Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Pinot Noir’

Lubię szampana. Było to właściwie pierwsze wino, którym się poważniej zainteresowałem i na początku poprzedniej dekady jako początkujący degustator zapukałem do wszystkich liczących się do domów szampańskich. Z tamtych czasów pamiętam degutację win bazowych w Veuve Clicquot (niesamowita ohyda), restaurację Le Petit Comptoir w Reims, którą lubili dyrektorzy marketingu (niesamowita pycha), smak światła w Lanson, pleśniowy ser podany do szampana w Charles Heidsieck… Spróbowałem wtedy chyba wsystkie liczące się cuvées włącznie z największymi rarytasami, jak Blanc des Millénaires 1990 Heidsiecka, Cristal Rosé czy stare roczniki Taittingera. Wszystkie – oprócz jednego. Otóż nigdy nie odkorkowano dla mnie u Bollingera słynnego Vieilles Vignes Françaises. Dlatego jestem wdzięczny importerowi Centrum Wina za zaproszenie na degustację win Bollinger, na której wreszcie, po 11 latach od pierwszej wizyty w Aÿ, spróbowałem mojej nemezis.

O innych winach z tej prezentacji napisałem już skrótowo i z punktu widzenia niezakręconego konsumenta na Winicjatywie. Najlepszym winem Bollingera przy tej okazji okazał się rocznikowy Grande Année 2002, wspaniale pełny, wręcz nadobny i jednocześnie kwasowo ostry jak żyletka, miodowy i mineralny zarazem jak potrafią być tylko wielkie szampany. To najlepsze Grande Année, jakie piłem od wielu années.

Bollinger Champagne Vieilles Vignes Françaises 2002

Nareszcie cię dopadłem.

Ale potem dostaliśmy trzy łyki Vieilles Vignes Françaises 2002, jednego z najrzadszych szampanów, powstającego z dwóch malutkich winniczek Chaude Terre i Saint-Jacques. Pinot Noir jest tu sadzony jak w XIX wieku na własnych korzeniach; straszliwa mszyca filoksera się nie rozwija z uwagi na duża zawartość piasku w glebie (choć trzecia parcelka Croix Rouge została jednak zaatakowana i zdechła w 2005 roku; ciekawe co na to księgowa Bollingera, bo poszło z dymem jak nic 4 mln € rocznie).

Tak się składa, że w 2001 r. byłem w jednej z tych parcelek i chociaż wina VVF się wówczas nie napiłem, wrażenie było piorunujące. W XIX wieku w wilgotnych regionach winorośl sadzono en foule, czyli „w tłumie”, tak gęsto jak pomidory: miało to zmuszać krzewy to zapuszczania korzeni bardzo głęboko, co obniżało wydajność i łagodziło negatywny wpływ wysokich opadów. W Burgundii i Szampanii uprawiano wówczas niekiedy 40 tys. krzewów winorośli na hektar! (Dzisiaj szczytem marzeń jest 12 tys.). To właśnie temu, oprócz własnych korzeni Vitis vinifera, przypisuje się głębię, strukturę i żywotność ówczesnych win. Dziś niemal co tydzień dowiadujemy się o szampanach XIX-wiecznych wyłowionych z dna Bałtyku, które niezmiennie są w świetnej formie.

Bollinger Champagne Vieilles Vignes Françaises 2002

Pinot Noir sadzone en foule. @Weinvin.com.

 

Vieilles Vignes Françaises 2002 to niezwykłe wino. Jest niesamowicie skoncentrowane, ściśnięte, mineralne tak bardzo, jak rzadko zdarza się drogim białym burgundom. Z pewnością trzeba je dekantować (w smukłej karafce włożonej do lodu) albo przynajmniej podać, jak podano je nam, w wielkim kieliszku do burgunda. Wtedy po kwadransie pojawiają się brzoskwinie, morele, miód, herbatniki, choć spodem zawsze czai się ta niebywała rezerwa i twardość, garbnikowy chłód korzeni schodzących do wnętrza ziemi. Może VVF nie jest winem „wielkim” w powszechnym znaczeniu tego słowa (ponoć niemal wszyscy wolą Grande Année), a jednak nie wymieniłbym go na żadne inne. Z każdym łykiem przenikały mnie dreszcze.

(więcej…)

Read Full Post »

Wielka degustacja polskich win za nami. Sprawozdanie z imprezy organizowanej przez Winicjatywę, największej dotąd tego typu – sześciu winiarzy pokazało w sumie ponad 30 win – przeczytacie tutaj.

Markus Huber Veltliner Hugo 2011 vs Winnica Płochockich Sibemus 2010

Nie do odróżnienia.

