Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Mozela’

Polak potrafi

Ilu znacie polskich winiarzy za granicą? Wielu słyszało zapewne o Paulu Lato oraz o nieco na wyrost polonizowanym Warrenie Winiarskim… i to wszystko. Otóż od 2006 r. mamy swojego człowieka nad Mozelą.

Andrzej Greszta portrait

Andrzej Greszta: upór i konsekwencja. © Weingut Greszta.

Andrzejowi Greszcie udało się niemożliwe – założył niewielką winiarnię nad Mozelą, w najbardziej konserwatywnym regionie najbardziej konserwatywnego kraju winiarskiego. Nad Mozelą, gdzie Polaków jest bardzo dużo, lecz ich rola ogranicza się do obcinania sekatorem kiści winogron z krzaka. Greszta tak zresztą zaczynał, od 1995 r. najmował się do winobrań m.in. w znanej winiarni Carl Loewen. Potem terminował u Andreasa Vollenweidera – słynnego winiarza w tzw. Terrassenmosel, dolnym biegu Mozeli, gdzie działają również takie sławy jak Heymann-LöwensteinClemens Busch i Knebel. To zapewne przykład Vollenweidera – również outsidera, Szwajcara, który z miłości do Rieslinga i łupków postanowił na własną rękę wskrzesić zapomniane winnice we wsi Wolf – natchnął Gresztę do odważnego kroku. W 2006 r. z dzierżawionej parceli wyprodukował 1400 litrów wina. Wino się spodobało – również mnie i Markowi Bieńczykowi, którzy recenzowaliśmy je w Winach Europy 2008 – i Greszta poszedł za ciosem, rozpoczynając trudną egzystencję samodzielnego winiarza.

Andrzej Greszta Krover Letterlay Riesling Auslese 2007

Auslese to bodaj najlepsze wino Greszty.

Nie będę Państwa zanudzał opowieściami o tym, jaką ciężką pracą jest uprawianie winorośli na niemal pionowych kamiennych stokach nad Mozelą i ile wysiłku trzeba włożyć w wyprodukowanie – w całości ręcznie – jednej butelki, która potem sprzedawana jest za nędzne 6€ (z VAT). Wspomnę tylko o tym, że w 2009 r. winiarza spotkał prawdziwy dramat – w pożarze spłonął mu cały magazyn ze wszystkimi butelkami oraz dokumentacją (pisał o tym Maciej Klimowicz). Na szczęście lubliniak Greszta przez lata pobytu w Niemczech przejął jedną niemiecką cechę – stał się niezniszczalny. Dzięki budującej solidarności miejscowych winiarzy, którzy udostępnili mu swe wina i grona, mógł kontynuować działalność, a w roczniku 2010 zrobił swe bodaj najlepsze dotąd wina.

Andrzej Greszta Krov vineyards

Winnice Rieslinga w Kröv. © Weingut Greszta.

Z pewnością spore wrażenie robi Kröver Letterlay Riesling Spätlese halbtrocken 2010, ładnie wyważone wino z nutami jabłek i cytryny podbitymi słonymi nutami łupkowej gleby. To półwytrawne wino wyróżnia się udanym balansem i naprawdę świetnie się pije. To samo mogę powiedzieć o Steffensberg Spätlese feinherb 2008: niektórzy na arcygermańską kategorię feinherb („nieco słodsze niż półwytrawne”) kręcą nosem, ja ją lubię, bo fantastycznie sprawdza się przy stole do bogatszych dań. Mniej zachwyca Steffensberg Spätlese trocken 2007, choć to dobre, łagodne wino, ale mam wrażenie, że wytrawny Riesling mniej Greszcie – i jego winnicom – leży. Na dowód tego najlepszym z czwórki degustowanych win był the Letterlay Auslese 2007, pełny, ale nieprzesadzony, z czystym owocem i wysokim „indeksem pijalności”.

Andrzej Greszta Krover Steffensberg Riesling Spatlese feinherb 2008

Feinherb, czyli „ćwierćwytrawne”, to fantastyczne wino do jedzenia.

