99 zł) zaczyna się nieźle – soczystym owocem (wiśnie, porzeczki) ukazującym ludzką twarz Tempranillo. W końcówce jednak o wiele za dużo mleka i wanilii i wszystko tonie w beczkowej bylejakości. W sumie lepiej wypada Marqués del Puerto Crianza 2008, zrazu mniej wyraziste, nierozpoznawalne jak na Rioję, dusznymi nutami jeżyn przypominające raczej Malbeka, ale o wiele lepsze po przewietrzeniu, mocne, intensywne (19,99 zł).

Villa de la Musas Reserva 2005 ze spółdzielni San Salvador w Nawarze to niebrzydki w sumie przykład wina nieco podstarzałego, z nutami skóry, grzybów, w sumie jednak płytkie, proste, raczej economy niż reserva. Powiedzmy sobie szczerze, że 6-letnia Nawarra ze spółdzielni za 12,99 zł to jest po prostu zrzutka wina niesprzedanego gdzie indziej, ale pieniądze nie są w sumie źle wydane.

Zdecydowanie dobre wrażenie zrobiły na mnie w sumie dwa wina. Jumilla Monastrell 2010 z Castillo de Jumilla (13,99 zł; nie znalazło się w przesłanym mi zestawie, próbowałem na własną rękę) ma naprawdę świetny owoc i ładną równowagę, a do tego szokująco niską cenę, jeśli się pomyśli, że parę lat temu Parker dawał temu winu 90 punktów [zob. wyjaśnienie w komentarzu]. Monteabellón Ribera del Duero 5 Meses en Barrica 2009 to też wino w typie południowym, „na bogato”, soczyste, intensywne, bez nadmiernych win beczkowych, dobrze zrobione i autentycznie smaczne (24,99 zł).

Biedronka wina hiszpańskie promocja listopad 2011

Wszystko smakowało trochę tak samo.

Listopadowy zestaw hiszpański nie jest zły – ale też nie przynosi takich emocji ani poczucia świetnie wydanych pieniędzy, co wiosenna Portugalia czy wrześniowa Francja. Czy to moje subiektywne uprzedzenie do win hiszpańskich, czy istotnie te wina wszystkie smakowały trochę tak samo – ciut krótko, sucho, matowo, z wyczuwalnymi nutami taniej dębiny, za to bez świeżości, nerwu, radości życia. Oczywiście po winie kosztującym 13–24 zł nie oczekuję wielowymiarowości, lecz w tym zestawie zabrakło mi pozytywnej energii. A także różnorodności – znalazły się w nim tylko cztery białe, a aż jedenaście opartych jest na szczepie Tempranillo. Jeden dobry Monastrell z Jumilli to za mało. Zdecydowanie zabrakło win na bazie Garnachy z takich apelacji jak Cariñena czy Campo do Borja, wszakże nieustraszonych dostawców do supermarketów i dyskontów właśnie.

W próbowanym przeze mnie zestawie najciekawszy okazał się kontekst. Pokaz prasowy nowej oferty w modnej Fabryce Trzciny prowadzi wykwalifikowany sommelier. Biedronka rozsyła wina do degustacji w drewnianej skrzynce. W odróżnieniu od poprzednich promocji zabrakło tym razem win naprawdę tanich – za 9,99 zł jest tylko stołowe półsłodkie, nacisk przesunął się na wina po 20–25 zł, „szczególnie polecane” jest Rejadorada za 30.

To wszystko przy akompaniamencie dużego zainteresowania medialnego Biedronkowymi winami. Na portalu Gazeta.pl ukazał się poczytny artykuł (niskich zresztą lotów, przytaczający księżycowe dane, jak choćby te o 5% marży Biedronki, gdyż już w dawno temu okazało się, że jest ona najprawdopodobniej bliższa 30–40%). Ci sami autorzy sugerowali niedawno, że Biedronka usiłuje wskoczyć jedną półkę wyżej. W komentarzach do mojego wpisu o Magazynie WINO roztrząsali Państwo, do kogo właściwie Biedronka i inne dyskonty kierują swoje winne oferty. Pojawiły się głosy, że masy kupujące Camparrón za 15 zł nie interesują się i nie będą interesowały winami droższymi z tzw. sklepów specjalistycznych. Mnie się wydaje, że obie te grupy – bo fakt podziału rynku winiarskiego na wina supermarketowe i „fine wine” nie ulega kwestii – są wciąż dość płynne i wciąż się przenikają. Możliwe są całkiem duże „przepływy elektoratu”. Sam znam mnóstwo osób, które cenią dobre wino i świetnie wyczuwają różnicę pomiędzy Carlo Rossi a Percarlo, a jednak na co dzień zaopatrują się w Biedronce czy innym Leclerku, poruszając się w wydawałoby się obciachowym dla winomana przedziale 13–20 zł.

