Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Magazyn WINO’

Już dziś wieczorem dowiemy się, kto zgarnął nagrody Grand Prix Magazynu WINO. Pomimo pewnych wątpliwości co do procesu ich przyznawania to będzie ważna wiadomość. Chcąc nie chcąc, to najważniejszy w Polsce konkurs winiarski. Lepszego nie mamy. Rozumiem tych, którzy na wszelkie medale psioczą i fukają. Dla mnie to jednak ważny sygnał, który można wysłać do winiarskiej publiczności. Ważne narzędzie do zachęcania, by próbowała ciekawych win.

Dlatego z niecierpliwością oczekuję wyników. Jak zawsze przy takich okazjach, będą zwycięzcy i przegrani, będą niespodzianki i oczywiste oczywistości. Niektórzy importerzy zgarną całą pulę, choć może na tyle nie zasługiwali, a inni obejdą się smakiem, choć w sumie mają świetne wina. Taki już urok tego typu zawodów.

Marcel Lapierre Morgon 2010

Dziwaczne i wspaniałe.

Wczoraj i dziś myślę jednak o winie, które – jestem tego pewien – nagrody nie dostanie. Jest bowiem zaprzeczeniem samej idei konkursu i porównawczej degustacji, gdy wygrywa smaczniejszy, ładniejszy, dowcipniejszy. Morgon 2010 Marcela Lapierre’a jest takim właśnie antymedalowcem, bestią niekonkursową. Jego jasna jak woda z kroplą syropu barwa dyskwalifikuje go w przedbiegach, bo przecież jurorzy faworyzują wina ciemno zabarwione, nasycone. Organiczny brak ciała, wyjechana kwasowość od razu wywołują na konkursie odruch wypluwczy. Bukiet w ciągu pierwszych 45 sekund – tyle, ile statystycznie dostaje do dyspozycji wino na takiej degustacji – wręcz odstręcza sztuczną intensywnością aromatów i przerysowanymi kolorami.

Lecz przecież jest to wielka butelka. Nie mam co do tego wątpliwości. Jego wielkość jest zresztą wielowymiarowa. Morgon Lapierre’a jest na przykład fenomenalnym probierzem różnicy pomiędzy lekkością i żadnością. Przy powietrzności swych kwasowością podpartych smaków nie ma w nim nic bezcielesnego, wręcz przeciwnie, jest zawsze mocno obecne, świdrujące. Pokazuje, jak wino starzone w 100% w beczkach dębowych zabutelkować bez najmniejszej nutki beczkowego banału. Jak w dobie mody na „wino owoc” dać pijącemu prawdziwą mineralność, dotykalną obecność kamienia. Jak z najbardziej pogardzanego szczepu świata, jakim jest Gamay, zrobić wino klasy największych Pinot Noir.

Marcel Lapierre

Morgon 2010 to sarabanda dla Marcela Lapierre’a. Odszedł 11 października. © Wineterroirs.com.

Nie łudzę się, że te wszystkie fasetki brylantu zabłysły w czasie okrutnej degustacji w ciemno. Morgon nie miał szans z jeżynowym tropikiem Quinta do Passadouro, z beczkową dosłownością Bierzo od Pittacum, z wygadaną, światową elegancją Segna de Cor z Domaine Roc des Anges. Choć głosem wsparło go kilku blogerów, więc może trafi się jakieś zaszczytne piąte miejsce, nagroda pocieszenia – spiżowy biodynamiczny róg. Oczywiście konsensu ocen jest ważną sprawą. Każde wyróżnienie takie jak złoty medal Magazynu WINO powinno być zrozumiałe dla odbiorców. Najlepiej, jeśli – jak w zeszłym roku, gdy na Brunello Casanova di Neri głosowało 13 spośród 17 jurorów – wino wygrywa przez aklamację, a nie jeden punkcik arytmetycznej średniej.

Lecz największa wartość Lapierre’a polega na tym, że jest właśnie winem jedynym w swoim rodzaju, nieporównywalnym z innymi. I nie chodzi o to, że – jak piszą oponenci – to biodynamo dziw, dostępny tylko dla grona wtajemniczonych w ciemnej suterenie na ul. Wilczej, niezrozumiały dla szerokiego grona odbiorców, który się lubi tylko dla jego dziwności, by podkreślić swój enodandyzm. Chodzi o to, że Casanova di Neri Brunello aż tak bardzo nie różni się od innych Brunello. Jego różnica wobec innych win mainstreamowych jest ilościowa, nie jakościowa; jest „trochę lepsze”, przez co w kolejnej degustacji w ciemno mogłoby przegrać o punkt z jakimś Gają czy Antinorim. Morgon Lapierre’a z każdego degustacji wystaje jak sztylet z oczodołu Parkera, bo otwiera przed nami zupełnie nowe horyzonty, smaki, których nie znajdziemy w żadnym innym winie, w żadnej innej rzeczy z tego  świata. Jest winem, które rozszerza granice poznania. Za to – mój prywatny złoty medal za rok 2011.

