Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Soave’

Szeroko rozniosła się wieść gminna po stolicy, że jeden z supermarketów w ramach „promocji” win włoskich sprzedaje m.in. Barolo po 30 zł. Italianofil we mnie nie mógł zignorować tej sensacyjnej wieści. Na jeden dzień porzuciłem platynową kartę Almy i senatorski, 80-procentowy rabat w La Passion du Vin i wybrałem się na eksplorację winiarskich półek Biedronki.

Popularny sieciowy „Owad” cieszy się od paru lat wielkim powodzeniem wśród tych winomanów, którzy nade wszystko cenią sobie niskie ceny. Poza bliźniaczym Lidlem żaden sklep nie oferuje bowiem win gronowych z importu po 9,99 zł. W Biedronce są to przy tym nierzadko wina pijalne i przyzwoite, głównie dzięki zaopatrzeniu we flaszki iberyjskie (matką tej sieci jest portugalski gigant Jerónimo Martins) – a nie od dziś wiadomo, że w Europie to właśnie w Portugalii i gdzieniegdzie w Hiszpanii można wciąż kupić całkiem dobre wino po 2€ za butelkę.

Innym magnesem, który może do Biedronki przyciągać winomana, jest często zmieniający się asortyment w ramach miesięcznych promocji. Dzięki temu te cokolwiek przemysłowe flaszki znikają z oferty, zanim zdążą nam się znudzić. Do 27. lipca mamy czas zainteresować się winami włoskimi. Klasyki winnej Italii – od Valpolicelli i Soave po Chianti i Frascati – zachęcają oprócz swych znanych nazw cenami w zasadzie nieprzekraczającymi 15 zł. Nic, tylko brać skrzynkami.

Nie oczekujmy jednak smakowych iluminacji. Z jakością jest słabo, najwyżej przyzwoicie. Orvieto Borgo Cipressi 2009 (9,99 zł) jest skandalicznie niedobre, ma posmak wody z brudnego węża ogrodowego i nie powinno było nigdy otrzymać apelacji DOC Orvieto ani żadnej innej. Soave Corte Viola (9,99 zł, rocznika brak) nie budzi skojarzeń z wężem, ale też z niczym innym; składa się z wody, alkoholu, kwasu i mglistych nut owocowych, tak perfekcyjnie żadnawych, że w angielszczyźnie ukuto na nie świetny termin white-winey. To jednak niezła propozycja, gdy wina potrzebujemy do sosu marengo, a nie mamy pod ręką otwartej flaszki Montrachet.

Primitivo di Manduria Colle al Vento 2007 (14,99 zł) jest w zasadzie typowe dla swojej apelacji, pełne nut powidłowych, czekoladowych z dobrą intensywnością, lecz na tyle ugotowane w smaku i gorzko-alkoholowe, że picie przestaje być przyjemnością. Nie wykluczam jednak, że co bardziej przyzwyczajeni do smaków nowoświatowych konsumenci zaakceptują to wino. Ja zaakceptowałem Barberę d’Asti Maestri Cantinieri 2008 (9,99 zł). Prosta, nieco cienka (normalka w tej cenie), kwaskowata (normalka dla tej apelacji), ale ma to coś, co nazywa się winnością; w smaku przypomniało mi wina, które dawniej we Francji i Włoszech kupowało się w kantorkach na baniaki jako „12%” i „12,5%”.

Dwa droższe wina z Biedronkowej gazetki okazały się niewarte swoich cen. Chianti Classico Borgo Cipressi 2008 (19,99 zł) jest przyzwoicie wiśniowe, nawet trochę garbnikowe, bez koncentracji, ale soczyste; nie jest to jednak żadne „Classico”, tylko cienkie zlewki z dna kadzi. Gdyby to było proste IGT Toscana Sangiovese i kosztowało te same 19,99 zł, pochwaliłbym je nawet jako przyzwoite. Sęk w tym, że wino swoją kartą przetargową usiłuje uczynić znaną na całym świecie nazwę. Jako Chianti jest po prostu słabe.

