Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Palatynat’

Król co roku zwykł spraszać na festyn do zamku. Zaprasza królów i książęta z innych królestw. Do pieczystego leją się najlepsze wina świata, w tym klasyfikowane Bordeaux z nowego rocznika, w tych dniach sprzedawane za swą wagę w złocie. Festyn u króla to być może najwspanialsza impreza degustacyjnego kalendarza (słówko o tej samej imprezie w 2010 i 2009 roku).

Kolejne śniadanie na trawie.

Choć organizuje festyn z wielkoduszności, król ma wielu przeciwników, którzy kwestionują jego panowanie. Wątek ten ciągnie się od lat i opiera na rożnych argumentach. Król miał mieć najwyższe marże we wszechświecie, beznadziejną obsługę klienta, marną kuchnię a jego sukces miał być wymysłem salonu i fanzina.

W sumie 268€ za nieistniejącą butelkę rocznika 2010.

Król sobie z tego polskiego piekiełka mało robił i robił swoje. Rozszerzał ofertę, rozbudowywał sklep i restaurację otworzył filię w Poznaniu, dziś szuka idealnej lokalizacji na kolejne miejsce w Warszawie. Od 2004 roku klientela powoli ewoluowała: miłośników i przyjaciół wina zastępowali ekspaci i celebryci. I jednym, i drugim Robert Mielżyński potrafił jednak zaoferować to, czego pragną. Popularność winiarni na Burakowskiej w Warszawie nie malała. Nie zabił jej ani kryzys, ani zakaz palenia w lokalach, ani konkurencja (o której słówko w tym tekście i komentarzach doń).

Jedna z 40 nowych etykiet w katalogu.

Rok 2011 jest rokiem dużych zmian u Mielżyńskiego. Subtelną zmianą jest rozmnożenie win w najniższych cenach. Przedział <30 zł nie był nigdy mocną stroną tego importera, lecz dziś jest lepiej niż kiedykolwiek. Langwedockie Capucine, portugalskie Vinha da Palha, walenckie Castaño Rosca to fenomenalne w swych cenach propozycje, bijące na głowę wina w analogicznych cenach z marketów. (Do tego tematu wkrótce wrócę). Pojawiło się także sporo propozycji w małych butelkach (m.in. Teroldego Foradori czy Nussberg Alte Reben wiedeńskiego Wieningera) oraz w magnum (m.in. bestsellery – Quinta do Vallado i Lan Crianza czy Château Greysac).

Tom Benns przedstawia wina Bürklin-Wolf.

O wiele ważniejszą sprawą są nowe nazwiska w katalogu. A są naprawdę głośne. Dr. Bürklin-Wolf to przecież jedna z najjaśniejszych niemieckich gwiazd (50 zł za podstawowego Rieslinga, 92 zł za mineralny, surowy Gerümpel 2009, 195 zł za wybitny, choć jeszcze zamknięty Pechstein 2009; wcześniej wina dostępne w katalogu Jung & Lecker). Tesch to mniej medialna winiarnia z Nahe, która wszak ma swoich zagorzałych zwolenników (Königsschield 2009 za 64 zł wydał mi się na razie dość prosty; nie próbowałem Rieslinga i Weissburgundera w litrowych butelkach po 41 zł). Bott-Geyl to prestiżowa posiadłość alzacka; tym nabytkiem Mielżyński wypełnił jedną z boleśniejszych luk w swoim katalogu (Pinot Gris 2007 i Gewurztraminer Les Éléments 2009 były arcytypowe i świetne w swych cenach 70 i 81 zł, a musujące Crémant to jedne z solidniejszych bąbelków za 62 zł); czekam na wypełnienie kolejnej, czyli Beaujolais. Amatorów Dolinu Rodanu zaciekawią wina Delas Frères i Domaine Courbis. Tzw. perełki pojawiły się także ze strony winiarni już dobrze znanych, np. winifikowana w amforach Nosiola Fontanasanta 2009 od Foradori. (Notabene to wino oraz Bürklin-Wolf to jedne z lepszych „win na lata” aktualnie do kupienia dla posiadaczy pociech z rocznika 2009; 15-letnie co najmniej starzenie gwarantowane).

