Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Kamptal’

W sam raz

Dziś o winie prozaicznym, a wszak diablo pysznym. Weingut Hiedler Riesling Urgestein 2007 nabyłem dwa lata temu w kieleckim Austrovinie za 64 zł (obecnie już go w Austrovinie nie ma, za to w tej samej cenie rocznik 2009 proponuje importer Celmer / Superiore). Nabyłem na okoliczność pewnej kolacji, która nie doszła do skutku. Nabyłem pomimo tego, że degustowany w ramach panelu Magazynu WINO Riesling nie zachwycił, jak o tym świadczy ówczesna notka:

Riesling o zapachu buduarowym (kwiaty, wręcz mydło) i wyraźnym cukrze resztkowym na podniebieniu. Mało wyrafinowany, ale smaczny i treściwy.

Ten Riesling ustawił się idealnie w linii.

Po dwóch latach wino przeszło dziwną przemianę: nie ma cukru, kwiatów ani mydła, zestarzało się w zasadzie dość szybko (trzy i pół roku dla austriackiego Rieslinga to wciąż gimnazjum), pomimo że zamknięte jest metalową zakrętką (która w zasadzie starzenie wina spowalnia). Przy tym wszystkim okazało się po prostu pyszne: świeże, eleganckie, arcypijalne, z wtopioną, nieagresywną kwasowością. Czuć, że nie jest to wino przesadnie ambitne (to najtańszy Riesling Hiedlerów, chodzący w Austrii po 10€), co wszak staje się zaletą, gdy dostajemy w kieliszku 12,5% alkoholu, a to w Austrii i gdzie indziej zdarza się coraz rzadziej.

Ludwig i Maria Hiedlerowie to uznani winiarze, pionierzy uprawy ekologicznej w Kamptal. Nie należeli jednak nigdy do moich ulubieńców, choć zachwycał się nimi swego czasu Marek Bieńczyk. Obok dobrych win przedstawiali średnie, ten sam Veltliner z rocznika na rocznik był albo za ciężki, albo zielony. Na zeszłorocznej degustacji austriackich Erste Lage wina Hiedlerów z rocznika 2002 były słabe, Grüner Veltliner Thal z 2006 podobał mi się wielce, zaś Veltliner November 2006 – wcale. Flaszki z 2009 też były w kratkę, choć z jedną niekwestionowaną gwiazdą: Rieslingiem Gaisberg.

Urgestein, vel praskała, obchodzi w tym roku 270 000 000. urodziny.

Co się zatem stało, że serce zabiło mi szybciej przy tym Rieslingu Urgestein 2007? Poza coraz bardziej poszukiwaną lekkością (nie mylić z nijakością) i pijalnością był to cud chwili. Nie tyle mojej osobistej, co chwili w życiu wina, gdy uchwycimy je u szczytu jego możliwości. Urgestein Hiedlera nie był ani za kwaśny, ani za płaski, owoc, cukier i nuty ewolucyjne przez chwilę ustawiły się idealnie w linii. Wbrew pozorom nie zdarza się to tak często. Większość win pijemy za młodych, ale te, które z pietyzmem chowamy po szafkach na buty i wśród kartonów po telewizorach w piwniczce, często okazują się z kolei mocno za stare. Zaś wielu winom po prostu brakuje równowagi, by kiedykolwiek taką chwilę chwały przeżyć (czerwone są np. zbyt ekstraktywne). O tym nie przeczytamy w książkach ani nawet na blogach. Musi się trafić. Tego Państwu życzę tej wiosny.

(więcej…)

Reklamy

Read Full Post »

Austria znów nawiedziła Polskę. Doroczna prezentacja win naszego południowego sąsiada to tradycja sięgająca jeszcze XX wieku, to już prawdziwa polska degustacyjna instytucja. (To tam, dawno temu, poznałem na przykład Marka Bieńczyka).

W ramach seminarium komentowanego wespół z Josefem Schullerem z wiedeńskiej Akademii Wina (organizującej od tego sezonu winiarskie kursy po angielsku, a Polakom przyznającej nawet stypendia) miałem szczęście przedstawić kilka znakomitych butelek, m.in. Sauvignon Zieregg 2008 Manfreda Tementa (kto to pisał kiedyś, że Sauvignon nie potrafi dać wielkich win?), arcysłodki Ruster Ausbruch Pinot Cuvée 2008 od Feiler-Artingera czy Riesling Heiligenstein 2009 z zasłużonej posiadłości Schloss Gobelsburg (rocznik 2009 udał się tu być może najlepiej w Austrii; ma być dostępny w Polsce ponoć w połowie roku).

Wapień muszlowy = kwasowe wina. © Steve Haider / Verein Leithaberg.

