Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Tokaj’

Pannon Bormustra 2012, najważniejszy węgierski konkurs winiarski, zakończony. Międzynarodowe jury ze skromnym udziałem niżej podpisanego spróbowało 300 win, wybrało 100 najlepszych, potem 50 najlepszych z tych stu, a potem trzy najlepsze z 50. Najlepszym z tych trzech okazał Oremus Tokaji Aszú 5 puttonyos 2006. To już drugi złoty medal dla tej znanej winiarni – poprzednie złoto zdobył 6 lat temu cudowny Aszú 6P 2000. Oremus na podium wyprzedził o włos (potrzebne było dodatkowe głosowanie) Zoltána Demetera Eszter 2008 oraz Aszú z ciekawych młodych winiarni Pelle i Holdvölgy.

Oremus Tokaji Aszu 5 puttonyos 2006

Nowy król Węgier.

Zwycięstwo Tokaju nie jest żadnym zaskoczeniem (w zeszłym roku złoto zdobył Kíkelet), natomiast szokujące rozstrzygnięcia padły w innych kategoriach. Najwyżej ocenionym winem białym jest nie Furmint i nie Hárslevelű, lecz dziki, nieokiełznany Juhfark, w dodatku… ze Słowacji. Węgrzy wciąż tęsknią za XIX wiekiem i do swoich konkursów zapraszają wina ze swoich dawnych włości. Węgierska rodzina Bott Frigyes na winiarskim firmamencie rozbłyska coraz jaśniejszym światłem i ten medal jest kolejnym potwierdzeniem.

Bott Frigyes Muzla Juhfark Vinculum 2009

Słowackie wzmocnienie węgierskej drużyny.

Wśród win czerwonych złoto nie dla Kékfrankosa, nie dla Cabernet Franc i nawet nie dla Merlota, a dla… Syrah, w dodatku z zagłębia win białych, czyli Somló! Producentem jest szukający w Polsce partnera Kreinbacher, niedawno goszczący u nas na degustacji Furmint & Friends organizowanej przez Winicjatywę. Nagrodę im. Tibora Gála dla najlepszego Bikavéra przyznaliśmy St. Andrea Egri Bikavér Hangács 2009 i to nie jest żadne zaskoczenie, bo to już czwarte trofeum tego typu (a przyznawane jest ósmy rok).

Kreinbacher Syrah 2009

największa niespodzianka konkursu – światowej klasy Syrah z Somló.

Dobra wiadomość? Większość nagrodzonych win, również tych tańszych w kategorii „Najlepszy zakup”, dostaniemy w Polsce, Oremusa od lat dystrybuuje Centrum Wina, Bott Frigyes znajdziemy w katalogu Winomana, który ma też niewielkie ilości win Zoltána Demetera. St. Andrea to klejnot w koronie Interwinu. Z pozostałych wyróżnionych win ok. 60% można kupić w Polsce. To ewenement na skalę światową. Moi koledzy z jury, Amerykanie, Brytyjczycy i Francuzi dostęp do Egri Bikavéra mają tylko na najniższej półce supermarketu, Juhfarka i Kadarkę pili pierwszy raz w życiu, a jakością win Demetera, St. Andrei, Tokaj Nobilis, Grófa Buttlera i Weningera byli zszokowani. A my je znamy od lat.

St. Andrea Egri Bikaver Hangacs 2009

St. Andrea ma już abonament na trofea – to ich czwarty medal za najlepszego Bikavéra.

A jak Węgrzy radzą sobie z łykaniem aspiryny? O tym w kolejnym wpisie.

(więcej…)

Read Full Post »

Gdy przeczytają Państwo ten wpis, stalowy ptak zawozić mnie będzie do Budapesztu, gdzie w znamienitym gronie sędziował będę w czołowym węgierskim konkursie winiarskich Pannon Bormustra. Zasiadam w jego jury (z przerwami) od 2004 roku, sprawozdawałem go Państwu w 2010, 2006, 2005 roku a w 2009 pisał o nim obszernie także Tomasz Prange-Barczyński.

Konkurs ten, dość kameralny na przykład w porównaniu do Concours Mondial de Bruxelles, z bardzo małym jury, jest znakomicie obsadzony i w zasadzie prezentuje większość najlepszych win produkowanych na Węgrzech. Jest więc dobrym papierkiem lakmusowym aktualnej kondycji madziarskiego winiarstwa.

Pannon Bormustra 2011

Zeszłoroczni laureaci. © Bliskotokaju.pl.

