Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘supermarket’

Kurier przywiózł mi z Biedronki pudło po bananach. W środku było wino. W miłym liście dyrektor ds. relacji zewnętrznych dyskontowej sieci p. Alfred Kubczak zachęca mnie do spróbowania win francuskich z najnowszej oferty, o których pisałem już wybiórczo tu. To miły, europejski gest. W zaciszu własnego laboratorium w idealnych warunkach degustacyjnych zapoznałem się więc z przesłanymi próbkami.

Kiechel & Cie Alsace Pinot Blanc 2010

To wino jest raczej dobrą niespodzianką. Supermarketowa Alzacja jest notorycznie słaba, Pinot Blanc to najsłabszy bodaj szczep alzacki, a tutaj dostajemy wino intensywnie cytrusowe, pełne wigoru, zarazem czyste, bez smaku gumowego węża. W dodatku kosztuje 14,99 zł, więc doprawdy zasługuje na polecenie.

Victor Bérard Chablis 2010

Z pewnością lepiej kupić dwie butelki Pinot Blanc niż jedną tego Chablis (29,99 zł). Po Chablis pozostała tu bowiem tylko nazwa oraz mdławo-słonawy smak, który w desperacji można nazwać mineralnym. Każde wino składa się w ponad 80% z wody, ale to wino szczególnie. Byłoby to słabe nawet jako Bourgogne Blanc za 20 zł, a sprzedawanie tego jako Chablis jest po prostu nabijaniem w butelkę, podobnym do tego, które już opisywałem w przypadku Barolo za 30 zł. (Czerwona lampka powinna zapalić się po sprawdzeniu, że Victor Bérard to hurtownik z Beaujolais. To tak jakby oscypki foliowała mleczarnia w Ełku).

Château de Campteloup Rosé d’Anjou 2010

Zgodnie z informacją na kontretykiecie oraz kultywowaną od lat specjalnością tej loarskiej apelacji wino jest półwytrawne. Mnie to nie przeszkadzało. Ma przyzwoity owoc, cukier jest wyraźnie wyczuwalny, ale nie jakoś bardzo dojmujący. To bardzo francuski styl rosé: „kwant smaku” czy też „smak zero”, jak to określałem przy innych okazjach. W związku z tym bodaj lepsze do jedzenia (może kuchnia wietnamska?). 14,99 zł.

Château de Fagnouse Saint-Émilion Grand Cru 2007

Jest to dobre Bordeaux. Dobre do picia już dziś i dobre do potrzymania 2–3 lata. Ma dość mocny garbnik, zarazem skoncentrowany, śliwkowy owoc Merlota. Przeszkadzał mi dość wyczuwalny alkohol. Na tle innych Saint-Émilionów dostępnych w Polsce jest to dobry zakup (34,99 zł), chociaż licząc się z każdym groszem, wolałbym chyba wydać 19,99 zł na recenzowany już, nieco surowszy w swej ekspresji Médoc 2009. (Pamiętajmy, że nazwa Saint-Émilion Grand Cru nie oznacza wcale nadzwyczajnego wina, jest to rozległa apelacja, produkująca dużo taniego wina bez szczególnych wymogów jakościowych).

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Z siedmiu spróbowanych łącznie win z francuskiej oferty Biedronki proponuję trzy robocze wnioski:

1. Wina są w większości dobrze dobrane, smaczne i atrakcyjne w swych cenach. Punkt dla Biedronki.

2. Może pora przemyśleć pokutujący i u nas stereotyp, że Francja nie umie produkować tanich win. Że prestiżowe burgundy i Bordeaux są OK, natomiast na dolnej półce Francja daje się zjeść na śniadanie takiemu Chile czy Argentynie. To nieprawda – aktualna promocja w Biedronce pokazuje to dobitnie. Nawet za 15 zł Francja może zaproponować zupełnie dobre wino białe i czerwone, które w niczym nie ustępuje butelkom z Nowego Świata. Przy tym są to wina całkiem atrakcyjne, owocowe, a nie żadne surowe, wyniosłe kwasiory.

