Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Sangiovese’

Z inicjatywy miłośnika Brunello Jacka D. wesołą gromadką zebraliśmy się wokół ni mniej, nic więcej niż 20 butelek tego zacnego toskańskiego wina. Prywatne winomańskie spotkanie miało na celu wydanie ostatecznego werdyktu o roczniku 1999. Wielkim, wspaniałym, nadzwyczajnym, a w każdym razie najlepszym pomiędzy 1990 (kto to jeszcze pamięta?) a 2006 (być może; wina jeszcze śpią w beczkach). Sam należałem do apologetów 1999, toteż do stołu siadałem z niekłamanym podnieceniem.

Trudne są jednak powroty do dawnych miłości, stawanie po latach przed płótnem mistrza, które ongiś, przez iluminacyjną sekundę, olśniło nas i uchyliło rąbka Tajemnicy. Tamtego zachwytu zmysłowym owocem ujętym w karby żelaznej kwasowej struktury nie da się dziś powtórzyć, rzekłbym, z definicji. W 2004 i 2005, gdy Brunello 1999 ukazywały się na rynku, a okazje do ich próbowania nadarzały się praktycznie co tydzień, rocznik grzał się w blasku wystrzeliwującej międzynarodowej popularności Brunello, a urok młodości przyćmiewał wszelkie niedoskonałości. Dziś Brunello jawi się nam raczej jako łobuz z domu poprawczego, spod makijażu wychodzą zmarszczki i bruzdy; weryfikacja prywatnego mitu w wielu przypadkach okazała się bolesna.

Największą zmarszczką w próbowanej przez nas serii win okazały się bodaj suche garbniki, które obciążały winom końcówki i pozbawiały je elegancji. Dotyczyło to szczególnie win w stylu nowoczesnym, bo tu dochodziły wzmagające suchość garbniki od beczki.

Niezaprzeczalną natomiast zaletą rocznika okazała się jego żywotność. Wbrew oczekiwaniom niektórych uczestników znakomita większość tych Brunello 1999 ma przed sobą jeszcze co najmniej 5 lat życia. Nieliczne już całkiem gotowe do picia wina to te, gdzie autorzy szukali maksymalnej dojrzałości i sięgali po mniej lub większy late harvest. Pozbawione życiodajnej kwasowości, z nutami owocowymi, które już na starcie ewoluowały w stronę powideł i dżemu, te wina już się nie poprawią. To przypadek m.in. obu win Valdicavy oraz (niespodzianka) Fuligni Riserva.

Bezapelacyjny zwycięzca degustacji.

Te najlepsze wina – zwłaszcza w stylu tradycyjnym, których niestety piliśmy niewiele – ujmują świetną naturalną równowagą, soczystością, bardzo ładną finezją swych czysto wiśniowych faktur. Świetnie realizują one potencjał sangiovese jako szczepu łączącego właśnie siłę i finezję, surowość i czystość.

Czy warto dziś kupować Brunello 1999? W moim przekonaniu tak. Z uwagi na dużą podaż win z innych bardzo dobrych roczników (1998, 2001, 2004, a zaraz 2006 i 2007) Brunello 1999 są wciąż stosunkowo łatwo dostępne i w zasadzie nie takie drogie. W toskańskich winotekach można dostać je po 40–60€, a Riservy po parę euro więcej. Wybierając ostrożnie te wina, które potwierdzały wielokrotnie swoją klasę, można więc w rozsądnej cenie nabyć włoskiego klasyka z wielkiego rocznika w szczycie formy. Że taka flaszka nie musi kosztować fortuny, potwierdziła gwiazda naszej degustacji – Il Poggione 1999, „od zawsze” jedno z najtańszych win w apelacji. Wraz z zaskakującym Friggiali Riserva była to najlepsza – również dlatego, że najbardziej autentyczna i najmniej wymuszona – interpretacja Brunello tego popołudnia.

*****

Powyżej oczekiwań: Camigliano, Camigliano Gualto, Centolani Riserva Tenuta Friggiali, Valdicava Madonna del Piano

Jeszcze czekać: La Poderina, Col d’Orcia Poggio al Vento, Poggio Antico Riserva, Casanova di Neri Tenuta Nuova

Dobre, nie wielkie: Poggio Antico

Styl międzynarodowy, nic ciekawego: La Poderina Poggio Banale, Banfi Poggio alle Mura, Castelgiocondo, Castelgiocondo Ripe al Convento, Poggio Antico Altero

To wino planetarnej niegdyś sławy jest nadal świetne, ale to już nie te emocje...

