Feeds:
Posty
Komentarze

Posts Tagged ‘Nebbiolo’

Dziś dopiero wtorek, ale wydarzeniem tygodnia, które na długo zapadnie w pamięci, jest z pewnością wczorajsza degustacja Barolo & Friends zorganizowana m.in. przez Strada del Barolo i Magazyn Wino. Nadzieje były wielkie, bo event reklamowany był od sześciu tygodni na niespotykaną skalę. Któż nie chciałby spróbować „legendarnego”, „monumentalnego Barolo”? Samo Barolo jest może legendarne, ale w Warszawie wczoraj grali (z całym szacunkiem) Ruch Radzionków z Gryfem Wejherowo. Bolesna prawda jest taka, że ci prawdziwie „monumentalni” producenci Barolo nie biorą udziału w tego typu degustacjach, a na polski rynek wkraczają innymi kanałami.

Barolo & Friends Warszawa 2012

Zapowiadało się świetnie.

Barolo & Friends okazało się jednak przydatne w tym sensie, że nawet ci winiarze drugoligowi, mniej znani, nieznani i poboczni zaprezentowali ciekawe wina. O wielkości Barolo świadczy właśnie jakość tego drugiego planu, który na okładki magazynów i listy „Trzech Kieliszków” się nie wybije nigdy lub rzadko, a jednak oferuje sensowne, typowe wina o dużej głębi i strukturze. Moje najlepsze typy z wczorajszej degustacji omówiłem już szerzej na Winicjatywie: pięknie klasyczna, głęboka Schiavenza (do kupienia na Konfederackiej 4 w Krakowie), ładnie zestarzona Bussia Soprana, arcypijalny, świeży i soczysty Scarzello, bardzo garbnikowe Le Strette dla cierpliwych (o tej winiarni pisałem już tu). A spoza Barolo – jego producentów wystąpiło wbrew zapowiedziom tylko 16 – na przykład moje ulubione Dolcetto di Dogliani od Quinto Chionettiego. Większość tych producentów dopiero szuka importerów w Polsce i po wczorajszym dniu jest nadzieja, że niektórzy ich znajdą, chociaż przecież Barolo dostępnych w Polsce jest już bardzo wiele i zbliżamy się do nasycenia rynku.

Nasycone były też sale warszawskiego Bristolu. Do miejsca, w którym prawie udusiliśmy się w czasie gali Magazynu Wino w 2009, nasze przodujące pismo winiarskie zaprosiło tym razem jeszcze więcej osób. W dążeniu do maksymalizacji frekwencji chyba jednak przeholowało. Niepokojące sygnały pojawiały się od kilku dni. Zapisani na seminarium na tydzień przed imprezą otrzymali z redakcji MW maile o następującej treści:

Szanowni Państwo,

Zarejestrowali się Państwo na degustację komentowaną win z Piemontu na godzinę 11;00 w dniu 10 września br.

Informujemy, że jesteście Państwo na liście rezerwowej, gdyż system rejestrujący uległ awarii i zarejestrował wielokrotnie więcej uczestników, niż było dostępnych miejsc.
Bardzo nam przykro informować o tym fakcie, tym bardziej, że usterka została odkryta przed dział IT dopiero wczorajszej nocy.

Wiele osób do sal seminaryjnych ostatecznie nie wpuszczono, a innym proponowano picie z tego samego kieliszka. Kroplą, która przelała dzban, okazała się sprzedaż biletów na degustację poprzez Grouponopodobny portal Mydeal.pl (po 19 zł zamiast 40 zł, które płacili „zwykli” czytelnicy MW). Czytając tę ofertę, przecierałem oczy ze zdumienia. Drogich przyjaciół z Magazynu Wino nie podejrzewam osobiście o tak fatalny copywriting, ale zapraszanie masowego odbiorcy na „rzeki wina, góry serów i trufli… Na imprezie nie ma żadnego limitu degustacji: po prostu podchodzisz i próbujesz wszystkiego, na co przyjdzie Ci ochota”, „nielimitowaną degustację legendarnych win i regionalnych specjałów” to było igranie z ogniem.