3. Czy Biedronka usiłuje zmienić swój imaż? Taka sugestia pojawiła się z ekonomicznego punktu widzenia. Wino za 50 zł, na półce Châteauneuf, Chablis, Saint-Émilion (następnym razem może Margaux, Volnay, Brunello), profesjonalna prezentacja win dla prasy z pokazem kulinarnym, drewniana skrzynka z przekazem „zechce Pan przyjąć”. Refleksję nad tą sprzecznością (a może to nie sprzeczność) – drewniane skrzynki vs. wino sprzedawane z kartonów na paletach, Margaux vs. dyskont – pozostawiam Państwu.

(więcej…)

Read Full Post »

Jeśli środa, to Biedronka wprowadza nowe wina do oferty. Po obficie dyskutowanych (i pitych) winach portugalskich nastała promocja Nowego Świata, a od zeszłego tygodnia na półkach największej polskiej sieci rozsiadły się wina francuskie.

50 zł to mało, ale trochę za dużo.

Auguste Bessac Châteauneuf-du-Pape Cuvée Tradition 2009 to najdroższe wino w historii Biedronki, o czym z licealnym podnieceniem donosili już nawet niewiniarscy dziennikarze. (Cytat „dla przeciętnego klienta widok metki z ceną 49,99 zł może być sporym szokiem” z pewnością przejdzie do klasyki). Szatonef za pięć dych wpisuje się w wysiłki Biedronki, by w najniższych w Polsce cenach oferować wina z najbardziej znanych apelacji takich jak Barolo czy Chablis. No i co? Wino jest dobre. Z pewnością lepsze niż (nie)sławne Barolo Morando – bo nie ma w nim zlewkowego szlamu, smaku tandety. Jest dobry wiśniowy owoc i nieco struktury, mocne garbniki, powaga, trochę głębi. Na drugi dzień ciut lepsze, na trzeci dzień słabe (co jak na Châteauneuf nie jest wyczynem). Ogólnie rzecz biorąc jest to niezła rzecz, smakująca Rodanem, dająca jakieś tam pojęcie o swej apelacji – jednej z najsławniejszych nie tylko we Francji.

Nie jestem jednak pewien, czy wino jest godne polecenia za 49,99 zł. W sumie nie różni się od poważniejszych win oznaczonych skromniejszą apelacją Côtes du Rhône, o jakich pisałem tu, a które kosztują około 35–50 zł właśnie. Jest bowiem powszechnie znaną prawdą, że te same pieniądze o wiele lepiej wydać na wybitne wino ze słabszej apelacji niż na najtańsze ze sławnej. Jeśli chce się jednak „zaliczyć” Châteauneuf bez nadmiernej szkody dla portfela, Biedronka zrobiła niezłą robotę. (Z drugiej strony doświadczenie uczy, że za miesiąc to samo wino Biedronka będzie wyprzedawać po 35 albo nawet 30 zł).

Słodko i lekko, w sam raz dla przybywających z Chile.

Co poza tym? Oferta win francuskich u „Owada” nie jest szczególnie bogata (a do tego niektóre wina nie są dostępne we wszystkich sklepach – np. na zachód od Warszawy nie uświadczyłem nigdzie Chablis za 29,99 zł). Bardzo mało jest win białych (alzacki Pinot Blanc za 15 zł, ale z 2008 roku). Z czerwonych nęci Saint-Émilion Grand Cru za 36 zł, ale podejrzewam, że lepiej kupić dwa Fitou po 17. Ja zmierzyłem się z taniutkim Merlot XR 2010 z IGP Pays d’Oc. Sformatowane pod supermarketowy, nowoświatowy smak – jak na mój, trochę za dużo tu słodyczy, za mało prawdziwej treści. Za 12,99 zł jest to jednak niezły zakup – lepszy, niż cokolwiek chilijskiego czy kalifornijskiego, co próbowałem w tej cenie – aczkolwiek serdecznie doradzam dopłacenie 5 zł i nabycie poniższego Medoka.

Médoc Réserve 2009 to też Merlocik, ale z prestiżowego terroir. Za 19,99 zł możemy spróbować wina z serca francuskiego winiarstwa. Wytworzył go Dulong, jeden z większych bordoskich hurtowników. Wino miękkie i słodkie jak na Médoc, ale taka już uroda rocznika 2009. Nie jest to wino głębokie, ale fakt, że za 20 zł możemy spróbować owych słynnych bordoskich garbników o smaku kredowego pyłu, wart jest oblania wręcz lampką szampana. (Niestety Biedronka na razie szampana za 49,99 zł nie oferuje).