Najbardziej ekscytujący debiut 2011 roku.

Najbardziej jestem jednak poruszony nowy projektem Mielżyńskiego nazwanym All Around Wine. Zgodnie z nazwą znajdziemy tu kieliszki (od tanich Schottów po dizajnerskie Zalto), korkociągi, korki do szampana, wiaderka do lodu (te ostatnie przedmioty w bardzo atrakcyjnych cenach), oliwy, octy, a nawet oprawione ilustracje autorstwa Marii Mielżyńskiej. Najwspanialszym jednak wakacyjnym prezentem jest świetna selekcja porto, sherry i madery. Sam już nie wiem, czy mam większą chęć spróbować Quinta do Vallado Tawny 20-letnie, Vintage z Quinta do Vale Dona Maria (dostępne roczniki 2001, 2003 i 2005 po 210–250 zł), 10-letniego Bual z Henriques & Henriques, starych armaniaków Marka Darroze’a czy może legendarnego amontillado i oloroso z serii Almacenista Lustaua?

Marzę, kocham, śnię...

Porto czy sherry przez wiele lat były w Polsce winami „niesprzedawalnymi” i przyklejały się do półek na wiele sezonów. Nie udawało się przekonać Polaków ani do tanich, ani drogich wersji. Robert Mielżyński daje tym dziwnym, wspaniałym winom osobne miejsce i własne nazwisko. Jeśli nie uda się jemu, to chyba nikomu.

(więcej…)

Read Full Post »

Niemcy raz do roku zapraszają Warszawiaka na kieliszek Rieslinga. Dobre i to. Impreza ma długą tradycję i weterani mogą sobie powspominać, jak to korki z butelek wyciągali Theresa Breuer i Roman Niewodniczański. W tym roku drużyna niemiecka zagrała tzw. drugim składem. Dobre i to. Mozelskie Rieslingi Markusa Friesa były smaczne i soczyste, ale zapominało się o nich po sekundzie (może z wyjątkiem Wehlener Sonnenuhr Spätlese 2006). Korrell Johanneshof, dobrze notowana winiarnia z Nahe, rozczarowała prostym i kwaśnym Rieslingiem vom Tonmergel 2010, za to droższy Paradies 2009 to już była duża klasa: delikatny, kwiatowy, wyciągnięty; przypominał akwarelę wielkiego malarza, o której nie ma co pisać dysertacji, ale od razu znać rękę mistrza.

Riesling w stylu buduarowym.

Ci i inni producenci przyjechali do Warszawy szukać importerów. Najciekawsze były jednak wina, które już go znalazły. Wojciech Henszel kilka lat przepracował u Mielżyńskiego, w La Vinothèque i Vini e Affini, a wcześniej był sommelierem w dobrych niemieckich restauracjach; dobrze wie, co w trawie piszczy. Od pary tygodni sprzedaje wina z własnego katalogu Brix65. Selekcja powstała we współpracy z Holgerem Schwarzem z berlińskiego sklepu Viniculture, specjalizującego się w winach ekologicznych i naturalnych. Znajdziemy tu m.in. słynne biodynamiczne butelki z katalońskiej hacjendy Escoda-Sanahuja (99 zł za bardzo ciekawe Las Paradetes 2006), znane juz w Polsce Faugères Domaine Saint-Antonin, austriackiego Geyerhof, kultowe Pinot Noir Schuberta z Nowej Zelandii, a także fantastyczne Côtes du Rhône Le Clos du Caillou 2009 (39 zł), absolutnie najlepsze wino w tej cenie, jakie piłem tej wiosny. Okazuje się że wino kosztuje 59 zł; i tak warto. [10.06]

133 zł za wino klasy Grosses Gewächs. Rekord Polski?

