Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Rondo’

VII Konwent Polskich Winiarzy odbył się w Łańcucie. W sobotę w panelowej degustacji spróbowaliśmy przeszło 100 win. Komisja w szerokim składzie (A. Wyrobek, T. Prange-Barczyński, T. Kurzeja, K. Janicki, M. Kapczyński, W. Bosak, M. Jarosz i Państwa uniżony sługa) dzieliła się swoimi smakowymi i enologiczno-technicznymi wrażeniami z winiarzami. Powiem szczerze, że była to czynność ciężka, krępująca i dołująca. Jestem bowiem z natury uprzejmy i układny, a tu dziesiątki razy trzeba było ganić zredukowane, utlenione albo lisie bukiety, krytykować nadmiernie ekstraktywne albo rozwodnione usta, zbyt niską lub zbyt wysoką kwasowość. Ile razy można powtarzać te same argumenty o nadmiernej szaptalizacji, złej dacie wwinobrania, bezsensownym użyciu dębowych wiórów, braku fermentacji jabłkowo-mlekowej w winach czerwonych, utlenieniu, przesiarkowaniu i rozmaitych przykrych problemach.

VII Konwent Polskich Winiarzy Łańcut 2012

Jeden pozytyw: środowisko jest zjednoczone.

Trzy lata temu po IV Konwencie w Niepołomicach pisałem, że największym wyzwaniem dla polskiego wina jest profesjonalizacja. Słowa te nie straciły nic na aktualności. Poziom techniczny wielu, zbyt wielu win jest bardzo niski, więc nie ma co się dziwić, że nie trafiają do normalnej sprzedaży. I nie ma co się dziwić, że poziom jest taki niski, skoro winiarze są amatorami–pasjonatami z minimalnym bądź żadnym przygotowaniem merytorycznym, otrzymują minimalne lub żadne wsparcie techniczne w zakresie enologii (szczęśliwi ci, którzy mogą sobie pozwolić na usługi kilkorga czynnych w Polsce konsultantów, choć i to nie zawsze pomaga) i generalnie poruszają się jak dzieci we mgle.

Czy bez tego się nie da? Da się, ale jest to niezwykle trudne. Na dzisiejszej, niedzielnej degustacji próbowałem dobrych win spoza kręgu winiarzy „profesjonalnych”, ale było ich dosłownie kilka. Reszta w najlepszym razie była średniej klasy, pijalna, w najgorszym – nadawała się tylko na kursy enologii do omawiania wad. Probierzem dramatycznej sytuacji był fakt, że wielu winiarzy uczestniczących w sobotnim panelu nie wiedziało, co to jest brett albo merkaptany, a w spontanicznym głosowaniu większość deklarowała, że szalenie jej smakują wina kompletnie utlenione.

VII Konwent Polskich Winiarzy Łańcut 2012

Drugi pozytyw: Konwent z roku na roku jest coraz bardziej reprezentatywny.

Polskie winiarstwo wciąż nie przeszło pełnej weryfikacji rynkowej, choć niekiedy przecież te utlenione wina smakują też konsumentom. Tam, gdzie polskie wina weszły już w komercyjny mainstream – jak wielokrotnie opisywane przeze mnie butelki od Płochockich, Jaworka, Adorii itd. – o utlenieniu i merkaptanach już nie ma mowy, dyskutujemy teraz, czy beczki w Adorii nie ma trochę za dużo, czy cukier resztkowy u Płochockich jest zrównoważony, czyli zajmujemy się tym, czym winomani w każdym normalnym kraju winiarskim.

Krótko mówiąc, oczekiwane zmiany na lepsze w polskim winiarstwie właściwie nie zaszły albo zachodzą bardzo powoli. Rocznik 2011 – ze znakomitym końcem lata i piękną jesienią – okazał się niewykorzystaną szansą, bo przy tym poziomie technicznym dobre wina – zwłaszcza białe – same się nie zrobią. (Choć na jakości polskiej bieli zaważył też niezbyt piękny lipiec, o czym w wielu komentarzach się zapomina). Ogólna porażka rocznika 2011 wynika jednak z przyczyn głębszych – złego doboru miejsc pod winnicę i przede wszystkim złego doboru odmian winorośli. Te wszystkie Bianki, Aurory, Sibery, odeskie Muszkaty po prostu dobrych win dać nie mogą i nie pomoże w tym najbardziej śródziemnomorska pogoda. Sadzone były dlatego, że w naszym podłym klimacie regularnie rodzą winogrona, a nie dlatego, że z tych winogron da się zrobić dobre wino. Mają lisie zapachy (akurat ciepły sezon tę sprawę wręcz pogorszy), niezintegrowaną kwasowość, suche garbniki z grubych, mających chronić przed chorobami skórek. Tam, gdzie winiarze mieli odwagę (i możliwości) posadzić Rieslinga, Pinot Gris, Traminera, choćby krzyżówkę nowej generacji taką jak Johanniter czy Seyval Blanc – rocznik 2011 wypadł przyzwoicie. Poziom win czerwonych w Polsce jest dlatego trochę wyższy, że po pierwsze, intensywnym owocem i ekstraktem można przykryć pewne techniczne wady, a po drugie – dominujące u nas odmiany Regent i Rondo są zdecydowanie ciekawsze od większości odmian białych.