Styl Greszty wciąż się dookreśla, winom brakuje na razie nieco koncentracji i wyrazistości – ich kwasowość jest delikatna, miękka, co dla niektórych może być zaletą, lecz dla mnie skutkuje brakiem pazura – są też zbyt podobne do siebie: różnice pomiędzy ciepłym rocznikiem 2007 a chłodnym 2010 są mniejsze, niż można by oczekiwać, podobnie jak przejście z trocken do Auslese. Dobrą decyzją byłoby zapewne przejście na rdzenne drożdże, bo zyskuje na tym zwykle wyrazistość win. Ale przecież to dopiero początki. W ciągu paru lat Greszta już wyrobił sobie nazwisko, o co przecież nad Mozelą naprawdę nie jest łatwo.

Obecnie wina Greszty sprzedaje w Polsce importer Wina Szlachetne, ceny nader przystępne (44–72 zł). Potraktowano je dobrym słowem już na SstarwinesKontretykiecie oraz Magazynie Wino 6/2011. Dobrą recenzję opublikował także ceniony przeze mnie Arnt Egil Nordlien. Artykuły o Andrzeju Greszcie zob. też tutu i tu.

(więcej…)

Reklamy

Read Full Post »

Magazyn WINO po raz kolejny udowodnił, że organizuje najlepsze winiarskie eventy w Polsce. Środowa degustacja Grand Prix obezwładniała bogactwem wyboru świetnych win i podobne odczucia miało chyba 700 przybyłych gości.

Gala Grand Prix 2011 Magazynu WINO

Franciacorta - wyspa szczęśliwości?

Gościem specjalnym tegorocznej gali był region Franciacorta. Ta włoska apelacja win musujących w ciągu 15 lat odniosła piorunujący sukces we Włoszech, dorównując Szampanii i co roku zwiększając sprzedaż mimo ogólnego marazmu winiarskiej Italii. W ramach bezprecedensowej warszawskiej prezentacji mieliśmy okazję spróbować 35 win. Odczucia mam szczerze mówiąc mieszane. Wina były w większości dobre. Niektóre nawet bardzo – wyróżniłbym Il Mosnel z arcysolidnym podstawowym Brut oraz ostrym, kwasowym, wyniosły Extra Brut EBB 2007, Ca’ del Bosco (żadna niespodzianka, bo to najbardziej utytułowany producent Franciacorta) szczególnie z Dosage Zero oraz Antica Fratta, której Brut Essence zawsze się wyróżnia wśród innych (importer: Centrum Wina). Lecz wiele innych win było dość zwyczajnych. Czystych, smacznych, lecz nie lepszych od tysięcy innych win musujących nie tylko z Szampanii, ale i całego świata. W związku z tym mam pewne wątpliwości co do komercyjnych szans Franciacorty w Polsce. Poza wyróżniającymi się nazwiskami nie bardzo wiem, co skłoni polskiego winopijcę do wysupłania niemałych wszak pieniędzy akurat na te flaszki. Z pewnością nie cena, wyższa nie tylko od produkowanego tańszą metodą kadziową Prosecco, ale i od Cavy oraz od przyzwoitych komercyjnych bąbelków w rodzaju Jacobs Creek Sparkling. Nie osobowość, bo właśnie tej wielu Franciacortom brakuje najbardziej. Może wystarczy odwieczna polska miłość to wszystkiego, co włoskie.

Gala Grand Prix 2011 Magazynu WINO

O godz. 17 tyle zostało z Człowieka Roku.

Co jeszcze dobrego na gali Magazynu WINO? Klasę potwierdził Importer Roku Wina.pl, gdzie wszystkie wina miały mnóstwo osobowości i wyrazistości właśnie. Portugalskie Cunha Martins 2009 ze współczuciem kazało mi pomyśleć o tych, którzy z powodu „wzrostu kursu euro i podniesienia cen” mają problemy ze znalezieniem dobrej butelki poniżej 30 zł. Moulin de Gassac Classic 2010 z Winkolekcji było eksplozją radosnego, codziennego picia. Lecz istotniejsze od butelek okazały się spotkania z człowiekiem. Nie udało się co prawda z Winiarzem Roku Magazynu WINOReinhardem Löwensteinem z winiarni Heymann-Löwenstein, który już rano po odebraniu medalu musiał wrócić do Niemiec. Wtopą roku z pewnością można nazwać zaprezentowania przez importera 101win.pl zaledwie jednego (sic) wina od tego wybitnego winiarza. Löwensteinowi przyznaję jednak nagrodę za Cytat Roku; odbierając medal podkreślał, że winiarstwie najważniejszy jest człowiek:

The spirit of man is what gives energy to the wine.