Henszel jest jednak mocny przede wszystkim w winach niemieckich. Od codziennych z małego Weingut Seehof w Palatynacie po legendarne flaszki Petera Jakoba Kühna z Rheingau (obecnego też w portfolio 101win.pl). Po moim niedawnym artykule o Enotece Polskiej rozgorzała dyskusja, ile w Polsce powinien kosztować Riesling Grosses Gewächs, czyli najwyższa półka niemieckiego wina wytrawnego. Życzyłem sobie retorycznie, żeby tyle co Barbaresco w Enotece. I proszę: St. Nikolaus 2009, Kühnowski odpowiednik GG (choć z powodów politycznych o ten znak się nie ubiega) kupimy w Brix65 za 133 zł. Wiec jednak można.

Świetne nowe znalezisko w katalogu Brix65.

Najciekawszym odkryciem były wina z mało na razie znanej winiarni Jürgen Leiner w Palatynacie. Ekologiczna uprawa i stuprocentowe nakierowanie na jakość owocuje winami pełnymi charakteru, intensywnymi i głębokimi. Na co dzień polecam Riesling Handwerk 2010, na weekend Setzer 2008 (64 zł) i Kalmit 2009 (105 zł), wielowymiarowe Rieslingi warte więcej od swych cen.

6.50€ na półce w Niemczech. Dlaczego nie u nas?

Ceny to kluczowy element dla sukcesu Rieslinga w Polsce. Jestem przekonany, że Polacy chcą wina niemieckie pić – wytrawne i słodkie, reńskie i mozelskie. Lecz trzeba dać im szansę. Sytuacja, w której prosty Kabinett od słynnej z niskich cen winarni Selbach-Oster ksoztuje 78 zł, jest oburzająca. Żeby zabawa miała sens i żeby do krainy Rieslinga przybywali nowi konsumenci, podstawowa flaszka musi kosztować między 30 a 40 zł. Mam wrażenie, że wielu importerów nie chwyta tego ważnego price pointu. Niektórzy mówią wręcz, że dobrego wina niemieckiego w tej cenie zaoferować się nie da. Nie? Wczoraj w Warszawie pyszne Riesling trocken 2010 nalewał Johannes Geil. Flaszka ta kosztuje za naszą zachodnią granicą 6,50€, na półce, z VAT. Czy tak trudno zrobić z tego 39 zł?

(więcej…)

Read Full Post »

Po wczorajszych 130 Rieslingach przyszła pora na kolejne 100. Tak wczoraj przeze mnie skrytykowany rocznik 2008 kontynuował swą kwaśną passę winami z Rheingau. Ten region jest zwykle niemieckim prymusem, lecz w starciu z niedojrzałością roku 2008 poległ z kretesem. Nie pamiętam tak nieciekawej serii win z przeciekawych przecież tutejszych siedlisk. Rüdesheimer Berg Rottland i Schlossberg, Erbacher Siegelsberg, Hattenheimer Hassel okazały się marne nawet od tak solidnych zwykle winiarzy, jak August Kesseler czy Johannishof (po cudownych2005 i 2007 jego Berg Rottland 2008 jest niezły, ale bez magii). Wyjątek uczyniłbym dla dobrej serii win od Schloss Schönborn (ta spora posiadłość od paru lat ma wyraźną zwyżkę formy) i jak zawsze niepokonanego Georga Breuera, który w Wiesbaden jest nieobecny, lecz pielgrzymowaliśmy do niego tuż po degustacji i się nie zawiedliśmy: Berg Rottland i Berg Schlossberg 2008 to są, a zwłaszcza będą, wielkie butelki. Lepiej niż łupkowe siedliska nad Renem wypadły w Rheingau winnice meńskie takie jak Hochheimer Domdechaney czy Kirchenstück (margle i wapienie) – tu kwasowość była mniej ostra i np. Franzowi Künstlerowi udały się wina o naprawdę znakomitej fakturze i długości.