Za 20 zł jeden z lepszych zakupów nad Wisłą.

Francuska oferta „Owada” jest skromna, ale uczciwa – wina są smaczne, nieprzekłamane, a ceny takie, jakie na tym poziomie jakości powinny być. Ustawienie Châteauneuf na poziomie 50, a nie 30 zł jak ongiś z Barolo też jest w sumie aktem uczciwości (choć nie łudzę się, że stoi za nim cokolwiek innego poza realiami aktualnego rynku, czyli możliwą do wynegocjowania ceną zakupu). Jestem ciekaw powodzenia tego francuskiego miesiąca. Wszak stereotyp mówi, że klient supermarketu za winami z tego kraju nie przepada – a niechęć ta jest odwrotnie proporcjonalna do sumy, jaką chce wydać na wino. Poza langwedockim Merlotem pite przeze mnie wina wyraźnie jednak smakują Francją z jej oschłością i kartezjańskim racjonalizmem. Czy lud to kupi?

(więcej…)

Read Full Post »

Znowu to zrobiłem. Znowu wszedłem do ursynowskiego Leclerka – z zamiarem, że „tylko pooglądam”. Lecz akurat w środę była dostawa kolejnych Portugalczyków (o poprzednich słów parę) i nie wytrzymałem, załadowałem cały wózek. Nie mogłem się powstrzymać, bo Leclerc kontynuuje ofensywę i poszerza portugalską półkę. Teraz już bezwstydnie oferuje 15 różnych Vinho Verde – idealnych win na ciepłą końcówkę lata – czyli więcej niż jakikolwiek znany mi sklep na wschód od Tagu. Bezwstydnie wstawia na półkę wino takiej sławy winiarstwa, jak Niepoort, kasując zań niewiele ponad 40 zł. Wynajduje wina od świetnych winiarzy pod drugimi czy trzecimi etykietami, nowymi projektami, różnymi joint-ventures i winduje swój rating ceny do jakości do coraz wyższych poziomów.

Czysta przyjemność za 26 zł.

Żeby wybrać najlepsze rodzynki, trzeba uważnie czytać etykiety. Na najniższej polce Leclerka po 15–18 zł znajdziemy mniej ciekawe wina, głównie półwytrawne. (Wyjątkiem jest recenzowane wcześniej Vinha do Marco). Ale już po 28 zł można nabyć świetne rzeczy. Na przyklad taki Fafide z Douro w dwóch kolorach. Etykieta ładna, ale to jak wiadomo nie gwarantuje sukcesu. Maczkiem na kontretykiecie doczytamy się jednak, że to dzieło Vinhos Douro Superior. Trzy kliki w komórkowej przeglądarce i wiemy, ze ta duża firma, niestrudzony dostawca win do supermarketów, ma winnice w wyżej położonych miejscach w Douro, dzięki czemu robi cenione wina białe. I już za 26 zł mamy Fafide Branco 2010, świetną codzienną flaszkę z mocnym brzoskwiniowym owocem.

Wino 2.0: przeczytaj i poklikaj zanim wypijesz, a po wypiciu zrecykluj.

Bossa w bieli i czerwieni nie zaleca się nawet etykietą. Wino pochodzi z Bairrady, a podpisała się pod nim Filipa z jakimś Williamem. Zaraz, Filipa? Czy to nie ta Filipa Pato, córka słynnego Luisa „Kaczki”, czołowa postać młodego winiarskiego pokolenia? I już w koszyku mamy dwie flaszki po 29 smakujące jak po 45.

Uważna lektura kluczem do mądrego wydatku.

Na półce z promocjami zaś kłują w oczy trzy kolory Quinta de Cabriz z Dão. Świetnie znana marka, jeden z solidniejszych producentów portugalskich – Dão Sul. 26 zł to okazyjna cena i za krwiste, poważne czerwone, ultraowocowe różowe, i za cytrynowo-melonowe białe do ostatnich letnich sałat albo szalonego dania takiego jak brzoskwinie smażone na maśle, które jadłem ostatnio w Delikatesach Esencja.

Pić, póki trwa lato.