Jak więc będzie w tym roku? Dwa lata temu pisałem o „węgierskiej chorobie”. Były to mocne słowa, za które (po przetłumaczeniu tekstu na węgierski) spotkało mnie wiele krytycznych uwag i gorzkich słów. Węgrzy są bardzo czuli na swoim punkcie i stwierdzenie, że ich czołowe wina czerwone są „niepijalne”, z pewnością zabolało. Podtrzymuję jednak tę opinię i uważam, że wiele z tych produkowanych w tzw. stylu konkursowym win jest aberracją współczesnej enologii.

Niedawna degustacja Furmint & Friends organizowana przez Winicjatywę, która odbiła się w sieci szerokim echem (zob. teksty Marka Bieńczyka, Gabriela Kurczewskiego, Tomasza Prange-Barczyńskiego, Ewy Wieleżyńskiej), potwierdziła te węgierskie problemy. Nie mogę w pełni podzielić entuzjazmu na przykład dla win Attili Gerego. Głębia, złożoność, dobry owoc – tak, ale to wszystko jest zepsute przez zdecydowanie zbyt wysoki alkohol i ogólną przejrzałość. Kopár 2008 Gerego to wino jeszcze jakoś broniące się ogólną świeżością, ale już Merlot Solus 2008 z 15% alk. jest męczącą wydmuszką i niewielkim pocieszeniem jest, że w roczniku 2003 było jeszcze gorzej.

Te same krytyczne uwagi odniósłbym do winiarni Heumann, nowego nabytku Składu Win Sokołowski, do droższych win Jánosa Konyáriego; zmęczyły mnie również chwalone wszem i wobec butelki od Weningera z Sopronu. Ponadto są to wszystko wina bardzo drogie i trudno zrozumieć, kto poza Węgrami i promadziarsko skrzywionymi Polakami będzie chciał je kupować.

Attila Gere Villany Merlot Solus

Apage Satana!

Konkursowy styl węgierski stanowił wyraz winiarskiego nacjonalizmu. „Potrafimy zrobić najmocniejsze wina czerwone w Europie, potrafimy zrobić wina równie drogie, co czołowe Riojy i supertoskany”. Na fali tej afirmacji płynęli również węgierscy konsumenci, którzy w czasach beztroskiej konsumpcji i budżetowego hurraoptymizmu z rozkoszą raczyli się egerskimi Merlotami po 50€ za butelkę. Jak wiadomo, ta bajka już się skończyła i to skończyła źle, deficyt straszy, wydatki firmowe obcięto do zera, w piwnicach zalegają niesprzedane wina, psychologiczna sytuacja węgierskiego konsumenta jest dziś rozpaczliwa jak najtańszy Bikavér z supermarketu.

Dla wina to w sumie dobrze. Winiarstwo paranoiczne zastępowane jest winiarstwem realnym. Producenci, którzy wcześniej bili rekordy alkoholu i ceny w swoich Merlotach, Syrah i Cabernetach w tej chwili wytłuszczają w cennikach bezbeczkowe Kékfrankosze po 1500 forintów. A konsumenci, do niedawna machający nacjonalistyczną szabelką dziś ochoczo wykupują z Tesco i Cory taniochę w kartonach oraz realistyczne wycenione Cabernety …z Chile. Solus jeszcze straszy swoim botoksowym uśmiechem, ale jego czas jest policzony; Andrea Gere już wprowadziła do swojego dyskursu słowo „drinkable”, a do katalogu świeżego Rieslinga za 1400 forintów.

Trzeba jeszcze wzmocnić środkową nogę, czyli wina ze średniej półki, owe ambitniejsze cuvées z pojedynczych winnic, wina prawdziwie terroirystyczne, poszukujące i otwierające nowe drogi. W dziedzinie win białych ferment już dawno zasiali producenci z Tokaju swoimi świetnymi Furmintami, o których pisałem już tutaj, tu i tu; coraz więcej dobrych producentów pojawia się w Somló, coraz lepsza jest sytuacja nad Balatonem. Zaś w dziedzinie win czerwonych rewolucja jest pojawienie się win naturalnych i biodynamicznych. Ten nurt powrotu do natury, z gruntu anarchistyczno-lewicowy, do tej pory był w ultraprawicowym węgierskim winiarstwie anatemą. Dziś dochodzi do głosu m.in. w Mátrze, bardzo ciekawym regionie, o którym napiszę wkrótce osobno.

Monarchia Egri Bikaver Barrel Selection 2000

Węgier potrafi.

