Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Pinot Gris’

Awantury o polskie wino ciąg dalszy. Oto podsumowanie sytuacji i kilka refleksji.

Odpowiedź MSZ

Wczoraj, po 6 dniach oczekiwania, otrzymałem od MSZ odpowiedzi na pytania z zeszłego wtorku:

Podmiotem wyłonionym w tym postępowaniu [chodzi o zapytanie ofertowe z VIII 2010 o którym pisałem tu] była firma Collegium Vini. Ekspertyza została przygotowana przez Piotra Pietrzyka i Macieja Łukaszewicza i dotyczyła „analizy dostępnych na rynku produktów winiarskich oraz możliwości obsługi w zakresie usług winiarskich spotkań krajowych w ramach Polskiego Przewodnictwa w Radzie UE w roku 2011” nie zaś doboru win na poszczególne spotkania – to jest zadanie catererów, którzy wyłaniani są w drodze zamówienia publicznego na każde ze spotkań lub grup spotkań odrębnie. Wynika to z faktu, że zaproponowane wina muszą być dobrane do proponowanych potraw, a te zależą od pory roku, typu kuchni, dostępności produktów, etc.

Memorandum ma na celu potwierdzenie politycznego uzgodnienia, iż Polska i Węgry są współgospodarzami szczytu Partnerstwa Wschodniego i że występując w tej roli Węgry zobowiązują się dostarczyć wino na to konkretne spotkanie. Strona polska „potwierdza zainteresowanie uwzględnianiem win węgierskich w menu spotkań wysokiego szczebla organizowanych przez polską Prezydencję w okresie lipiec–grudzień 2011 roku”, co oznacza, że wina te mogą być przedstawione w propozycjach catererów i mogą znaleźć się w menu innych spotkań. Polska wspiera prezydencję węgierską i MoU stanowi potwierdzenie bliskiej współpracy.

Wśród serwowanych win mogą znaleźć się wina polskie. Spotkanie, o którym mowa, jest organizowane przez Ministerstwo  Sprawiedliwości i Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie ma wpływu na tę decyzję. Nie wiemy jakie wino i w jakim trybie wyselekcjonowane miałoby tam być podawane.

Z poważaniem,

Biuro Rzecznika Prasowego

Ministerstwo Spraw Zagranicznych

Kontrowersje

Być może Minister Spraw Zagranicznych, wygłaszając tydzień temu dla prasy swą kontrowersyjną opinię o polskich winach, miał nadzieję, że nikt tego nie zauważy i sprawa rozejdzie się po kościach. Nie rozeszła się. Sprawę już w poniedziałek wieczorem komentowano na Facebooku, we wtorek rano Ministra zacytował i sceptycznie o możliwościach polskich win wypowiedział się Andrzej Daszkiewicz. Następnie o sprawie informowali i ją komentowali m.in. Winezine.pl, Nasze Wina (ciekawa dyskusja o tym, czy konkuruję z Wine 4 You), Nowiny24.pl (zwracam honor Ewie Wawro, która dostała z MSZ tę samą skopipejstowaną odpowiedź), Vinisfera, Ewa Wieleżyńska. Pewien bloger zamieścił ostry komiks. Wypowiadali się także Państwo, zamieszczając w komentarzach do tego i tego wątku różne ciekawe informacje. Rozgłos całej sprawie nadał znany dziennikarz Tomasz Machała na swoim popularnym blogu. Wino przekroczyło granice wina i wtargnęło do polityki: punkty do najbliższej kampanii wyborczej zbierał PiS oraz jego europoseł z Podkarpacia Tomasz Poręba (któremu pomimo ostrej retoryki należą się dzięki za zorganizowanie degustacji polskich win w Brukseli, która wzbudziła spore zainteresowanie cudzoziemców). Bańka pękła, gdy materiały o polskim winie nadały telewizje: TVN24 (W. Pawlak w 12’30”, M. Kondrat od 13’48”), TVP1 (23’27”), Panorama TVP2 (17’13”).

© Białe nad czerwonym.