Tyle smutnych podsumowań, pochwała najciekawszych win w kolejnym wpisie.

VII Konwent Polskich Winiarzy

Trzeci pozytyw: mamy liderów i potrafimy zorganizować dużą winiarską imprezę. (Na zdjęciu Roman Myśliwiec).

Zobacz także: fotoreportaż z Konwentu, Mariusza Kapczyńskiego zdjęcia oraz historia Konwentu Polskich Winiarzy, sprawozdania Agnieszki Wyrobek-Rousseau, Tomasza Prange-Barczyńskiego i Kuby Janickiego.

(więcej…)

Read Full Post »

Niespodzianki nie było. Najlepszym zawodnikiem tegorocznego Święta Wina w Janowcu nad Wisłą był winiarski Messi, czyli Maciej Mickiewicz. Właściciel Winnicy Solaris i konsultant Dom Bliskowice zgarnął 7 z 11 medali, czyli „Kart Małopolskiego Przełomu Wisły”, swoistych certyfikatów apelacyjnych, które komisja w składzie Tomasz Kurzeja (Magazyn Wino), Kuba Janicki (Kontretykieta / Winicjatywa) oraz niżej podpisany przyznała według tych samych kryteriów co rok temu.

Najlepszym winem białym okazało się Tramini 2011 z Winnicy Solaris, a najlepszym czerwonym – jej Rondo 2011. Do końca o złoto walczył Cabernet Cortis 2011 z Domu Bliskowice, któremu ostatecznie nie pomogły nazbyt wyraziste nuty zielonej papryki, ponadto nie mógł się pochwalić tak ładnymi garbnikami, jak rzeczone Rondo. Pozostałe wina Domu Bliskowice – biały Johanniter i czerwony Regent – reprezentowały wysoki poziom i bez trudu zdobyły Kartę. Do paru win z Winnicy Solaris miałem zastrzeżenia – Solaris chyba nie dojrzał dostatecznie i atakował aromatem proszku Ixi, nie porwał mnie czerwony Leoncio – lecz nie zmienia to faktu, że jest to obecnie najsolidniejszy producent na ziemiach dawnego zaboru rosyjskiego.

Co u innych? Komisja wyróżniła półwytrawny (a właściwie półsłodki w smaku) Solaris 2011 z nowej Winnicy Modła, rzutką, lekką białą Cuvée 2011 z Winnicy Wieczorków oraz dwa wina z Winnicy Pańska Góra Wojciecha Włodarczyka i Katarzyny Niemyjskiej, smaczne różowe Léon Millot 2011 oraz klasyczną, chłodną, mineralną Siberę 2011. Ale i tu nie obyło się bez wpadek, bo w ogóle mi nie smakował czerwony Maréchal Foch 2011, ponadto nieinterwencyjne podejście do zawartości alkoholu, chwalebne, gdy w chłodniejszych rocznikach bez kombinowania zostawia się 10,5% alk., odbiło się rykoszetem w 2011 – jedno z win osiągnęło 14,9% i to jak na te szczupłe polskie ciała jest chyba za dużo.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

No właśnie, rocznik 2011 wypadł nieco poniżej oczekiwań. Na kwietniowej prezentacji polskich win zorganizowanej przez Winicjatywę podarował wrażenia bardzo pozytywne, wiele etykiet wypadło najlepiej w swojej krótkiej historii, natomiast w Janowcu szczególnie wina białe wydały mi się pozbawione wyrazistszego owocu, na który dawał nadzieję ten ciepły, słoneczny sezon. Wina czerwone w swym ogóle wypadły lepiej – to nie pierwszy raz, gdy Polska paradoksalnie okazuje się krainą czerwieni.