Barolo & Friends 2012 MyDeal (1)

Minus 53% – kryzysowa wyprzedaż? © Mydeal.pl.

No i faktycznie „niezapomniana randka” z legendarnymi winami i truflami z Piemontu zakończyła się ogromnym bałaganem. Kolejka chętnych sięgała ponoć aż na Krakowskie Przedmieście, części osób nie wpuszczono do sali i zapowiedziano zwrot pieniędzy. Zmierzch „nielimitowanych serów” ogłoszono przez megafon o godz. 18:11. Żadnych trufli nie stwierdziłem już wcześniej (była tylko oliwa truflowa). Producenci wina dzielnie próbowali sobie radzić z natłokiem pytań o półsłodkie. Trudno się dziwić, że dziś od rana Magazyn Wino otrzymuje niepochlebne komentarze od rozczarowanych użytkowników. (Choć ci, co wyszli przed 17, byli zadowoleni).

Barolo & Friends 2012 MyDeal (2)

Według chińskiego przysłowia… trufle nie pływają w rzece. © Mydeal.pl.

Hiperbola jest podstawą reklamy. Dlatego nie kruszyłbym kopii o sformułowania takie jak „najbardziej intrygujące wina świata”, „Warszawę odwiedzi ponad 30 topowych producentów win”. Truth in advertising powinno być jednak zasadą przyświecającą wszelkim dziedzinom komunikacji międzyludzkiej. Jeżeli się zaprasza na seminarium ze starymi rocznikami Barolo, wypadałoby, żeby sięgały dalej niż tylko rocznika 2008 i 2007. Nielimitowany ser nie może się skończyć po godzinie. A wypraszanie o tejże porze przez głośnik tych, którzy mieli szczęście wejść o godz. 17, „żeby zrobili miejsce dla kolejnych chętnych” każe się mocno zastanowić, dla kogo organizuje się tego typu imprezę? Dla konsumenta czy może dla siebie samych?

(więcej…)

Read Full Post »

Wracam do tematu Grand Prix Magazynu Wino. Jak wiemy od miesiąca, najlepszym winem czerwonym 2011 roku zostało Barolo Oddero Mondoca di Bussia Soprana 2005. Po degustacji w ciemno pisałem Państwu, że to wino „niewybitne”. Co prawda sam dałem mu w głosowaniu złoty medal, lecz było to złoto na tle równie niewybitnej konkurencji i dlatego, że Barolo swą świeżością i perfumą wybijało się zdecydowanie spośród beczkowo-konfiturowych win w „stylu międzynarodowym”.

Oddero Barolo Mondoca di Bussia Soprana 2005

Czy zasłużyło na złoty medal?

Postanowiłem jednak zweryfikować werdykt – zarówno Magazynowej komisji, jak i swój własny. Wybrałem się do wine baru importera – Roberta Mielżyńskiego i spędziłem nad kieliszkiem Oddero półtorej godziny. Spróbowałem go przy tym do przednich ravioli z gęsiną i kasztanami. Test utrudniłem, degustując w drugim kieliszku Barolo Monfalletto 2007 od Cordero di Montezemolo, znakomitego producenta, którego chwaliłem już tu.

Monfalletto okazało się świetne. Pełne owocu, mocno korzenne (charakterystyczny bukiet tego producenta), ładnie narysowane, z odrobiną maślanej beczkowości z początku, lecz prędko ulatniającej się – zostają zdrowe garbniki z winogron i nienaganna świeżość.

oddero_cantina2

Piwnica Oddero – ostoja tradycji. © Oddero Poderi e Cantine.

Mondoca 2005 od Oddero z początku nie porażała. Ta winiarnia od lat pozostaje wierna swojemu stylowi, wina są oszczędne, nie mają zbyt rozłożystych bukietów, ogólna ekspresja jest poważna, wręcz wyniosła, ale mało przyjazna, ponadto w wielu winach można odczuć nieco suche garbniki, nieobudowane taką soczystością owocu, jak w najlepszych obecnie Barolo (Vajra, G. Rinaldi, Cappellano, G. Conterno).