Podobnie jak rok temu najciekawszą chwilę spędziłem jednak przy winach czerwonych. Swe walory zaprezentowała nowa, ustanowiona we wrześniu 2010 apelacja DAC Leithaberg. Leży ona w Burgenlandzie, który przyzwyczaił nas (obok znakomitych słodkich) do win ciężkich, potężnych i słonecznych, tymczasem Góry Litawskie stanowią dla winorośli siedlisko całkiem chłodne, a ten chłód i świeżość wzmagają jeszcze w winach tutejsze gleby: wapień muszlowy i łupek. Zważywszy na uprawiane tu odmiany: Pinot Noir, Chardonnay, Pinot Blanc i swojski Blaufränkisch, obecność łupków stanowi ewenement na skalę światową.

Zagadka dla gleboznawców: w jakim kolorze łupek, a w jakim wapień? © Verein Leithaberg.

W Warszawie próbowaliśmy tuzina win białych z rocznika 2009 i tuzina czerwonych z 2008 – te ostatnie powstają z min. 85% Blaufränkisch. (O degustacji pisała już m.in. Ewa Rybak). Trzeba przyznać, że smak tych ostatnich był zdumiewający. Jeśli się pamięta smakową matrycę austriackiego wina czerwonego sprzed paru lat, ten owoc gęsty jak klej, alkohol jak w Coonawarrze, beczkę jak w rocznym Bordeaux, duchotę panońskiego stepu, litawskie Blaufränkische z 2008 (prawda, że to chłodniejszy rocznik niż 2009, 2007 czy 2006) wydawały się tworami z innej planety: świeże, rześkie, cytrusowe, kwaskowate jak polskie wiśnie, mineralne jak Chablis, napięte jak skrzypcowe struny, jak chce kolejna w polskim języczku winiarskim kalka – „wibrujące”.

Hans Nittnaus, pionier winiarskiego Leithaberg. © Weingut Nittnaus.

Dziwny był ten młody, świeży, zimny, kamienny smak w czerwonym winie z kraju, który jeszcze pięć lat temu upierał się, by wypuszczać na rynek starzone w baryłkach konfitury. Idzie nowe. O tej już nie modzie, lecz długookresowej reorientacji w stronę win świeższych i bardziej pijalnych pisałem już wielokrotnie. Austriaccy winiarze w swym geniuszu nowoczesności wzięli sprawy w swoje ręce i warunki pod takie odświeżające wina stworzyli sobie sami. Dziesięć lat temu nie było bowiem w Leithaberg niemal żadnych winnic. Sadzili je najpierw w terroirystycznym śnie indywidualiści tacy jak Anita & Hans Nittnaus i Silvia Prieler, a dziś producentów w tym cokolwiek jeszcze dzikim, leśnym rejonie na stromych stokach jest już 62, w tym restauratorzy (Braunstein), biodynamicy (Hartl), a nawet rekordziści Europy w użyciu beczki (Hillinger). Jest więc nadzieja dla świata.

Najgorętsze logo austriackiej sceny winiarskiej.

(więcej…)

Read Full Post »

Pijemy coraz więcej win austriackich. Wedle danych robiących wrażenie także na samych Austriakach eksport win z tego kraju do Polski wzrósł w 2009 r. o 60%. To dobrze. Znakomita jakość, wyrazisty styl i naturalna odpowiedniość wielu tych win do naszej polskiej kuchni to wystarczające powody, by się nimi interesować.

Jakie wina austriackie powinny znaleźć się w długoterminowej piwniczce?

słodkie wina likierowe – Ruster Ausbruch i TBA znad Jeziora Nezyderskiego, produkowane na podobieństwo tokaju, oraz TBA z rieslinga i grüner veltlinera z innych regionów. Te wina z gracją dotrwają do 18. czy nawet 25. urodzin. Na rynek trafią jednak dopiero w 2011 r.

wina czerwone – nieliczne. Tylko najlepsze interpretacje takich odmian jak blaufränkisch, st. laurent czy pinot noir. Niekiedy także wina z odmian francuskich (lub mieszanki austriacko-francuskie), w największym stopniu oczywiście cabernet sauvignon. Lecz tu problemem są wysokie ceny – mają do wyboru w podobnej cenie caberneta z Bordeaux, Toskanii i Austrii o tym ostatnim myślimy w ostatniej kolejności.

wytrawne wina białe. Najwdzięczniejszy – bo największy – teren zakupowy. Lecz nie tak wiele austriackich win białych odłożyć można do piwnicy na bardzo długi czas. W większości pite są co prawda za młode, ale naturalnym przedziałem dla większości jest 5–10 lat. Są to więc raczej wina dla rodziców niż dla dzieci. Tak ma się rzecz ze wszystkimi winami ze Styrii (bardziej długowieczne wyjątki są tu doprawdy do zliczenia na palcach rąk), Wiednia, Weinviertel, białymi winami z Burgenlandii.

Natomiast o więcej mogą pokusić się rieslingi i grüner veltlinery z Austrii naddunajskiej, czyli z trzech najlepszych regionów winiarskich: Kremstal, Kamptal i Wachau. 20 lat starzenia dla veltlinera to zadanie bardzo ambitne, natomiast riesling, ze swą wyższą kwasowością, powinien sobie z nim poradzić, jeśli pochodzi z czołowej winnicy i dobrego rocznika.