Czekam na więcej takich win, jak Monarchia Egri Bikavér Barrel Selection 2000, które odkorkowałem wczoraj i który drugi dzień piję z niekłamaną rozkoszą zmysłową i intelektualną. W wieku 12 lat wino jest fantastycznie dynamiczne, świeże, ani trochę nierozlazłe; powoli już dojrzewające, ale ma jeszcze trochę garbnika i przez kolejne 3–4 lata na pewno będzie w dobrej formie. Tego Bikavéra zrobił enolog Tamás Pók (dziś robi wino już pod swoim nazwiskiem – polecam), nie małpował Chile, nie próbował udowodnić, że Węgry robią najlepsze wina na świecie; zrobił Bikavéra jako typowe wino kontynentalne z umiarkowanego klimatu, mineralne, napięte, do długiego starzenia. Węgrzy potrafią, tylko muszą chcieć. Jeszcze ze swojej choroby się nie wyleczyli, ale już zaczęli łykać aspirynę.

(więcej…)

Read Full Post »

Jeśli chcesz kieliszek Égly 99 wpadaj natychmiast do Esencji.

Esemes od M. zabrzmiał jak Broniewskiego wezwanie do broni. Ubrałem się, popędziłem. Jakże odmówić najbardziej medialnego obecnie szampana, którym delektują się hipsterzy w Krakowie i który ani chybi zawita wkrótce w diapazonowe ściany opiewane na popularnym warszawskim blogu?

Mam bowiem taką katastroficzną wizję, taką senną marę, że docieram gdzieś spóźniony na degustację najlepszego wina świata i z dna butelki wysysam do kieliszka ostatnie krople nektaru. W moim koszmarze nektarem jest stary rocznik Château d’Yquem, mający mi wreszcie unaocznić wielkość tego wina, za którym nie przepadam i które uważam za przereklamowane. Na dnie kieliszka błyska płyn cenniejszy niż złoto, bukiet jest upajający, lecz wina tak mało, że smaku nie czuję. I koniec.

Wśród wielu grzechów degustatorom zarzuca się, że oceniają wino na podstawie mikroskopijnej próbki, poświęcają mu 45 sekund, „sip and spit”. Że to jest nienaturalne, bo normalny człowiek pije butelkę przez dwie godziny do befsztyka i wtedy wszystkie cechy wina mu się w pełni ujawniają. Być może. Sam miewam niekiedy iluminacje przy befsztyku albo wręcz na drugi dzień, gdy wino łyknie trochę tlenu. Częściej jednak kolejne łyki albo utwierdzają w pierwszej opinii, albo ją niesłusznie podważają, bo pod wpływem alkoholu, befsztyka i ożywionej konwersacji na inne tematy ostrość widzenia wina, nie oszukujmy się, nieco spada. Zresztą recenzent literacki doprawdy nie musi książki czytać od deski do deski, by ją krótko scharakteryzować. Od piłkarskiego skauta trudno oczekiwać, by trampkarza oglądał przez wiele tygodni po 90 minut; spojrzy dwa czy trzy razy, jak drybluje i to wystarczy. Oczywiście skaut może się pomylić; w górę udą ci, których intuicja nie zawodzi.

Égly-Ouriet Champagne Brut 1999

Przebłysk prawdy.

Nie inaczej jest chyba z winem. Kiedy próbuję sobie przypomnieć najbardziej wstrząsające butelki w moim życiu, są to zawsze krótkie chwile, pierwsze zetknięcia, uderzenia pioruna: Fontalloro 1997 próbowany na parapecie okiennym przed przyjściem gości na jedną z pierwszych „degustacji”; Vega Sicilia 1942 z 40-gramowej próbki na pionówce w Decanterze; Királyudvar Aszú 2000 oceniany na konkursie w Pannonhalmie, tak niebiański, że jeden z jurorów wstał i zaczął klaskać. Georg Breuer Berg Schlossberg 2007 atakujący podniebienie jedną, bezbarwną, niebywale przenikliwą nutą. Giuseppe Rinaldi Barolo Brunate 1990 na kursie Collegium Vini, zachwycający młodzieńczą energią – piłem przedtem i potem dobrych sześć butelek tego wina, w tym do befsztyka, i żadna nie osiągnęła szczytu tamtego kieliszka wysączonego na sztucznej wykładzinie w hotelu Westin.

W psychologii istnieje teoria gestaltu, mówiąca – w skrócie – że rzeczy poznajemy nie poprzez stopniowe zrozumienie ich cech składowych, lecz natychmiastowe, w pierwszym kontakcie objęcie ich ogólnego kształtu. Gdy wyciągamy korek, nalewamy wino do kieliszka, wkładamy nos, przez sekundę mamy dostęp właśnie do tego gestaltu. Potem zaczyna się analiza bukietu – czy tego się chce, czy to kontestuje – zaczyna się smażenie befsztyka i od gestaltu, tej cudownej chwili jedności, coraz bardziej się oddalamy.