Oddero Barolo Mondoca di Bussia Soprana 2005 cork

Wielkie wino, wielki korek.

Jednak Mondoca 2005 od razu zwraca ponadprzeciętną koncentracją i strukturą. O garbnikach powiedziałbym to samo co wyżej, ale wolumen owocu robi wrażenie. W ciągu dwudziestu minut w kieliszku jeszcze większa poprawa: pojawiają się nuty jagodowe, porzeczkowe, żelazna pięść garbników w jedwabnej rękawiczce owocu, paradoks tradycyjnego stylu Barolo. Potem wino na powrót się zamyka, co raczej dobrze świadczy o jego potencjale dojrzewania. Wielka pełnia. Fantastyczna butelka, której nie doceniłem w degustacji w ciemno. Za 238 zł idealna flaszka na winomańską Gwiazdkę.

Goose ravioli Warsaw Poland

Mój nowy konik: gęsina do Nebbiolo.

(więcej…)

Read Full Post »

Warszawę nawiedziła Gattinara. Wina z tej klasycznej apelacji w Piemoncie zaprezentował producent Giancarlo Travaglini u swego importera – Enoteki Polskiej.

Diablo garbnikowe, ale nie męczące.

Gattinara to tylko 100 hektarów. Lecz wprost proporcjonalna do małości jest sława, sięgająca XVI wieku. W charakterze win od tej pory niewiele się właściwie zmieniło. Szczep Nebbiolo (ten sam, co w Barolo i Barbaresco) i ubogie, kamieniste, wulkaniczne i wapienne gleby rodzą wina bardzo surowe, wyniosłe, nadające się do picia po długich latach. W porównaniu do Barolo wina Gattinara (podobnie jak pobliskich, mniej dziś uznanych miasteczek – Lessona, Boca, Bramaterra, Ghemme, Fara, Sizzano) mają mniej owocu, więcej świeżości, są osobliwie powietrzne, chłodne, alpejskie, ale mają mocniejszą podporę garbników.

Garbniki stały się tematem przewodnim degustacji. Było ich (za) dużo nawet w najtańszym winie Travagliniego, Cinzii (ongiś nagradzanym przez Magazyn WINO jako najlepsze wino do 30 zł – dziś kosztuje 38 zł), które byłoby czymś w rodzaju mocniejszego rosé, gdyby nie taniny właśnie. To samo można powiedzieć o nieco pełniejszym Coste della Sesia Nebbiolo 2009 (55 zł). Andrea Monti Perini, dyrektor eksportu winiarni, mówi że są to wina codzienne do starzenia 5–7 lat. W przypadku Nebbiolo myślałbym raczej o 10 latach. Gdzie indziej znaleźć wino do leżakowania przez dekadę za 55 zł? To wielka siła Gattinary.

Posiadłość prowadzi dziś Cinzia Travaglini. © Wein-plus.de.

Travaglini produkuje trzy wersje wina DOCG. Mimo ogólnie tradycyjnego profilu produkcji (3,5 roku starzenia w dużych bekach) wprowadzono tu pewne innowacje, mające na celu zmiękczenie win i „upijalnienie” ich na nieco wcześniejszym etapie. Nie chodzi tak bardzo o baryłkę (tylko 10–20% udziału w starzeniu), ile o fermentację w stalowych kadziach obrotowych zwanych rotofermentatorami czy pieszczotliwie „pralkami”. W Barolo te kontrowersyjne maszyny służą niekiedy do robienia win miękkich jak cappuccino, Travaglini maceruje aż 18 dni, ale automatyczne rozbijanie czapy w czasie fermentacji nadaje jego winom bardzo owocowy, zahaczający o czarną porzeczkę charakter. Taka była Gattinara 2006 (85 zł) i Tre Vigne 2005 (120 zł). Natomiast Gattinara 2005, ze swoją strzelistą jak Pałac Kultury kwasowością i grubym jak żwir garbnikiem dała wgląd w smak dawnej Gattinary, gdy wszystkie roczniki były tak chłodne (w najlepszym razie), jak 2005.