(więcej…)

Reklamy

Read Full Post »

Mój poprzedni wpis o degustacji Grand Prix Magazynu WINO wzbudził wiele emocji. Niektórzy poczuli się urażeni. Przeprosiny jestem winien przede wszystkim Katarzynie Niemyjskiej, sekretarz redakcji MW – mogło powstać wrażenie, że obarczam ją odpowiedzialnością za niefortunną kolejność degustowanych win, a w istocie tylko dzięki niej degustacja w ogóle się odbyła – w znakomicie komfortowych warunkach, dodajmy: w każdej kategorii mieliśmy szeroki przegląd win (w poprzednich latach o medale biło się niekiedy 5 butelek), tempo i dynamika serwisu były idealne, wina w dobrej temperaturze, nikt nie dowoził (jak choćby rok temu) wina taksówką, gdy już jury siedziało w fotelach. To są detale, ale detale ważne dla rzetelnej degustatorskiej pracy. A zadanie nie było łatwe, bo na przykład w „Decanterze” w organizacji podobnych paneli bierze udział 12 osób.

Magazyn WINO Grand Prix 2011 degustacja finałowa

Degustacja w ciemno musi odbywać się w dobrych warunkach.

Urazy niechaj nie żywi Tomasz Kurzeja, któremu przypisałem (nie była to wszak krytyka) nadmierny wpływ na selekcję win. Jak udało mi się dowiedzieć, wiele win, które jednoznacznie mi się kojarzyły z jego podniebieniem, jak Pierre Frick Sylvaner 2003 czy Lapierre Morgon 2010, do finału rekomendowali w istocie inni redaktorzy MW. Zwracam honor.

Usłyszałem też, że dezawuuję samą ideę Grand Prix Magazynu WINO. Absolutnie nie było to moją intencją. Uważam, że te nagrody są potrzebne. Polski rynek winiarski potrzebuje takiego konkursu i takich medali. Potrzebują ich importerzy, którzy w większości wykazują nimi bardzo duże zainteresowanie, potrzebują sklepy winiarskie, gdzie medale (takie czy inne) często są przydatnym wsparciem sprzedaży. Co najistotniejsze, potrzebują konsumenci. Bardzo wiele osób pyta mnie o rekomendacje najlepszych win dostępnych w różnych kategoriach cenowych. Medal MW ma realne przełożenie na lepszą sprzedaż. Nie ma miarodajniejszej degustacji najlepszych win na polskim rynku. Jakkolwiek by krytykować Grand Prix MW, jest to nadal punkt odniesienia. Prestiż tej nagrody powstawał przez lata sumiennej pracy i korekt. To jest niebagatelny potencjał, którego nie wolno zmarnować.

Magazyn WINO Grand Prix 2011

Grand Prix Magazynu WINO jest potrzebne.

Aby go nie marnować, trzeba jednak otwarcie rozmawiać o założeniach nagrody i kontekstach degustacji. Ewa Wieleżyńska w komentarzach do mojego tekstu poruszyła kilka ważnych tematów. Czy wina wyróżnione w Magazynie WINO mają wyrażać smak i estetyczne zapatrywania redakcji, czy wychodzić naprzeciw preferencjom szerszej publiczności (choćby tej aktywnie interesującej się winem)? Czy medale Grand Prix mają podsumowywać degustacje MW z całego roku, czy szukać ich rozszerzenia? Czy mają być przyznawane w gronie stałych paneli stów MW, czy oddawać również głos szerokiemu środowisku wino pisarzy? W jakim należy realizować „parytet” poszczególnych krajów, importerów i stylów wina w degustacji finałowej i składzie medalistów? To są ważne pytania.

Jest też oczywiście prawdą, że sam jako redaktor Magazynu WINO w poprzednich latach sam uczestniczyłem w kształtowaniu systemu, którego elementy teraz krytykuję. Tak, byłem odpowiedzialny za podanie półsłodkiego Pinot Gris Zind-Humbrechta obok (choć nie przed) wytrawnego Chablis. Tak, sam przyznawałem trzy medale trzem niemieckim Rieslingom, co nie miało nic wspólnego z parytetem. Naturalnie inną perspektywę ma się i inne stanowisko reprezentuje, będąc wewnątrz i na zewnątrz takiego organizmu jak Magazyn WINO. Lecz tutaj nie chodzi o osobiste zasługi czy odpowiedzialność konkretnych osób, rozliczanie czy lustrację. Chodzi o proces dążenia do właściwych standardów i rzetelnych rozwiązań. Kwestia legitymizacji takiego konkursu jak Grand Prix MW jest wciąż aktualna. Nic nie jest dane na zawsze; takie rzeczy jak ideologiczne przesłanki czy techniczna organizacja degustacji podlegają bezustannej weryfikacji i krytyce, tak jak każda działalność publiczna. Tak samo ma się rzecz w przypadku „Decantera” czy „Revue des Vins de France”.