Wspaniałe było spotkanie z państwem Raffault z winiarni Olga Raffault (Mielżyński), uosobieniem Francji z jej tradycją, spokojem, umiarem i ponadczasowością. Pozbawiona emfazy głębia Chinon Les Picasses 2005 będzie mi się śniła po nocach. „Wspaniała inaczej” okazała się rozmowa za to z Patrickiem Meyerem (Enoteka Polska). Meyer nie lubi miasta, nie lubi degustacji, zaczynam mieć wątpliwości, czy lubi klientów. Nie podoba Ci się, nie pij – odrzekł trafnie, choć niesympatycznie jednemu z gości.

Gala Grand Prix 2011 Magazynu WINO Patrick Meyer

Patrick Meyer i biodynamiczny chaos.

Wina Meyera dzielą. Nie tylko publiczność – niektórzy odrzucają je z góry już po samym zapachu, inni poszliby za Meyerem w ogień. Dzielą też człowieka na pół. Podany do kolacji galowej Muscat Petit Fleur 2010 był fatalny, utleniony, rozlazły i jeszcze lekko gazowany (refermentacja?). Z kolei nalewane przez Patricka Pinot Blanc Pierres Chaudes 2010 zdumiewało smakowym horyzontem niedostępnym zwykle tej prostolinijnej odmianie; podstawowy Riesling 2010 z winnic na nizinie hipnotyzował połączeniem nut słodkich i słonych. Wina dobre, kiedy się uda, czego winiarz zresztą nie krył, mówiąc bez krzty kokieterii:

Robię sporo niedobrych win. Każdy winiarz robi wina nieudane. To nie szkodzi. Chodzi o to, by czasem się udało i by być w zgodzie ze sobą.

Maliny świeżo zerwane z krzaka w leśnej ostoi też niekiedy są niesmaczne – a to kwaśne, a to nadgniłe. Tylko te najlepsze mają smak, który pamięta się przez lata. Nieswojo czujący się wśród pytań o winifikację i cukier resztkowy Meyer swymi kwaśnymi półsłówkami próbuje przekazać nam tę prostą wydawałoby się prawdę. Usiłuje przezwyciężyć ideologiczne podziały, jakie narosły wokół takich spraw, jak biodynamika czy wina bezsiarkowe. Abyśmy spotkali się, skromni, wokół butelki tego dziwnego bytu, który zwie się winem, nie myśląc egoistycznie o własnej przyjemności, lecz o ogromie świata, w którym jesteśmy gośćmi. To była dobra rozmowa.

(więcej…)

Read Full Post »

Magazyn WINO rozdał przed chwilą swoje nagrody Grand Prix dla najlepszych win roku. Wśród win białych zwyciężył Röttgen 2008 od wybitnego winiarza Reinharda Löwensteina (wino aktualnie dostępne w promocji w rewelacyjnej cenie 105 zł), niby kontrowersyjny, a jednak jak się okazało godzący swą stratosferyczną mineralnością różne osoby, które zasiadały w jury naszego konkursu.

© Paweł Gabryelewicz / MediaTeam Interactive.

Wśród win czerwonych na nic zdał się głos oddany przez Marka Bieńczyka na Mas La Planę Torresa, wygrał z ogromną, największą w historii naszych finałów przewagą Brunello 2004 z Casanova di Neri (i to też nie jest tak drogie wino). Wszyscy medaliści tych i pozostałych 9 kategorii do przeczytania w numerze grudniowym Magazynu WINO, dostępnym już w sprzedaży, a szczegóły także od jutra w naszym internecie.

Nagrodę Człowieka Roku przyznaliśmy Istvánowi Szepsyemu, który równie dobrze mógłby zostać winiarzem stulecia. Nie będzie go wśród nas (przechodzi w tych dniach operację), ale będą jego wina i dobry duch.

István Szepsy – geniusz terroir.