Równolegle poprowadziłem seminarium, w ramach którego skonfrontowałem topowe polskie butelki z winami z krajów ościennych. Jestem przekonany, że takie porównania naszych wyrobów z winami dobrej europejskiej klasy są konieczne, jeśli polskie winiarstwo ma zrobić kolejne kroki naprzód. Do takich konfrontacji już dochodziło – choćby na konkursie Enoforum, gdzie polskie wina zdobyły pierwsze międzynarodowe medale, czy Grand Prix 2010 Magazynu WINO, gdy Pinot Gris 2009 Lecha Jaworka zdobyło świetne V miejsce w bardzo mocno obsadzonej kategorii win białych do 60 zł (w degustacji w ciemno wyprzedziło wówczas m.in. Sauvignon Blanc Konrad z Nowej Zelandii czy znanego włoskiego Traminera Maso Furli). Nigdy jednak na taką skalę.

Dobierając wina do degustacji nie zastosowałem żadnej taryfy ulgowej. Sięgnąłem po flaszki winiarzy europejskiej absolutnie najwyższej klasy – Markusa Hubera, niedawnego winiarza roku w Austrii, Jánosa Árvaya, którego winomanom przedstawiać nie trzeba, wreszcie Egona Müllera – być może największej gwiazdy winiarskich Niemiec – którego Rizling Rýnsky powszechnie uważa się za najlepsze wino powstające na Słowacji. Wina polskie i niepolskie skojarzyłem ze sobą szczepami, smakowym stylem i (mniej więcej) podobną ceną.

Egon Muller Chateau Bela Riesling 2004 vs Winnice Jaworek Riesling 2006

Egon kto?

A wyniki? Nalane do dwóch kieliszków Huber Grüner Veltliner Hugo 2011 (importer: Interwin i Winoman.pl, ok. 40 zł) i Sibemus 2010 Płochockich (39–45 zł) w swej zielonej świeżości i soczystym jabłkowym owocu były… praktycznie nie do odróżnienia. Jeden z uczestników trafnie odgadł młodego Veltlinera, tyle że mówił akurat o Sibemusie. 3 osoby na 10 degustujących wzięły Veltlinera za polskie wino. W głosowaniu na preferowane wino z tej pary Huber wygrał 5:3. Mieszanka „nieperspektywicznych” hybryd spod Sandomierza niemal dorównała butelce od austriackiej gwiazdy.

W kolejnej parze zaprezentowałem starszy polski rocznik – Riesling 2006 Lecha Jaworka (obecne roczniki ok. 60 zł). Wino z bardzo ładną kwasowością, subtelnym cukrem resztkowym, nieco naftowe, w szczycie formy, jeszcze nie schodzące, naprawdę dobry przykład zestarzonego Rieslinga. Gdyby nie wiedzieć, że może być to wino polskie, nikt by nie zgadł. Ale i tak 3 osoby za polskie w tej parze uznały Château Belá Rizling 2004, znakomite wino słowackie nagrodzone ongiś medalem Magazynu Wino (pisałem o nim szerzej tutaj; importer: Centrum Wina, 73 zł). Wyraźnie słodsze, głośniejsze, mocniejsze od Jaworka, bardziej wyraziste, choć nie jest to różnica klas; 6:2 dla Słowacji.

Holger Koch Kaiserstuhl Spatburgunder 2008 vs Winnica Adoria Pinot Noir 2010

Dwa wina europejskiej klasy.

Winnica Adoria Pinot Noir 2010 (ok. 90 zł) kontra Holger Koch Spätburgunder 2008 (Brix65, ok. 70 zł). Tutaj iluzja była absolutna – oba wina miały podobny jaśniutki kolor, czereśniowy owoc, smaczny kwas, drobny garbnik. Wiedząc, że Adoria w tym roczniku nie zastosowała do Pinot beczki (decyzja podyktowana szybszym wypuszczeniem wina na rynek, ale wyszła na dobre), można było się domyśleć, że tostowe nutki w bukiecie przynależą do Kocha, ale nikt nie wiedział, więc aż 6 osób uznało, że to Spätburgunder jest winem polskim, a w głosowaniu padł remis 5:5. Zważywszy, że ten Niemiec (doprawdy dobrej klasy, choć może nie wybitny) pochodził z miejsca uważanego za ziemię obiecaną Pinota – wulkaniczne tarasy w badeńskim Kaiserstuhl – czy na wyrost będzie mówić, że Dolny Śląsk jest dla Pinot Noir po prostu świetnym siedliskiem? Zwłaszcza, że klasę udowodniły już Pinoty od Jaworka.

W ostatniej parze bez żadnych skrupułów zderzyłem polskie wino z butelką tokaju od wybitnego winiarza Jánosa Árvaya z wybitnego rocznika – 1999. Forditás to co prawda lżejszy rodzaj wina od aszú, ale nie jest to chucherko, a bukiet tego wina był znakomity – makowiec z miodem i rodzynkami. Honoru Polski broniło wino historyczne – pierwszy rocznik likierowej Jutrzenki 2004 od Romana Myśliwca. Różnica stylistyczna pomiędzy winami była duża (bukiet Jutrzenki jest herbaciano-maderowy, a 16% alkoholu jest ewidentne), pomimo tego aż 3 osoby się pomyliły! A w głosowaniu padł wynik 7:1 dla Tokaju, ale Jutrzenkę wszyscy dopili ze smakiem; wstydu nie było.