Biedronka wina hiszpańskie promocja listopad 2011

Szczególnie polecamy, żebyś wydał(a) u nas trochę więcej.

Biedronka o tym wie i dlatego robi co może, żeby zagospodarować tę trochę ambitniejszą publiczność. Dlaczego? Bo droższe wino daje możliwość wyższej marży. Bo „Owad” dostrzega słabość innych graczy na tej średnioniskiej półce – innych supermarketów, które globalnie rzecz biorąc nie wykorzystują swoich szans. A może też dlatego, że dotychczasowe wyniki sprzedaży win nie były aż tak satysfakcjonujące? Z jednej strony Biedronka przejęła już kilkanaście procent polskiego rynku winiarskiego, sprzedaje dziesiątki tysięcy butelek każdej etykiety. Z drugiej – dzieje się tak z powodu ogromnych rozmiarów samej sieci. Należy do niej już 1,7 tys. sklepów. To sprawia, że 50 tys. sprzedanych butelek jednego z cenowych bestsellerów nie robi aż takiego wrażenia. Po każdej okresowej promocji na półkach zostaje sporo niesprzedanych win, szczególnie w wyższych przedziałach cenowych 20–25 zł. Wyprzedawane są one potem z ok. 30% zniżką. Nie wydaje mi się to oznaką wybitnie udanego handlu. Aby przekonać do siebie klientów poszukujących nieco droższe wina, Biedronka musi jednak poprawić serwis. Stąd ci sommelierzy, Chablis i Châteauneuf na półce. Co będzie dalej?

(więcej…)

Read Full Post »

Temat barów winnych nie przestaje podniecać szczególnie osób zaprzyjaźnionych z winem bardzo luźno. Tropienie wine barów to nie od dziś ulubiona rozrywka prasy papierowej i internetowej. Ostatnio swoje rekomendacje ogłosiło „Życie Warszawy”. O schizofrenii całej sytuacji niech świadczy fakt, że cztery z pięciu polecanych przez gazetę miejsc nie są żadnymi barami, lecz restauracyjkami / bistrami, gdzie winu przyznano rolę w żadnym wypadku wybitną, lecz po prostu najnormalniejszą w europejskim bistro. Chwalenie wine baru za to, że sprzedaje butelki bez korkowego w zwykłych warunkach byłoby bowiem całkiem śmieszne.

Zdjęcie z pierwszego planu obejrzycie na Sstarwines.

Niedościgłym modelem na polskiej niwie pozostaje skład win Mielżyńskiego na Burakowskiej w Warszawie – miejsce, w którym nie tylko podaje się wino i do niego coś niekoniecznie wyrafinowanego do jedzenia, ale także organizuje się na bardzo wysokim poziomie edukacyjne, bezpłatne degustacje dla szerokiej publiczności, prowadzi się własny, inteligentny import, otwiera na kieliszki (prawda, że z „korkowym”) każdą z 320 etykiet włącznie z Château Figeac za 500 zł, a od niedawna proponuje produkty, z którymi nikt sobie jeszcze w Polsce nie poradził, czyli sherry, porto i maderę (o tej inicjatywie wkrótce parę słów osobno). Ta formuła się sprawdza i sprzedaż win u Mielżyńskiego w jednym warszawskim lokalu (oraz od roku w drugim, poznańskim) jest na takim poziomie, że sytuuje firmę w czołówce importerów win jakościowych w Polsce.

Wielu próbowało – mniej lub bardziej otwarcie – powtórzyć fenomen Mielżyńskiego, z mikrym zwykle powodzeniem. Jednym z takich miejsc jest Enoteka Polska na ul. Długiej 23/25, powstała z przekształcenia importera Kawa–Wino–Czekolada pod koniec 2008 r. Pomimo przychylnych ocen dla tutejszej kuchni (nagrody w „Gazecie Wyborczej” i „Warsaw Insiderze”) miejsce przez długi czas nie mogło ruszyć z miejsca. Nie pomagał chroniczny brak win na półce, szczególnie białych (przez kilka tygodni w zeszłym roku dostępne było tylko tanie Pinot Grigio oraz Collio za 150 zł): część producentów z dawnego katalogu już się nie pojawiła (Giuseppe Rinaldi, Sertoli Salis), nowych było jak na lekarstwo.

Niech koń kopnie 58 zł za podstawowego Rieslinga , ale wino jest wspaniałe.

Maszyna rozkręcała się powoli. Choć już kilka razy chwaliłem wina z katalogu Enoteki (m.in. Juliena Meyera, Dorli Muhr i Pierre-Marie Chermette’a), miejscu ciągle brakowało tego „czegoś”. Ciekawych etykiet wciąż było za mało. W ostatnich tygodniach Enoteka dostała jednak wręcz rakietowego przyspieszenia. Katalog się niemal potroił. Półka hiszpańska od zera spęczniała do 40 win.

