Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Nowy Świat’

Brazylia jest kolejnym krajem, który zaprezentował się polskiej publiczności na przekrojowej degustacji. To ojczyzna win do niedawna zupełnie nieznanych – dopiero od czterech lat państwowa agenda Ibravin promuje na świecie rodzime wyroby, zapraszając dziennikarzy w teren i wspierając eksport. O winach brazylijskich pisali już m.in. Marek Bieńczyk i Tomasz Prange-Barczyński.

Sekretem Brazylii jest umiarkowany klimat m.in. w regionie Vale dos Vinhedos. © Miolo.

Wnioski z dotychczasowych eksploracji można streścić następująco: liczne i zaskakująco smaczne wina musujące; wina czerwone lepsze od białych; soczyste, świeże, o nieprzesadnej zawartości alkoholu, stylistycznie sytuujące się w zasadzie bliżej Europy niż nowoświatowych sąsiadów: Urugwaju, Argentyny i Chile. Wszystkie te opinie znalazły potwierdzenie na warszawskiej degustacji. Brazylijskie bąbelki faktycznie mogły się podobać, zarówno w wersji szampańskiej (świetne Brut 130 z Casa Valduga, jak i kadziowej (metoda Charmata taka jak we włoskim Prosecco; tu np. Prosecco Brut of Piagentini).

Brazylia: nieoczekiwanie dobre wina musujące. © Casa Valduga.

Dobrych białych było niewiele, choć taki Pinot Grigio–Riesling 2009 od dużego producenta Miolo był z pewnością porządny i atrakcyjny (w odróżnieniu od już nieco trącących myszką beczkowych Chardonnay w stylu późnego Krzaklewskiego). Najciekawsza akcja toczyła się zatem w czerwieni. Tu Brazylia potwierdza swoją pozycję nowoświatowego tygrysa. Win wielkich na razie co prawda nie ma, ale średnia i średnioniska półka jest różnorodna i obiecująca. Dobrze wypadł Tannat Reserva 2005 oraz prosty i tani Merlot Fausto de Pizzato 2006 od Pizzato: gęste, mięsiste wina do popijania brazylijskiej wołowiny wcale niegorszej od argentyńskiej. Obdarowany przed paroma miesiącami srebrnym medalem Magazynu WINO Talento 2004 od Saltona (importer: Boutique Brasil) potwierdził swoją świetną klasę soczystego, skoncentrowanego, ale nieprzesadzonego kupażu bordoskiego, a zaprezentowany również w Warszawie rocznik 2006 na pewno pójdzie w jego ślady.

Lepsze niż większość Tannatów z Urugwaju.

Najlepszą kolekcję win pokazał Lidio Carraro, m.in. dzięki winnicom na granitowych glebach w kolebce najlepszych brazylijskich win, apelacji Vale dos Vinhedos. Tutejszy Elos Malbec–Cabernet 2007 doskonale ukazywał brazylijski handicap: to po nowoświatowemu gęste, pełne owocu wino ma rozsądne 13% alk. i podziwu godną, naturalną (a nie żadną wulgarnie jak w Australii dokwaszaną) świeżość i ani przez chwilę nie męczy. Zdumiewające okazało się Nebbiolo 2006, przy pewnej masywności doskonale oddające kwiatowo-kwasową specyfikę odmiany – a przecież każdy winoman wie, że Nebbiolo nie znosi podróżować i poza swą piemoncką ojczyzną w zasadzie nigdy się nie udaje. Wino rodziny Carraro zmieniło moje zapatrywanie na tę kwestię. Duże punkty winiarnia zbiera także za niecodzienną w dzisiejszym świecie rezygnację z użycia jakichkolwiek beczek.

Najlepsze Nebbiolo jakie piłem poza Włochami.

Powyższy opis powinien Państwu jasno sugerować, że w Brazylii nie brakuje bardzo dobrych win, lecz problemem jest na razie brak stylistycznej spójności. Mieszanki bordoskie, Syrah, Tempranillo, urugwajski Tannat, argentyński Malbec, a także bardziej egzotyczne odmiany sprawiają, że nigdy nie wiadomo, czego się po winie z tego kraju spodziewać. Utytułowana winiarnia Casa Valduga swoją serię średniego ciężaru win nazwała Identidade („Tożsamość”), choć jest paradoksem, że znajdziemy w niej wina z marginalnych (i nie tak łatwych w piciu) krzyżówek Marselan i Arinarnoa.

Najlepsze Marselan jakie piłem w tym tygodniu.

Na obecnym etapie ten magmatyczny styl nie jest problemem, lecz na dłuższą metę Brazylia, jeśli chce powtórzyć długofalowy sukces win z takich krajów jak Nowa Zelandia, musi zaproponować jednoznaczny przekaz. Na sukces jest wszak skazana. Wystarczy spojrzeć na garść danych, by się przekonać, że jej obecne postępy to dopiero rozgrzewka. Pomimo podwojenia obszaru winnic w ostatniej dekadzie kraj ten wciąż zaspokaja zaledwie 20% własnych potrzeb. A należy do najdynamiczniej rozwijających się gospodarek na świecie, przy tym 200 mln Brazylijczyków konsumuje średnio kilka razy mniej od swych sąsiadów i te dane mogą w kolejnych latach tylko rosnąć. Przyzwyczajajmy się do brazylijskich win, będzie ich coraz więcej.