A co z rzeczonymi Vinho Verde? Próbowałem ośmiu. Drogi Simaens 2008 jest już za stary. Lourosa (23 zł) i Aveleda mogą być, António Futuro jest pełniejsze, bardziej owocowe, choć trochę półwytrawne (29 zł). Muralhas de Monção ze znanej spółdzielni to świetne Verde, klasyka gatunku z ekstra zastrzykiem owocu (ale 35 zł). Jest jeszcze trochę polecanego Muros Antigos od Anselmo Mendesa oraz szok – Alvarinho Contacto 2010 od tegoż winiarza. O tym winie marzyłem od dawna. Alvarinho z krótką maceracją skórek, Vinho Verde arcytypowe i zarazem przemienione – głębia, intensywny owoc, świetna długość, mocne nuty morskie, słone, prawdziwa mineralność. 59 zł to drogo, ale i dowód, że w supermarkecie można też kupić wina genialne.

Wino z moich snów.

W Leclerku „rzucili” poza tym dużo Chile, a wśród win francuskich wciąż pojawia się coś nowego – Bourgogne Aligoté za 20 zł, Condrieu za 90 zł (rzadka okazja spróbowania w Polsce tej kultowej apelacji), Châteauneuf za 68 zł. A przy tym w odróżnieniu od Biedronki Leclerc daje zarobić polskim importerom. Opisywane wina portugalskie sprowadzają do Polski Atlantika, MJA, Waldipol i Fabryka Win. Wina na półce kosztują 25 zł, klienci są zadowoleni, a marży starczy dla wszystkich.

I tak oto sieciowy blaszak wśród mrówkowców stał się jednym z najlepszych sklepów winiarskich w dwumilionowym mieście…

(więcej…)

Read Full Post »

Już po 53 dniach otrzymałem odpowiedź na pytania zadane Biedronce w związku z jej niedawną portugalską promocją. Jestem pod wrażeniem. Promocja dawno się skończyła, dyskusja się odbyła, sz. p. Rzecznik Prasowy Biedronki w zasadzie nie odpowiada na żadną moją wątpliwość, ale dla porządku odpowiedź zamieszczam i życzę Państwu miłej lektury.

Szanowny Panie Redaktorze, w odpowiedzi na Pańskie pytania, pozwoliłem sobie wkleić w tekst poniżej odpowiedzi z naszej strony. Jestem do Pańskiej dyspozycji w razie potrzeby. Proszę nam wybaczyć opóźnienie w odpowiedzi – wynikało ono wyłącznie z utrudnionej dostępności osób, koniecznych przy tworzeniu odpowiedzi dla Pana.

Z uszanowaniem, Paweł Tymiński

Rzecznik Prasowy JMD SA

Czy Biedronka zaopatruje się w wina z bieżącej oferty bezpośrednio u producenta w Portugalii, czy otrzymuje je z centrali Jerónimo Martins w Portugalii?

Zaopatrujemy się u producentów w Portugalii, podpisując kontrakty bezpośrednie – właśnie z nimi.

W jaki sposób Biedronka komentuje fakt ewentualnego kontraktu na wyłączność, jaki niektórzy z producentów reprezentowanych w ofercie mogliby mieć z innymi polskimi importerami?

Nasi zagraniczni dostawcy win, u których dokonujemy zakupów są świadomi tego czy są lub nie, związani klauzulami innych kontraktów – w tym wyłącznościowych. Nie weryfikujemy tego typu danych, gdyż dotyczy to relacji producentów z odrębnymi podmiotami. Wychodzimy zaś z założenia, że dostawca oferując nam produkt w bezpośredniej sprzedaży – jest świadom wszystkich zawartych umów. Zakładamy też dobrą wolę sprzedawcy, że kontrakty zawierane z nami nie kolidują po jego stronie z innymi zobowiązaniami. Co do generaliów – zawsze staramy się działać w dobrej wierze i bardzo odpowiedzialnie traktujemy naszych partnerów biznesowych.

Ile butelek wina z miesięcznej promocji sprzedaje się w całej Polsce? Niektóre wina z poprzednich promocji np. włoskie Barolo Morando dostępne były również po okresie miesięcznej promocji po obniżonej cenie, Czy to znaczy że ich sprzedaż wypadła poniżej oczekiwań? Czy wynikło to z wyższego przedziału cenowego?

Niestety nie udzielamy informacji tego typu. Możemy jedynie stwierdzić, że jesteśmy zadowoleni z wyników dotychczasowo przeprowadzonych akcji promocyjnych. Dotyczy to zarówno win włoskich – jak i tych z innych regionów świata.