Reklamy

Read Full Post »

Stałą datą w kalendarzu degustatora są toskańskie Anteprimy, czyli prezentacje nowego rocznika przez triumwirat apelacji Chianti, Vino Nobile di Montepulciano i Brunello di Montalcino. Coś, co brzmi jak niezłe wakacje, jest w istocie wymagającym solidnego treningu biegiem przez kwasowo-garbnikowe przeszkody. Czasu jest mało, win do degustacji – sporo (w Chianti – 359 sztuk), a okazja do spróbowania tych mniej znanych już się nie powtórzy. Trzeba więc nie zważając na urazy zacisnąć zęby i biec.

W odróżnieniu od Montepulciano i Montalcino we Florencji prezentowane są różne roczniki w zależności od tego, kto kiedy butelkuje i wypuszcza swoje Chianti normale, półriservę, riservę i superriservę. Ja wziąłem na warsztat roczniki najstarsze z szerzej dostępnych – Chianti Classico 2007 i Riservę 2006. Trudno o większy kontrast. 2006 to rocznik upalnego lata, szczodrego owocu, miękkich garbników, śródziemnomorskiej radości życia; rocznik Sangiovese, które zapomina o swych traumach i zaczyna nowe życie z przystojną/ym Latynoską/em. 2007 to zimna jesień, kwasowa dyscyplina, karcąca obecność ojca i zaaranżowany ślub z nieciekawą(ym) kuzynką(em).

Gdy dwa lata temu na rynku ukazywały się proste Chianti z 2006, nie mogłem wyjść z zachwytu nad tą ekspresją owocu i bogactwem materii; wydawało się, że udało się wreszcie rozwiązać paradoks Sangiovese i z tego niewdzięcznego szczepu zrobić wreszcie baterię win królewsko zmysłowych i widowiskowych, bez jednak poświęcania jego typowości (mój pean na temat Rosso di Montalcino można przeczytać tu). Dziś, gdy Chianti Riserva odleżały się kolejny rok w butelkach, ten entuzjazm trzeba nieco zweryfikować. Romans z Latynoską(em) był inspirujący i ognisty, ale płytki i prędko się skończył. Sporo win razi dziś niejaką pustką, a te pięknie zaokrąglone kształty wydają się dziś zbyt opasłe. Wiele win przywdziało już bukiety cokolwiek zestarzone, zamieniając słodkie czereśnie i jeżyny na stajnię i sztukamięs; można odnieść wrażenie, że niektóre będą miały kłopot z przeżyciem w pełni sił kolejnych czterech lat.

Wśród rozczarowań i połowicznych sukcesów znalazł się wszakże jeden brylant – znany Państwu doskonale Isole e Olena Chianti Classico 2006. To wino, słabo zwykle wypadające w degustacjach porównawczych (np. tu), okazało się najlżejszym i najmniej „ambitnym” z serii 108 degustowanych Chianti 2006, a zarazem najdłuższym. Tak jakby jego materię rozwałkować z rubensowskiej krągłości w strzelistą postać Giacomettiego. Ta rozmyślnie lekka, antypokazowa butelka nie daje o sobie zapomnieć przez długie godziny.

Degustacja rocznika 2007 nie była łatwa z uwagi na bardzo mocne garbniki i ostrą kwasowość, lecz nie po raz pierwszy okazało się, że to nie ognisty latynoski romans, lecz właśnie ślub z nudną kuzynką(em) jest najlepszą drogą do umocnienia pozycji rodu i rozwoju rodzinnego przedsiębiorstwa. Superstrukturalny 2007 rozwinął więc prawo trzyletniej serii, przynosząc wina podobnie jak w 1995, 1998, 2001 i 2004 klasyczne, wyważone, skoncentrowane, wycofane, z pewnym przerostem kwasowości, która zapewni mu długi żywot. Dziś jest o wiele za wcześnie, by te Chianti pić, lecz będą wynagradzały naszą cierpliwość co najmniej do 2015.