W sobotę odbyło się na janowieckim zamku Firlejów Święto Wina, z rekordową frekwencją zarówno po stronie publiczności, jak i miejscowych winiarzy. W wiosennym słońcu piłem nadwiślańskie wina mniej analitycznie, bardziej beztrosko – wiele z nich smakowało mi jeszcze bardziej niż poprzedniego dnia. Klasę potwierdził Dom Bliskowice. Winnica Pasjonata zaskoczyła mnie dobrą Bianką 2011. Winnica Słowicza przedstawiła całkiem niezłą białą Cuvée 2011 w kluczu lekkiego, odświeżającego, wytrawnego wina do szparagów. Z Winnicy Rzeczyca, do której w czasie panelu nie mogłem się przekonać, spodobały mi się biała Cuvée i Hibernal.

Małopolski Przełom Wisły to już nie tylko samotny lider i daleki peleton. Jeszcze trochę i uzbiera się zespół dobrych solistów. Problemów jest jeszcze sporo – oprócz powtarzających się wad technicznych niestety nieszczęsna dominacja mieszańców, które dość nisko ustawiają szklany sufit jakości, przez który polskie wina przy najlepszych chęciach się nie przebiją. Ale zmiany na lepsze są i pozwalają z rozsądnym optymizmem spojrzeć w przyszłość.

Wina z rocznika 2011, które otrzymały „kartę Winnic Małopolskiego Przełomu Wisły”:

  • Dom Bliskowice Johanniter 2011
  • Dom Bliskowice Cabernet Cortis 2011
  • Dom Bliskowice Regent 2011
  • Winnica Modła Solaris półwytrawne 2011
  • Winnica Pańska Góra Sibera 2011
  • Winnica Pańska Góra Léon Millot Rosé 2011
  • Winnica Solaris Tramini 2011
  • Winnica Solaris Hibernal 2011
  • Winnica Solaris Rondo 2011
  • Winnica Solaris Regent 2011
  • Winnica Wieczorków Cuvée 2011
Fotorelację ze Święta Wina obejrzycie na Winicjatywie. A swoje recenzje opublikowali już Białe nad Czerwonym i Ewa Rybak.

(więcej…)

Read Full Post »

Teoria względności

Dzięki uprzejmości Łukasza Kalinowskiego z Pracowni Przygód miałem okazji spróbować po raz pierwszy wina z Danii. Kraj ten nie jest notowany w oficjalnych statystykach produkcji wina (podobnie jak Polska), lecz trzy posiadłości na Bornholmie i jeszcze kilka na Jutlandii uprawia łącznie kilkadziesiąt hektarów winnic. Jest to działalność marginalna, anegdotyczna, hobbistyczna i trochę niepoważna, zważywszy geograficzne położenie kraju i fakt, że zamiast wydawać pieniądze na to drogie hobby, można by sprowadzić sto razy więcej przyzwoitego wina z Chile, Bułgarii albo innej Portugalii.

To nie Polska, a szkoda. © Vingården Lille Gadegård.

To wszystko przypomniało mi problemy polskiego winiarstwa. U nas też mówiło się i nadal mówi, że nie warto sobie uprawą winorośli zawracać głowy. Że o wiele lepiej byłoby wziąć się poważnie za uprawę dobrej jakości jabłek, przywrócenie dawnych polskich odmian tego owocu, a także poważną produkcję cydru, w której Rzeczpospolita mogłaby stać się światową potęgą. Że na świecie panuje ogromna nadprodukcja wina i że zamiast wygłupiać się w polskie wino gronowe, taniej i smaczniej byłoby zaprzyjaźnić się z winiarzami z takich krajów, jak Portugalia, Bułgaria czy inna Rumunia. Że minie dwadzieścia albo trzydzieści lat, zanim jakość polskich win ugruntuje się, jeśli w ogóle się ziści. Że są ważniejsze gałęzie gospodarki i produkty o większym eksportowym potencjale. Że polskie wina nawet, kiedy są dobre, są o wiele za drogie wobec swej jakości i że wydawanie na nie ciężko zarobionych złotówek jest aktem patriotycznej głupoty.

To wszystko prawda. Sam tak uważałem i niekiedy nawet pisałem, gdy w 2001 roku z Markiem Bieńczykiem i Robertem Sołtykiem w jakimś pokoiku w redakcji „Gazety Wyborczej” degustowałem po raz pierwszy wina Romana Myśliwca i niepodrabialny aromat szczepu Sibera (futro z lisa wyprane w proszku Ixi) uderzył mnie całą swoją podbiegunową absurdalnością.