W związku z bardzo dużą różnicą w cenie tych samych win oferowanych przez Biedronkę i bezpośrednich importerów w Polsce (np. Loios Tinto – Biedronka 17,99 zł, Centrum Wina 39,30 zł) pojawiają się sugestie że Biedronka sprzedaje niektóre pozycje poniżej kosztów zakupu, Proszę o komentarz w tej sprawie i komentarz w sprawie stosowanych przez Biedronkę marż na produktach winiarskich.

Dokonujemy zakupów bezpośrednio u producentów. Z reguły dotyczą one bardzo dużych wolumenów – właśnie te parametry powodują, że jesteśmy w stanie uzyskać bardzo atrakcyjne ceny zakupu – co potem przekłada się na bardzo dobre ceny win na półkach Biedronki. Korzystamy także z własnego łańcucha logistycznego, co również pozwala nam obniżać koszty.

Co do marż stosowanych przez naszą sieć, takich informacji nie udzielamy – są one dodatnie – o tym możemy zapewnić. Cieszymy się, że nasze działania mogą wpisać się w rozwój kultury spożywania win wysokiej jakości w naszym kraju. Możemy zapewnić, że wszystkie nasze działania prowadzimy zgodnie z polskim prawem. Nie chcielibyśmy natomiast wypowiadać się na temat marż stosowanych przez wymienione przez Pana sklepy (dystrybutorów).

Tej ostatniej półodpowiedzi nie mogę pozostawić bez komentarza. Nadal bowiem jest zagadką, w jaki sposób Biedronka może sprzedawać wina portugalskie taniej (licząc ceny netto bez VAT i akcyzy), niż można je kupić w Portugalii, następnie obniżyć jeszcze tę cenę o 30% i nadal twierdzić, że stosuje „marżę dodatnią”. Wynikałoby z tego, że sprzedając wino najtaniej w Polsce, Biedronka stosuje najwyższą marżę w polskim handlu supermarketowym…

Read Full Post »

Leclerc nie próżnuje. O świetnych w swych cenach winach francuskich w ursynowskiej placówce tego supermarketu pisałem już zimą. Selekcja z innych krajów nie wyglądała jednak tak różowo, co czuli chyba też włodarze Leclerka, bo wprowadzili na lato mocny desant portugalski. Może chodzi o konkurowanie z Biedronką?

Nawet w Biedronce nie ma tak dobrego wina za 14 zł.

Jeśli tak, to się udało. Vinha do Marco ze słonecznego Alentejo (producentem jest duży, solidny holding Companhia das Quintas, a importerem Racke Polska) jest pełnego soczystego owocu, intensywne, zadziorne, ale bez chamstwa i posmaku taniochy. Ideał wina supermarketowego w cenie „biedronkowej” – 13,99 zł. Idealne czerwone wino na lato, gdy jest zbyt parno na czołowe Douro, a w ogrodzie nie mamy pod ręką kieliszków do burgunda. Zalecam ochłodzić 30 minut w lodówce.

Jak przystało na astronomiczne lato, Leclerc zainwestował w solidną reprezentację Vinho Verde, czyli najbardziej odświeżającego, beztroskiego, „ogrodowego” właśnie wina. Taniutkie Vinho Verde jest lepsze od taniutkiego Sauvignon z Chile i jest doskonałym wyborem, gdy nad winem nie mamy ochoty się zastanawiać. Nie zapominajmy jednak, że w tej dużej apelacji powstają też wina bardzo poważne, głębokie i mineralne. Mistrzem Vinho Verde jest aktualnie Anselmo Mendes, znany portugalski enolog, którego polskim importerem jest Atlantika. Alvarinho i Loureiro (oba świetne) Mendesa to wydatek ponad 50 zł, natomiast w Leclerku kupimy mieszane Vinho Verde za 29,99 zł. I w odróżnieniu od paru innych etykiet, które mają lekki charakter wyprzedaży staroci (Quinta de Simaens 2008 – już po ptakach), Verde Mendesa to świeżutki, 2010 rocznik. Fantastyczna cena za to pyszne wino, warte zakupu „kartonami”.

Największa cenowa rewelacja sezonu letniego.

Te i parę innych win z Leclerka zagrało w towarzyskim „meczu”, który obejrzycie na 4Senses.tv.