Win do degustacji we Florencji jest tyle, że zwykle robi się preselekcję na papierze i potem prosi sommelierów o te najsławniejsze, najlepiej wypadające z roku na rok, najlepiej reprezentowane na naszym rynku, najbardziej ukochane, najbardziej polecane przez ciocie i wujka (niepotrzebne skreślić). Robiłem tak w przeszłości i ja, przyznaję. W tym roku za cenę niedegustowania rocznika 2008 postanowiłem nie odpuścić żadnemu 2007. Dzięki temu oprócz potwierdzeń (znakomite Riecine, mocne Fontodi, pięknie owocowe Castello della Paneretta, proste, ale jak zwykle soczyste i autentyczne Castello di Verrazzano, supersolidne Il Colombaio di Cencio) zdarzyło mi się parę niespodzianek. Zainteresowanym podrzucam parę dynamicznych nowych nazwisk: Tenuta di Lilliano, Castello Il Palagio (nie mylić z Il Palagio tout court), Castagnoli (nie mylić z solidnym, ale niewyróżniającym się Rocca di Castagnoli), Fattoria di Cinciano, Castello di San Sano, Il Poggiolino.

Czarny koń rocznika 2007.

Read Full Post »

Sława najnowszego numeru Magazynu WINO poświęconego Chianti (cała zawartość do przeczytania online wkrótce) zatacza coraz szersze kręgi. Pisze do mnie producent Tenute Ambrogio e Giovanni Folonari, prosząc o dołączenie ich win do rzeczonego materiału. Parę dni później dostaję butelki od polskiego importera Domu Wina – czemu przypisuję parę starszych roczników, we Włoszech już niefunkcjonujących. Dzięki temu możemy się przekonać, jak smakuje dojrzałe Sangiovese.

Folonari La Fuga Brunello 2001

Jednym słowem – ciekawie. W Vino Nobile di Montepulciano Torcalvano 2001 (w Polsce 122 zł) mamy nuty jesiennych liści, migdałów, suszonych ziół, wschodnich korzeni z anyżem na czele, bażanciego mięsa, wiśni w alkoholu. W znakomitym Tenuta La Fuga Brunello di Montalcino 2001  (278 zł) dochodzi do tego solidna architektura garbników, świetna faktura i mnóstwo zdrowego wigoru. To są smaki jesienne, wzgórzowe, gdy człowiek i jego pies wyruszają na poszukiwanie dzikiej zwierzyny i w mglistym popołudniu raczą się szklaneczką takiego konkretnego, cierpkiego wina.

Pan i jego pies w Montalcino

Pan i jego pies w Montalcino. © S.

Dodajmy, że Folonari wszystkie swoje wina z klasycznych toskańskich apelacji – Chianti, Brunello, Vino Nobile – starzą na tradycyjną modłę w wielkich drewnianych bekach. I to starzą cierpliwie – takie Brunello Riserva Le Due Sorelle 2001 (309 zł) siedzi w tej beczce aż pięć lat. To trudne wino – wycofane, nie uderza mocną materią, chwilami wydaje się dość chude, ponadto tak długie starzenie skutkuje mocnymi smakami drewnianymi – nie waniliowym tłuszczykiem od nowej baryłki francuskiej, lecz ziołowym, suchawym, ściągającym posmakiem wina cokolwiek w beczce przetrzymanego. To jest smak starego stylu Brunello, starej piemonckiej Gattinary, dawnej Riojy czy niektórych win portugalskich, niezbyt zgodny z dzisiejszą estetyką i psychiką. Anglosasi o takich winach piszą, że nie mają owocu, lecz zapominają o tym, że często po dwóch lub trzech dekadach owoc ten ponownie się pojawia, gdy beczkowa patyna się złuszczy; pijąc takie wino w wieku pięciu czy dziesięciu lat trzeba wiedzieć, że jest ono jeszcze za młode. Ta Riserva jest.

Winem o wiele bardziej przystępnym od trzech wymienionych jest Tenuta di Nozzole Chianti Classico 2006 (106 zł) z bardzo dobrego, bieżącego rocznika. Choć styl jest ten sam (czyste Sangiovese starzone w botti), rejestr jest bardziej owocowy, ciało średnie, garbniki w sam raz do mięsnej potrawy (choćby pasta al ragú). Nie ma tu kosmicznych ambicji, ale jest solidność i stałość – wszystko to, co powinno się znaleźć w Chianti z dobrej tenuty z tradycjami.