Jeszcze słabsze jest Morando Barolo 2005 (29,99 zł). Niby te nuty zwiędłych kwiatów i przeleżałego dzika są typowe dla Barolo, niby wysoka kwasowość i chropawe garbniki są godne ze wzorcem metra, ale całość skąpana jest w jakimś odstręczająco topornym, octowym sosie, a picie tej flaszki zamiast zmysłowego ma charakter wyłącznie sportowy: jest! Udało się wypić Barolo za jedyne 30 zł.

To wino jest emblematyczne dla „promocyjnej” oferty włoskiej Biedronki. Sprzedawane za bezcen klejnoty to po prostu spady produkcyjne. Do rzeczonego Barolo przyznaje się Casa Vinicola Morando, duży przemysłowy producent z Asti, który w myśl przepisów w ogóle nie powinien mieć prawa butelkować DOCG Barolo. (Normą w Europie jest, że wina z apelacją kontrolowanego pochodzenia mogą być produkowane i butelkowane tylko w geograficznych granicach apelacji). Ale Włochy to Włochy i dlatego żadnym problemem nie jest uzyskanie specjalnego pozwolenia na butelkowanie Barolo nawet w Palermo. Piemonccy producenci, których poprosiłem o komentarz w sprawie Barolo Morando, ubolewali nad całą sytuacją, ale przyznawali, że jest ona normą. We Włoszech rekord taniochy za Barolo to dotąd 11,50€; w Niemczech w zeszłym roku „chodziło” po 7,99€. Udało nam się nad Wisłą pobić zatem kolejny rekord.

W czym problem? 30 zł za butelkę to nawet nie są koszty produkcji przyzwoitego Barolo. Uprawiane ręcznie winnice na wzgórzach, ręczny zbiór w wysokości 55 hl/ha (dla najlepszych win oczywiście sporo mniej), selekcja gron, obowiązkowe starzenie w beczkach przez dwa lata i jeszcze rok w butelce (wedle przepisów apelacji Barolo można wypuścić na rynek dopiero w czwartym roku po zbiorach) – to wszystko są wymierne sumy, które – by produkcja wina na tych wzgórzach nadal miała sens – muszą mieć odzwierciedlenie w cenie. Jasne, nie można przesadzać – nie akceptuję i nie polecam Barolo po 80 czy 100€, ale naprawdę nietrudno znaleźć świetne wino z tych okolic za 25–30€, a w Polsce za 130–160 zł.

Dzięki Biedronce dowiadujemy się etymologii szczepu Bambino Bianco.

Picie wina jest i powinno być frajdą. A dobrego taniego wina – frajdą nad frajdami. Dobrze jednak, żeby była to frajda rozumna. Finansowa rozkosz z picia Chianti za 20 zł czy Barolo za 30 zł to krótkowzroczny egoizm. Jutro czy pojutrze może się okazać, że chętnych do łażenia po stromym stoku i opiekowania się 5 tys. winorośli na hektar brak. Sięgając po flaszkę ze sklepowej półki warto zastanowić się, kto to wino produkuje i czy otrzymuje godziwe wynagrodzenie za swój trud. I lepiej dołożyć paręnaście złotych za uczciwe wino od małego producenta. Bo to winiarz i jego rodzina gwarantują nam, że Barolo, Chianti, Chablis, Somló – te największe wartości naszego europejskiego wina – będą nadal istniały.

Read Full Post »

A co Wy otworzyliście?

À la française.

Jagnię x2.

Picie terroirystyczne: wino powstaje 5 km od sera.

W tym roku zdradziłem Tokaj.

Read Full Post »

Pean dla Pieropana

© Restauracja Rubikon

© Restauracja Rubikon

Znana wszystkim stołecznym smakoszom Restauracja Rubikon od dwóch sezonów, o czym może nie wszyscy stołeczni winomani wiedzą, sprowadza wina do swej karty win bezpośrednio od dobrych winiarzy włoskich. Dla smakosza i winomana wynikają z tego same miłe rzeczy – unikatowa selekcja, niższe ceny i sporo starych roczników w karcie. W drodze negocjacji butelki można też nabyć na wynos po odpowiednio niższych cenach.