Nie jest też prawdą, że niewiele zmieniło się od czasu, gdy ja uczestniczyłem w pracach nad Grand Prix MW. W tym roku zmieniły się trzy istotne rzeczy: kolejność podawania win, przedziały cenowe i „parytet”, co widać na poniższym obrazku:

Grand Prix Magazynu WINO 2009-2011 podział na kraje

Wina dopuszczone do finału Grand Prix Magazynu WINO w podziale na kraje.

Czy w krytyce pewnych elementów tegorocznego Grand Prix poszedłem zbyt daleko? Być może. Być może przesadziłem, używając słów takich jak „sekciarstwo” czy „kuriozum”. Ocenią to Czytelnicy, lecz tych, którzy poczuli się dotknięci i potraktowali krytykę jako personalny atak, przepraszam.

A na ten sam temat, oto wrażenia i wnioski z drugiego dnia degustacji Grand Prix MW:

Wina różowe

Mój faworyt: La Valentina Montepulciano d’Abruzzo Cerasuolo. Wszystkie próbowane w tym roku wina różowe pochodziły z rocznika 2010. (Brawo!). Nie wszystkie były jednak bardzo świeże. Montepulciano dało radę, było winne jak trzeba i ładnie rozwijało się w kieliszku. Takiego rosato napiłbym się nawet w zimie.

Rozczarowanie: Tamás Dúzsi Kékfrankos Rosé. Flaszki tego winiarza zachwycały w poprzednich latach relacją jakości do ceny. To wino jest jednak cienkie i utlenia się w kwadrans.

Thierry Germain Anjou Rouge 2008

Jedyny w swoim rodzaju smak Cabernet Franc: bezcenne.

Wina czerwone do 50 zł

Mój faworyt: Thierry Germain Anjou Rouge 2010 (Wineonline). Z aż trzech win tego winiarza na 88 ocenianych w finale (to chyba lekka przesada?) naprawdę podobało mi się to niedrogie i prawdziwie autentyczne, smakujące kredowym garbnikiem Cabernet Franc. To była w ogóle bardzo dobrze obsadzona kategoria – smakowało mi Côtes du Rhône z Domaine Rigot czy ciekawie eleganckie Sanguinhal Quinta de S. Francisco 2008. Zgrzytem była tylko utleniona Palmela ze spółdzielni.

Marcel Lapierre Morgon 2010

Niezapomniana lekkość.

Wina czerwone 50–100 zł

W tej kategorii było dużo emocji. Poruszyło mnie znowu loarskie Cabernet Franc – Les Picasses 2005 od Olgi Raffault, rozpoznawalne na odległość swoim niedzisiejszym stylem. Po raz pierwszy próbowałem Le Roc des Anges Segna de Cor 2009 i chciałbym jeszcze. Wszystko to byłojednak niczym przy Marcel Lapierre Morgon 2010. Wino wybitnie niekonkursowe i trwożę się, że jego kryształ zniknął gdzieś jurorom między Mencíą a Chianti Classico, ale dotknięcie tej czereśni było niezapomnianym momentem. Do finału nie wpuściłbym smakującej w ciemno jak banalny Cabernet Barbery Zio Nando 2008 od Rivetto.

Oddero Barolo Mondoca di Bussia Soprana 2005

Niewybitne, ale i tak najlepsze.

Wina czerwone powyżej 100 zł

Dziewięć win, trzy wyróżniające się – złoty medal przyznałem Oddero Mondoca di Bussia Soprana 2005, choć nie jest to wybitne Barolo, częściowo z powodu twardego rocznika. Srebro – najszczerzej The Signature 2005 od australijskiej Yalumby, świetnie zrównoważonej i soczystej kompozycji CabSauv–Shiraz.

Rozczarowań w tej kategorii było jednak sporo. Gdzieś ulotnił się dawny czar Sacrisassi (2008) od Le Due Terre, nie zasługiwał na miejsce w dziewiątce Weninger Kékfrankos Spern Steiner 2007 (Skład Win Sokołowski Interwin). Zachwycający na średniej półce Thierry Germain swą kosztowną La Marginale 2008 wzbudził uczucia co najwyżej letnie. Mógłbym psioczyć, że zabrakło bomby takiej jak w zeszłym roku Brunello Casanova di Neri czy dawniej – Vall-Llach, ale to była dobra degustacja, ciekawe porównanie, mocna konkurencja. A komu przypadną medale, okaże się 8 listopada.