Winnice pod Greve in Chianti

Zupełnie innym winem jest Cabreo Il Borgo 2006 (216 zł), mieszanka Sangiovese z 30% Cabernet Sauvignon starzona we francuskim dębie i klasyfikowana jako IGT Toscana. Czyli klasyczny supertoskan, włosko-francuski Concorde, który miał wysforować Italię do światowej superligi i wraz ze swym rodzeństwem w rodzaju Sassicai, Tignanello i Camartiny faktycznie przez całe lata 1980. i połowę 90. to czynił. Dziś ten styl się przejadł (pisałem już o tym tu), a mariaż Sangiovese z Cabernecikiem ujawnił swoją wewnętrzną pustkę. Jego problemem jest to, że w towarzystwie poukładanego francuskiego kancelisty w wykrochmalonym garbnikowym kołnierzyku kapryśny, niepewny siebie, cierpiący na lekkie ADHD Sangiovese po prostu daje się zahukać i traci swe walory: elegancję, soczystość, świeżość. Zdarzają się wyjątki (genialna Camartina od Querciabelli), ale cały ten ruch wytracił impet. Cabreo 2006 to nie jest wcale złe wino – ze świetną jakością owocu (jagody i jeżyny – ale przecież to nie są smaki Sangiovese), ładnym kwiatowym bukietem, dobrą koncentracją. Tyle że końcówka ciut sucha od beczkowych garbników i brakuje tej wiśniowej świeżości, tak przekonującej w czterech poprzednich winach.

Folonari

W artykule podlinkowałem sklep Domu Wina, gdzie można wspomniane wina nabyć, ale uczyniłem to ze smutkiem. W odróżnieniu od Rzeczpospolitej we Włoszech wina Folonari mają całkiem dobrą relację ceny do jakości (Brunello La Fuga kosztuje 30€ np. tu, a Nobile w niezbyt tanim sklepie 14€). Kurs 10 zł za 1 euro w pewnych kręgach, jak widać, obowiązuje nadal.

Read Full Post »

Organic Farma Zdrowia

© Organic Farma Zdrowia

Po niedawnych artykułach o winach biodynamicznych pitych w Polsce i za granicą wracam do tematu z perspektywy „przeciętnego” klienta. Chodzi konkretnie o sklep z produktami ekologicznymi Organic Farma Zdrowia w warszawskich Złotych Tarasach, do którego lubię zachodzić po czarną soczewicę, pełnoziarnisty kuskus, bezsiarkowe suszone figi i tym podobne smakołyki. Sklep jest częścią prężnej sieci (zaopatrującej zresztą i inne sklepy ze „zdrową żywnością”) i posiada także dział winiarski. Sam pomysł uważam za znakomity – z win dostępnych w Polsce dałoby się skompletować doprawdy panoramiczną ofertę win ekologicznych, biodynamicznych i bioenergetycznych, z certyfikatem lub bez (np. Joly, Zind-Humbrecht, Deiss, COSBründlmayer czy Domaine Viret, by wymienić tylko najgłośniejsze nazwiska).

Lecz co z tego, gdy selekcja win w Organic jest wąziutka. Choć wskazana powyżej strona www sklepu obiecuje blisko 120 tytułów, w sklepie w najbardziej uczęszczanym miejscu w stolicy naliczyłem kilkanaście etykiet. Najbardziej znaną jest Domaine Cazes z Roussillon (import: Jeanjean), znany od lat biodynamik, oferujący m.in. ciekawy blend bordoski Alter oraz serię bardzo przyzwoitych win codziennych w trzech kolorach pod tytułem Le Canon du Maréchal. W Organic tę codzienność wyceniono jednak na 47 zł, a leciutkie białe Muscat-Viognier straszy z półki rocznikiem… 2004! Taka flaszka nadaje się do pobliskiego Muzeum Techniki. Wygórowane ceny to problem całej tutejszej oferty. Mam zawsze ochotę na dobrze chłodne Prosecco, ale nie za 56 zł. Z wielką chęcią spróbowałbym Corbières z Château Pech-Latt (to dobrze notowana w przewodnikach posiadłościach), ale do 69 zł zabrakło mi paru groszy. No a trio prostych win z La Manchy butelkowanych w Niemczech za 43 zł butelka to już po prostu niesmaczny żart (zgaduję, że ich cena eksportowa oscyluje wokół 1,50€.