A teraz przybywajcie tłumnie, by spróbować Brunello od Casanovy, Röttgen Löwensteina i 165 innych win na naszej galowej degustacji. Będzie m.in. kilkadziesiąt tokajów od członków stowarzyszenia Mádi Kör, po raz pierwszy w Polsce nowa gwiazda z Wachau – Weingut Pichler-Krutzler w swych obu osobach, wina z Istrii, Chablis, Barolo, stare roczniki i inne atrakcje. To już jutro, czyli w środę, czyli właściwie dziś, od godz. 16 w Fortecy na ul. Zakroczymskiej.

Read Full Post »

Trwa finał Grand Prix Magazynu WINO. W degustacji w ciemno spośród 80 win wybieramy najlepsze butelki roku w 9 kategoriach. Do finału trafiły najlepsze i najciekawsze wina zauważone przez redaktorów Magazynu w ramach naszych paneli degustacyjnych i nie tylko.

© Kamil Kawałko/KKWADRAT.

Tegoroczną nowinką jest zaproszenie do oceniającego panelu nie tylko współpracowników MW, sommelierów, ale i szerokiej reprezentacji blogerów. Wczoraj wina białe degustowali z nami winomani z iWines, O winie, Moje Wina, Książka i Wino, Winobrania, Pij Wino!, a także z nieblogów Sstarwines i Kup Sobie Wino. (Za to z komisji oceniającej wyłączeni zostali importerzy win, którzy uczestniczyli w degustacji wyłącznie jako obserwatorzy).

Jako sekretarz komisji i mąż zaufania, pieczołowicie chowający butelki w czarne skarpety, nie uczestniczyłem w głosowaniu i mogłem spojrzeć na wczorajszy finał nieco z boku. Wybór czołowych butelek w pięciu kategoriach nie był łatwy, zwłaszcza, że jak to w życiu, niektóre wypadły znacznie poniżej, a inne powyżej oczekiwań. Oto parę spisanych na gorąco uwag – oczywiście zupełnie niezależnych od werdyktu jury, który podamy do publicznej wiadomości w czasie uroczystej gali Magazynu WINO 7 grudnia.

Wina białe do 30 zł

Mój faworyt: Dveri-Pax Šipon 2009 – powiedzieć że jest to wino wiejskie to nic nie powiedzieć – pierwszy nos jest tak zredukowany, że chce się wziąć nogi za pas, ale po chwili w kieliszku rzecz jest zdumiewająco jak na swoją cenę cielista i wielowymiarowa. Czy komisja dała mu szansę?

Rozczarowanie: Viña Collado Macabeo 2009 (101win.pl) – degustowane w panelu MW wino zalecało się zaskakującą jak na swe pochodzenie mineralnością. tym razem wypadło blado, mlecznie, twardawo, technicznie.

Wina białe do 60 zł

W tym dobrym przeglądzie polskich półek mój prywatny złoty medal przyznałbym Dobogó Tokaj Furmint 2008 od Mielżyńskiego – ten świeżutki rocznik był z początku bardzo beczkowy, agresywny, ale co za materia!

Rozczarowanie: Konrad Sauvignon Blanc 2009 – nie piłem tego wina na panelu MW, gdy zostało wyróżnione w kategorii cena/jakość; mnie wydało się prościutkie, bez większego owocu, bez dodatkowego wymiaru i odstające swą jakością od innych win w tej kategorii.

Wśród degustatorów m.in. Sławomir Chrzczonowicz (Winkolekcja) i Ewa Rybak (Moje Wina). © Kamil Kawałko/KKWADRAT.

Wina białe powyżej 60 zł

Mój faworyt: walczyłem ze sobą, ale w końcu uległem magicznej głębi Heymann-Löwenstein Röttgen Riesling 2008 (101win.pl) – cukru resztkowego niby sporo, co zawsze sprawia, że konkurencja z winami prawdziwie wytrawnymi nie jest do końca fair, ale z każdą chwilą odzywało się tu więcej mineralności i struktury.

Rozczarowanie: Telavi Wine Cellar Satrapezo 10 Kvevri 2007, o tym wspaniałym gruzińskim winie z amfory pisałem niedawno tu, ale to nie był jego dzień: nie smakowało mi, było matowe, bez głębi, bez emocji, nie mogło się równać z powyższym Rieslingiem i pozostałymi winami ze ścisłego finału w bieli. A może do kogoś w gronie jury jednak przemówił?