(więcej…)

Read Full Post »

51 win za nami. Minął pierwszy dzień finałowej degustacji Grand Prix Magazynu WINO. Po raz pierwszy w sześcioletniej historii tych nagród nie należałem do grona szortlistującego wina do ścisłego finału, nie musiałem błagać importerów o terminowe nadesłanie butelek, pakować ich w skarpety, doprowadzać do idealnej temperatury degustacyjnej – przyszedłem na gotowe, usiadłem, włożyłem nos w kieliszek i zacząłem degustować. Jak poszło?

1. Za nami pierwszy dzień degustacji – wina białe, musujące i słodkie. Jutro (wtorek) różowe i czerwone.

Majolini Saten Ante Omnia

Najlepszy z degustowanych dziś szampanów.

2. W stosunku do zeszłego roku komisja oceniająca wina została ograniczona. Dziś zasiadło w niej tylko 14 osób, w tym siedem z szeroko pojętego panelu degustacyjnego MW. To kompromis i wyciągnięcie wniosków z poprzednich lat, gdy do punktacji dopuszczeni byli importerzy ocenianych win (to na pewno nieszczęśliwa praktyka z uwagi na konflikt interesów) lub gdy reprezentacja głosów nieredakcyjnych – blogerów, sommelierów itp. – była dużo większa (w 2009 roku dla win czerwonych – 2/3). W tym roku większy wpływ na ostateczną punktację ma rdzeń programowy MW.

Magazyn WINO Grand Prix 2011

I o co tu chodzi?

3. W związku z powyższym nikt z redaktorów nie zrezygnował z przywileju oceniania win. Wszak ktoś musi nadzorować proces ich przygotowania do degustacji. Powierzony on został Katarzynie Niemyjskiej, sekretarz redakcji MW. Jednak sama kolejność win w degustacji była „całkowicie losowa”. I tu doszło do największego kuriozum. Nastąpiło zupełne pomieszanie z poplątaniem, gdy w kategorii „win białych powyżej 100 zł” w kieliszkach stały kolejno słodki Riesling Auslese, Chablis Grand Cru, Riesling alzacki, Sauvignon z Nowej Zelandii i półsłodki Gewurztraminer.

Magazyn Wino Grand Prix 2011

...wysoce niepewny.

Jaki to ma sens? Na to pytanie redaktorzy MW odpowiedzieli, że przecież to nie ma znaczenia, bo i tak wszystkie wina nalewane są w jednym czasie, więc każdy degustuje jak chce. Tyle że ja nie chcę pić Chablis po Auslese, a co jest co, wiedziałem dopiero po wzięciu do ust. Z jakichś powodów na całym świecie Sauvignon degustuje się przed Chardonnay, a Chardonnay przed słodkim Rieslingiem. Czy Magazyn WINO chciał ustanowić tu nowy światowy standard? Chyba nie chciał, tylko po prostu tak wyszło. Skutecznie pozbawiło to szans na dobry wynik wina na „niebiorących” pozycjach, np. Prosecco Cartizze Nino Franco degustowane po mocarnym szampanie Le Mesnil Grand Cru. A wszak nie od dziś wiadomo, że w obiektywnej degustacji w ciemno ogromny wpływ na rezultat mają takie czynniki, jak kolejność podawania win, ich temperatura itp.

4. Kuriozalny miszmasz słodkiego z wytrawnym wynikał też z rekordowej obecności w finale win słodkich i półsłodkich. Na 30 butelek (pomijam kategorie musujące i deserowe) aż sześć było win z cukrem resztkowym i kolejne dwa w stylu utlenionym. Do tego kolejnych pięć Rieslingów mniej lub bardziej wytrawnych. Za to tylko 4 Sauvignon Blanc, 3 Chardonnay i jedno (!) wino z Nowego Świata.

Tomasz Kurzeja Ewa Wieleżyńska Tomasz Prange Barczyński Magazyn WINO

Degustacja była w ciemno... ale tylko single blind.

Podobnie jak w poprzednich latach, wybór win do finału jest wypadkową paneli degustacyjnych z całego roku, uzupełnianą o propozycje redaktorów i współpracowników MW. Trudno nie dostrzegać w rekordowej reprezentacji Alzacji (8 win na 30! przy zaledwie 2 z Burgundii i 2 z Austrii) wpływu Tomasza Kurzei, który w 2011 r. dołączył do ścisłego grona współpracowników MW, a który biodynamiczne, cukrowe smaki alzackie ukochał ponad inne. Nie mam nic przeciwko krytyce autorskiej, lecz czym innym jest „Wybór Redaktora” w jednym z dwumiesięcznych paneli, a czym innym doroczne nagrody, mające (w teorii czy nawet nie w teorii?) odzwierciedlać najlepsze wina białe dostępne na polskim rynku. Sytuację, w której w kategorii „od 50 do 100 zł” wybierać trzeba między 11 winami, z których cztery są z Alzacji, kolejne trzy z Francji, dwa z Włoch, po jednym z Hiszpanii i Austrii (oba beczkowe) trudno określić inaczej niż sekciarstwem.