Domaine des Cinq Autels Cidre de Normandie Brut

Zniechęcony sięgnąłem po stojący na tej samej półce cydr brut z Domaine des Cinq Autels. Ekologiczny, a jakże, wzbudzający zaufanie deklaracją o naturalnych metodach produkcji. Okazał się kompletną porażką, o nieświeżym, jabolowatym zapachu i gorzkim smaku. Dawno nie piłem czegoś tak paskudnego. No i ta cena – 47 zł za cydr woła o pomstę do nieba.

Nie polecam

Nie polecam

Często się słyszy, że produkty ekologiczne muszą być droższe od „normalnych”, bo przecież wydajność niższa, produkcja w większości ręczna, ochrona roślin naturalnymi metodami wymaga dużych nakładów itd. To wszystko prawda, za którą – jak każdy, kto wierzy w produkty ekologiczne i ich lepszy od masowych smak – jestem gotów płacić tych parę złotych więcej. To jednak nie uzasadnia astronomicznych marż (nie wiem, czy leżących po stronie Organic, czy importera, od którego Organic kupuje wina). Château Pech-Latt nawet w Anglii kosztuje £6, czyli połowę tego co w Polsce. Obawiam się, że zalegające w Organic antyczne roczniki win to dowód chybionej polityki cenowej i asortymentowej. A szkoda, bo w takich Złotych Tarasach z pewnością znaleźliby się klienci na dobre wino ekologiczne w rozsądnych cenach.

La Selva Sangiovese 2007

Życie dopisało mi ciekawy przypis do powyższych uwag w supermarkecie Piotr i Paweł. Do znakomitego wyboru win doszedł tu ostatnio regalik z winami ekologicznymi. Wśród nich seria win czerwonych z toskańskiej Maremmy z winiarni La Selva (można je kupić również w Organic; importerem jest Victualia Saluber, w odróżnieniu od większości win w Organic, sprowadzanych przez Naturianas). Skusiłem się na Sangiovese 2007 IGT Maremma (38 zł, w Organic – 47 zł). Jest to całkiem smaczne wino, proste jak diabli, o mocno wiejskim, podwórkowym wręcz zapachu (truskawki i wiśnie, wokół których biegają kurczaki). Usta są owocowe, proste jak drut, miękkie, bez struktury, co w sumie nie przeszkadza, ale też nie wywołuje jakichś większych artystycznych przeżyć. Przyzwoita rzecz, którą piłbym ze smakiem za, powiedzmy, 26 zł. Niestety 38 zł to już całkiem inna cenowa półka, na której trzeba bardziej się postarać. A inne wina tego producenta kosztują jeszcze więcej – np. Morellino di Scansano 2006 aż 99 zł (w Niemczech – 11,45€). No i jak mają Polacy pokochać wina eko?

Read Full Post »

DSC07152

Winnice Sangiovese w Scansano.

Wakacji nie spędzam nigdy na plaży. W tym roku nie spędzę ich też nad morzem. Wynagradzam to sobie eksplorując prywatnie wina z nadmorskiej części Toskanii, zwanej zbiorczo Maremmą, jako postscriptum odbytej tam wycieczki zeszłej jesieni (zob. sprawozdanie w Magazynie WINO). O Maremmie myśli się „nadmorska”, choć pomimo bliskości morza powstające tu wina nie są wcale morskie w stylu. Właściwie przeciwnie – są winami wzgórz, smakującymi krwią i żelazem (sporo go w tutejszych glinach i marglach). Są to prastare ziemie Etrusków i dlatego ten krwisto-taniczny smak już zawsze będzie mi się kojarzył z tą wspaniałą, zagadkową cywilizacją.

Moris Farms Avvoltore 2006

Moris Farms Avvoltore 2006

Picie tego wina (za butelkę dziękuję polskiemu importerowi – warszawskiej restauracji Rubikon) miało dla mnie walor sentymentalny. Gdy po raz pierwszy przyjechałem do Toskanii na wino, Moris to było głośne nazwisko. Proste Morellino otwierałem w wynajętym sieneńskim mieszkaniu do domowego ragú, a supertoskan Avvoltore (wówczas roczniki 1995 i 1993) zbierał laury we wszystkich przewodnikach. Moris to typowa posiadłość toskańskiego boomu lat 1990., która wzleciała w przestworza na fali ogólnego entuzjazmu dla całego regionu, a szczególnie jego Dzikiego Zachodu, czyli Maremmy, której wina miały rozłożyć na łopatki cały Nowy Świat. Picie tego wina po dziesięciu latach miało więc podobny potencjał rozrywkowy, co oglądanie dzisiejszych polityków na starych filmach z 1989, w kraciastych marynarkach i bujnych czuprynach. Niby tak niedawno, a wszystko się zmieniło.