Właściciel Maciej Bombol ma ponadto chwalebny zwyczaj zapraszania krytyków na prezentację swoich nowych znalezisk i pomysłów (poza niżej podpisanym w degustacjach brali udział m.in. wysłannicy Magazynu WINO i Sstarwines.pl). Dzięki temu mogę Państwu przedstawić całkiem kompletny przewodnik po dostępnych tu obecnie butelkach (188 pozycji). Katalog włoski, już dawniej tu bardzo mocny (Isole e Olena, Le Due Terre, San Giusto a Rentennano, świetne Soave od Suavii i koneserska Elena Fucci) uzupełniły niedrogie wina piemonckie od Francesco Rinaldiego (m.in. Barbaresco za 122 zł oraz cudnie zwiewne i przydatne przy stole Grignolino za 50 zł; podaję ceny na wynos, restauracyjne są o 20% wyższe) oraz Valpolicelle z Le Salette. Ten ostatni producent to naprawdę świetny strzał Macieja Bombola: w czasach, gdy amarone i ripasso coraz częściej nużą i męczą, Le Salette proponuje strawny, autentyczny, a przy tym całkiem treściwy styl (Amarone od 104 do 156 zł, prosta Valpolicella za 39 zł).

Hiszpania niemęcząca.

Nowościami z Francji są równie strawne i zachęcające do życia wina rodańskie od Rogera Sabona (tu też świetny price point: bardzo dobre Châteauneuf-du-Pape Les Olivets 2008 za 99 zł) oraz sławne i uznane butelki z Roussillon od Domaine La Casenove. Étienne Montès to winiarz kultowy, ulubieniec m.in. Marka Bieńczyka; preferuje wina wbrew gorącemu stereotypowi Roussillon stonowane, nieprzesadzone, które z niefrancuską wręcz cierpliwością starzy kilka lat we własnej piwnicy, zanim wyśle do naszej (w Enotece dostępne roczniki 2006, 2004). Maciej Bombol nie zdecydował się niestety na bardzo drogie Pla del Rei 2000 (a to wielka jest butelka), ale mamy do wyboru pięć innych etykiet ze sławnym Commandant Jaubert na czele (134 zł); najlepszym zakupem wydaje mi się mięsiste, szczere i stylowe La Garrigue za 51 zł. Do grona supergwiazd trzeba też zaliczyć heskiego Wittmanna: próbowałem na razie tylko podstawowego Rieslinga 2010, wprost fantastycznego – na tyle, że wybaczyłbym mu cenę 58 zł (jest to podstawowe wino posiadłości).

Sito selekcji Macieja Bombola jest drobniutkie. Słynne Domaine Gardiés nie załapało się do katalogu.

Największym trzęsieniem ziemi jest jednak kolekcja znakomitych win hiszpańskich. Jestem doprawdy pod wrażeniem rzutkości i operatywności właściciela Enoteki Macieja Bombola, który w parę tygodni skontaktował się z kilkunastoma posiadłościami, sprowadził próbne butelki, przemyślał i przedyskutował ich miejsce w katalogu. To w tej chwili jedna z lepszych propozycji iberyjskich w Polsce, na każdą kieszeń (wina od 29 zł) i każdy smak. Do sprzedawanego od jesieni Mustiguillo (mocarne Bobale z Walencji) dołączyła Casa Castillo z bogatymi Jumillami na czele ze słynnym Pié Franco z nieszczepionych krzewów (126 zł; w Hiszpanii ok. 27€); Valpiculata – najlepsze w tej chwili Toro pod względem relacji ceny do jakości do niskiej zawartości beczki; Joan d’Anguera – gwiazdorskie wina z Montsant lepsze niż połowa Prioratów za połowę ceny (L’Argatà 2008 za 69 zł to fenomenalna przejażdżka porschem nieco powyżej dozwolonej prędkości); oraz Albet i Noya – to już trzeci polski importer w dziejach tej biodynamicznej posiadłości, lecz tym lepiej dla nas, bo zarówno musujące cavy, jak i wina czerwone od Reserva Martí 2006 za 118 zł nawet po Petit Albet 2009 za 27 zł są wszystkie pyszne i godne uwagi. Nowości ma zresztą być więcej – Quinta de la Rosa z Portugalii i coś z bliższej nam części Europy.

Cudowne pomnożenie win w ofercie Enoteki Polskiej pokazuje, że jednak można zbudować szeroką ofertę ciekawych, terroirystycznych win, pracować na uczciwej marży i bez wiecznego narzekania, że „się nie sprzedaje”. Teraz pora faktycznie przejść do sprzedaży – oby była tak inteligentna, jak komponowanie katalogu. Czyli marketing, marketing i jeszcze raz marketing.

Czołowa etykieta Anguery to jeszcze szybsza jazda porschem. Tylko żadnych pytań o alkohol!

(więcej…)

Read Full Post »