Vinum lætificat cor hominum. © Vingården Lille Gadegård.

Świat jednak idzie naprzód. Efekt cieplarniany konsekwentnie nanizuje na polskie wykresy temperatur kolejne dziesiątki stopnia Celsjusza. Po wypiciu milionów butelek win z Bułgarii czy takiej Kalifornii wartość ciężko zarobionych złotówek staje się coraz bardziej względna. Polscy winiarze opłakują całe roczniki winogron zjedzone przez szpaki, skradzione przez sąsiadów, zniszczone przez mączniaka, a potem sadzą kolejne ary i hektary, wypróbowują kolejne generacje drożdży, zakładają kolejne stowarzyszenia i nadal produkują wino, bo wino jest silniejsze od człowieka, wino jest atawizmem, wobec którego racjonalne umysły są bezsilne, tak było od zarania dziejów i tak będzie do ich końca.

Warto spróbować, żeby zmienić zdanie... o polskich winach.

A przede wszystkim Polacy jeżdżą po świecie, próbują win z Peru, Tajlandii, Zimbabwe, Nowej Gwinei, Walii, Norwegii, Finlandii i takiej Danii i okazuje się, że to polskie wino nie jest jednak najgorsze na świecie. Na przykład Rondo 2006 z winnicy Lille Gadegård na Bornholmie jest po prostu koszmarnie niedobre. Smakuje sfermentowanymi i macerowanymi w wódce liśćmi kapusty, lakierem do paznokci, porzeczkowym olejkiem do ciast, wodą po myciu basenu i samogonem z czarnej jagody. Jest tak samo niedobre, a może nawet bardziej, od najbardziej niedobrych win polskich, tych, o których pisałem z przekąsem przy okazji Konwentu Polskich Winiarzy czy Święta Wina w Janowcu. Pan Jesper Paulsen z Bornholmu najwyraźniej ma dość blade pojęcie o winifikacji, popełnił przy produkcji tego Ronda większość możliwych błędów takich jak lotna kwasowość, nachalne zaenzymowanie moszczu, nadekstrakcja, wióry dębowe i jeszcze parę innych. Nie przeszkadza mu to jednak w kasowaniu za flaszkę 99 koron duńskich, a jego posiadłości Lille Gadegård w byciu jedną z turystycznych atrakcji tej popularnej wśród turystów wyspy. Duńczycy, naród bogatszy, trzeźwiejszy i z pewnością bardziej racjonalny niż Polacy, też nie obronili się przed atawistycznym ukąszeniem winorośli. Może to swoistym freudowskim rykoszetem pozwoli nam, Polakom, pogodzić się ze sobą.

(więcej…)

Read Full Post »

Jeśli wiosna, to w kieliszku polskie wino. Zbliżająca się noc świętojańska sprzyja towarzyskim spotkaniom, w czasie których osuszymy rozmaite Sibery, Seyvale i różowe Ronda, a ciepłemu spojrzeniu na ich wykuwającą się jakość sprzyjać będzie wpływ prasłowiańskich bożków, szczególnie intensywny właśnie w tym okresie. Do tego zawartość talerza, czyli polskie ogórki, rzodkiewki, buraczki, szparagi, sałaty, a może i kozi serek pozwolą zharmonizować rozbuchaną rodzimą kwasowość.

Po prostu dobre polskie czerwone jakościowe wino gronowe.

Po emocjach Święta Wina (sprawozdanie tu i tu) miałem kolejną okazję zweryfikować te intuicje na degustacji polskich win w sklepie Alewino na ul. Mokotowskiej 48 w Warszawie. W zachęcającej cenie 30 zł (w tym przekąska) można było spróbować aż 9 polskich butelek z winnich Płochockich i Jaworek. Dwa roczniki rosé od tych pierwszych nie miały swojego dnia; 2010 jest cienki i warzywny, ale cieszy faktem, że powstał zamiast (z pewnością gorszego) wina czerwonego; 2009 poza rdzewiejącą barwą trzyma sie dobrze i w sumie jest smaczniejszy. Aura 2010, półsłodki biały kupaż mniej ciekawych odmian winorośli, skierowany jest do szerokiej publiczności zamiast Liebfraumilcha. Naprawdę solidnie zaprezentował się Sibemus 2009, powoli wyrastający na najlepszą etykietę Barbary i Marcina Płochockich. Świetnie utrafiony cukier resztkowy, niezłe w sumie ciało, aromaty tak bliskie naturalnym, jak się da w polskich warunkach – tę butelkę można nawet bez wstydu podać gościom z zagranicy (sprawdziłem).