(więcej…)

Read Full Post »

Wracam do tematu Biedronki. W poprzednim, niezwykle popularnym wpisie (więcej odwiedzin mój blog ma tylko na hasło „carlo rossi najtaniej”) pastwiłem się nad Biedronkowym wyborem win włoskich. W tym miesiącu tematem jest Portugalia, a to zupełnie inna historia. Ze swego matecznika wiodąca polska sieć handlowa sprowadziła zestaw arcysolidny i za kilkanaście złotych możemy napić się naprawdę dobrego wina.

Kupa owocu i szczypta wiórów dębowych za jedyne 18 zł.

Weźmy takie Loios Tinto 2010 od słynnego winiarza João Portugal Ramosa z Alentejo (17,99 zł). W biedronkowej cenie pełnia szczęścia; nawet za 25 zł byłaby to okazja. Pełne, soczyste, mocno owocowe wino, któremu zarzucić mogę tylko to, że (jak niestety wiele tanich win) próbuje udawać, że jest starzone w beczce; mnie ten maślany posmak dębowych wiórów nie jest potrzebny do szczęścia.

Gadiva Tinto 2007 (19,99 zł) to podstawowe Douro ze znanego projektu Lavradores de Feitoria (w którym palce macza m.in. słynny Dirk Niepoort). Ulubione wino internetowej braci winomanów zaskakuje wstrzemięźliwością i niezbyt intensywnym owocem: w istocie jest tu więcej mięska i zwierzaka niż czereśni czy śliwek. O takim winie mówimy, że jest „szczupłe”, co mnie ostatecznie nie przeszkadzało i sprawdziło się przy stole, ale nie jest to typ shirazowy. Więcej frajdy miałem w sumie z Quinta do Côtto Douro 2008. 24,99 zł to doprawdy zaskakująco niska cena za wino z tej uznanej posiadłości, soczyste, kulturalne, bez jakiejś fenomenalnej mocy, ale dające dobre pojęcie o tym wspaniałym regionie (pisałem o nim niedawno tu).

Jeśli szparagi będą dobre, wino ujdzie (12 zł).

Dwa kupione przeze mnie wina białe nie dostarczyły już takich emocji. Monte da Serra, kosztujące ni mniej ni więcej niż 9,99 zł, da się wypić bez emocji; sakramentalny smak gumowego węża nie daje się tak bardzo we znaki, jest ciut owocu, choć przykrytego przez cukier resztkowy. Jeśli nie możemy wydać na wino więcej niż 10 zł, niech będzie. Vinho Verde Loureiro 2010 ze spółdzielni Ponte de Lima (11,99 zł) należy do tych bardziej gazowanych verdes. Gaz służy zwykle do przykrycia wewnętrznej pustki i nie inaczej jest w tym przypadku: bardzo dużo tu wody, dużo kwasu, mało wina, w dodatku plączą się jakieś chemiczne nuty landrynkowe. Wino smakuje dokładnie tym, czym jest – supermarketową zlewką za 3€ butelka – lecz można je pić bez przykrości, pod warunkiem że pamięta o podaniu flaszki z zamrażarki – 8oC to już dlań zbyt wysoka temperatura.

Wreszcie Moscatel de Setúbal 2005 z Bacalhôa Vinhos (19,99 zł). To wino wywołuje najwięcej histerii wśród bywalców Biedronki. Faktycznie takiego stosunku ceny do cukru resztkowego do rozgrzewającego alkoholu (17%) próżno szukać gdziekolwiek. Wino jest cokolwiek proste i cienkie, ale po czterech latach starzenia w beczce nabrało ciekawych herbacianych aromatów Nie jest to, wbrew temu co się wypisuje tu i tam w internecie, to samo wino co nagrodzone dwukrotnie medalami dla najlepszych win słodkich przez Magazyn WINO, lecz jego tańsza, ongiś nierocznikowa wersja, ale i tak w swej cenie jest to wybitna okazja.

W swej cenie (20 zł) bezczelnie dobre wino.