Czego się dowiedzieliśmy

MSZ (a konkretnie Departament Koordynacji Przewodnictwa Polski w Radzie UE) zaczął myśleć o winie rok temu. W sierpniu 2010 wyłonił w urzędowej procedurze konsultanta – Collegium Vini, które sporządziło ekspertyzę wskazującą, jakie wina powinny być podawane w czasie oficjalnych spotkań. Z grubsza rzecz biorąc, na najwyższym szczeblu – szampan i Margaux, na średnim – Chablis i Chianti itp. Koszt dla podatnika – kilka tysięcy złotych.

Na początku 2011 MSZ zmienił jednak koncepcję. W lutym w Budapeszcie wstępnie ustalono, że w czasie polskiej prezydencji podawane będą wina węgierskie. W maju w Polsce odbyła się seria spotkań (m.in. tu, tu oraz w Ambasadzie Węgier w Warszawie), w ramach których sommelierka Helga Gál prezentowała wyselekcjonowane do serwisu w czasie węgierskiej prezydencji w UE. Decyzja o promowaniu win węgierskich przez polski MSZ została potwierdzona na szczeblu dyplomatycznym 20 maja. 20 czerwca Radosław Sikorski poinformował o podpisaniu memorandum w tej sprawie. Przy okazji wyraził się negatywnie o polskich winach, powołując na degustację w pałacyku MSZ z udziałem polskich sommelierów.

Po medialnej burzy wokół tej ostatniej wypowiedzi MSZ robi krok w tył. Wina węgierskie – tylko podczas szczytu Partnerstwa Wschodniego (wrzesień 2011), a w czasie pozostałych spotkań inne wina europejskie, wśród których „mogą się znaleźć” również wina polskie, choć MSZ „potwierdza zainteresowanie uwzględnianiem win węgierskich”. W międzyczasie Ministerstwo Sprawiedliwości decyduje, że na spotkaniu ministrów w Sopocie w lipcu 2011 podane zostanie polskie wino z Winnicy Nad Dworskim Potokiem UJ. 26 czerwca MSZ podejmuje próbę kontaktu z niektórymi polskimi winiarzami, m.in. z Romanem Myśliwcem. Dziś (28 czerwca) polscy winiarze pokażą swoje wina w Pałacu Prezydenckim; nie ma to związku z działaniami MSZ, ale może dojdzie do jakichś rozmów.

Helga Gál prezentuje wina wybrane na węgierską prezydencję. © Eu2011.hu.

Czego jeszcze nie wiemy

Nie wiemy, jakie konkretnie wina będą podawane w czasie polskiej prezydencji.

Nie wiemy nawet, kto będzie o tym decydował. Z jednej strony bowiem MSZ wyjaśnia, że „wybór zależy od catererów, zakupu wina powinni oni dokonywać na rynku polskim. Dotyczy to wszystkich produktów i napojów na spotkania objęte usługami cateringowymi”. Z drugiej strony Minister Spraw Zagranicznych podpisuje międzynarodowy dokument określający, jakie wina będą podawane w czasie polskiej prezydencji, a inny minister osobiście dokonuje wyboru polskiego wina na koordynowane przez siebie spotkanie. Nie wiadomo, jak do tego wszystkiego ma się ekspertyza sporządzona przez Collegium Vini. Z moich informacji wynika, że nie polecano w niej podawania żadnego polskiego wina. Czy ten dokument został już w ogóle odłożony do szuflady i stał się jednym z licznych przykładów mnożenia zbędnych urzędniczych bytów (za publiczne pieniądze)? Czy pomimo zapewnień Rzecznika MSZ „catererzy” nie do końca mają swobodę w wyborze win i muszą uwzględniać prowęgierską wolę polityczną Ministerstwa?

Nadal nic nie wiemy o tajemniczej degustacji polskich win w pałacyku MSZ na ul. Foksal. Moje trzykrotne zapytanie w tej sprawie zostało zignorowane przez MSZ. Pytani przeze mnie „polscy sommelierowie” w tej degustacji nie uczestniczyli. Nic nie wie o niej Stowarzyszenie Sommelierów Polskich. Jednak degustacja w lokalach MSZ z udziałem Ministra to chyba raczej wydarzenie urzędowe. Dlaczego więc MSZ nie chce udzielić żadnych informacji o tym, jakie wina, przez kogo, w jakich warunkach i w jakim celu były degustowane? Winiarska opinia publiczna ma prawo poznać te szczegóły, tym bardziej, że doprowadziły do niefortunnej wypowiedzi Ministra godzącej w wizerunek polskiego winiarstwa.

