Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Seyval Blanc’

VII Konwent Polskich Winiarzy odbył się w Łańcucie. W sobotę w panelowej degustacji spróbowaliśmy przeszło 100 win. Komisja w szerokim składzie (A. Wyrobek, T. Prange-Barczyński, T. Kurzeja, K. Janicki, M. Kapczyński, W. Bosak, M. Jarosz i Państwa uniżony sługa) dzieliła się swoimi smakowymi i enologiczno-technicznymi wrażeniami z winiarzami. Powiem szczerze, że była to czynność ciężka, krępująca i dołująca. Jestem bowiem z natury uprzejmy i układny, a tu dziesiątki razy trzeba było ganić zredukowane, utlenione albo lisie bukiety, krytykować nadmiernie ekstraktywne albo rozwodnione usta, zbyt niską lub zbyt wysoką kwasowość. Ile razy można powtarzać te same argumenty o nadmiernej szaptalizacji, złej dacie wwinobrania, bezsensownym użyciu dębowych wiórów, braku fermentacji jabłkowo-mlekowej w winach czerwonych, utlenieniu, przesiarkowaniu i rozmaitych przykrych problemach.

VII Konwent Polskich Winiarzy Łańcut 2012

Jeden pozytyw: środowisko jest zjednoczone.

Trzy lata temu po IV Konwencie w Niepołomicach pisałem, że największym wyzwaniem dla polskiego wina jest profesjonalizacja. Słowa te nie straciły nic na aktualności. Poziom techniczny wielu, zbyt wielu win jest bardzo niski, więc nie ma co się dziwić, że nie trafiają do normalnej sprzedaży. I nie ma co się dziwić, że poziom jest taki niski, skoro winiarze są amatorami–pasjonatami z minimalnym bądź żadnym przygotowaniem merytorycznym, otrzymują minimalne lub żadne wsparcie techniczne w zakresie enologii (szczęśliwi ci, którzy mogą sobie pozwolić na usługi kilkorga czynnych w Polsce konsultantów, choć i to nie zawsze pomaga) i generalnie poruszają się jak dzieci we mgle.

Czy bez tego się nie da? Da się, ale jest to niezwykle trudne. Na dzisiejszej, niedzielnej degustacji próbowałem dobrych win spoza kręgu winiarzy „profesjonalnych”, ale było ich dosłownie kilka. Reszta w najlepszym razie była średniej klasy, pijalna, w najgorszym – nadawała się tylko na kursy enologii do omawiania wad. Probierzem dramatycznej sytuacji był fakt, że wielu winiarzy uczestniczących w sobotnim panelu nie wiedziało, co to jest brett albo merkaptany, a w spontanicznym głosowaniu większość deklarowała, że szalenie jej smakują wina kompletnie utlenione.

VII Konwent Polskich Winiarzy Łańcut 2012

Drugi pozytyw: Konwent z roku na roku jest coraz bardziej reprezentatywny.

Polskie winiarstwo wciąż nie przeszło pełnej weryfikacji rynkowej, choć niekiedy przecież te utlenione wina smakują też konsumentom. Tam, gdzie polskie wina weszły już w komercyjny mainstream – jak wielokrotnie opisywane przeze mnie butelki od Płochockich, Jaworka, Adorii itd. – o utlenieniu i merkaptanach już nie ma mowy, dyskutujemy teraz, czy beczki w Adorii nie ma trochę za dużo, czy cukier resztkowy u Płochockich jest zrównoważony, czyli zajmujemy się tym, czym winomani w każdym normalnym kraju winiarskim.