Rondo 2009 Płochockich to też udane wino, jeśli się przebrnie przez jabłeczny, utleniający się nos ku wartkim, masywnym, zdrowo garbnikowym ustom. O pochodzenie nut dębowych lepiej nie pytać, bo wino raczej nie spotkało prawdziwej beczki, ale ogólna równowaga jest dobra. Ceny na Mokotowskiej – od 44 do 56 zł – zawierają podatek patriotyczny, ale są akceptowalne, jak ku memu lekkiemu zdziwieniu stwierdziła zebrana na degustacji publiczność nie kierując się tak bardzo sentymentem.

No i ten postfowistyczny ekspresjonizm na etykiecie...

Regent 2009 Jaworka wspina sie szczebelek wyżej od rzeczonego ronda. Jest bardzo pełny, ambitnie skoncentrowany, czym (a także czarną barwą) nieco odchodzi od podręcznikowego charakteru szczepu. W obecności nut orzechowych, kiełbasianych wyczuwa się wpływ estetyki niemieckiej, ale wyjąwszy te miniwątpliwość, rzecz jest naprawdę bardzo serio (cena stołeczna 60 zł). Jeszcze bardziej serio jest Pinot Noir Prestige 2009. 120 zł na polce i 10 miesięcy nowego dębu amerykańskiego nie jest kombinacją, która budzi u mnie pozytywne oczekiwania, ale obawy okazały się płonne. Krągły, dojrzały, owocowy charakter Pinot Noir (truskawki, czereśnie) bardzo dyskretnie tylko dosolony dębiną robi doprawdy spore wrażenie. Wino ma materię, długość, szyk i gdyby na etykiecie zwało się Spätburgunderem, cenie 30€ tak bardzo by się nad Łabą nie dziwowano. Chapeau bas. Popiliśmy dwoma udanymi winami Lecha Jaworka z Macedonii (wspominałem o nich już tu): Sauvignon 2009 wypadło lepiej niż pamiętałem, a Vranec 2008 tak samo dobrze: to soczyste, krwiste, zdrowo kwasowe, ale i śródziemnomorsko owocowe wino jest jednym z lepszych aktualnie zakupów za ok. 40 zł.

120 zł i w zasadzie warto.

Dobrzy polscy winiarze nadal robią dobre wina – jakoś sobie radząc z koszmarnym rocznikiem 2010 lub proponując rodzynki z dobrego 2009 – i Sobótkę możemy udanie spędzić, mając pod ręką tylko polskie produkty. A na Mokotowską do Alewino bardzo zapraszam – w tym autorskim sklepie kupimy wina z katalogów m.in. Vini e Affini, Winkolekcji, Wienico., niedawno polecanego Brix65 oraz własny import z RPA. Cykliczne degustacje mają sie wkrótce zintensyfikować pod nowym, ciekawym szyldem.

(więcej…)

Read Full Post »

W poprzednim wpisie podzieliłem się z Państwem paroma obrazkami z tegorocznego Święta Wina w Janowcu nad Wisłą. Pora na podsumowanie tej imprezy. Frekwencyjnie, organizacyjnie wszystko przebiegło doskonale, a atmosfera wiejskiego festynu skutecznie odarła polskie wina z tak nielubianej przez wielu snobistycznej otoczki. (Choć odwrotną stroną medalu jest dość luźne zainteresowanie ich faktyczną jakością; jedynie 1/3 gości Święta wykupiło 10-złotowy karnet uprawniający do degustacji, a hitem popołudnia okazało się Tyskie z kija).

Winnica Solaris Sibera 2010: najlepsze wino białe Małopolskiego Przełomu Wisły.

Niewiele zmieniło się od ostatniego Konwentu Polskich Winiarzy, jeśli chodzi o dolny pułap jakości prezentowanych w Janowcu win. Kwestia profesjonalizacji polskiego winiarstwa nadal pozostaje aktualna. Siarka, tlen, pleśń, enzymy, wióry dębowe, garbniki z torebki nadal dla wielu winiarzy okazują się płotkami nie do przeskoczenia. Próbowałem kilkunastu „win”, które nigdy nie powinny zostać przedstawione publiczności ani tym bardziej do degustacji w ciemno, mającej przyznawać jakościową apelację.