Co z winami węgierskimi w czasie polskiej prezydencji w UE? Wbrew sformułowaniom MSZ („przekazanie wina”, „Węgry zobowiązują się dostarczyć”) oraz takim niusom, z Ambasady Węgier uzyskałem informację, że nie ma mowy o bezpłatnym przekazaniu win, choć rząd węgierski częściowo pokryje ich koszt. Skoro jednak w grę wchodzi zakup, dlaczego wspieranie win węgierskich przez MSZ odbywa się poza urzędowymi procedurami? Dlaczego inne kraje – jak sądzę – gotowe finansowo wesprzeć ich promocję przy okazji prezydencji, takie jak Czechy czy Austria, nie dostały takiej szansy? Dlaczego równych szans w dostępie do tego wyróżnienia nie stworzono także polskim regionom winiarskim? Łatwo mogę sobie wyobrazić, że polscy producenci dostarczyliby na użytek prezydencji wino po obniżonej cenie. (Choć jeden z winiarzy powiedział mi, że „w związku z zerowym poparciem dla polskiego winiarstwa ze strony rządu nie mam do tego szczególnej motywacji”).

Nie jest jasne, jakie dokładnie wina węgierskie miałyby być podawane w Polsce. Wiele win z prezentowanych kilkakrotnie przez Helgę Gál nie jest dostępnych na polskim rynku. Jednak MSZ w swoim komentarzy potwierdza, że zakup win powinien „dokonywać [się] na rynku polskim”. Jaki był więc cel zaproszenia „catererów” na prezentacje węgierskich win i przedstawienie im oferty cenowej? Dlaczego selekcję win powierzono stronie węgierskiej, skoro MSZ wyłonił w oficjalnym postępowaniu konsultanta ds. win, a wybór win madziarskich na polskim rynku jest na tyle duży, że pozwala na wybór bardzo reprezentatywnych butelek?

Pałac Przeździeckich na ul. Foksal w Warszawie. © Hubert Śmietanka.

Przejdźmy do meritum

W ramach półrocznej polskiej prezydencji w UE odbędzie się ponad 30 oficjalnych spotkań na szczeblu ministerialnym i kilkadziesiąt mniej istotnych. Lubię wina węgierskie i istnieją historyczne, smakowe i polityczne przesłanki ku temu, by zaprezentować je, gdy Polska będzie gospodarowała w Unii. Nie widzę jednak powodu, by wina węgierskie były w tym okresie szczególnie uprzywilejowane. Węgry przez pół roku poiły europejskich decydentów swoimi wyrobami i nie ma potrzeby, by to miodowe półrocze polskimi rękami przedłużać. Co najmniej kilka innych krajów jest dobrze obecnych na naszym rynku i dokłada wielu starań, by Polaków ze swoimi winami zaznajomić, przez co zasługiwałyby na życzliwą pamięć, np. Austria, Włochy czy Portugalia. Z politycznego punktu widzenia zasadne wydaje się też wsparcie win z takich krajów, jak np. Gruzja czy Ukraina, a z jakościowego – np. z Czech, mało znanych w Europie, a zasługujących na uwagę. (Przy tym od czeskiej prezydencji w UE minęło dwa i pół roku).

Powiedzmy wreszcie wprost, że nie istnieją żadne merytoryczne powody, żeby na kilku bądź wręcz kilkunastu spotkaniach w ramach polskiej prezydencji nie zaprezentować polskich win. Wypowiedź min. Radosława Sikorskiego z 20 czerwca, jakoby polskie wina jakościowo i ilościowo nie były w stanie sprostać temu zadaniu, jest po prostu nieprawdziwa. Jeśli chodzi o ilości, wystarczyło mi 10 minut, żeby dowiedzieć się, że:

  • Winnica Płochockich dysponuje w tej chwili 500 but. bardzo dobrego białego Sibemus 2009 oraz Rosé 2010, a w lipcu zabutelkuje 1 tys. butelek Sibemus 2010 i Blanki 2010;
  • Winnica Adoria ma na stanie 2 tys. butelek Rieslinga 2009, a w lipcu zabutelkuje kilka tys. butelek Chardonnay i Pinot Noir 2009;
  • Winnice Jaworek oferują w tej chwili Regenta 2009 (1,3 tys. Butelek), Pinot Noir 2009 (750 but.) oraz znakomite Pinot Noir Prestige 2009 (300 but.) a pod koniec lipca dojdzie do tego 3 tys. butelek Rieslinga 2010.