Rocznik 2009 z pewnością jako taki można określić. Pomimo zmiennych i dość trudnych warunków klimatycznych został uznany za bardzo udany w całej Austrii. Wina białe mają dobrą dojrzałość i wyraźne aromaty owocowe, ale też dobrą kwasowość i strukturę. Będą odpowiednie do dłuższego starzenia. Wina czerwone także są udane, z dobrą równowagą i umiarkowanym alkoholem. Poniżej oczekiwań wypadły wina słodkie z uwagi na niewystarczający rozwój szlachetnej pleśni; ilości win będą bardzo małe.

Na podstawie wyrywkowych degustacji mogę powiedzieć, że istotnie jest to dobry rocznik dla win białych. Poniżej podaję kilka rekomendacji – zaznaczam, że są to bardzo wstępne opinie na podstawie degustacji ok. 50 win. Wiele win dopiero co zabutelkowano – w lutym lub nawet w marcu – a niektóre wciąż dojrzewają w kadziach. Wszystkie oceny na tym etapie należy wręcz brać cum grano salis. Na przekrojową ocenę rocznika przyjdzie czas przy okazji winiarskich targów w Wiedniu pod koniec maja. Szerokie sprawozdanie zamieścimy w nr. 4 Magazynu WINO oraz na naszych stronach internetowych MW i Wina na lata.

Ważną dla nas, kupujących, informacją jest obniżona wydajność winnic w roczniku 2009 – z powodu deszczów wiosennych (zawiązanie owoców) i jesiennych (pleśń) zebrano ok. 15–25% mniej winogron niż w 2008 r. To w zasadzie dobrze, gdyż skorzystały na tym wina lżejsze, które mają lepszą koncentrację i więcej charakteru niż zazwyczaj. Te wszystkie proste DAC, rozmaite Klassik i inne wina z dolnej półki są zwykle mocno kwaskowate i cokolwiek wodniste, tymczasem w 2009 wiele z nich jest zaskakująco dobrych. Zull Weinviertel DAC Veltliner 2009, Bründlmayer Kamptaler Terrassen Veltliner 2009 (nie ruszać przed 2012!, naprawdę twardy) czy Schloss Gobelsburg Domæne Veltliner i Riesling 2009 to tylko kilka spośród takich win, których próbowałem na degustacji w Warszawie i późną wiosną, gdy trafią do sklepów, z chęcią włożę parę kartonów do piwnicy. Potwierdza się stara prawda, że w wielkich rocznikach nawet prostsze wina są bardzo satysfakcjonujące i warte zakupu.

A co do dłuższego leżakowania? Zwracam uwagę na wprowadzoną po raz pierwszy w tym roku kategorię Erste Lage. Ma ona wskazywać konsumentowi wina z najlepszych winnic – premiers i grands crus. Zaproponowana została przez stowarzyszenie Traditionsweingüter Österreich, skupiające świetnych producentów z Dolnej Austrii. (Lista winnic, mapa – uwaga, 7,5MB). Klasyfikacja ta jest odpowiednikiem Erste Lage / Grosses Gewächs wprowadzonych w Niemczech; uzupełnia ona klasyfikacje winnic i win już istniejące w Austrii: w Wagram, Wiedniu, Styrii. Z pewnością będzie użyteczną dla nas wskazówką. Rieslingi i veltlinery Erste Lage powinny kosztować ok. 12–18€ i dobrze się starzeć. Na razie spróbowałem od znakomitego Ludwiga Neumayera z Traisentalu Grüner Veltliner Zwirch 2009 i Riesling Rothenbart 2009, oba bardzo dobre, klasyczne, bogate, ale i z mineralną podporą.

W żadne klasyfikacje nie bawi się Wachau, najlepszy austriacki region dla rieslinga i veltlinera. Tutejsze wina nie potrzebują takich marketingowych narzędzi. Świetnie sprzedają się same. Jestem naprawdę ciekaw szerszych degustacji tego regionu w czerwcu. Pierwsze łyki wskazują, że rocznik 2009 jest tu naprawdę udany. Zwłaszcza dla rieslinga. Veltliner dojrzał bardzo dobrze, chwilami aż nadto, i swymi nutami egzotycznych owoców i niezbyt wysoką kwasowością niebezpiecznie zbliżył się do niekochanego przeze mnie rocznika 2006. Ta niska kwasowość może być problemem przy dłuższym starzeniu. Natomiast riesling zachował niezwykłą kwasowość i wina zapowiadają się strzeliście, elektrycznie, mineralnie i podniecająco. Na pewno zostawię trochę pieniędzy (niemałych niestety) w Weingut Krutzler-Pichler. Założona w 2006 r. przez potomków dwóch wielkich rodów winiarskich garażowa posiadłość wyrasta na wielką gwiazdę w Wachau. Riesling Loibenberg i Wunderburg to moje pierwsze typy austriackich win do długiego starzenia.

Read Full Post »