Ta ostatnia kwestia okazała się najciekawszym punktem Święta Wina. Prężne Stowarzyszenie Winiarzy Małopolskiego Przełomu Wisły założone przez Wojciecha Włodarczyka z Winnicy Pańska Góra w Podgórzu w 2008 r. uchwaliło rewolucyjną jak na polskie warunki „kartę Winnic Małopolskiego Przełomu Wisły”. Określa ona dla swych członków dopuszczalne odmiany winorośli, gęstość nasadzeń, wysokość plonu, środki ochrony roślin i metody produkcji wina. Stanowi więc de facto odpowiednik regulaminu francuskiej czy włoskiej apelacji kontrolowanego pochodzenia. A nawet więcej, bo „znak Karty Winnic MPW” – jakościowy certyfikat – przyznawany jest w czasie rygorystycznej degustacji w ciemno. W Europie tego rodzaju degustacje już dawno stały się czystą formalnością, w ramach której winiarze sami sobie przyznają z automatu glejt – winiarze z Powiśla natomiast ocenę jakości swych wyrobów odważnie powierzyli panelowi krytyków, w skład którego weszli Ewa Wieleżyńska i Tomasz Kurzeja z Magazynu WINO oraz wyżej podpisany.

To jest odwaga: spójrzcie na alkohol w nieszaptalizowanych winach z Pańskiej Góry.

Na 18 zgłoszonych win pozytywnie oceniliśmy siedem. To moim zdaniem zupełnie niezły jak na polskie warunki wynik. Obok ewidentnych porażek pojawiły się bowiem wina po prostu dobre, i nie przeszkodził w tym fatalny, deszczowy i pełen chorób winorośli rocznik 2010. Naprawdę mógł się podobać Muszkat 2009 oraz Białe 2009 z Winnicy Pańska Góra (a jeszcze lepszy był degustowany poza panelem Muszkat 2008), pełne naturalnej soczystości i ciekawych nut ewoluowanych. W Pańskiej Górze nie szaptalizują i w ogóle mało interweniują w winifikację, przez co niektóre wina mają nawet poniżej 9% alk., co uważam za dużą zaletę. (Rocznik 2010 wypadł tu jednak słabo). Dużą niespodzianką okazały się dwa wina czerwone – Cabernet Cortis 2010 i Regent 2010 – z nowej winiarni Dom Bliskowice. To ostatnie, wiśniowe, jagodowe, pieprzne, jak trzeba „winne”, jest wręcz szokująco dobre jak na rocznik i polskie warunki. Jest z pewnością najlepszym polskim winem, jakie degustowałem w Janowcu.

Maciej Mickiewicz: Midas z Winnicy Solaris i Domu Bliskowice.

Przy produkcji w Domu Bliskowice doradza Maciej Mickiewicz, który jest też właścicielem od lat znanej Winnicy Solaris. „Znak Karty Winnic MPW” przyznaliśmy w degustacji w ciemno aż czterem jej winom: Hibernal, Seyval Blanc, Sibera i Solaris 2010. Zatem na siedmiu zwycięzców degustacji aż sześciu wyszło pod igły Macieja Mickiewicza. Nie ma mowy o przypadku: polskie wino ma nową gwiazdę. Świadczy o tym także znakomite wyjście z trudnego rocznika 2010: wina Mickiewicza są pełne, krągłe (umiejętnie użyty cukier resztkowy), czyste, świeże i apetyczne. Poza konkursem podobał mi się także świetnie wyważony likierowy Hibernal 2010.

Mamy nową gwiazdę.

Z innych win degustowanych w Janowcu wyróżniłbym dobry kwartet z Winnicy Sucha Dolina (szczególnie Biankę 2010) oraz zadziwiające różowe Rondo 2008 z Winnicy Słowiczej, zupełnie nieewoluowane jak na wino trzyletnie – kolejne potwierdzenie, że w Polsce często lepiej zrobić różowe niż niedobre czerwone. Tradycyjnie smutnym jest fakt, że żadne w wymienionych win nie jest dostępne w legalnej sprzedaży – jedyne butelki, jakie w Janowcu można było kupić, pochodziły z gościnnie wystawiającej się Winnicy Płochockich. Czy dzięki wreszcie przeprowadzonym przez nasz mastodontyczny parlament zmianom w prawie winiarskim za rok będzie lepiej?

Katarzyna Niemyjska z Winnicy Pańska Góra objaśnia swe wina nowym konsumentom.

(więcej…)

Read Full Post »