Cloudy Bay Sauvignon Blanc 2010

Najlepsze wino >100 zł... Signum temporis czy słabość konkurencji?

5. Jeszcze istotniejszą sprawą jest zupełna rewolucja kategorii cenowych, w których przyznawane są medale. W poprzednich latach wina białe i czerwone oceniano do 30 zł, do 60 zł oraz bez limitu. Obecnie najtańsza kategoria to wina do 50 zł! Jako uzasadnienie tej dziwnej decyzji redaktorzy MW podają, że wiele win dotąd podpadających pod najniższą kategorię podrożało powyżej 30 zł, a euro jest dziś drogie jak nigdy. To prawda, ale wystarczyło tę kategorię przemianować na „do 35 zł” albo w ostateczności „do 40 zł”. Albowiem „do 50 zł” nie ma już nic wspólnego z tym, co najbardziej interesuje większość konsumujących wino Polaków, czyli przystępną cenowo butelką do codziennego picia.

Codzienna butelka z pewnością nie powinna kosztować 50 ani nawet 40 zł i nieprzypadkowo o winach „do trzech dych” powstają nawet specjalne blogi. I jest zupełną nieprawdą, że z powodu kursu walut albo galopującej inflacji nie można kupić porządnego wina za mniej niż 30 zł. Można – zarówno w supermarkecie (Magazyn WINO tych win nie ocenia), ale też u małych importerów, z którymi MW stale współpracuje. Likwidacja kategorii „do 30 zł” wydaje się więc decyzją zupełnie nieprzemyślaną.

Kikelet tokaji Aszu 6P 2007

W czerwcu zloty medal w Budapeszcie, w listopadzie w Warszawie?

6. A jak było na degustacji? Słabiznę w kategorii (pożal się Boże) do 50 zł wynagrodziły fantastyczne wina słodkie – moim faworytem w ciemno okazał się Kikelet Tokaji Aszú 6P 2007 (to kolejny sukces tej skromnej posiadłości, o której pisałem już tu), który pobił Szamorodnego 2008 Istvána Szepsyego (dużo w tym tokaju Muszkatu, przez co charakter jest mniej klasyczny niż zwykle) i Vin Santo 2003 od Isole e Olena. Wśród win musujących rozbłysła pełnią blasku Franciacorta Satén Ante Omnia Majoliniego, bijąc w mej punktacji szampany Billecart-Salmon, Pierre Gimonnet i Le Mesnil. Choćby dla tej sensacji warto było wstać dzisiaj z łóżka.

(więcej…)

Read Full Post »

Magazyn WINO rozdał przed chwilą swoje nagrody Grand Prix dla najlepszych win roku. Wśród win białych zwyciężył Röttgen 2008 od wybitnego winiarza Reinharda Löwensteina (wino aktualnie dostępne w promocji w rewelacyjnej cenie 105 zł), niby kontrowersyjny, a jednak jak się okazało godzący swą stratosferyczną mineralnością różne osoby, które zasiadały w jury naszego konkursu.

© Paweł Gabryelewicz / MediaTeam Interactive.

Wśród win czerwonych na nic zdał się głos oddany przez Marka Bieńczyka na Mas La Planę Torresa, wygrał z ogromną, największą w historii naszych finałów przewagą Brunello 2004 z Casanova di Neri (i to też nie jest tak drogie wino). Wszyscy medaliści tych i pozostałych 9 kategorii do przeczytania w numerze grudniowym Magazynu WINO, dostępnym już w sprzedaży, a szczegóły także od jutra w naszym internecie.

Nagrodę Człowieka Roku przyznaliśmy Istvánowi Szepsyemu, który równie dobrze mógłby zostać winiarzem stulecia. Nie będzie go wśród nas (przechodzi w tych dniach operację), ale będą jego wina i dobry duch.

István Szepsy – geniusz terroir.

A teraz przybywajcie tłumnie, by spróbować Brunello od Casanovy, Röttgen Löwensteina i 165 innych win na naszej galowej degustacji. Będzie m.in. kilkadziesiąt tokajów od członków stowarzyszenia Mádi Kör, po raz pierwszy w Polsce nowa gwiazda z Wachau – Weingut Pichler-Krutzler w swych obu osobach, wina z Istrii, Chablis, Barolo, stare roczniki i inne atrakcje. To już jutro, czyli w środę, czyli właściwie dziś, od godz. 16 w Fortecy na ul. Zakroczymskiej.

Read Full Post »

Trwa finał Grand Prix Magazynu WINO. W degustacji w ciemno spośród 80 win wybieramy najlepsze butelki roku w 9 kategoriach. Do finału trafiły najlepsze i najciekawsze wina zauważone przez redaktorów Magazynu w ramach naszych paneli degustacyjnych i nie tylko.

© Kamil Kawałko/KKWADRAT.