Jeśli chodzi o jakość, wbrew wypowiedziom różnych sceptyków na różnych forach – polskie wino to nie jest żaden obciach, nie musimy czekać 300 lat, żeby jakość spłynęła na nas z nieba pod wpływem tradycji, przestańmy wreszcie wstydliwie przepraszać, że hodujemy winorośl i produkujemy wino. Jest w Polsce wiele niedobrych win (o czym nieraz pisałem), ale też niemało dobrych, które spokojnie można podać ministrom i sekretarzom stanu. Świadczy o tym także fakt, że polskie wina w cenie od  40 do 60 zł świetnie sprzedają się w sklepach winiarskich i szybko znikają z półek, ponadto znalazły się w kartach wielu prestiżowych restauracji, m.in. w 5-gwiazdkowych hotelach takich jak warszawskie Le Régina, Marriott, Intercontinental. Mam wrażenie, że negatywne komentarze o polskich winach wygłaszają głównie ci, którzy ich nie pili. Jestem gotów założyć się, że w degustacji w ciemno przeciętny konsument albo nawet sommelier nie odróżni Pinot Noir Prestige Jaworka od niemieckiego Pinot Noir za 25€ albo Pinot Gris od Szürkebarát znad Balatonu. Szkoda, że instytucje publiczne powołane do tego, żeby promować wizerunek Polski za granicą nie zadały sobie trudu, żeby z tymi faktami kompetentnie się zapoznać i skorzystać z narzucającej się okazji wsparcia polskiego winiarstwa.

Problem jest jednak głębszy. Bałagan decyzyjno-kompetencyjny, sprzeczne informacje, sześciodniowe oczekiwanie na komentarz ze strony rzecznika prasowego MSZ wskazują, że nikt sprawy win podawanych w czasie prezydencji faktycznie nie kontroluje i nie bierze za nią odpowiedzialności. Na proste pytanie – jakie wina będą podane – nie ma odpowiedzi i wiemy w zasadzie mniej niż przed wybuchem całej „afery”. Bo wino, polscy winiarze, 1 tys. hektarów upraw dający zatrudnienie kilku tysiącom osób, cały sektor gospodarki o sporych perspektywach rozwoju – po prostu nikogo nie obchodzą. Instytucje na szczeblu centralnym mające wspierać rozwój rolnictwa i przedsiębiorczości zamiast pomagać, podległymi sobie służbami szykanują winiarzy nie mieszczącymi się w głowie kontrolami. Jako wielki sukces przedstawiane jest uchwalenie po trzech latach ciężkiej legislacyjnej pracy ustawy winiarskiej, powielającej w większości rozwiązania prawne od lat znane w innych krajach. Śmieszność tej sytuacji można by zbyć wzruszeniem ramion i kieliszkiem dobrego Rieslinga, gdyby nie była ona smutną metaforą stanu naszego państwa.

Prywatnie R. S. może woleć Bikavéra, ale od ministra RP oczekujemy wsparcia rodzimych produktów. © PAP / Jacek Kostrzewski.

Read Full Post »

Po zeszłorocznej notce, w której dałem wyraz entuzjazmowi dla win dolnośląskiej Winnicy Jaworek, upłynął prawie dokładnie rok. Kilkakrotnie próbowane w tym czasie (w Krakowie i na Gali Magazynu WINO) potwierdzały swą klasę – zaintrygował mnie szczególnie Pinot Noir 2008 oraz świetnie zabeczkowane Chardonnay–Auxerrois 2008.

Teraz producent przysłał cztery wina z nowego rocznika 2009 na panel Magazynu WINO – zatem degustowane były w ciemno bez taryfy ulgowej dla swej „polskości”. Gwoli prawdy nie potrzebowały jej, bo wypadły świetnie. Jakość win z 2008 jak widać nie była przypadkiem (a był to wszak trudny rocznik) i w kolejnym, szczodrzejszym roku dojrzewające w dobrych warunkach Miękini winogrona oraz winifikacyjny talent Piotra Stopczyńskiego złożyły się na kolejny sukces. (Stopczyński w Winnicach Jaworek już nie pracuje, w 2010 r. będzie nadzorował produkcję m.in. w Winnicy Pałacu Mierzęcin).