Wina słodkie

Stylistyczna zagwostka: głosować na mineralną kwasowość Rieslinga czy na gładki jak nadmorski piasek cukier porto? Rześkość Tokaju czy kalejdoskopowe smaki vinsanto? Rozczarował mnie per saldo Velich TBA Welschriesling 2005 (Mielżyński), superskoncentrowany, ale męczący i płaski jak karmel, do tego ze sporym alkoholem. A zdumiał Kikelet Tokaj Aszú 5P 2004 – to wino dość lekkie, zwiewne, mało słodkie; w życiu nie dałbym mu szansy w starciu z takimi tytanami, jak Velich czy Aszú 6P 2000 od Pajzosa, a jednak jego czysty jak sopel lodu morelowy smak ciągnął się za mną jeszcze w taksówce, którą odjeżdżałem z degustacji. Czy tylko za mną?

Finałowe wina słodkie w kieliszkach. / © Kamil Kawałko/KKWADRAT.

(więcej…)

Read Full Post »

Horyzont Johannesa

Któż nie zna winiarni Selbach-Oster? Ten mozelski arcyklasyk dostarcza solidnej jakości Rieslingów już jedenastemu pokoleniu winomanów. Butelki wysyłane w świat dawniej przez Hansa Selbacha, a obecnie jego syna Johannesa to mozelski wzór metra, szczególnie w wersjach słodkich od codziennych Kabinettów aż po Auslese. Od zawsze należą do win nad Mozelą nie tylko najbardziej pijalnych, ale i najtańszych i zapewne nie jestem odosobniony w fakcie kupowania ich od lat kartonami.

Hans Selbach zmarł w 2005 r. Choć Johannes zarządza winiarnią już od 1993 r., w ostatnich latach obserwuję subtelne, ale wyraźne zmiany na jeszcze lepsze. Proste Rieslingi QbA i Kabinetty mają więcej charakteru; na poziom win słodkich wskoczyły także wytrawne (to akurat zjawisko panmozelskie); wszystkie wina wydają się obecnie bardziej dopracowane i równe. W starych rocznikach – które można tu wciąż kupić za śmiesznie niskie pieniądze – znakomity był co drugi, a reszta pomimo ogólnie wysokiego poziomu bywała zbyt zielona. W zeszłym tygodniu Johannes Selbach otworzył dla mnie Zeltinger Himmelreich Spätlese 1994, Zeltinger Sonnenuhr Riesling Spätlese 1990 i Zeltinger Himmelreich Riesling Auslese 1995 – wybitne było tylko to ostatnie, pierwsze dwa ładnie się zestarzały, ale były zdominowane przez niezbyt dojrzałą kwasowość; nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że w ostatnich rocznikach Selbach już sobie nie pozwala na robienie tak niezrównoważonych win.

Wierna klientela, niezmiennie wysokie oceny prasy, ciąg niezwykle udanych roczników (od 1994 nie było nad Mozelą nieudanego sezonu!)… A jednak Johannesowi było mało. Inspiracją do skoku naprzód stały się słowa ojca, który powiedział mu kiedyś: Ciągle mówisz o wierności terroir. A jednak chodzisz do winnicy i kilkakrotnie wybierasz zbotrytyzowane grona. To nie jest żadna ekspresja terroir, tylko twojej koncepcji wina. W poszukiwaniu tej ekspresji Johannes zawędrował w krainę, gdzie stopa mozelskiego winiarza dotąd nie stanęła. Odrzucił fundamentalną zasadę niemieckiego wina – selektywny zbiór – i w 2009 r. zebrał za jednym razem wszystkie rosnące w winnicy grona. Zielone i złote, niedojrzałe, dojrzałe i przejrzałe, zdrowe i zbotrytyzowane pospołu. Wszystkie trafiły do tej samej kadzi i wydały jednego Rieslinga.

Dwie etykiety tego samego wina; tę po lewej władze winiarskie odrzuciły, bo "Schmitt" nie jest zarejestrowaną nazwą parceli i nie może pojawiać się na etykiecie "w sposób sugerujący, iż jest to nazwa winnicy"...!