Hesja Nadreńska wypadła w sumie lepiej niż Rheingau – to ewenement. Tych parę kilometrów na południe oraz co prawda prostsze, ale wcześniej dojrzewające i nie tak kwasogenne gleby zrodziły wina w swoim ogóle sympatyczniejsze. Niekiedy poszukiwanie mocy posuwało się za daleko, jak w znanym Rothenberg od Gunderlocha (14% alk. – to najmocniejszy Riesling rocznika); ale już Pettenthal 2008 od tego producenta jest świetny, mineralny, pełny, pewny siebie. To siedlisko zaliczyło jeszcze jeden strzał w dziesiątkę – u Kühling-Gillota, producenta dostępnego u nas w katalogu Jung & Lecker, do tej pory niezachwycającego, a tu pokazującego sporo ambicji i ciekawy nuty mineralne, przywodzące na myśl wręcz Santorini. Nie było zaskoczeniem po prostu znakomite, o niezwyklej harmonii Kirchberg 2008 od Kellera (a kiedy tego winiarza ktoś sprowadzi do IV RP?), podobnie jak czysty, strzelisty, bardzo mineralny Morstein 2008 od Wittmanna.

Kiedy rocznik jest chłodny i w północnych regionach Riesling nie dojrzewa w pełni, wiadomo, że swoje pięć minut będzie mieć Palatynat. I to się sprawdziło, z zastrzeżeniem, że o ile kwasowość jest tu ogólnie dojrzalsza i uciecha zmysłowa jest na dobrym średnim poziomie, pereł wartych poszukiwań i zakupu nie ma tak znowu wiele. Zachwyciła mnie seria bez pudła przedstawiona przez znanego i lubianego Reichsrat von Buhl (Jung & Lecker) na czele z dwoma winnicami na glebie wulkanicznej – Ungeheuer i Pechstein. Pechstein w ogóle wyrósł na gwiazdę rocznika, świetne wersje przedstawili też Bürklin-Wolf i Georg Mosbacher. Entuzjazm wielu autorów wywołały wina Christmanna – czyste, strzeliste, dla mnie o nieco zredukowanych bukietach, a niektóre poszukujące nadmiernego bogactwa – bowiem Riesling o aromatach Viognier to w ogóle jest problem Palatynatu, nawet w roczniku, gdzie należało wszak szukać raczej podobieństw do Muscadeta. W tym pierwszym kluczu najciekawszy jest bodaj Kirschgarten 2008 od Philippa Kuhna; w drugim – Ungeheuer 2008 od wspomnianego Mosbachera i seria dobrych, choć chłodnych i mało czarownych od Rebholza.

2008 nie jest całkowitą klęską. Przykład takich winiarzy jak Breuer, von Buhl, Keller czy Ratzenberger pokazuje, ile dało się osiągnąć ciężką pracą, inteligencją, nie nazbyt późnym zbiorem i winifikacją pokorną wobec charakteru rocznika. Elegancja, kwiatowe niuanse, cicha mineralność, cierpliwość – to wszystko mogą być cechy dobrego Rieslinga z 2008. Nie da się zaprzeczyć, że czas będzie tym winom sprzyjał (już kwadrans w kieliszku robi wielką różnicę), że pasują do jedzenia, że są w sumie niezłą odtrutką na wina bombastyczne, jakie pamiętamy choćby z 2006 roku. Jeśli nie będziemy w nich szukać mineralnych otchłani i niezapomnianej równowagi 2007, mogą być w sumie całkiem satysfakcjonujące. Problemem będą ceny i – to dla mnie oczywiste, choć niemieccy dziennikarze i winiarze w rozmowach nie podzielali mej troski – zdecydowanie nadmierna podaż. W Wiesbaden spróbowaliśmy ponad 230 win klasy Grosses Gewächs. Połowa z nich powinna być zabutelkowana jako Spätlese trocken po 10–14€. Kosztować będą zaś w większości 16–30€. Lecz jeśli skupimy się na Spätlese właśnie, na żywych, elektrycznych, dobrych do stołu QbA trocken, a także lżejszych winach słodkich – będziemy mieli dobre niedrogie wina do picia w ciągu najbliższego roku. „Rocznik przejściowy” też ma przecież swój urok.

Read Full Post »