To wino złożone z Sangiovese z domieszką Caberneta i Syrah starzone jest w 100% nowej beczki (czego już nikt o zdrowych zmysłach nie stosuje). Trzeba przyznać, że jak na takie nuworyszowskie dojrzewanie i do tego ciepły, szczodry rocznik, rzecz jest całkiem wyważona i po otwarciu atakuje przede wszystkim soczystymi nutami wiśniowymi i gorzkawą, aptekarską, „etruską” mineralnością. Bardzo wytrawne, o średnim ciele, ale zachęcająco świeże i w ogóle dobrze wyważone. Ewolucja w kieliszku jest jednak rozczarowująca. Wino dość szybko się utlenia, traci świeżość, wychodzą nuty migdałowe, alkoholowe, a garbniki wydają się ciut ekstraktywne. Na drugi dzień jest już w ogóle kiepsko. „Sęp” (tak można tłumaczyć nazwę, także etruskiego pochodzenia) wypadł zatem na wpół nieźle, na wpół smętnie. Pokazał, że ów styl z lat 1990. doszedł do ściany, a nie mogąc jej przeskoczyć, usiadł i zapłakał. No i cena – w Rubikonie butelka kosztuje aż 270 zł, na wynos ok. 200 zł, a to dwa razy za dużo.

Ampeleia 2005

Ampeleia 2005

Dwa razy mniej to tyle, ile trzeba zapłacić za Ampeleię (107 zł w Salute). To niezwykle ciekawy projekt, położony na etruskim pustkowiu na apelacyjnej ziemi niczyjej (poza DOC Morellino di Scansano). Nowych możliwości szuka tu słynna winiarka z północy Włoch Elisabetta Foradori (Człowiek Roku Magazynu WINO za 2007). Posiadłość zaprojektowano zgodnie z najnowszą winiarską obsesją – uprawą winorośli na różnych wysokościach nad poziomem morza. Nasadzenia w Ampelei sięgają do 150 aż do 600 m n.p.m., a uprawiana jest autorska mieszanka szczepów – od miejscowego Sangiovese poprzez wypróbowany już w Toskanii (choć nie w tej okolicy) Cabernet Franc, a kończąc na miksie odmian „śródziemnomorskich”, jak się je tu określa: Grenache, Carignan, Mourvèdre, ciemnokrwista krzyżówka Marselan oraz lokalny Alicante (uważany za potomka starych klonów Garnachy przywiezionych w Średniowieczu przez rządzących tu Aragończyków).

Powstaje z tego wino bardzo indywidualne, odróżniające się od sąsiadów mocniejszą podporą garbnikową i większą głębią, niezakłamujące przy tym swych śródziemnomorskich korzeni. Bogate, skoncentrowane, w tej chwili jeszcze wyraźnie beczkowe (rocznik 2004 już zaczyna ten stygmat zrzucać), niewątpliwie mineralne, z ładnie indywidualnym bukietem (kwiaty i owoc granatu). Bardzo przekonujące wino nowoczesne, zjednujące przede wszystkim pełnią i nienaganą jakością owocu; dziś jeszcze mało ekspresywne, będzie lepsze za rok.

Ampeleia powstaje od 2002. Od 2006 roku produkowana jest też druga etykieta – Kepos (tylko odmiany śródziemnomorskie, bez Sangiovese i Caberneta). Porównałem ze sobą dwa roczniki. 2006 jest o wiele lepszy niż rok temu, soczysty, charakterny, o jakości owocu podobnie wysokiej co tutejsze grand vin. Lecz jeszcze lepszy jest 2007, utrzymany w lżejszym, bardziej kwiatowym, mniej mięsistym stylu. Dobra kwasowość (rzecz wcale nieoczywista w tych stronach). To wino jest zarazem lekkie i poważne. Warto je ochłodzić i pić bez zbędnych ceregieli w rodzaju karafek itp.

Read Full Post »

« Newer Posts