Polakowi to brzmi znajomo – tak się robi tokaj samorodny, czyli najbardziej „nasze” wino – ale w Niemczech to jest intelektualna rewolucja. Od 50 lat robienie dobrego Rieslinga polegało na ciągłym wybieraniu najlepszych gron i pozostawianiu innych na krzaku. W ten sposób budowało się koncentrację Auslese, BA i TBA, a zbierane na samym końcu sezonu winogrona bez szlachetnej pleśni dawały wina wytrawne i półwytrawne.

Selbach do swojego eksperymentu wybrał trzy najlepsze parcele w obrębie słynnych winnic Zeltinger Schloss i Himmelreich: Schmitt, Anrecht i Roth Lay. Powstały cztery wina – jedno wytrawne i trzy o różnym stopniu słodyczy (coś w rodzaju alternatywnego Spätlese i Auslese). Lecz rejestr smakowy tych win jest niezwykły. W wytrawnym Schmitt 2009 jest dużo minerału i cytryny zwyczajowych w mozelskich trocken, ale też ciało i głębia owocu, jakie Rieslingowi zapewnić może tylko szlachetna pleśń. W słodkim Anrecht jest aż 70 g cukru, a wino smakuje jak półwytrawne, bo dynamiczna kwasowość zielonych gron percepcyjnie zjada prawie cały cukier. W słodkim Schmitt nie ma co się zastanawiać nad poziomem cukru; potężna owocowa materia osadzona jest na skalnym smaku jak krakowski sernik na dobrze wypieczonym spodzie. W ustach te wina wydają się wykute z jednego bloku, bardziej na podobieństwo dobrego Savennières czy wina alzackiego w rodzaju Marcela Deissa aniżeli znanych nam dotąd win mozelskich. Nowe wina Selbacha są żywsze, bardziej napięte od klasycznych (wyższą kwasowość zapewnia im użycie nie do końca dojrzałych gron, które w selektywnym zbiorze zostałyby odrzucone), większą złożoność aromatyczną (grona zielona, złote i zrodzynkowane dają inne aromaty), ale wbrew intuicji są też słodsze i bogatsze: na podobieństwo wzmocnienia akustycznego nuty słodkie są tu subtelnie podkreślone przez świeżość owocu właśnie. Czy to dla Mozeli nowa jutrzenka, którą podążą inni winiarze? W dziedzinie win wytrawnych od starego podejścia „auslesowego” już właściwie całkiem w Niemczech zrezygnowano.

Wina Selbach-Oster kupimy w Polsce w 101win.pl. Na razie dostępny jest rocznik 2007 i 2008, które również usilnie polecam (otwarty wczoraj Himmelreich Kabinett trocken 2007 był świetny). Oby za parę miesięcy trafiły do nas też Selbachowskie „samorodne”.

(więcej…)

Read Full Post »

Róg obfitości

Dwa dni spędzone nad Mozelą w poszukiwaniu dobrych Rieslingów „na lata” minęły szybko i skończyły się dla mnie sporym debetem. Wysoka jakość rocznika 2009 znajdowała potwierdzenie na każdym kroku. Świetny owoc, dobra koncentracja, wyrazista mineralność, a przede wszystkim wspaniale smakowita, w punkt dojrzała, ananasem perfumowana kwasowość sprawiały, ze wina chciało się pić szklankami i kupować wszystko od prostej „litrówki” aż po aukcyjne Auslese.

Numer 1 to u Zillikena zawsze najsłodsze wino: w 2009 r. 360g cukru...

Tych ostatnich nie będzie tak dużo. Pod jednym względem rocznik 2009 nie rozpieścił – szlachetnej pleśni nie było tak dużo i udało się przede wszystkim jej tzw. pierwsze pokolenie, jeszcze z wrześniowych zbiorów. Wybór nie będzie tak duży, butelek będzie mało, a co za tym idzie ceny wyższe niż zwykle. Mistrz rozmaitych microcuvées Hans-Joachim Zilliken znad Saary w tym roku zrobił tylko trzy numery likierowych Rieslingów, w tym niezapomnianie mineralne Auslese Goldkapsel i TBA na poziomie dobrej eszencii. W Selbach–Oster nie będzie przy Auslese 2009 żadnych zwyczajowych gwiazdek, a wspinaczkę na szczyt cukru trzeba zakończyć na Zeltinger Schlossberg Auslese oraz ciekawych winach Schmitt i Roth Lay, produkowanych jak tokajski samorodny.