W Esencji nie wiedząc o tym wtargnąłem – bez kwiatów – na urodziny. Na dnie Égly-Ouriet Brut 1999 zostało parę kropel, ale biesiadnicy oddali mi po trosze szampana ze swoich fletów. Koszmar prysł. W lekko starczym już bukiecie tańczyły orzechy, miód i pachnące lilie. W ustach hasała kwasowość, która już się chyba nie zintegruje. Wino było dojrzałe i za młode zarazem. Mineralne, jak rzadko zdarza się szampanom i zarazem burgundzko zmiodziałe. W swym gestalcie tworzyło niepojętą figurę: napiętego jak struna kamienia.

Read Full Post »

51 win za nami. Minął pierwszy dzień finałowej degustacji Grand Prix Magazynu WINO. Po raz pierwszy w sześcioletniej historii tych nagród nie należałem do grona szortlistującego wina do ścisłego finału, nie musiałem błagać importerów o terminowe nadesłanie butelek, pakować ich w skarpety, doprowadzać do idealnej temperatury degustacyjnej – przyszedłem na gotowe, usiadłem, włożyłem nos w kieliszek i zacząłem degustować. Jak poszło?

1. Za nami pierwszy dzień degustacji – wina białe, musujące i słodkie. Jutro (wtorek) różowe i czerwone.

Majolini Saten Ante Omnia

Najlepszy z degustowanych dziś szampanów.

2. W stosunku do zeszłego roku komisja oceniająca wina została ograniczona. Dziś zasiadło w niej tylko 14 osób, w tym siedem z szeroko pojętego panelu degustacyjnego MW. To kompromis i wyciągnięcie wniosków z poprzednich lat, gdy do punktacji dopuszczeni byli importerzy ocenianych win (to na pewno nieszczęśliwa praktyka z uwagi na konflikt interesów) lub gdy reprezentacja głosów nieredakcyjnych – blogerów, sommelierów itp. – była dużo większa (w 2009 roku dla win czerwonych – 2/3). W tym roku większy wpływ na ostateczną punktację ma rdzeń programowy MW.

Magazyn WINO Grand Prix 2011

I o co tu chodzi?

3. W związku z powyższym nikt z redaktorów nie zrezygnował z przywileju oceniania win. Wszak ktoś musi nadzorować proces ich przygotowania do degustacji. Powierzony on został Katarzynie Niemyjskiej, sekretarz redakcji MW. Jednak sama kolejność win w degustacji była „całkowicie losowa”. I tu doszło do największego kuriozum. Nastąpiło zupełne pomieszanie z poplątaniem, gdy w kategorii „win białych powyżej 100 zł” w kieliszkach stały kolejno słodki Riesling Auslese, Chablis Grand Cru, Riesling alzacki, Sauvignon z Nowej Zelandii i półsłodki Gewurztraminer.

Magazyn Wino Grand Prix 2011

...wysoce niepewny.

Jaki to ma sens? Na to pytanie redaktorzy MW odpowiedzieli, że przecież to nie ma znaczenia, bo i tak wszystkie wina nalewane są w jednym czasie, więc każdy degustuje jak chce. Tyle że ja nie chcę pić Chablis po Auslese, a co jest co, wiedziałem dopiero po wzięciu do ust. Z jakichś powodów na całym świecie Sauvignon degustuje się przed Chardonnay, a Chardonnay przed słodkim Rieslingiem. Czy Magazyn WINO chciał ustanowić tu nowy światowy standard? Chyba nie chciał, tylko po prostu tak wyszło. Skutecznie pozbawiło to szans na dobry wynik wina na „niebiorących” pozycjach, np. Prosecco Cartizze Nino Franco degustowane po mocarnym szampanie Le Mesnil Grand Cru. A wszak nie od dziś wiadomo, że w obiektywnej degustacji w ciemno ogromny wpływ na rezultat mają takie czynniki, jak kolejność podawania win, ich temperatura itp.

4. Kuriozalny miszmasz słodkiego z wytrawnym wynikał też z rekordowej obecności w finale win słodkich i półsłodkich. Na 30 butelek (pomijam kategorie musujące i deserowe) aż sześć było win z cukrem resztkowym i kolejne dwa w stylu utlenionym. Do tego kolejnych pięć Rieslingów mniej lub bardziej wytrawnych. Za to tylko 4 Sauvignon Blanc, 3 Chardonnay i jedno (!) wino z Nowego Świata.