Janos Arvay Hetfurtos Tokaji Forditas 1999 vs Winnica Golesz Roman Myśliwiec Jutrzenka 2004

Sky is the limit.

Wstydu nie było?! Garażowe polskie butelki z niedoinwestowanych winnic, produkowane we frontowych warunkach pod czujnym okiem idiotycznych kontroli z Urzędu Prawomocnego Nasiennictwa godnie stawiły czoła butelkom z najlepszych regionów winiarskich Europy od winiarzy o międzynarodowej sławie. To jest sensacja, proszę Państwa! Choć kogoś, kto od lat śledzi dokonania polskich winiarzy i upartą walkę wybitnych jednostek o podnoszenie jakości, rezultat tego starcia jakoś nie dziwi. Im więcej będzie takich porównań, tym oczywistsza stanie się oczywistość: mamy w Polsce wina europejskiej klasy.

(więcej…)

Read Full Post »

Wracam do tematu Chile. Na niedawnej degustacji w Hyatcie (opis na Winicjatywie) odwiedziłem 12 producentów i dwanaście razy usłyszałem: robimy wina eleganckie. Najważniejsza jest ekspresja terroir, pijalność i owoc.  Usłyszałem to nawet z ust  winiarni El Principal, której flagowe wino ma 15% alkoholu i można je kroić nożem. Albo Koyle, które smakują tak samo czekoladowo i konfiturowo jak dawniej. Czy więc wierzą w to, co mówią, czy mówią to, co myślą że ludzie chcą usłyszeć?

Wedle spiskowej teorii winiarze na całym świecie wciskają kit o biodynamice, fazach księżyca i łupkowej glebie dziennikarzom, żeby ci ostatni mieli czym się podniecać. Ale na otwartej degustacji wiązankę o elegancji dostawali także tzw. normalni konsumenci. Chile czuje bowiem presję zmiany. Dotychczasowe sukcesy komercyjne są bezsporne, ale trzeba pomyśleć o następnych krokach. Chile stara się wyczuć, kędy wieje wiatr dziejów i swoją produkcję już dziś przestawić na jutrzejsze tory. Pomimo 15% alk. w El Principal zmiany są ewidentne. Dotyczą zwłaszcza tańszych win chilijskich – i zwłaszcza białych. Zawartość krówki i szarlotki zmniejszyła się nieporównanie. Podstawowe Chardonnay są świeższe i bardziej cytrusowo-gruszkowe niż kiedykolwiek wcześniej. Lepsze niż kiedykolwiek są chilijskie Sauvignon Blanc i kraj ten cierpliwie, po cichutku wyrósł na czołowego dostawcę komercyjnych win z tej odmiany na całym świecie. Gdybym miał dziś przed supermarketową półką w Kopenhadze albo Edynburgu albo nawet Warszawie wybrać Sauvignon za 8€, pomyślałbym w pierwszym rzędzie już nie o Nowej Zelandii, lecz o Chile właśnie (lub Francji).

Estampa Reserve Syrah-Viognier 2010

Syrah-Viognier, nowa moda.

Chile wprowadza na dużą skalę nowe odmiany. W roku 2012 zobaczymy na etykietach Viognier, Rieslinga, Gewürztraminera, Chenin Blanc, Sauvignon Gris, Pinot Gris, Torrontés, a jutro zapewne Albariño, Verdelho czy wręcz Arinto i Melon. Wśród czerwonych: Syrah (co by nie mówić, choć wciąż jest bardzo beczkowy, daje jednak wina bardziej rozsądne niż Carménère), stare krzewy Carignan, Gamay, Tempranillo, czekamy na Sangiovese i Trincadeirę. Chile eksploruje na dużą skalę nowe siedliska – Casablankę już wszyscy znają, słyszeliśmy już o Leydzie czy Bío-Bío, porozmawiajmy o Malleco czy Lolol.

Uprawy przedłużają się na zimne południe i rozszerzają na wietrzny, umiarkowany zachód, nad samym oceanem. Antarktyczne chłody i pacyficzna bryza przynieść mają winom chilijskim to, czego najbardziej im brakuje – świeżość. Na razie to są wszystko hasła, nadzieje, wielu winiarzy nie za bardzo wie, jak mniej ekstrahować, kiedy zebrać grona, by było wcześniej, ale nie za wcześnie, boi się zmniejszenia owocu w winie (poza europejskimi hipsterami głównymi konsumentami win chilijskich są przecież Amerykanie, Kanadyjczycy, Brazylijczycy, Chińczycy, czyli ludy generalnie lubią mocne wina po byku). Lecz tych zmian już nic nie powstrzyma. W tym kierunku już idą winiarnie takie jak Viña Leyda, Fèvre, Matetic, Estampa, niektóre etykiety z Morandé.