Tegoroczną nowinką jest zaproszenie do oceniającego panelu nie tylko współpracowników MW, sommelierów, ale i szerokiej reprezentacji blogerów. Wczoraj wina białe degustowali z nami winomani z iWines, O winie, Moje Wina, Książka i Wino, Winobrania, Pij Wino!, a także z nieblogów Sstarwines i Kup Sobie Wino. (Za to z komisji oceniającej wyłączeni zostali importerzy win, którzy uczestniczyli w degustacji wyłącznie jako obserwatorzy).

Jako sekretarz komisji i mąż zaufania, pieczołowicie chowający butelki w czarne skarpety, nie uczestniczyłem w głosowaniu i mogłem spojrzeć na wczorajszy finał nieco z boku. Wybór czołowych butelek w pięciu kategoriach nie był łatwy, zwłaszcza, że jak to w życiu, niektóre wypadły znacznie poniżej, a inne powyżej oczekiwań. Oto parę spisanych na gorąco uwag – oczywiście zupełnie niezależnych od werdyktu jury, który podamy do publicznej wiadomości w czasie uroczystej gali Magazynu WINO 7 grudnia.

Wina białe do 30 zł

Mój faworyt: Dveri-Pax Šipon 2009 – powiedzieć że jest to wino wiejskie to nic nie powiedzieć – pierwszy nos jest tak zredukowany, że chce się wziąć nogi za pas, ale po chwili w kieliszku rzecz jest zdumiewająco jak na swoją cenę cielista i wielowymiarowa. Czy komisja dała mu szansę?

Rozczarowanie: Viña Collado Macabeo 2009 (101win.pl) – degustowane w panelu MW wino zalecało się zaskakującą jak na swe pochodzenie mineralnością. tym razem wypadło blado, mlecznie, twardawo, technicznie.

Wina białe do 60 zł

W tym dobrym przeglądzie polskich półek mój prywatny złoty medal przyznałbym Dobogó Tokaj Furmint 2008 od Mielżyńskiego – ten świeżutki rocznik był z początku bardzo beczkowy, agresywny, ale co za materia!

Rozczarowanie: Konrad Sauvignon Blanc 2009 – nie piłem tego wina na panelu MW, gdy zostało wyróżnione w kategorii cena/jakość; mnie wydało się prościutkie, bez większego owocu, bez dodatkowego wymiaru i odstające swą jakością od innych win w tej kategorii.

Wśród degustatorów m.in. Sławomir Chrzczonowicz (Winkolekcja) i Ewa Rybak (Moje Wina). © Kamil Kawałko/KKWADRAT.

Wina białe powyżej 60 zł

Mój faworyt: walczyłem ze sobą, ale w końcu uległem magicznej głębi Heymann-Löwenstein Röttgen Riesling 2008 (101win.pl) – cukru resztkowego niby sporo, co zawsze sprawia, że konkurencja z winami prawdziwie wytrawnymi nie jest do końca fair, ale z każdą chwilą odzywało się tu więcej mineralności i struktury.

Rozczarowanie: Telavi Wine Cellar Satrapezo 10 Kvevri 2007, o tym wspaniałym gruzińskim winie z amfory pisałem niedawno tu, ale to nie był jego dzień: nie smakowało mi, było matowe, bez głębi, bez emocji, nie mogło się równać z powyższym Rieslingiem i pozostałymi winami ze ścisłego finału w bieli. A może do kogoś w gronie jury jednak przemówił?

Wina słodkie

Stylistyczna zagwostka: głosować na mineralną kwasowość Rieslinga czy na gładki jak nadmorski piasek cukier porto? Rześkość Tokaju czy kalejdoskopowe smaki vinsanto? Rozczarował mnie per saldo Velich TBA Welschriesling 2005 (Mielżyński), superskoncentrowany, ale męczący i płaski jak karmel, do tego ze sporym alkoholem. A zdumiał Kikelet Tokaj Aszú 5P 2004 – to wino dość lekkie, zwiewne, mało słodkie; w życiu nie dałbym mu szansy w starciu z takimi tytanami, jak Velich czy Aszú 6P 2000 od Pajzosa, a jednak jego czysty jak sopel lodu morelowy smak ciągnął się za mną jeszcze w taksówce, którą odjeżdżałem z degustacji. Czy tylko za mną?

Finałowe wina słodkie w kieliszkach. / © Kamil Kawałko/KKWADRAT.

(więcej…)

Read Full Post »

Podrzucam Państwu ostatnie już rodzynki z niedawnego panelu Magazynu WINO (nowy numer u prenumeratorów już od poniedziałku). Tym razem wino, które my, Polacy, ukochaliśmy ponad wszystkie inne, czyli Chianti. Na naszych półkach mamy jego doprawdy bardzo dobry przekrój i z 20 czołowych producentów opisanych w naszym niedawnym materiale aż 17 jest obecnych w Polsce.