Gattinara Riserva 2005, najlepsza etykieta producenta (125 zł), to jeszcze więcej wszystkiego w tym samym stylu. Stosunek garbników do owocu wynosi około 100:1. Trzeba lubić ten styl, otworzyć się na tę swoistą równowagę, upiec zająca, ukręcić uderzający do głowy piemoncki sos bagna caôda, by pozwolić temu winu na ukazanie walorów.

Dla spostrzegawczych zgadywanka: czym dizajn etykiety różni się od poprzedniej?

Na razie ta Riserva to osesek. Kiedy to pić? Andrea Monti Perini ostrożnie sugerował: po dekadzie. Sprawdziłem, wyciągając z dna piwnicy Gattinarę Tre Vigne 1999. Otóż wino jest wciąż za młode, i to o co najmniej 10 lat. To nie żart. Te butelki, kosztujące w Enotece ok. 125 zł, powinny leżakować ok. 20 lat. Wtedy jest szansa na wtopienie garbników, rozwinięcie prawdziwej złożoności. Ten 1999 był wciąż bardzo garbnikowy, lecz przede wszystkim – jak to bywało w dawnych, chłodniejszych od obecnej dekadach – kwasowy jak brzytwa. Co ciekawe, nie ma się poczucia braku równowagi. „Obiektywnie” – to znaczy w porównaniu do mainstreamowych Merlotów i Tempranillo, wokół których buduje się teorię smaku – jest tu o wiele za dużo kwasowości i garbnika. Lecz jakże inny jest ich smak od win źle dokwaszonych, nieumiejętnie przeekstrahowanych. Nawet w swej przesadnej surowości Gattinara pozostawia w ustach czysty, odświeżający smak, tryska wigorem i zdrowiem. Po dwóch kieliszkach się do tego przyzwyczajamy, pijąc z przyjemnością wino o niezwyklej energii. I ta właśnie dotykalna alternatywa wobec „fruit wine” stanowi – oprócz bezkonkurencyjnego stosunku długowieczności do ceny – największą chwałę Gattinary.

(więcej…)

Read Full Post »

Wraz z Ewą Wieleżyńską z Magazynu WINO i setką innych winopisarzy spędziłem ubiegły tydzień w Barolo na imprezie Nebbiolo Prima 2011, degustując 170 win z rocznika 2007, drugie tyle starszych roczników, a ponadto nowe Barbaresco 2008 i wiele innych skarbów.

Barbaresco, słynna parcela Rabajà z balkonu winiarni Giuseppe Cortese.

O tej imprezie pisałem dokładnie rok temu (a w tym roku na żywo obcojęzycznie), a także w 2007 w jednym z moich ważniejszych tekstów. Pobyt w Piemoncie, na tej bodaj najlepszej ze wszystkich podobnej maści studyjnej degustacji, oprócz konkretnych efektów w postaci notek degustacyjnych, podsumowań rocznika, wywiadów z winiarzami, jest także – a może przede wszystkim – okazją do zanurzenia się w niepodrabialnych truskawkowych smakach Nebbiolo i wysłyszenia, co w trawie piszczy.

Truskawkowa szata tradycyjnego Barolo.