Genialne Spätlese za 13€.

Na mozelskie aukcje zapraszam 23 i 24 września do Trewiru (za parę złotych można tam spróbować win, które potem pójdą pod młotek po 2000€) – w tym roku będą zresztą wyjątkowo huczne z uwagi na setny jubileusz organizacji VDP.

Win aukcyjnych na razie kupić nie można. To, czego nieoficjalnie próbowałem nad Mozelą było niezapomniane, ale spore emocje i bardzo dobrze wydane pieniądze czekają też w „prostych” Auslese. U Joh. Jos. Christoffela to zaledwie 18,60€ za butelke 750ml, u Fritza Haaga 24€ za Auslese z niekwestionowanego grand cru, jakim jest Brauneberger Juffer-Sonnenuhr. U skromnie wspinającej sie na szczyt rodziny Kneblów nad Dolną Mozelą Auslese robi się jak Beerenauslese, maja ponad 150 g cukru. Za półflaszę tutejszego Röttgen zapłaciłem niecałe 100 zł – to dużo za wino, które może leżakować 30 lat?

Rekordowe wina Kneblów. 90 kg rodzynek na 5 litrów BA!

Lecz najwięcej miejsca w piwnicach radziłbym poświęcić Kabinettom. Te lekkie półsłodkie Rieslingi są w Polsce zdecydowanie zbyt mało uważane. A to wszak największy dar narodu niemieckiego dla świata. Niezwykle pijalne – często mają 7,5–8% alk. – lekkie i soczyste – w tym roku to nie żadne zdeklasowane Spätlese – czarują świetnymi bukietami, a przy tym maja całkiem dobra kwasowo-mineralną strukturę, żeby poleżeć w piwnicy paręnaście lat. W zeszłym tygodniu piłem Johannishof Hölle 1989 i Selbach–Oster 1990 i oba trzymały się nader dobrze, prosząc o kurę w śmietanie, turbota na maśle albo choćby dobrego oscypka. Za te wina zapłacimy śmieszne pieniądze: 10–12€, a niekiedy nawet 8 (na razie zakupy konieczne w Niemczech, bo 2009 jeszcze do nas nie zawitał). Gorąco namawiam, w końcu nie ma nic przyjemniejszego, niż dzielić turbota z własnym dzieckiem.

Read Full Post »

Niemcy 2009: brać!

Rodzic kompletujący dla przyszłego konesera piwniczkę staje przed ważkim pytaniem: jakie umieścić w niej wina białe? Czerwone – wiadomo: Bordeaux, Barolo, Brunello, Châteauneuf, dobre Riojy. Natomiast win białych, które mogłyby leżakować 20 czy choćby 15 lat nie ma wiele. Poza winami słodkimi oraz bardzo drogimi białymi burgundami mamy tak naprawdę jednego sprzymierzeńca: Rieslinga.

Najbliższy numer Magazynu WINO poświęcimy austriackim winom z Wachau – przy tej okazji również na tym blogu opiszę szerzej godne uwagi Rieslingi z tego regionu. Lecz do długiego leżakowania jeszcze bardziej nadają się wina z Niemiec. 2009 był w Niemczech niezwykle udanym rocznikiem. Z uwagi na położenie geograficzne niemieckich regionów winiarskich najbardziej udane lata to te zdecydowanie ciepłe. Aby się dobrze starzeć, Riesling musi bowiem mieć ciało i materię. Tego w 2009 nie zabrakło. Ponadto kwasowość również jest na dobrym poziomie – nie grozi nam zatem powtórka z 2003 i 2006, roczników bardzo gorących, gdy niektórym winom zabrakło świeżości (większość Rieslingów z 2003 r. już nadaje się do picia).

Te Rieslingi u Zillikena leżą już 15 lat i nigdzie się nie wybierają.

Rieslingi zdegustowałem dla Państwa szeroko wiosną tego roku, a za parę dni wybieram się znowu do Niemiec na degustację najlepszych win wytrawnych, oznaczonych kategorią Grosses Gewächs. To wśród nich trzeba będzie szukać win do długiego starzenia. I trzeba będzie szukać szybko, bo choć GG mogą być wprowadzone do sprzedaży dopiero 1 września, wiele z nich będzie wyprzedanych już następnego dnia. Produkcja jest mała, zainteresowanie – zwłaszcza w samych Niemczech – ogromne. Wina z tej kategorii praktycznie nie są dostępne w Polsce.