Chianti w styczniu.

W czym zatem problem? W cenach. Chianti Classico to w gruncie rzeczy obiadowe wino codzienne, a my, Polacy, musimy za nie płacić (z nielicznymi wyjątkami) 60 zł i więcej. Niewielkim pocieszeniem jest fakt, że również we Włoszech od paru dobrych lat ceny Classico wspinają się coraz wyżej. A już zupełnie bulwersujące jest żądanie 102 zł za podstawowe Chianti od Fontodi czy 89 zł za doprawdy prościutkie Pèppoli od Antinorich. Ratunek można znaleźć w mniej prestiżowych i tańszych Chianti spoza strefy Classico, lecz tu problemem jest bardzo nierówna jakość: nawet w najlepszych z tych siedmiu „satelitów” – Rúfina i Colli Senesi – nie tak łatwo jest znaleźć regularnie dobre wino za rozsądne pieniądze.

Z tym większym uznaniem powitałem debiut nowego importera SEI Group (strona www nazywa się Chianti Vini). Właściciele świetnie wykonali swą pracę i skomponowali imponujący katalog, na który składają się mniej znane posiadłości z Chianti – zarówno Classico (polecam surowe, garbnikowe wina od Mannucci Droandi), jak i „satelitów” właśnie.

Z sześciu nadesłanych na nasz panel win niespodzianką nie była bardzo dobra klasa dwóch Chianti Rúfina: Marchesi Gondi Riserva Villa Bossi 2005 (57 zł) i Fattoria di Grignano Riserva Poggio Gualtieri 2000 (66 zł): obie posiadłości od lat plasują się w czołówce swojej apelacji, a to drugie wino w świetnej jak na polskie warunki cenie daje nam okazję zapoznania się z nieźle zestarzonym winem z Toskanii. Niespodzianką dobrą (49 zł) okazało się Fattoria di Gratena Riserva Rapozzo da Maiano 2005 – to proste DOCG jest zaskakująco poważne, pełne, umiejętnie zabeczkowane, ładnie dojrzewające; trudno byłoby mi wskazać na polskich półkach lepszej jakości wino toskańskie w tej cenie.

Chyba że byłyby to kolejne dwa wina z oferty tegoż importera. Sorelle Palazzi Riserva 2006 (46 zł) to oldskulowe wino pełne zapachów obory i podwórka o październikowym zmierzchu – nie każdemu te nuty wiejskie i słone się spodobają, ale całość ma mnóstwo charakteru. Castello Sonnino Castello di Montespertoli 2007 (45 zł) jest utrzymane z kolei w stylu nowoczesnym, z wyraźnymi nutami beczkowymi; stylistycznie jest mi mniej bliskie, ale z pewnością świetne w swej cenie. Te dwa ostatnie wina poza stosunkiem jakości do ceny łączy jeszcze jedno. Oba pochodzą z niewartych funta kłaków apelacji Chianti Colline Pisane i Chianti Montespertoli. To „Italia B”, zapadła prowincja, gdzie w sensie degustacyjnym strach się zapuszczać. Trzeba mieć dużo samozaparcia (i wyobraźni), żeby w takich miejscach szukać dobrych win do importu.

Wśród polskich importerów w zasadzie nie ma degustatorów. Nie występuje u nas anglosaskie zjawisko tzw. buyera, czyli wykwalifikowanego eksperta winiarskiego, który dla importera przemierza winnice i wyszukuje hity niskiej i średniej półki. Nie raz obserwowałem naszych handlarzy winem, którzy w degustacji porównawczej nie tylko nie są w stanie poznać własnego wina, ale w ogóle poznać czegokolwiek. Portfolia naszych importerów podzielić można obrazowo na trzy grupy: gazetki wyprzedażowe („wezmę to białe z La Manchy, jeśli Pan obniży z 1,30€ na 1,25€”), foldery turystyczne (gromadzimy wina od Chile po Australię z najbardziej popularnych regionów) oraz wypisy z przewodników. (Pewien importer win włoskich inspiruje się na przykład humorystyczno-dadaistyczną twórczością Luki Maroniego). Ta ostatnia metoda mimo ewidentnych zalet skutecznie psuje stosunek jakości do ceny – najważniejszy wszak warunek sukcesu na polskim rynku – albowiem nagradzane w przewodnikach z natury rzeczy są droższe od tych mniej znanych.

Jakość spróbowanych przeze mnie Chianti z SEI Group nie pozostawia wątpliwości, że ktoś odwalił tu kawał profesjonalnej roboty. Degustował Colline Pisane tak długo, aż znalazł coś nadającego się do miłego picia. W dodatku dał w swoim katalogu stylistyczny przekrój od toskańskiej ortodoksji do moderny, z udziałem wielu win ekologicznych. Czuję wobec tej pracy autentyczny „szacun”.