Nastały dobre czasy dla Barolo. Ostatnia dekada to bezprecedensowa seria dobrych roczników – nawet tak zmieszany zrazu z błotem 2002 okazuje się dziś pięknie elegancki i pijalny – a co najmniej 2001, 2004, 2006, 2009 i być może 2010 dołączą do tych największych. Piemont, gdzie jeszcze w latach 1960. szczęściem było wyprodukowanie trzech dobrych win w dekadzie, nigdy czegoś takiego nie przeżył. Zbiega się to z coraz większym szacunkiem dla odmiany winorośli, której Barolo zawdzięcza swą wielkość, czyli Nebbiolo. Niegdyś gwałtem reedukowany, by przypominał sławniejsze i milsze Parkerowi wina zza Alp, dziś winiarze wychowują go bezstresowo za pomocą długiej fermentacji i starzenia w beczkach. Przepisy wymagają dwóch lat snu w tej ostatniej, większość winiarzy wybiera trzy, ale rekordziści dochodzą do sześciu (Accomasso), a nawet siedmiu lat w bekach (Monfortino 2004 od Giacomo Conterno jeszcze w niej tkwi). A sam widok w piwnicy tego ostatniego stuletnich beczek przypominających ogromne, cierpliwe, wszechwiedzące słonie, reprezentujących wielowiekową tradycję Barolo w całej jej szlachetności, a przy tym wszystkim stanowiących po prostu piękne estetycznie przedmioty – ten widok sprawił, ze przez chwile miałem łzy wzruszenia w oczach.

Stuletnie beczki w piwnicy Giacomo Conterno.

Moderna jest w odwrocie, coraz bardziej wydaje się śmiechu wartą anomalią, a nie jak do niedawna – politycznie poprawną normą. Już tylko wioska La Morra, gdzie siedzibę ma m.in. słynny papież baryłki (który beki swego ojca rozwalał ongiś piłą mechaniczną) Elio Altare, upiera sie jeszcze przy stile americano. Co prawda i tu zmniejszono ilość nowej beczki i przestano zaczerniać Barolo nielegalną dolewką Barbery, ale nie pozbyto się obsesji zmiękczania jego rzekomo „twardych” garbników, używając bez opamiętania słynnej techniki mikroutlenienia, przez co Barolo z La Morry w wieku 4 lat wydaje sie juz winem starym, odleżałym i utleniającym się.

Jedno z tegorocznych odkryć.

Rocznik 2007 wypadł oprócz tych kilku nieśmiesznych żartów nader dobrze, wina są atrakcyjne, pełne owocu, zarazem świeże, napięte; na razie zamknięte, ale i tak będziemy je pic i kupować dopiero pod koniec tego roku. Rok temu pisałem Państwu o paru odkryciach, niektóre z nich potwierdziły się w tym roku (świetne Le Strette m.in. ze zdumiewającą Barberą 2009; Cascina Morassino wyrastający już na pewniaka), ale niespodzianek też nie brakowało – jedną z lepszych ocen w degustacji w ciemno przyznałem podstawowemu Barolo od doprawdy niekochanego przeze mnie Pio Cesare. Z nowych nazwisk podrzuciłbym Roccheviberti (eleganckie, nieprzesadzone wina), I Bastioni (mikroprojekt bardzo cenionego enologa Federico Oberto), Livia Fontana (również bardzo dobra Riserva 2005), Fratelli Casetta (ładne wina w starym stylu), Podere Ruggeri Corsini (dwa wina w czołówce degustacji w ciemno), a także bardzo ciekawego Olka Bondonio z Barbaresco. Wśród tych, którzy nigdy nie zawodzą i w tym roku też nie zawiedli byli m.in. Ettore Germano, Giacomo Fenocchio, Aurelio Settimo, Burlotto, Cavallotto, Marziano Abbona oraz Cordero di Montezemolo z fantastyczną serią win z 2007 – udowodnił nią, że zarzucany mu tu i ówdzie mdły modernizm jest zupełnie nietrafiony.

Alberto Cordero di Montezemolo, król tegorocznych degustacji. Do tego w meczu winiarzy z dziennikarzami wbił cztery gole.

Odwiedziliśmy także gigantów przeszłości i teraźniejszości – m.in. Giacoma Conterno, Marię Teresę Mascarello, Augusta Cappellano i tajemniczego Lorenza Accomasso. Lecz o tym i innych najciekawszych degustacjach opowiemy Państwu we wrześniowym numerze Magazynu WINO.

Burlotto Monvigliero 1988: najlepsze wino tygodnia. Być może niebawem w Polsce.