Vina Araucano Pinot Noir Reserve 2010

Burgundzkie, finezyjne i świetne.

Traf chciał, że po tygodniu od degustacji w Hyatcie przyjrzałem się tuzinowi butelek od François Lurtona (recenzja tutaj). Przeszczepianie francuskiego podejścia do wina do Chile ma w sobie coś nieprzyjemnie kolonialnego, lecz niektóre wina, jak świeży Sauvignon Reserva, burgundzki Chardonnay Gran Araucano 2007 czy cudny Pinot Noir Reserva 2010 (79 zł), naprawdę niedaleko już padają pod względem świeżości i przejrzystości od swych europejskich modeli. W winiarni Lurtona – Viña Araucano – powstaje też napakowane „icon wine” Alka, 100% śmietankowo-eukaliptusowego Carménère dla przeciwników niuansów, ale kropla już drąży skałę. Za 10 lat większość eksportowych chilijskich win „super-premium” będzie smakować jak ten Pinot Noir.

Vińa Estampa Lacruz 2008

Męczące czy nie?

Traf chciał, że po tygodniu podałem paru doświadczonym degustatorom wino, które bardzo mi się spodobało w Hyatcie – Viña Estampa Lacruz 2008, kupaż z przewagą Carménère o świetnej kwasowości i europeizującej strukturze (129 zł w Wineonline). Pita w ciemno poza kontekstem cięższych win chilijskich się nie obroniła. Masa eukaliptusa, ewidentne Chile, zbyt ciężkie, ekstraktywne i gorzkie, przesadzone, trudne w piciu, nie mam ochoty na drugi kieliszek – mówiono. Mnie też nie smakowało. Ale po paru godzinach pomimo wysokiego alkoholu i gęstego jak olej ekstraktu wino miało faktycznie sporo świeżości i jakoś tam próbowało wyważyć ten swój eukaliptusowy dżem. Chile trzeszczy w posadach. Wkrótce zmieni się nie do poznania.

(więcej…)

Read Full Post »

Przypadki chodzą po ludziach. Zaalarmowany przez kilkoro miłych Czytelników o kolejnych zmianach w ursynowskim Leclerku w te pędy poleciałem sprawdzić na własne oczy. Natknąłem się na miłego p. Jean-Stéphane’a Robineta, od lat wprowadzającego na polski rynek dobre wina francuskie, a za jego pośrednictwem na Jean-Philippe’a Magré i Yanna Barreila, prezesa i dyrektora Leclerka. Od słowa do słowa urodziła się z tego degustacja dla dziennikarzy i blogerów, w której udział wzięli także Magazyn Wino, Sstarwines, Viniculture i Enomen.

Leclerc Ekskluzywne Targi Winiarskie

Leclerc wrzuca szósty bieg.

A naprawdę jest o czym pisać, bo 20 metrów obok swojego stałego – świetnego – stoiska z winem Leclerc otworzył „Ekskluzywne Targi Winiarskie”, czyli odpowiednik foire aux vins, kiermaszów wina organizowanych każdej jesieni przez francuskie supermarkety. Jak mówi J.-Ph. Magré:

Od lat próbujemy poszerzyć asortyment, naszym celem jest rozwój polskiego rynku nie tylko w wąskim segmencie eksperckim, lecz pokazanie, że i tańsze, masowe produkty mogą być naprawdę dobrej jakości. „Targi winiarskie” to dla nas wielka premiera, by po raz pierwszy pokazać kilka zupełnie nieznanych w Polsce regionów winiarskich Francji.

Spośród najpopularniejszych win we francuskich oddziałach Leclerka wybrano ok. 200 etykiet, załadowano na TIR-a i rzucono na ursynowskie półki. W ten sposób powstał najszerszy w Polsce wybór Bordeaux – od prostych AOC i Supérieur poniżej 20 zł aż po grands crus classés w niezłych cenach. W tej ostatniej kategorii zwracam uwagę m.in. na Château La Louvière (117 zł) i Smith-Haut-Lafitte (299 zł) oraz magnum Château Gloria i La Tour Carnet (oba <400 zł) – wszystkie z rocznika 2008 uchodzącego za najlepszy obecnie zakup bordoski do picia dziś i za dekadę. Pojawiło się także kilka głośnych win z medialnego 2009, m.in. Château Poujeaux, pewniak za 146 zł.

Leclerc Ekskluzywne Targi Winiarskie Bordeaux grands crus

Grand cru w supermarkecie... O tempora o mores!