Bogu dzięki, bo dla eksploracji wszystkich skarbów trzeba by spędzić w Rubikonie długie tygodnie. Jednym z nich – nak który zazdrośnie już patrzą inni polscy importerzy – jest Leonildo Pieropan, niekwestionowany król włoskiej apelacji Soave.

Któż nie zna Soave? Ten od dziesięcioleci klasyk włoskich pizzerii i traktierni na całym świecie, ekwiwalent Chianti fiasco (tyle że bez wiklinowej plecionki) zraził do siebie skutecznie miliony. Tym gorzej dla milionów, gdyż od paru lat fantastyczne terroir wulkanicznych wzgórz między Weroną a Vicenzą powróciło tam, gdzie jego miejsce – do ekstraklasy włoskich i europejskich win białych. Takie nazwiska jak Suavia, Tamellini, Prà, Gini, Inama zwiastują dziś naprawdę duże emocje.

Żadne nie może jednak równać się sławą z Leonildo Pieropanem, który znakomite Soave robił już w mrocznych dla apelacji latach 1980. Jego La Rocca – pierwsza beczkowa interpretacja Soave z najlepszej tutejszej winnicy na arcystromych stokach pod miejskim zamkiem – do dziś pozostaje jedną z najbardziej poszukiwanych włoskich butelek. Na wina Pieropana rzucam się zawsze zaraz po przyjeździe do Werony i Wenecji. Tym razem dzięki uprzejmości Rubikonu mogłem ich spróbować w Polsce.

Pieropan Soave Calvarino 2006

Pieropan Soave Classico Calvarino 2006

Wino to otworzyliśmy w czasie warsztatów kulinarnych Magazynu WINO (zdradzę, że wypadło najlepiej ze wszystkich próbowanych do risotta). Nie jest to butelka bardzo spektakularna. Wino idzie raczej w głąb, cierpliwie wykuwa swój szeroki mineralny krajobraz. Zdecydowane nuty słone, świetnie pasujące do jedzenia, odwołujące nas do wapienno-wulkanicznych gleb Soave. Do tego dobra kwasowość – to wszystko nadaje winu zdecydowany kręgosłup, obudowany dyskretnym (by nie rzec – wątłym) owocem. Produkowane od 1971 r. Calvarino zawiera aż 30% szczepu Trebbiano di Soave (to obecny rekord apelacji; reszta to oczywiście Gargànega, czołowa tu odmiana) – niegdyś powszechnego, potem zarzuconego z uwagi na „mało ciekawy profil”, dziś wracającego do łask, bo okazuje się, że nadawał winom z Soave struktury i długowieczności, które trudno uzyskać bez niego. Co ciekawe, w tym ciepłym roczniku wino ma tylko 12,5% alkoholu i okazuje się to jego wielką zaletą także przy stole.

Pieropan Soave Classico 2007

Pieropan Soave Classico 2007

Tu już tylko 12% (i 10% Trebbiano), ale wino jest mniej ciekawe. Bukiet i smak są typowe dla Soave – mamy trochę jabłka, trochę cytrynowej kwasowości, delikatną mineralność. Terroir jest obecne, ale nie ma co kryć, że wino jest dość proste i bez wielkich ambicji. Może to sprawa nadmiernych oczekiwań; nazwisko Pieropan – tak automatycznie myślimy – powinno wszak wiązać się z jakimiś fajerwerkami. I tak dawniej było nawet w tym podstawowym Soave, które mogło leżakować nawet 10 lat. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że od paru lat (bodaj od 2004 r.) to Soave straciło na głębi i strukturze i stało się całkiem zwyczajne. Może do produkcji weszły nowe winnice i zwiększono drastycznie liczbę butelek? To wciąż dobre wino, prawdziwie europejskie i odświeżające, ale też budzące lekki żal.

Read Full Post »