(więcej…)

Read Full Post »

Brazylia jest kolejnym krajem, który zaprezentował się polskiej publiczności na przekrojowej degustacji. To ojczyzna win do niedawna zupełnie nieznanych – dopiero od czterech lat państwowa agenda Ibravin promuje na świecie rodzime wyroby, zapraszając dziennikarzy w teren i wspierając eksport. O winach brazylijskich pisali już m.in. Marek Bieńczyk i Tomasz Prange-Barczyński.

Sekretem Brazylii jest umiarkowany klimat m.in. w regionie Vale dos Vinhedos. © Miolo.

Wnioski z dotychczasowych eksploracji można streścić następująco: liczne i zaskakująco smaczne wina musujące; wina czerwone lepsze od białych; soczyste, świeże, o nieprzesadnej zawartości alkoholu, stylistycznie sytuujące się w zasadzie bliżej Europy niż nowoświatowych sąsiadów: Urugwaju, Argentyny i Chile. Wszystkie te opinie znalazły potwierdzenie na warszawskiej degustacji. Brazylijskie bąbelki faktycznie mogły się podobać, zarówno w wersji szampańskiej (świetne Brut 130 z Casa Valduga, jak i kadziowej (metoda Charmata taka jak we włoskim Prosecco; tu np. Prosecco Brut of Piagentini).

Brazylia: nieoczekiwanie dobre wina musujące. © Casa Valduga.

Dobrych białych było niewiele, choć taki Pinot Grigio–Riesling 2009 od dużego producenta Miolo był z pewnością porządny i atrakcyjny (w odróżnieniu od już nieco trącących myszką beczkowych Chardonnay w stylu późnego Krzaklewskiego). Najciekawsza akcja toczyła się zatem w czerwieni. Tu Brazylia potwierdza swoją pozycję nowoświatowego tygrysa. Win wielkich na razie co prawda nie ma, ale średnia i średnioniska półka jest różnorodna i obiecująca. Dobrze wypadł Tannat Reserva 2005 oraz prosty i tani Merlot Fausto de Pizzato 2006 od Pizzato: gęste, mięsiste wina do popijania brazylijskiej wołowiny wcale niegorszej od argentyńskiej. Obdarowany przed paroma miesiącami srebrnym medalem Magazynu WINO Talento 2004 od Saltona (importer: Boutique Brasil) potwierdził swoją świetną klasę soczystego, skoncentrowanego, ale nieprzesadzonego kupażu bordoskiego, a zaprezentowany również w Warszawie rocznik 2006 na pewno pójdzie w jego ślady.

Lepsze niż większość Tannatów z Urugwaju.

Najlepszą kolekcję win pokazał Lidio Carraro, m.in. dzięki winnicom na granitowych glebach w kolebce najlepszych brazylijskich win, apelacji Vale dos Vinhedos. Tutejszy Elos Malbec–Cabernet 2007 doskonale ukazywał brazylijski handicap: to po nowoświatowemu gęste, pełne owocu wino ma rozsądne 13% alk. i podziwu godną, naturalną (a nie żadną wulgarnie jak w Australii dokwaszaną) świeżość i ani przez chwilę nie męczy. Zdumiewające okazało się Nebbiolo 2006, przy pewnej masywności doskonale oddające kwiatowo-kwasową specyfikę odmiany – a przecież każdy winoman wie, że Nebbiolo nie znosi podróżować i poza swą piemoncką ojczyzną w zasadzie nigdy się nie udaje. Wino rodziny Carraro zmieniło moje zapatrywanie na tę kwestię. Duże punkty winiarnia zbiera także za niecodzienną w dzisiejszym świecie rezygnację z użycia jakichkolwiek beczek.

Najlepsze Nebbiolo jakie piłem poza Włochami.

Powyższy opis powinien Państwu jasno sugerować, że w Brazylii nie brakuje bardzo dobrych win, lecz problemem jest na razie brak stylistycznej spójności. Mieszanki bordoskie, Syrah, Tempranillo, urugwajski Tannat, argentyński Malbec, a także bardziej egzotyczne odmiany sprawiają, że nigdy nie wiadomo, czego się po winie z tego kraju spodziewać. Utytułowana winiarnia Casa Valduga swoją serię średniego ciężaru win nazwała Identidade („Tożsamość”), choć jest paradoksem, że znajdziemy w niej wina z marginalnych (i nie tak łatwych w piciu) krzyżówek Marselan i Arinarnoa.