Produkcja i import wina w Brazylii (źródło danych: FAO).

PKB PPP per capita Brazylii w USD (źródło danych: MFW, 2010-15: prognoza).

Roczna konsumpcja wina per capita w l (źródło danych: OIV).

(więcej…)

Read Full Post »

Dwa pierwsze dni tego tygodnia spędziłem przy degustacyjnym stole Magazynu WINO, szukając perełek wśród 70 nadesłanych win z RPA i Sauvignon Blanc do 60 zł. Jak zwykle w takich sytuacjach nie brakowało win zarówno dobrych, jak i przeraźliwie nudnej komercji, ale zdarzały się takie strzały w dziesiątkę jak Cabernet Sauvignon Villiersdorp Kelder 2004, bezczelnie dobre, buchające intensywnym owocem wina za 28 zł, albo taki Sauvignon Mock 2008 ze spółdzielni w tyrolskim Bolzano, krystaliczne, odświeżające, mineralne tak, jak potrafi być tylko europejskie wino (45 zł). Wieczorem dopijałem pyszny węgierski kupaż Lányvár 246 od Tamása Dúzsiego, świetnego winiarza z Szekszárdu, którego od niedawna sprowadza do Polski dynamiczny importer Winoman.pl. Piłem to z rzadką przyjemnością i bez cienia tęsknoty za czymkolwiek ambitniejszym i medialniejszym. Musiałem upewnić się, czy importer nie pomylił się w cenie: 28 zł.

Październikowy widok z Quinta Nova da Nossa Senhora de Carmo.

Wczoraj Dom Wina, jeden z większych polskich importerów, w ramach corocznej prezentacji swego katalogu w kilku polskich miastach (w tym roku oprócz Warszawy i Krakowa także w Gdańsku) zaprosił w osobie własnej dobrej klasy winiarzy z Alzacji, Portugalii, Balatonu, Urugwaju i Marlborough. Nie podobały mi się wina toskańskie i ich ceny, ale bardzo mi się podobały cavy Agustiego Torelló i zabójczo zmysłowe Douro z Quinta Nova. A nie próbowałem nowych win australijskich Thorn-Clarke ani Riojy od Ramona Bilbao, które zapewne podobały się innym, nader licznym uczestnikom degustacji.

Na prezentacji Domu Wina trzeba było się spieszyć, żeby zaraz zdążyć na imprezę Winkolekcji. Jej gwoździem była prezentacja portalu „społecznościowego” Wingrono, ale lano też wybitnej urody Priorat Embruix 2005 od Vall-Llach, nowe Minervois z Château Villerambert Julien oraz gorące, prosto wyjęte z importerskiego pieca Rieslingi mozelskie Markusa Molitora. A ich debiut w Polsce jest naprawdę wydarzeniem dużej rangi, bo to obecnie jedne z najgłośniejszych i najciekawszych win naszych zachodnich sąsiadów.

Dziś, jak co roku w maju, swe nowalijki przedstawił z kolei Robert Mielżyński. Po siedmiu latach od pewnej kolacji z Rolandem Velichem w nieistniejącej już restauracji Biblioteka mamy wreszcie na półkach wybitne wina z Weingut Velich i Weingut Moric w Burgenlandii. Słowa nie opiszą słonego śladu ślimaka w tajemniczym białym OT ani Blaufränkisch 2008 o mineralności tak malinowo finezyjnej, jakby mineralność wymyśliły kobiety w perfumerii, a nie mężczyźni przy zimnym stole degustacyjnym. Mamy też rozchwytywane Sauvignon ze styryjskiego Weingut Gross i (od paru już lat) nadzwyczajnie eleganckie Blaufränkisch od Gesellmannów. W nowych importerskich barwach (dotąd Austrovin) zadebiutował też Wiedeńczyk Franz Wieninger. Jego Gemischter Satz 2009, lekkie, kwaskowate, jeszcze ciut drożdżowe wino z mieszanej uprawy było we wtorek tak pyszne do duszonych szparagów, że zapomniałem sporządzić notki degustacyjnej.

Roland Velich, wielki człowiek austriackiego wina. © Steve.haider.com

To tylko jeden tydzień z życia winomana. Gdy dekadę temu rozpoczynałem moje życie z winem, nie było czegoś takiego jak degustacje konsumenckie. Wydarzeniem było otwarcie przez importera na targach branżowych butelki kalifornijskiego Chardonnay za 60 zł. Gdy w 2000 r. Robert Sołtyk w hotelu Sheraton organizował test w ciemno siedmiu win różowych, mieliśmy poczucie, że odkrywamy Amerykę. A z przywiezioną nocnym pociągiem z Kolonii flaszką Molitora obnosiliśmy się jak z jajem Fabergé. Gdy w Londynie chodziłem z kieliszkiem w ręku Strandem od jednej degustacji na drugą, wydawało mi się, że jestem na innej planecie.

Dziś bloger, sommelier, sklepikarz i pasjonat mogą w tydzień poznać tyle win, ile dawniej piło się w pół roku. A już w środę Chablis od Williama Fèvre’a i pozioma degustacja Ballantinesa. A za tydzień Święto Wina na zamku w Janowcu nad Wisłą…

Read Full Post »