15–20 lat leżakowania to szczyt możliwości wytrawnego Rieslinga niemieckiego. Natomiast z większym luzem możemy kłaść w piwnicy wina słodkie. Lecz nie mam na myśli tylko likierowych Beeren- i Trockenbeerenauslese czy win lodowych Eiswein (ich długowieczność nie podlega kwestii, ale są bardzo drogie). Zdecydowanie warto zainteresować się lekko słodkimi winami Kabinett i Spätlese. Choć wydają się lekkie, możemy bez obawy trzymać je w piwnicy nawet 20 lat, a w dodatku wydamy tylko 8–15€ za normalną butelkę 750ml. To z pewnością najlepszy stosunek ceny do długowieczności na całym świecie. A tych, którzy nie przepadają za winami półsłodkimi, chcę pocieszyć, że po tak długim starzeniu wina te zachowują się jak wytrawne – można je pić do obiadu albo solo, nie odczuwając prawie w ogóle cukru resztkowego.

Bernkastel nad Mozelą - tu zaczynają się wielkie Rieslingi.

Heimatem słodkich Rieslingów jest dolina Mozeli – i tym lepiej się składa, że ten region najlepiej wykorzystał dobre warunki klimatyczne rocznika 2009. Kilkadziesiąt win degustowanych wiosną tuż po zabutelkowaniu zrobiło na mnie duże wrażenie. Skarbami do odłożenia dla naszych kochanych dzieci będą nie tylko butelki od tak sławnych winiarzy jak Joh. Jos. Prüm, Egon Müller czy Fritz Haag (dwa pierwsi bardzo drodzy, ale np. u Haaga świetnymi winami są Kabinett feinherb 2009 i Kabinett 2009 po zaledwie 10,50€), ale też z mniej medialnych winiarni.

Dr. Heinz Wagner z Saary (to dopływ Mozeli, najzimniejsze miejsce w regionie, dzięki wyższej kwasowości tutejsze wina są jeszcze bardziej długowieczne) zachwycił mnie swoim Ockfener Bockstein Spätlese 2009 (14€) o fantastycznym balansie cukru i mineralności. A dla rodziców do popijania w miarę jak powyższe leżakuje – świetny taniutki Saar Riesling feinherb 2009. Pod wodzą młodej enolożki Christiane Wagner ta posiadłość idzie zdecydowanie w górę. Inną dobrą serię z Saary piłem w Schloss Saarstein – tu zaskakująco smaczny wytrawny Riesling trocken Alte Reben 2009 oraz klasyczny słodki Kabinett do leżakowania – Serriger Schloss Saarsteiner! Kabinett 2009 (10€). Na pewno parę groszy zostawię u wielkiej gwiazdy słodkiego Rieslinga z Saary – Weingut Zilliken. Wielkie nadzieje rozbudził Roman Niewodniczańska z Weingut Van Volxem (ale tu głównie wina wytrawne).

Roman Niewodniczański w winnicy.

We właściwej dolinie Mozeli obok F. Haaga moimi faworytami w tym roku są Selbach-Oster (te wina akurat dostępne w 101win.pl, choć na rocznik 2009 trzeba będzie parę miesięcy poczekać) oraz Max Ferd. Richter. Z 9 win degustowanych u tego weterana Mozeli wszystkie były świetne (na marginesie polecam pysznego i niezbyt drogiego Sekta). Ceny są tu wyjątkowo przystępne, a do mojej piwnicy z pewnością powędruje Wehlener Sonnenuhr Kabinett feinherb 2009 (9€), Brauneberger Juffer-Sonnenuhr Spätlese** 2009 (powstała tylko jedna beczka; 13€) i Brauneberger Juffer-Sonnenuhr Auslese 2009 (18,50€ za 750ml). W tych cenach – a są one dla Mozeli całkiem typowe – warto odłożyć dla potomków 4–5 kartonów, żeby cieszyć się tymi wina przez lata.

Read Full Post »

Older Posts »