Najlepsze Marselan jakie piłem w tym tygodniu.

Na obecnym etapie ten magmatyczny styl nie jest problemem, lecz na dłuższą metę Brazylia, jeśli chce powtórzyć długofalowy sukces win z takich krajów jak Nowa Zelandia, musi zaproponować jednoznaczny przekaz. Na sukces jest wszak skazana. Wystarczy spojrzeć na garść danych, by się przekonać, że jej obecne postępy to dopiero rozgrzewka. Pomimo podwojenia obszaru winnic w ostatniej dekadzie kraj ten wciąż zaspokaja zaledwie 20% własnych potrzeb. A należy do najdynamiczniej rozwijających się gospodarek na świecie, przy tym 200 mln Brazylijczyków konsumuje średnio kilka razy mniej od swych sąsiadów i te dane mogą w kolejnych latach tylko rosnąć. Przyzwyczajajmy się do brazylijskich win, będzie ich coraz więcej.

Produkcja i import wina w Brazylii (źródło danych: FAO).

PKB PPP per capita Brazylii w USD (źródło danych: MFW, 2010-15: prognoza).

Roczna konsumpcja wina per capita w l (źródło danych: OIV).

(więcej…)

Read Full Post »

Jak na Zawiszy

Degustacje win z Nebbiolo w Albie (o których wstępne słowo tu) odbywają się w ciemno. Co rano 50–80 próbek opatrzonych tylko numerami i miejscem pochodzenia. Degustowanie nie wiedząc, co się degustuje, ma zapewnić równe traktowanie wszystkich producentów i maksymalny obiektywizm ocen. Na łamach Magazynu WINO i niniejszego bloga wyrażałem już wielokrotnie sceptycyzm co do tej formuły próbowania win. Oceny pozostają bowiem subiektywne, tyle że jeden zespół uwarunkowań (znajomość określonych winiarzy i takie lub inne wobec nic oczekiwania i uprzedzenia) zastąpiony zostaje przez inny (kolejność degustacji i różne sekwencje win). Takie degustacje w ciemno mają jednak wielką dla nas, winomanów zaletę: można sprawdzić, czy wina naszych faworytów faktycznie nam smakują w trudnych konkursowych warunkach.

Trzy dni spędzone z Barolo 2006 obfitowały dla mnie raczej w potwierdzenia niż niespodzianki. Na pierwszym miejscu wśród win z gminy Barolo umieściłem ukochanego od lat G. D. Vajrę z jego Bricco delle Viole. Nie miałem problemów z rozpoznaniem i wyróżnieniem z masy niezbyt ciekawych butelek z La Morry Aurelio Settimo i jego zachwycająco soczystych, kwaskowatych, staromodnych Barolo i Barolo Rocche. Z ośmiu etykiet z prestiżowego cru Bussia w Monforte d’Alba najlepsza wydała mi się ta od Fratelli Barale; dwa dni wcześniej magnum jego Bussia Riserva było najlepsze z szerokiej panoramy Barolo 2000, a Bussia 2005 w cuglach przegoniła swych rówieśników z całej apelacji. Cztery robocze serduszka przyznałem też winiarniom Cavallotto, Giovanni Rosso, Giacomo Ascheri, Elio Grasso, Marziano Abbona, czyli winiarzom, na których można polegać jak na Zawiszy.

W ciemno nie było też trudno poznać te wina, które mi nigdy nie smakują. Szminkowo-rozmiękły Pio Cesare, grafitowo-bordoski Prunotto (po latach z obu robi się dobre Barolo, ale za młodu ich nie cierpię), utleniony Gigi Rosso, hiperbeczkowy Enzo Boglietti, skisło-rozbity Cascina Adelaide. Przy waniliowym i nadekstraktywnym Le Vigne od Sandrone postawiłem obok dużego minusa dopisek: „Sandrone?”.