Krótko mówiąc, oczekiwane zmiany na lepsze w polskim winiarstwie właściwie nie zaszły albo zachodzą bardzo powoli. Rocznik 2011 – ze znakomitym końcem lata i piękną jesienią – okazał się niewykorzystaną szansą, bo przy tym poziomie technicznym dobre wina – zwłaszcza białe – same się nie zrobią. (Choć na jakości polskiej bieli zaważył też niezbyt piękny lipiec, o czym w wielu komentarzach się zapomina). Ogólna porażka rocznika 2011 wynika jednak z przyczyn głębszych – złego doboru miejsc pod winnicę i przede wszystkim złego doboru odmian winorośli. Te wszystkie Bianki, Aurory, Sibery, odeskie Muszkaty po prostu dobrych win dać nie mogą i nie pomoże w tym najbardziej śródziemnomorska pogoda. Sadzone były dlatego, że w naszym podłym klimacie regularnie rodzą winogrona, a nie dlatego, że z tych winogron da się zrobić dobre wino. Mają lisie zapachy (akurat ciepły sezon tę sprawę wręcz pogorszy), niezintegrowaną kwasowość, suche garbniki z grubych, mających chronić przed chorobami skórek. Tam, gdzie winiarze mieli odwagę (i możliwości) posadzić Rieslinga, Pinot Gris, Traminera, choćby krzyżówkę nowej generacji taką jak Johanniter czy Seyval Blanc – rocznik 2011 wypadł przyzwoicie. Poziom win czerwonych w Polsce jest dlatego trochę wyższy, że po pierwsze, intensywnym owocem i ekstraktem można przykryć pewne techniczne wady, a po drugie – dominujące u nas odmiany Regent i Rondo są zdecydowanie ciekawsze od większości odmian białych.

Tyle smutnych podsumowań, pochwała najciekawszych win w kolejnym wpisie.

VII Konwent Polskich Winiarzy

Trzeci pozytyw: mamy liderów i potrafimy zorganizować dużą winiarską imprezę. (Na zdjęciu Roman Myśliwiec).

Zobacz także: fotoreportaż z Konwentu, Mariusza Kapczyńskiego zdjęcia oraz historia Konwentu Polskich Winiarzy, sprawozdania Agnieszki Wyrobek-Rousseau, Tomasza Prange-Barczyńskiego i Kuby Janickiego.

(więcej…)

Reklamy

Read Full Post »

Awantura o polskie wino – którą szeroko referowałem Państwu tu – zakończona. Nastąpiły zmiany na lepsze. Ministerstwo Spraw Zagranicznych – którego decyzja o podawaniu w czasie polskiej prezydencji w UE win węgierskich oraz źle odebrana wypowiedź min. Radosława Sikorskiego o jakości polskich win zapoczątkowały całą sprawę – doprecyzowało swoje stanowisko. Wina węgierskie – tak, ale podczas szczytu Partnerstwa Wschodniego w październiku. Przeniesienie tej prestiżowej imprezy z Budapesztu do Warszawy jest dużym dyplomatycznym sukcesem Polski, który zostanie oblany winem madziarskim (jako pierwszy o tym aspekcie sprawy pisał w komentarzu do mojego wpisu Piotr Wołkowski).

W paczce z Budapesztu otrzymaliśmy prezydencję, szczyt Partnerstwa Wschodniego i parę flaszek. © PAP/Radek Pietruszka.

Natomiast w czasie innych imprez organizowanych w ramach polskiej prezydencji wina inne niż węgierskie – w tym również polskie – będą jak najbardziej podawane. Ich wybór należy do tzw. katererów, czyli firm, które wygrywać będą miniprzetargi na obsługę poszczególnych przyjęć, ale w tym wyborze kierować się mogą sugestiami MSZ. Ministerstwo posiada ekspertyzę doboru win na poszczególne okazje, o której pisałem już tu. A we wtorek odbyła się degustacja wybranych polskich win, w której uczestniczyli Minister Radosław Sikorski, Rzecznik MSZ Marcin Bosacki oraz kilkoro innych urzędników z kierownictwa MSZ.

Dzięki temu spotkaniu udało się zmienić percepcję polskich win, choć nie odbyło się to automatycznie. Winomanom, interesującym się od lat losami polskiego winiarstwa, nie trzeba tłumaczyć takich rzeczy, jak trudne roczniki, mała skala produkcji, konieczność (w niektórych miejscach) uprawy szczepów hybrydowych – a polskie wina degustowane są w bogactwie właściwego dla nich kontekstu. W saloniku Ministra nie było miejsca na taryfę ulgową. Riesling 2010 Lecha Jaworka, ze swą wybujałą, nordycką kwasowością, był trudny w odbiorze i niczego nie zmieniał fakt, że wino zabutelkowano dwa tygodnie temu. Regent 2009 z tej samej winiarni (o którym pisałem przychylnie tu) swym roślinno-serowym bukietem, przypominającym wręcz Pinotage, nie zdobył uznania. Lepiej poradził sobie Chardonnay–Auxerrois 2008 Jaworka, który przekonał do siebie kilka osób słodkim bukietem i okrągłym smakiem. Ale jedna z pań porównała go do podróbki markowych perfum, która w pierwszej chwili uderza intensywnym, podobnym do pierwowzoru aromatem, lecz potem szybko ulatuje. Było to mało empatyczne, ale niepozbawione trafności podsumowanie ambitnie zabeczkowanego wina, któremu trochę do tej ambicji nie staje ciała i mocy (tylko 11% alk.).