Równie ciekawe są jednak wina w cenach „codziennych”. Np. spory wybór musujących crémants z Alzacji, Loary, Burgundii, a nawet Bordeaux od 32 zł, duży wybór Alzacji (ponoć świetnie się sprzedającej) czy odważny desant półkowy z Sabaudii – pięć etykiet z tego kompletnie nieznanego w Polsce regionu to istne trzęsienie ziemi, zwłaszcza że ceny przyjazne (od 32 zł), a wina, jak wiadomo, wymarzone do jedzenia.

Domaine Bertrand Beaujolais-Villages Nouveau 2011

Nigdy bym nie zgadł, że tak pyszne.

18 win odkorkowanych dla blogerskiej braci przez Leclerka wypadło bardzo dobrze. Właściwie tylko jedno – przebeczkowane i gorzkie Coteaux du Languedoc Devois des Agneaux d’Aumelasze stajni Jeanjean – nie zasługiwało na polecenie. Mam wątpliwości co do niektórych tanich Bordeaux z rocznika 2009, nazbyt dla mnie płaskich, przegrzanych i mało typowych (zwłaszcza 100% Merlot Château Cantelaudette), ale te same cechy mogą je uczynić strawniejszymi dla konsumentów wychowanych na Chile i nieobeznanych z chropawym garbnikiem klasyczniejszego Bordeaux.

Château des Adouzes Faugères 2009

Hicior.

Łatwiej byłoby wskazać wina bardzo przekonujące. Hitem cenowym jest z pewnością Château des Adouzes Faugères 2009 – kawał śródziemnomorskiego owocu i pieprznego autentyzmu za jedyne 28 zł. Czystością, dynamizmem i pełnią owocu urzekło mnie Domaine Bertrand Beaujolais-Villages Nouveau 2011 – takie nouveau chętnie piłbym co rok i nie musiałbym odgrzebywać z archiwum starych dowcipasów o tym, że w święto Beaujolais najlepiej pić wino z poprzedniego roku (19 zł). Za 28,39 zł z pewnością nowych konsumentów dla Burgundii zjedna Maurice Michel Bourgogne 2009, Pinot Noir co prawda nieco ciepły i bogaty, no ale gorący rocznik 2009 to 2009, a wino jest owocowe, atrakcyjne, krągłe i smaczne.

Maurice Michel Bourgogne Pinot Noir 2009

Grand Prix za popularyzację Burgundii w Polsce.

Najlepszym z próbowanych przez nas win białych było Domaine de l’Angelier Muscadet sur-lie 2010, dowód (jeśli go kto potrzebował), że Muscadet to najbardziej niedoceniana apelacja i źródło fantastycznie pijalnych, idealnych do jedzenia win po 24 zł. Pozytywnie zaskoczyło mnie Albert Schoech Alsace Riesling 2009. Supermarketowej Alzacji zwykle unikam – jest albo mdła i żadnawa, albo za droga. To wino (tu z kolei 2009 zaważył na plus) jest bogate, kwiatowe, typowe dla regionu, ale też zdrowo kwasowe i mineralne. Za 32 zł to naprawdę świetna butelka. Wyróżniło się także Domaine La Cabanette Tavel 2010, wino różowe wystarczająco pełne i mocne, by je podać do polskiej Wigilii. 36 zł za Tavel to naprawdę okazja.

Domaine de l’Angelier Muscadet Sèvre-et-Maine-sur-lie 2010

Najbardziej niedoceniane wino Europy.

Spróbowaliśmy tylko małego wycinka oferty Leclerka, a sądząc po wynikach, lwia część z 200 etykiet jest godna polecenia. „Targi winiarskie” w Leclerku na Ursynowie będą trwały do Świąt. W dodatku na miejscu jest „sommelier”, czyli winiarski doradca, który wyjaśni różnice między Montravel i Haut-Montravel albo do czego pić Bonnezeaux. No i co na to Biedronka?

(więcej…)

Read Full Post »

Szalony tydzień, gdy w ciągu sześciu dni wezmę udział w dwunastu degustacjach, wciąż trwa, lecz jednym z jego ciekawszych akcentów było spotkanie z Kaiem Schubertem z winiarni Schubert, jakie odbyło się wczoraj w Alewino.pl.

Kai Schubert

Kai Schubert w winnicy. © Ellisofrichmond.co.uk.

Schubert to rodowity Stuttgartczyk, który w 1998 roku postanowił w Nowej Zelandii ucieleśnić swoją miłość do Pinot Noir. Jego wybór padł na region Martinborough na Wyspie Północnej, cechujący się wyjątkowo surowym klimatem, odpowiednim szczególnie do takich odmian jak Sauvignon Blanc i Pinot Noir. Dość powiedzieć, że z powodu zimnych wiatrów zmniejszających wielkość jagód w kiści plon w winnicach Schubert nie przekracza 30hl/ha! W Nowym Świecie to ewenement.

Pruning Marions Vineyards Schubert Wines

Winnica Marion. © Schubert Wines @ Facebook.