Promocja portugalska trwa w Biedronce do 15.06. Nie opisałem jej wcześniej, gdyż oczekiwałem na komentarz firmy dotyczący dziwnych zjawisk cenowych. Pytania do działu prasowego Biedronki wysłałem 19 V. Odpowiedź nie nadeszła. Pytałem m.in. o to, jak Biedronka zapatruje się na fakt, że wiele ze sprzedawanych przez nią win ma oficjalnych polskich importerów (niekiedy z umowami na wyłączność), a ceny tych samych win w Biedronce i innych polskich sklepach różnią się tak znacznie, że na usta ciśnie się wiele pytań. Jak to się dzieje na przykład, że za Monte Velho płacimy tylko 17,99 zł, gdy wino to trudno jest dostać w Portugalii za mniej niż 3,90€ (a obowiązuje tam na wino 13% VAT i nie ma akcyzy – cena netto byłaby więc niższa w Polsce niż w Portugalii).

Mięso w kieliszku do mięsa z rusztu (20 zł).

Polscy importerzy już odczuli biedronkowego kopniaka w łydkę. Centrum Wina szybko usunęło z katalogu Loios od João Ramosa, które kosztowało 39 zł (można je jeszcze znaleźć tu), a w Biedronce – 19 zł. Nie wiem, jakie ruchy przewiduje Atlantika, importer Lavradores de Feitoria (na swoje szczęście wina Gadiva nie ma w ofercie, ale najtańsze Douro Tinto oferuje za 35 zł), Casa Santos Lima (Palha-Canas Tinto za 56 zł, w Biedronce 18 zł), Esporão (47 zł za czerwone Monte Velho przy 18 zł w „Owadzie”) czy Bacalhôa (55 i 20 zł za Moscatel de Setúbal). Z pewnością jednak dla każdego importera konkurowanie z Biedronką skończy się poważną kontuzją. Jak się nieoficjalnie dowiedziałem, jednego z win sprzedawanych za 19 zł Biedronka sprzedała w 2010 r. 50 tys. butelek, natomiast długoletni importer tego samego producenta wszystkich jego win 2 palety (ok. 1,4 tys. flaszek). Różnica jest ogromna, lecz jeśli wynik sprzedaży w Biedronce wydaje się astronomiczny, pamiętajcie, że sieć ma dziś ponad 1,6 tys. sklepów. 50 tys. butelek nie jest więc aż takim rekordem; dla porównania taki Mielżyński w dwóch sklepach sprzedaje rocznie najpopularniejszego wina portugalskiego (cena na półce 43 zł) ok. 6 tys. flaszek.

Cienko, kwaśno, chemicznie, ale kto by się czepiał za 10 zł?

Nie ma jednak wątpliwości, że Biedronka (a za nią może i inne dyskonty, jeśli się wezmą do podobnie poważnej roboty przy selekcji swoich win) głęboko przeobrażą polski rynek wina. W Niemczech tego typu sklepy dzierżą ponad połowę handlu winami i wszystko wskazuje na to, że Polska idzie w tym samym kierunku (na razie jest to u nas ok. 20% całego rynku). Zachowuję sceptycyzm wobec niektórych działań Biedronki i chciałbym mieć pewność, że nie sprzedaje win poniżej kosztów na rozpowszechnionej (a w Polsce zabronionej) zasadzie loss leader, lecz z drugiej strony kolosalna różnica cen pomiędzy analogicznymi winami w Biedronce i innych kanałach dystrybucji dowodzi dobitnie, że marże niektórych importerów są zdecydowanie zbyt wysokie – nawet jeśli z jednej strony odejmiemy Biedronkowe możliwości negocjacji cen zakupu, z drugiej przysłowiowe koszty transportu, koncesji, czynszu, telefonów i mydła w łazience, na które notorycznie powołują się nasi dystrybutorzy.

Uznana posiadłość, styl, głębia (25 zł). Najlepsze wino obecnie do dostania w Biedronce.

Wojna cenowa to wszakże miecz obosieczny. Wiadomo, że bezpośrednio zyskuje na niej konsument, bo kupuje wino w cenach, o których do niedawna mogliśmy tylko pomarzyć. Dobre Douro za 18 zl czy Setúbal za 20 to istotny przełom na polskim rynku. Lecz ten ostatni jest tak niedojrzały, że wobec rozpychania się Biedronki mam istotne obawy. Podminowanie takiego importera jak Atlantika, który od wielu lat robił dla konsumenta dobrą robotę, m.in. organizując bezpłatne degustacje z producentami (po Biedronce tego raczej nie oczekujmy) czy docierając ze swoim winem do GS-ów w Polsce B i C, już na pewno w interesie konsumenta nie leży. Wolna konkurencja jest wspaniałą rzeczą, lecz czy wszyscy mają w niej równe szanse? Presja na winiarzy przy wykorzystaniu dominującej pozycji na rynku, a potem sprzedaż win na granicy opłacalności to jazda po bandzie, która dla pasażera jest podniecająca tylko do pewnego momentu.