To wino nikogo nie pozostawia obojętnym. Europejska klasa.

Były jednak i wina jednoznacznie docenione. Seyval Blanc 2009 Barbary i Marcina Płochockich zalecał się świetnie zrównoważonym owocem i nieagresywną kwasowością. Pinot Noir 2009 przy swej młodości (wyraźne nuty beczkowe) z pewnością był bez zarzutu, jeśli chodzi o czystość aromatów, a także mocne, intensywne ciało. Zaś Pinot Noir Prestige 2009 (mój pean tu) potwierdził swoją europejską klasę. Bez zdziwienia, choć z lekkim niepokojem powitałem fakt, że największe uznanie w ministerialnych kręgach zdobył świeżo zabutelkowany (i na razie nieprzeznaczony do sprzedaży) Miód pitny gronowy Lecha Jaworka. Polska dusza kocha cukier, co nie powinno przesłaniać jakości produktów wytrawnych. Ale ten miód jest rzeczywiście świetny.

Joanna Skoczek (dyr. Departamentu Koordynacji), Marcin Bosacki (Rzecznik Prasowy MSZ) i Adam Chrząstowski (doradca kulinarny prezydencji) na wczorajszej konferencji.

Za degustacją w małym gronie poszła wczorajsza prezentacja produktów regionalnych w słynnym pałacyku MSZ na ul. Foksal w Warszawie. Obok apelacyjnego chleba prądnickiego z krakowskiej piekarni Madej, wielkopolskich serów Marka Grądzkiego, miodów pitnych Macieja Jarosa, nalewek Karola Majewskiego na stole stanęły wina Płochockich i Jaworka. Reakcja dziennikarzy i innych próbujących gości była taka, jak zawsze – pozytywne zaskoczenie. „To polskie?”, „to już w Polsce można robić takie wina?”, „nie spodziewałem się takiego Pinot Noir”… Jakość polskich win, tych najlepszych, jest faktem. Wbrew sceptykom, ten fakt będzie coraz bardziej docierał do powszechnej świadomości. Przy okazji następnej polskiej prezydencji w 2025 roku sporów o to, czy warto podawać polskie wino, nie będzie w ogóle.

Po niefortunnych wypowiedziach publicznych i galimatiasie wyjaśnień mamy więc spójny komunikat: polskie wino jest OK i zostanie mu oddane to, co może nie cesarskie, ale przynajmniej hetmańskie.

[PS 23.07 Polecam materiał filmowy nakręcony na omówionej tu konferencji prasowej w MSZ przez Jurka Kruka z 4Senses.tv.]

(więcej…)

Read Full Post »

W poprzednim wpisie podzieliłem się z Państwem paroma obrazkami z tegorocznego Święta Wina w Janowcu nad Wisłą. Pora na podsumowanie tej imprezy. Frekwencyjnie, organizacyjnie wszystko przebiegło doskonale, a atmosfera wiejskiego festynu skutecznie odarła polskie wina z tak nielubianej przez wielu snobistycznej otoczki. (Choć odwrotną stroną medalu jest dość luźne zainteresowanie ich faktyczną jakością; jedynie 1/3 gości Święta wykupiło 10-złotowy karnet uprawniający do degustacji, a hitem popołudnia okazało się Tyskie z kija).

Winnica Solaris Sibera 2010: najlepsze wino białe Małopolskiego Przełomu Wisły.

Niewiele zmieniło się od ostatniego Konwentu Polskich Winiarzy, jeśli chodzi o dolny pułap jakości prezentowanych w Janowcu win. Kwestia profesjonalizacji polskiego winiarstwa nadal pozostaje aktualna. Siarka, tlen, pleśń, enzymy, wióry dębowe, garbniki z torebki nadal dla wielu winiarzy okazują się płotkami nie do przeskoczenia. Próbowałem kilkunastu „win”, które nigdy nie powinny zostać przedstawione publiczności ani tym bardziej do degustacji w ciemno, mającej przyznawać jakościową apelację.