(więcej…)

Read Full Post »

Precz z amarone!

Trwa panel degustacyjny Magazynu WINO. To kolejny numer, do którego otrzymaliśmy rekordowa liczbę ponad 230 win. Ekscytująco zapowiadały się szczególnie amarone. Któż nie chciałby porównać czterech egzemplarzy tego słynnego werońskiego wina, produkowanego starożytną metoda suszenia gron na rodzynki?

Dawniej w tym suszeniu – wł. appassimento – zachowywano umiar. Grona zbierano niedojrzałe, by zachować kwasowość; tradycyjny sposób uprawy na pergolach zapewniał duży plon i mitygował koncentrację win. Amarone przeszłości było mocno wytrawne, miało 14% alkoholu, nuty suszone (charakterystyczny zapach powideł) mieszały się harmonijnie z tymi „winnymi”. Takie amarone można było leżakować bez końca, lecz przede wszystkim w miarę normalnie pić do kolacji. Ten styl możemy sobie przypomnieć, sięgając po któreś z nowych lub starych (nie tak dawno piłem rocznik 1964, w znakomitej formie) amarone Bertaniego.

Wzorzec dobrego amarone.

Wraz z nastaniem ery ponowoczesnej Werończykom puściły hamulce, zaczął się wyścig po rekord. Ekstraktu (osiągane tu niekiedy 40 g to najwyższy wskaźnik w winach czerwonych na świecie), dojrzałości, alkoholu. 16, 16,5, a nawet 17% staje się widokiem powszechnym podobnie jak coraz wyższy cukier resztkowy – niekiedy aż 10–12 g, czyli tyle co słodzony szampan – pozostawiany w winie przez padające na pysk przed metą drożdże).

Jak to w życiu, niektóre wina ten alkohol integrują lepiej, inne gorzej. Nowe amarone w ofercie MielżyńskiegoMarion 2006, najlepsze z pitych przez nas w tych dniach, swoje ponad 16% akurat przyzwoicie wtopiło w gęste nuty konfitury i powideł, uczucie alkoholowego ciepła jest ewidentne, ale nie dominuje nad innymi elementami wina. Wino robi ogromne wrażenie, choć trudno wyobrazić sobie wypicie nawet półflaszy do risotto all’amarone czy innego bażanta. Marion to dzieło samo w sobie, przypominające współczesny utwór muzyczny na 24 puzony i 48 metronomów, który wykonać można raz na dekadę.

Lecz to i tak osiągniecie w porównaniu do innych amarone, takich jak Monte del Frà Scarnocchio 2007, które suszenie winogron wykoślawiły do poziomu kuriozalnego bzdetu. Lotna kwasowość przywodząca na myśl tanią politurę i 17% rażące piorunem jak wódą rozrobiony porzeczkowy dżem. Tego nie da się pić, nie da się wypić i nawet nazbyt długo nie da się trzymać w ustach przed wypluciem.

Nadprodukcja amarone stanowi poważny problem regionu Veneto. Otwierane dawniej przy szczególnych okazjach (i kosztujące minimum 25€) wino w 2007 osiągnęło 50% produkcji apelacji! Na szczęście ciągnący się od kilku lat kryzys na rynku wina wymusił korektę tego nierozsądnego kursu. Produkcja amarone spada, a coraz więcej gron znów przeznacza się na wino „normalne”, czyli Valpolicellę. Ta ostatnia robi się coraz ciekawsza i coraz bardziej warta swoich zazwyczaj umiarkowanych cen. Na tymże panelu Magazynu WINO piliśmy kilka flaszek – w większości skromnych – które dostarczyły o niebo więcej przyjemności od ropuchowatych amarone.

Dobrze notowana Tenuta Sant’Antonio od lat dostarcza jednego z najsolidniejszych tanich amarone (Selezione Antonio Castagnedi), a od 2008 robi ciekawe wino Sponsà – winogrona suszy się jak na amarone, ale krócej, a ponadto wino nie zaznaje beczki. W efekcie otrzymujemy lekkie nuty powidłowe i korzenne charakterystyczne dla amarone, ale całość ma 13% alk., jest soczysta, pijalna i radosna, a po kieliszku do obiadu można prowadzić pojazdy mechaniczne. Rzeczona posiadłość Monte del Frà odkupiła swoje grzechy pięknie przestrzenną, naprawdę pyszną Valpolicellą Tenuta Lena di Mezzo 2007.

Cecilia Beretta to już w ogóle producent nie z mojej bajki – należy do gigantycznego hurtownika Pasqua – a tu proszę, czarowne, kwiatowe, czereśniowe Mizzole 2007 o smaku Valpolicelli z dawnych lat, który przez szaleństwo amarone stał się zagrożonym gatunkiem. Dziś to lis przegania słonia, a wszystko w naturze wraca do normy.

(więcej…)

Read Full Post »

« Newer Posts - Older Posts »