Druga ważna sprawa to styl win. Zważywszy status Schuberta jako przyjezdnego z Europy, nie dziwi, że jego wina należą do najbardziej wyważonych, subtelnych, eleganckich, z jakimi się zetknąłem na antypodach. Dotyczy to szczególnie Sauvignon Blanc (71 zł). Zamiast eksplozji egzotycznych owoców w wersji „identycznej z naturalną” mamy tu skalny chłód i kwasowy kręgosłup jak w dobrym Sancerre. A w dodatku wino świetnie się trzyma, choć degustowaliśmy rocznik 2008! (W tej chwili na rynek trafiają nowozelandzkie Sauvignon z 2011). Ciekawe okazały się też wina czerwone Schuberta: Cabernet Sauvignon–Merlot 2006 z delikatną nutą eukaliptusa, ale niezwykle żywy i wyciszony jak na Caberneta z Nowego Świata (i jak na 3-letnie starzenie w beczce) oraz Syrah 2008 (132 zł), przypominający pod wieloma względami Crozes-Hermitage i Côte-Rôtie, które degustowałem wcześniej tego samego dnia na prezentacji DELiWINA (o niej słów kilka po weekendzie).

schubert_blockB_pnoir_08

Istne Grosses Gewächs.

Największą sławę przysporzyły Schubertowi Pinot Noir i mając je w kieliszku, od razu rozumiało się czemu. To fantastycznie skrojone wina, ujawniające cały nowoświatowy potencjał tej odmiany, o której przecież często się mówi, że poza Burgundią nie może dać win najwyższej klasy. Nie jestem pewny, jak wypadłyby dobre premiers crus z takiego Volnay czy Chassagne w zetknięciu z Marion’s Vineyard Pinot Noir 2009 Schuberta, winem o fantastycznej kwasowości, napiętym, elektryzującym, prawdziwie głębokim (choć krzewy mają zaledwie 10 lat!). Block B 2009 (148 zł) to jego starszy brat, produkowany z innych, mocarniejszych klonów Pinot Noir, nieco bardziej beczkowy, pełny, mroczny, ziemisty, do odłożenia na 5, a może i 10 lat. Te wina smakują jak dwa razy droższe burgundy.

Martinborough vineyards bird nets

W Nowej Zelandii jest mało chorób winorośli, ale dużo ptaków. © Wines from Martinborough.

Nowa Zelandia, jeden z najciekawszych i najbardziej perspektywicznych krajów winiarskich Nowego Świata, przez wiele lat była w Polsce obecna słabiutko. Teraz to się dynamicznie zmienia. Świetny wybór win z najbardziej prestiżowych winiarni ma na przykład importer Wine Express. A na najlepszy sklep z winami z antypodów wyrosła niespodziewania serowarnia La Fromagerie. Wina z NZ to będzie gorący temat najbliższych sezonów.

(więcej…)

Read Full Post »

Ofensywa marketingowa sklepów wielkopowierzchniowych trwa. Mniej więcej w tym samym czasie, co karton win z Biedronki, otrzymałem miłą przesyłkę z Makro. W tym ni to dyskoncie, ni to hurtowni zaopatruje się wielu właścicieli małych kawiarń, barów i restauracji, zatem tutejsze wina możemy spotkać w wielu sytuacjach – poza najprostszą, czyli wejścia z ulicy do sklepu i nabycia butelki, bo jak wiadomo, w Makro mogą robić zakupy tylko firmy. (Chociaż prawie każdy ma przysłowiowego wujka, który posiada kartę do Makro i w razie czego „pożyczy”).

Makro od dawna stara się zaoferować szeroki wachlarz win w różnych cenach. Ok. 25% zaopatrzenia pochodzi z własnego importu, reszta z krajowej dystrybucji. W wybranych sklepach istnieją „wine humidory”, w których znajdziemy butelki z wyższej, najwyższej i jeszcze wyższej półki. (O tym wynalazku poczytacie tu). Makro organizuje też szkolenia winiarskie dla swoich odbiorców. Stara się zagospodarować niszę, o której mało kto w Polsce myśli – dotrzeć do tej rzeszy pośredników, małych winiarskich podmiotów, którzy gdzieś giną w cieniu ilościowych i jakościowych kolosów takich jak Centrum Wina czy Mielżyński, a przecież w dużym stopniu kształtują nasz winiarski pejzaż.

Valmarone Prosecco z Makro

Prosecco z Makro w najlepszym dla siebie towarzystwie.