Ta ostatnia kwestia okazała się najciekawszym punktem Święta Wina. Prężne Stowarzyszenie Winiarzy Małopolskiego Przełomu Wisły założone przez Wojciecha Włodarczyka z Winnicy Pańska Góra w Podgórzu w 2008 r. uchwaliło rewolucyjną jak na polskie warunki „kartę Winnic Małopolskiego Przełomu Wisły”. Określa ona dla swych członków dopuszczalne odmiany winorośli, gęstość nasadzeń, wysokość plonu, środki ochrony roślin i metody produkcji wina. Stanowi więc de facto odpowiednik regulaminu francuskiej czy włoskiej apelacji kontrolowanego pochodzenia. A nawet więcej, bo „znak Karty Winnic MPW” – jakościowy certyfikat – przyznawany jest w czasie rygorystycznej degustacji w ciemno. W Europie tego rodzaju degustacje już dawno stały się czystą formalnością, w ramach której winiarze sami sobie przyznają z automatu glejt – winiarze z Powiśla natomiast ocenę jakości swych wyrobów odważnie powierzyli panelowi krytyków, w skład którego weszli Ewa Wieleżyńska i Tomasz Kurzeja z Magazynu WINO oraz wyżej podpisany.

To jest odwaga: spójrzcie na alkohol w nieszaptalizowanych winach z Pańskiej Góry.

Na 18 zgłoszonych win pozytywnie oceniliśmy siedem. To moim zdaniem zupełnie niezły jak na polskie warunki wynik. Obok ewidentnych porażek pojawiły się bowiem wina po prostu dobre, i nie przeszkodził w tym fatalny, deszczowy i pełen chorób winorośli rocznik 2010. Naprawdę mógł się podobać Muszkat 2009 oraz Białe 2009 z Winnicy Pańska Góra (a jeszcze lepszy był degustowany poza panelem Muszkat 2008), pełne naturalnej soczystości i ciekawych nut ewoluowanych. W Pańskiej Górze nie szaptalizują i w ogóle mało interweniują w winifikację, przez co niektóre wina mają nawet poniżej 9% alk., co uważam za dużą zaletę. (Rocznik 2010 wypadł tu jednak słabo). Dużą niespodzianką okazały się dwa wina czerwone – Cabernet Cortis 2010 i Regent 2010 – z nowej winiarni Dom Bliskowice. To ostatnie, wiśniowe, jagodowe, pieprzne, jak trzeba „winne”, jest wręcz szokująco dobre jak na rocznik i polskie warunki. Jest z pewnością najlepszym polskim winem, jakie degustowałem w Janowcu.

Maciej Mickiewicz: Midas z Winnicy Solaris i Domu Bliskowice.

Przy produkcji w Domu Bliskowice doradza Maciej Mickiewicz, który jest też właścicielem od lat znanej Winnicy Solaris. „Znak Karty Winnic MPW” przyznaliśmy w degustacji w ciemno aż czterem jej winom: Hibernal, Seyval Blanc, Sibera i Solaris 2010. Zatem na siedmiu zwycięzców degustacji aż sześciu wyszło pod igły Macieja Mickiewicza. Nie ma mowy o przypadku: polskie wino ma nową gwiazdę. Świadczy o tym także znakomite wyjście z trudnego rocznika 2010: wina Mickiewicza są pełne, krągłe (umiejętnie użyty cukier resztkowy), czyste, świeże i apetyczne. Poza konkursem podobał mi się także świetnie wyważony likierowy Hibernal 2010.

Mamy nową gwiazdę.

Z innych win degustowanych w Janowcu wyróżniłbym dobry kwartet z Winnicy Sucha Dolina (szczególnie Biankę 2010) oraz zadziwiające różowe Rondo 2008 z Winnicy Słowiczej, zupełnie nieewoluowane jak na wino trzyletnie – kolejne potwierdzenie, że w Polsce często lepiej zrobić różowe niż niedobre czerwone. Tradycyjnie smutnym jest fakt, że żadne w wymienionych win nie jest dostępne w legalnej sprzedaży – jedyne butelki, jakie w Janowcu można było kupić, pochodziły z gościnnie wystawiającej się Winnicy Płochockich. Czy dzięki wreszcie przeprowadzonym przez nasz mastodontyczny parlament zmianom w prawie winiarskim za rok będzie lepiej?

Katarzyna Niemyjska z Winnicy Pańska Góra objaśnia swe wina nowym konsumentom.

(więcej…)

Read Full Post »