To o tyle ważne, że regularnie „dowiezienie” jakości wina do butelki było dotąd i często pozostaje jednym z dużych problemów polskich producentów. Jackowi Boguszowi z podwarszawskich Łomianek wyszedł onegdaj dobry Gołubok 2005 – lecz od tej pory z jego butelkami więcej miałem kłopotów niż przyjemności. Winnica Pod Dębem w 2004 i 2007 zrobiła jedno z moich ulubionych Rond – ale rocznik 2005 kompletnie się nie udał. Z Winnicy Miłosz Krzysztofa Fedorowicza (prowadzącego dobry winiarski blog) jedne wina podobają mi się nad wyraz (Pinot Noir 2006 i Pinot Blanc 2008), a inne w ogóle (zielony Alibernet 2008 czy dziwaczny Devin 2007). Wina polskie starzone często w szklanych gąsiorach (ilości i fundusze są zbyt małe, aby opłacał się zakup większych stalowych kadzi, lecz w takich pojemnikach wino jest mniej stabilne), butelkowane ręcznie (linia do butelkowania to wydatek kilkunastu tysięcy euro), a stabilizacja i siarkowanie wina wymagają umiejętności i wprawy, których naszym winiarzom często brakuje.

U Jaworka tych problemów nie ma. To wina komercyjne pełną gębą, które w tym roku po raz kolejny mogą śmiało konkurować na naszym rynku z butelkami nie tylko z Czech, ale i Węgier, Austrii czy Francji. Pinot Noir Rosé 2009 w nieformalnym panelu tuzina win różowych uplasował się na zaszczytnym drugim miejscu; smakował mi bardziej niż trzy różowe etykiety Tamása Dúzsiego z Szekszárdu i bordoskie klarety. Jedyne znaki zapytania to wyczuwalne 9 g cukru i cena 46 zł. Drogi (52 zł) jest też Pinot Gris 2009, ale to najlepsze wino z degustowanej czwórki i naprawdę wielki polski sukces – świetny balans cukrowo-kwasowy i dobre smaki jabłka, melona i masła. Cukier resztkowy jest wyraźny w aromatycznym, typowym i bardzo pijalnym Traminerze 2009, który kosztuje z kolei tylko 36 zł i jest ich wart. Riesling 2009 to wino z gatunku „kontrowersyjnych” – cokolwiek zielone i kwaśne (5 g cukru to tutaj może za mało, choć alkoholu jest tylko 11%), a ponadto niezbyt aromatyczne – lecz przy swej strukturze i mineralności ma szansę się rozwinąć. To była naprawdę udana degustacja – z niecierpliwością czekam na wina starzone w beczkach, w tym tak udany w 2008 Pinot Noir.

(więcej…)

Read Full Post »

Debiut na medal

Winnice Jaworek

Podwrocławskie Winnice Jaworek pozostają jedynym polskim producentem jakościowego wina gronowego (oprócz Winnicy Nobile Verbum Zbrodzice z winem białym Herbowym), któremu pomimo serii mrożących krew w żyłach utrudnień biurokratycznych (o których pisałem tu) udało się wprowadzić swej wyroby do legalnej sprzedaży. Biały Feniks i różowe Pinot Noir trafiły na rynek już pod koniec maja, więc spróbowałem ich bodaj jako jeden z ostatnich (za tę możliwość bardzo dziękuję Sławomirowi Chrzczonowiczowi z Vinariusa). Dzięki temu przystępowałem do degustacji wyposażony w opinie winomanów i krytyków (zob. m.in. na forum Gazeta.pl, SstarwinesMojewino.pl, Vinisfera, Winomania oraz na blogach Winobranie i Białe nad czerwonym). Można je podsumować następująco: większość była winami z Miękini mile zaskoczona i bardzo je chwaliła za dobry owoc i „pijalność” (z domieszką zdrowego patriotyzmu), sytuując je na dobrym środkowoeuropejskim poziomie obok win morawskich czy saskich; mniejszość zarzucała im cienkość, nadmierny cukier resztkowy i wygórowaną cenę.