Odwiedzając dział winiarski w Makro, mam zwykle mieszane uczucia. Wybór etykiet jest bardzo duży, lecz dominują brandy z niskiej półki, te wszystkie nowoświatowe etykiety z hipopotamem i żyrafą, te IGT Sicilia i stołowe półsłodkie z rozmaitych krajów OECD. Jeśli znane apelacje, to tylko w najtańszej wersji no-name. Mało jest win, które przyciągałyby uwagę winomana na pierwszy rzut oka, brak w zasadzie dobrych nazwisk, apelacji wysoko notowanych na aktualnej giełdzie. Ale przecież nie o to chodzi. W Makro nie liczy się impulsowy zakup zdeterminowany przez psychologię i marketing, lecz sprawdzony stosunek jakości do ceny, powtarzalność, bezpieczny, „statystyczny” smak. 90% tutejszych win będzie odsprzedanych dalej w innym kontekście.

Nederburg Rose 2010

Nic nie poradzę, smakowało mi.

Muszę zresztą przyznać, że nawet wina nieszczególnie wyglądające potrafią tu być całkiem smaczne. Takie na przykład Nederburg Rosé 2010 z RPA to solidna propozycja, zwłaszcza za 24,99 zł (podaję ceny detaliczne brutto). Oznakowane jako półsłodkie, wino jest w istocie półwytrawne, a do tego czyste, świeże i owocowe, czyli takie, jakie powinno być tanie wino różowe. Dobre pierwsze wrażenie robi też Prosecco Valmarone. W cenie 19,99 zł gra niemal w kategorii Dorato – ma zresztą podobny plastikowy korek, ale o wiele lepszy smak. Umiarkowany cukier resztkowy, całkiem wystarczający owoc (jabłka), bąbelki toporne, ale nie wulgarne… Po paru godzinach byłbym już mniej entuzjastyczny i nie użyłbym słowa, które nasunęło się po pierwszym kieliszku – „hit”. Słabszym winem jest Moscato d’Asti Alte Rocche Bianche (pod tym „brandem” można też nabyć tanie Barolo i Barbaresco po ok. 70 zł). Kosztuje co prawda tylko 34 zł, ale emocji żadnych nie dostarcza. Jest miodowo, lepko słodkie bez wystarczającej kwasowości, a do czystości aromatów też można by mieć różne zastrzeżenia. Mogłoby być gorzej, ale też dużo lepiej.

Pasquier Desvignes Chablis Emile Durand 2010

Woda czy minerały, to zależy od humoru.

Makro nadesłało mnie i innym blogerom (m.in. Czerwone czy Białe, Białe nad Czerwonym, Do Trzech Dych, Środkowa Półka, Viniculture, Kontretykieta) trzy wina sezonowe. Akcja ma być powtarzana cyklicznie. Na wybór win nie miałem wpływu, wybrałem się więc do sklepu, by zobaczyć, co w trawie piszczy poza różowym RPA. Jak na dział winiarski projektowany przez Francuza przystało, najlepszy jest wybór win francuskich – jest m.in. bardzo dużo tanich Bordeaux, Côtes du Rhône (o jednym już pisałem). Z pewnością lepiej kupić tu wino z Francji niż z Włoch, które są generalnie słabo reprezentowane. Jeśli chodzi o najbardziej znane apelacje, na przykład Chablis można kupić w Makro za 39 zł. Wino Émile Durand 2010 smakuje jak Chablis pół na pół z wodą, ale jest typowe, z przyzwoitą mineralnością; na pewno lepsze od Chablis z Biedronki za 29 zł i o wiele słabsze niż Petit Chablis Dampta z Enoteki Polskiej za 45 zł.

Barton & Guestier PInot Noir Ile de Beaute 2010

Absurdalne, ale smaczne.

Oprócz znanych nazw na półkach Makro można znaleźć prawdziwe kurioza. Jak inaczej nazwać Pinot Noir z Korsyki, butelkowane przez dużego hurtownika z Bordeaux? Barton & Guestier Pinot Noir Réserve 2010 (30 zł) smakuje jak Pinot z Argentyny. Słodki i gęsty jak czekoladowe brownie. Po godzinie w lodówce można się doszukać wiśniowego charakteru Pinota. Polecam na prima aprilis i przebierankowe flashmoby. C.d.n.

(więcej…)

Read Full Post »

Awantura o polskie wino – którą szeroko referowałem Państwu tu – zakończona. Nastąpiły zmiany na lepsze. Ministerstwo Spraw Zagranicznych – którego decyzja o podawaniu w czasie polskiej prezydencji w UE win węgierskich oraz źle odebrana wypowiedź min. Radosława Sikorskiego o jakości polskich win zapoczątkowały całą sprawę – doprecyzowało swoje stanowisko. Wina węgierskie – tak, ale podczas szczytu Partnerstwa Wschodniego w październiku. Przeniesienie tej prestiżowej imprezy z Budapesztu do Warszawy jest dużym dyplomatycznym sukcesem Polski, który zostanie oblany winem madziarskim (jako pierwszy o tym aspekcie sprawy pisał w komentarzu do mojego wpisu Piotr Wołkowski).