Były jednak też i zdziwienia. W ciemno (ani też w jasno na popołudniowej sesji) nie podszedł jeden z moich bohaterów – Giuseppe Rinaldi; zginął w tłoku tak zwykle wybijający się finezją Elvio Cogno; Chiara Boschis z winiarni E. Pira wykonała taką stylistyczną woltę, że wziąłem ją za jakiegoś twardogłowego tradycjonalistę. Wina Cordero di Montezemolo próbowane we wtorek w posiadłości i w czwartek w sali degustacyjnej były jak niebo i ziemia. No i wysoko oceniłem wina do tej pory mało mnie przekonujące lub niezwracające na siebie uwagi: Le Strette (producent znany dotąd z rzadkiej białej Nascetty zrobił świetne balsamiczne Barolo Bergera Pezzole), Bel Colle (porządnie truskawkowe wina z Verduno), Schiavenza (dwie świetne riservy z 2004), Le Ginestre (surowe, kwasowe Sotto Castello), Ciabot Berton (słodkie i nieco za beczkowe, ale z dobrym owocem).

Gdy w degustacji w ciemno zaprzeczamy wszystkim swoim ocenom w jasno, trzeba strzelić sobie w łeb. Gdy oceny są identyczne, nie ma sensu degustować w ciemno i tracić sił na ten cały teatr: numerowanie próbek, wkładanie butelek w osłonki. Właściwa proporcja strzałów w dziesiątkę i nowych odkryć to uspokajający dowód, że światem rządzi jakiś porządek.

Read Full Post »

Degustator win włoskich w trzecim tygodniu maja nie ma prawa obchodzić żadnych urodzin ani rocznicy ślubu, pierwszej komunii córki ani bar micwy syna, nie ma szans zanadto interesować się półfinałem NBA ani festiwalem polskich filmów fabularnych. Ma wtedy bowiem obowiązek być w Albie i degustować nowe roczniki win z królewskiego szczepu Nebbiolo: Barolo, Barbaresco i Roero.

W ramach imprezy Nebbiolo Prima wraz z Ewą Wieleżyńską mam przyjemność, ale i odpowiedzialne zadanie szukać w 334 próbkach prawdy o nowych rocznikach – 2006 i 2007. Butelkowane przez paroma miesiącami wina tu i tam jeszcze cierpią na ściśnięty owoc, zredukowane bukiety, nieułożone garbniki, ale już zaczynają swoje piękne, długie życie. Jak piękne, pokazały tryskające malinami, truskawkami, wiśniami, bzem, tulipanem, różanymi płatkami, hipnotyzujące niepodrabialną mieszanką karminu, amarantu i ochry, ożywiające usta życiodajnym kwasem butelki takie jak Vajra Bricco delle Viole 2006, Marchesi di Grésy Martinenga 2007 i Camp Gros 2000, Aurelio Settimo Rocche Riserva 1999, Cavallotto Bricco Boschis San Giuseppe 2006 i 2004, Cordero di Montezemolo Monfalletto 2005 i 2006, Sottimano Pajoré 2007. Fantastyczne wina pełne żywotności i złożoności, ekspresji owocu i ziemi. Wina, których nie da się pomylić z żadnymi innymi.

Jak długie przed nimi życie, przekonujemy się tu codziennie, bo winiarze nie szczędzą starych butelek i pionowych degustacji. Balsamiczna finezja Bricco delle Viole 1997 Vajry, leśne, grzybowe niuanse Fratelli Alessandria Monvigliero 1995, jagodowa esencja Barale Bussia Riserva 2000, niemal kulturystyczny power Luisin Rabajà 1970 i niezapomniana flasza (odkupiona od jednej z restauracji, bo u producenta już ich nie mieli) Cordero di Montezemolo Monfalletto 1958 to tylko rodzynki z tego tygodniowego full immersion, od którego może się zakręcić w głowie. Jak przystało na króla win, przepych pałacu Barolo olśniewa i onieśmiela.

Read Full Post »

Older Posts »