Spróbowawszy trzech win we wtorkowe popołudnie i dopijając je z otwartych butelek w różnych sytuacjach przez trzy dni, wypada mi te ostatnie, krytyczne opinie zdecydowanie odrzucić. Trzy wina Jaworka z rocznika 2008 są, krótko mówiąc, znakomite. Energicznym trójskokiem – w którym trudno nie dopatrzyć się pozytywnego wpływu trenera Piotra Stopczyńskiego, do niedawna enologa uznanej winiarni w Kalifornii; polecam lekturę jego dziennika kalifornijskiego i śląskiego) – Miękinia zostawiła daleko w tyle resztę polskiego winiarstwa. Są to wina pełną gębą, czyste, zdefiniowane, przemyślane, stabilne, dojrzałe, ze zrównoważoną kwasowością i świetnym owocem – czyli mają wszystko to, czego nie staje większości polskich win, o czym pisałem niedawno w sprawozdaniu z IV Konwentu Polskich Winiarzy. Nie unosi się nad nimi duch szklanego gąsiora ani smrodek swojskiej hybrydy, znać za to rękę prawdziwego specjalisty od winifikacji, który wie, dokąd zmierza i co zrobić, żeby maksymalnie uwypuklić zalety, a ukryć wady (bo i takie są) winogron, którymi dysponuje. Trudno nie poczuć dumy i wzruszenia: polskie wino jednak może być bardzo dobre. Miękini i Stopczyńskiemu śpiewajmy zatem „sto lat”, a inni winiarze niech się biorą do roboty, bo lider im mocno odjechał i kto chce jeszcze się liczyć w tym wyścigu, musi mocno nacisnąć na pedały.

Winnice Jaworek Feniks 2008

Feniks 2008

Wino z odmian Phoenix (hybryda nowej generacji, Bacchus x Villard Blanc, już rozpowszechniona w Anglii i Kanadzie) i Elbling (starożytna odmiana niemiecka, przystosowana do zimnego klimatu), 10% alkoholu, cukier resztkowy nieznany (zgaduję ok. 12-15g), wyprodukowano 1160 butelek. W zamyśle miała to być rzecz bardzo lekka i wiosenna – i jest. Wrażenie lekkości potęguje resztkowy gaz CO2. Dobry nos, zielony, roślinny, ale czysty, bez nut „lisich”, mieszańcowych psujących przyjemność z tak wielu polskich win. Usta lepsze od nosa, ładnie owocowe, z całkiem dobrym wypełnieniem (cytryna, jabłko, draża); lekkie, ale nie cienkie. Bardzo dobra równowaga – kwasowość się tu nie wybija (i jest całkiem dojrzała, co jest ewenementem jak na wina polskie z rocznika 2008), równoważy się wzajemnie z cukrem resztkowym w podziwu godny sposób. Wprawne podniebienie rozpozna, że tego cukru jest analitycznie całkiem sporo, ale smakowo wino klasyfikuję jako wytrawne. Mój jedyny krytycyzm dotyczy alkoholu, wprawdzie niskiego, lecz przy tej leciutkiej fakturze nieco wyczuwalnego. Wino ma swój styl, wbrew różnym opisom przyrównującym go do win saskich z takich odmian jak Elbling czy Scheurebe mnie przypominało raczej niezłej klasy vinho verde z Portugalii. Feniks nie potrzebuje taryfy ulgowej, w cenie producenta (27 zł) jest naprawdę bardzo przyzwoitą, konkurencyjną propozycją na lato.

Winnice Jaworek Pinot Gris 2008

Pinot Gris 2008

11,5% alk., 13,7g cukru resztkowego i aż 8g całkowitej kwasowości, 646 butelek. Pinot Gris wraz z Rieslingiem wydaje się najbardziej perspektywiczną odmianą obecną w Winnicach Jaworek. Mam dobre wspomnienie z pionierskich roczników 2004 i 2005. Nowy wypada bardzo dobrze, a nawet lepiej. Przede wszystkim zachowany jest charakter szczepowy: dojrzałe jabłka (reneta), cytrusy, niuans miodowy, a kwasowość jest – znów – nienagannie dojrzała i bardzo dobrze zintegrowana z materią wina (choć w końcówce pojawia się drobna suchość). Podobnie z cukrem – odgadnięcie jego faktycznej zawartości to nie lada sztuka, wino „smakuje na” 7-8g. Nie jest bardzo cieliste, ale ma wystarczający owoc, a styl jest szlachetny, europejski. Świetny poziom techniczny, inteligentna winifikacja. To jest wino już nie na poziomie morawskim, ale wręcz lekkiej Alzacji, co w połączeniu z ceną (u producenta – 38 zł) pozwala wystawić mu wysoką ocenę.