W paczce z Budapesztu otrzymaliśmy prezydencję, szczyt Partnerstwa Wschodniego i parę flaszek. © PAP/Radek Pietruszka.

Natomiast w czasie innych imprez organizowanych w ramach polskiej prezydencji wina inne niż węgierskie – w tym również polskie – będą jak najbardziej podawane. Ich wybór należy do tzw. katererów, czyli firm, które wygrywać będą miniprzetargi na obsługę poszczególnych przyjęć, ale w tym wyborze kierować się mogą sugestiami MSZ. Ministerstwo posiada ekspertyzę doboru win na poszczególne okazje, o której pisałem już tu. A we wtorek odbyła się degustacja wybranych polskich win, w której uczestniczyli Minister Radosław Sikorski, Rzecznik MSZ Marcin Bosacki oraz kilkoro innych urzędników z kierownictwa MSZ.

Dzięki temu spotkaniu udało się zmienić percepcję polskich win, choć nie odbyło się to automatycznie. Winomanom, interesującym się od lat losami polskiego winiarstwa, nie trzeba tłumaczyć takich rzeczy, jak trudne roczniki, mała skala produkcji, konieczność (w niektórych miejscach) uprawy szczepów hybrydowych – a polskie wina degustowane są w bogactwie właściwego dla nich kontekstu. W saloniku Ministra nie było miejsca na taryfę ulgową. Riesling 2010 Lecha Jaworka, ze swą wybujałą, nordycką kwasowością, był trudny w odbiorze i niczego nie zmieniał fakt, że wino zabutelkowano dwa tygodnie temu. Regent 2009 z tej samej winiarni (o którym pisałem przychylnie tu) swym roślinno-serowym bukietem, przypominającym wręcz Pinotage, nie zdobył uznania. Lepiej poradził sobie Chardonnay–Auxerrois 2008 Jaworka, który przekonał do siebie kilka osób słodkim bukietem i okrągłym smakiem. Ale jedna z pań porównała go do podróbki markowych perfum, która w pierwszej chwili uderza intensywnym, podobnym do pierwowzoru aromatem, lecz potem szybko ulatuje. Było to mało empatyczne, ale niepozbawione trafności podsumowanie ambitnie zabeczkowanego wina, któremu trochę do tej ambicji nie staje ciała i mocy (tylko 11% alk.).

To wino nikogo nie pozostawia obojętnym. Europejska klasa.

Były jednak i wina jednoznacznie docenione. Seyval Blanc 2009 Barbary i Marcina Płochockich zalecał się świetnie zrównoważonym owocem i nieagresywną kwasowością. Pinot Noir 2009 przy swej młodości (wyraźne nuty beczkowe) z pewnością był bez zarzutu, jeśli chodzi o czystość aromatów, a także mocne, intensywne ciało. Zaś Pinot Noir Prestige 2009 (mój pean tu) potwierdził swoją europejską klasę. Bez zdziwienia, choć z lekkim niepokojem powitałem fakt, że największe uznanie w ministerialnych kręgach zdobył świeżo zabutelkowany (i na razie nieprzeznaczony do sprzedaży) Miód pitny gronowy Lecha Jaworka. Polska dusza kocha cukier, co nie powinno przesłaniać jakości produktów wytrawnych. Ale ten miód jest rzeczywiście świetny.

Joanna Skoczek (dyr. Departamentu Koordynacji), Marcin Bosacki (Rzecznik Prasowy MSZ) i Adam Chrząstowski (doradca kulinarny prezydencji) na wczorajszej konferencji.

Za degustacją w małym gronie poszła wczorajsza prezentacja produktów regionalnych w słynnym pałacyku MSZ na ul. Foksal w Warszawie. Obok apelacyjnego chleba prądnickiego z krakowskiej piekarni Madej, wielkopolskich serów Marka Grądzkiego, miodów pitnych Macieja Jarosa, nalewek Karola Majewskiego na stole stanęły wina Płochockich i Jaworka. Reakcja dziennikarzy i innych próbujących gości była taka, jak zawsze – pozytywne zaskoczenie. „To polskie?”, „to już w Polsce można robić takie wina?”, „nie spodziewałem się takiego Pinot Noir”… Jakość polskich win, tych najlepszych, jest faktem. Wbrew sceptykom, ten fakt będzie coraz bardziej docierał do powszechnej świadomości. Przy okazji następnej polskiej prezydencji w 2025 roku sporów o to, czy warto podawać polskie wino, nie będzie w ogóle.

Po niefortunnych wypowiedziach publicznych i galimatiasie wyjaśnień mamy więc spójny komunikat: polskie wino jest OK i zostanie mu oddane to, co może nie cesarskie, ale przynajmniej hetmańskie.

[PS 23.07 Polecam materiał filmowy nakręcony na omówionej tu konferencji prasowej w MSZ przez Jurka Kruka z 4Senses.tv.]

(więcej…)

Read Full Post »

Older Posts »