(więcej…)

Read Full Post »

Po sukcesie wizyty w Leclerku poszedłem za ciosem i w poszukiwaniu przyzwoitych flaszek obiadowych odwiedziłem ursynowski Real (d. Géant). Po kwadransie przeglądania półek zrezygnowałem. Jasne, znalazło się parę przyzwoitych etykiet – Portugalczyków sprowadzanych przez AN.KA i Bordeaux z niskiej półki, ale ogólne wrażenie jest słabiutkie. Wina przypadkowe, ani ciekawe, ani szczególnie tanie. Nie widzę powodu, aby tu zostawiać ciężko zarobione winiarskie pieniądze.

Herbata z prądem – zimna i z cukrem. Kto reflektuje?

A jedna rzecz jest w Realu bulwersująca. Jest nią ambitnie zakrojony regał z winami różowymi. Polacy chyba aż tyle rosé nie piją, by uzasadniać te trzydzieści etykiet z sześciu krajów. Podejrzenie, że ten różowy zawrót głowy jest zupełnie od czapy, znajduje potwierdzenie w proponowanych rocznikach. Z nielicznymi wyjątkami wino różowe pije się młode – tej prawdy powinno się nauczać w szkołach ogólnokształcących. Młode to znaczy aktualnie z rocznika 2010. (Za dwa–trzy tygodnie na półki zaczną trafiać róże nowoświatowe z 2011). 2009 to już jest rosé stare i w przypadku taniego wina z supermarketu – prawdopodobnie marne. W Realu butelki z 2009 to luksus. Dominuje 2008, nie brakuje… 2007! To zupełnie nie do przyjęcia – jawne nabijanie konsumenta w butelkę. A niestety Real nie jest wyjątkiem. W wolskim Auchan rosé z 2007 stoją od podłogi do nieba w gorącym świetle żarówek, a ich herbaciany kolor nie daje nadziei na nic pijalnego.

Z kronikarskiego obowiązku zakupiłem w Realu za 28 złotych polskich australijskie Jacob’s Creek Shiraz Rosé 2007. Smak zgodny z przewidywaniami. Najbliższe skojarzenie: zimna herbata z prądem. Gdy szanujący się sklep sprzedaje jogurt dwa tygodnie po terminie przydatności do spożycia, obniża cenę o połowę i wystawia go w specjalnym kartonie ze spadami. Dlaczego tak się nie dzieje z winami?

Jacob’s Creek ma nawet swój skromny showroom. © Jacob’s Creek.

Jacob’s Creek to jedna z największych marek na świecie, najlepiej sprzedające się wino m.in. w Wielkiej Brytanii. Supermarketowa masówka, do której jednak nie jestem nastawiony źle. Tutejszy Shiraz Cabernet jest całkiem przyzwoitym winem codziennym (choć nie tak tanim – ok. 29 zł). A już zupełnie przekonujący jest Jacob’s Creek Sparkling, solidne wino musujące (metoda klasyczna z Chardonnay i Pinot Noir, częściowo produkowana na Tasmanii, ziemi obiecanej winiarstwa na antypodach) które bez przykrości prezentowałem przy kilku okazjach, m.in. warsztatów serowych w La Fromagerie – całkiem dobre połączenie z camembertem.

Jacob’s Creek jest więc przyjacielem początkującego winomana, pod warunkiem, że oferowane są aktualne roczniki. Rosé z 2009 to już ostatni gwizdek, a 2007 – absolutnie poniżej krytyki. Podobnie jak stare Beaujolais Nouveau, to wino jest po prostu przeterminowane i w ogóle nie powinno być sprzedawane. No ale może być jeszcze gorzej.

W innym supermarkecie na L nawet czerwone Bordeaux sprzedają z 2009. (Bardzo je polecam za 16 zł).

(więcej…)

Read Full Post »

« Newer Posts - Older Posts »