Winnice Jaworek Pinot Noir 2008

Pinot Noir Rosé 2008

Oprócz tytułowego Pinot Noir do wina trafia nieco Frühburgundera. 11% alk., 9,9g cukru, 380 butelek. Bardzo dobra, mocna, nasycona barwa. Bukiet owoców leśnych (maliny) i ogrodowych (truskawki) na cytrusowym, ciut roślinnym tle, lecz jak w pozostałych winach zapach nie jest największą atrakcją wina – są nią świetnie owocowe, czyste jak łza, znakomicie wyważone usta. Styl wytrawny, ale dojrzały, nie kwaśny, dużo owocu w łatwym, komercyjnym stylu. Kolejne bardzo dobre wino i przede wszystkim wskazówka dla innych polskich winiarzy, by miast produkować shirazowe potworki z Ronda i Regenta, poszli drogą win różowych, które mogą się u nas świetnie udawać. Za 35 zł nie ma tu co krytykować.

Pinot Noir jest już wyprzedany, ale pozostałe wina Jaworka (w tym nierecenzowany przeze mnie Riesling 2008) dostępne są w Wina.pl, Winedirect oraz sklepie Vinariusa na ul. Bednarskiej w Warszawie i u producenta.

Read Full Post »

DSC00003

Dzień jak co dzień. Kolejami Mazowieckimi punktualnie i wygodnie dojechałem na drugi koniec miasta (trzeba tylko postawić nowe wiaty na stacji Warszawa-Gocławek). Przeszedłem świeżo wyasfaltowaną ulicą na peryferiach, przy której mieściły się małe zakłady i firmy; przed świeżo otynkowanymi budynkami stały umyte audi i mercedesy. Dotarłem do nowiutkiej hali targowej, gdzie w recepcji w ciągu pięciu sekund dostałem magnetyczny identyfikator, a recepcjonistki sympatycznie się uśmiechały. W hali targowej swe wina polskiej publiczności prezentowało kilkudziesięciu producentów z całego świata. Było kameralnie, ale nie piłem ani jednego złego wina, a mogłem przebierać wśród chablis, sancerre, ribera del duero, chianti, szampanów aż po butelki z dalekiej Australii, przemieszane ze swojskim miodem półtorakiem. Uciąłem pogawędki ze sprzedawcą z dobrze prosperującego sklepu winiarskiego na Żoliborzu i wydawcą z Poznania, który ma pomysł na mocne wejście na rynek książek winiarskich. A także z zadowolonymi z życia winiarzami ze Słowenii, Mołdawii, Macedonii i Gruzji, którzy mogą produkować wina jakie im się żywnie podobają i sprzedawać je wszędzie tam, gdzie znajdą się chętni. W Polsce się znajdują. Pani Wiera z Mokotowa lubi Kindzmarauli, a pan Wiesław z Ostródy woli konkretniejsze Mukuzani.

Na komentowanej degustacji zjawił się nadkomplet dobrze obeznanych z tematem słuchaczy. Toalety były czyste i dobrze oznakowane. Na targach nikt się nie upił, a „kolekcjonerów” proszących o otwarte wino do zabrania do domu było niewielu i budzili powszechną sympatię. Wrociłem do domu zmęczony i zadowolony, a wychodząc z dworca nabyłem jeszcze fantastyczną polską truskawkę po 5 zł za łubiankę. Dzień jak co dzień.

Dveri-Pax Eisenthür 2005

Dwudziestolecie wolności świętowałem skromnie w zaciszu najmniejszej komórki społecznej. Przepełniały nas codzienne uczucia i troski z lekką domieszką dumy i satysfakcji. Za Polskę, wolność i dwadzieścia lat normalności wypiliśmy toast dumnym winem od słoweńskich braci: Dveri-Pax Eisenthür 2005. Nie było idealne (prawdę mówiąć dosyć kwaśne), lecz nawet to wydawało się odpowiednie do okazji. Oby nam się!

Read Full Post »