Tomasz Kurzeja Ewa Wieleżyńska Tomasz Prange Barczyński Magazyn WINO

Degustacja była w ciemno... ale tylko single blind.

Podobnie jak w poprzednich latach, wybór win do finału jest wypadkową paneli degustacyjnych z całego roku, uzupełnianą o propozycje redaktorów i współpracowników MW. Trudno nie dostrzegać w rekordowej reprezentacji Alzacji (8 win na 30! przy zaledwie 2 z Burgundii i 2 z Austrii) wpływu Tomasza Kurzei, który w 2011 r. dołączył do ścisłego grona współpracowników MW, a który biodynamiczne, cukrowe smaki alzackie ukochał ponad inne. Nie mam nic przeciwko krytyce autorskiej, lecz czym innym jest „Wybór Redaktora” w jednym z dwumiesięcznych paneli, a czym innym doroczne nagrody, mające (w teorii czy nawet nie w teorii?) odzwierciedlać najlepsze wina białe dostępne na polskim rynku. Sytuację, w której w kategorii „od 50 do 100 zł” wybierać trzeba między 11 winami, z których cztery są z Alzacji, kolejne trzy z Francji, dwa z Włoch, po jednym z Hiszpanii i Austrii (oba beczkowe) trudno określić inaczej niż sekciarstwem.

Cloudy Bay Sauvignon Blanc 2010

Najlepsze wino >100 zł... Signum temporis czy słabość konkurencji?

5. Jeszcze istotniejszą sprawą jest zupełna rewolucja kategorii cenowych, w których przyznawane są medale. W poprzednich latach wina białe i czerwone oceniano do 30 zł, do 60 zł oraz bez limitu. Obecnie najtańsza kategoria to wina do 50 zł! Jako uzasadnienie tej dziwnej decyzji redaktorzy MW podają, że wiele win dotąd podpadających pod najniższą kategorię podrożało powyżej 30 zł, a euro jest dziś drogie jak nigdy. To prawda, ale wystarczyło tę kategorię przemianować na „do 35 zł” albo w ostateczności „do 40 zł”. Albowiem „do 50 zł” nie ma już nic wspólnego z tym, co najbardziej interesuje większość konsumujących wino Polaków, czyli przystępną cenowo butelką do codziennego picia.

Codzienna butelka z pewnością nie powinna kosztować 50 ani nawet 40 zł i nieprzypadkowo o winach „do trzech dych” powstają nawet specjalne blogi. I jest zupełną nieprawdą, że z powodu kursu walut albo galopującej inflacji nie można kupić porządnego wina za mniej niż 30 zł. Można – zarówno w supermarkecie (Magazyn WINO tych win nie ocenia), ale też u małych importerów, z którymi MW stale współpracuje. Likwidacja kategorii „do 30 zł” wydaje się więc decyzją zupełnie nieprzemyślaną.

Kikelet tokaji Aszu 6P 2007

W czerwcu zloty medal w Budapeszcie, w listopadzie w Warszawie?

6. A jak było na degustacji? Słabiznę w kategorii (pożal się Boże) do 50 zł wynagrodziły fantastyczne wina słodkie – moim faworytem w ciemno okazał się Kikelet Tokaji Aszú 6P 2007 (to kolejny sukces tej skromnej posiadłości, o której pisałem już tu), który pobił Szamorodnego 2008 Istvána Szepsyego (dużo w tym tokaju Muszkatu, przez co charakter jest mniej klasyczny niż zwykle) i Vin Santo 2003 od Isole e Olena. Wśród win musujących rozbłysła pełnią blasku Franciacorta Satén Ante Omnia Majoliniego, bijąc w mej punktacji szampany Billecart-Salmon, Pierre Gimonnet i Le Mesnil. Choćby dla tej sensacji warto było wstać dzisiaj z łóżka.

(więcej…)

Read Full Post »

Centrum Wina jest jednym z największych polskich importerów wina (w 2010 r. sprzedało go za ponad 58 mln zł). Toteż doroczna firmowa degustacja jest jednym z obowiązkowych dla polskiego winomana wydarzeń w kalendarzu. Dawniej organizowana jako Jesienna Galeria Win w budynku warszawskiej Agory, od dwóch lat jest częścią Open Family Day, czyli „festiwalu kulinarno-winiarskiego” we współpracy z Noble Bank.

(Rekomendacje zakupowe + bonus na dole strony).

Centrum Wina rozpowszechnia swoje wina w każdej polskiej gminie i zdominowało rynek restauracyjny (dzięki kontrowersyjnej strategii obejmującej wypłacanie restauracjom nawet kilkudziesięciu tys. zł za wyłączność). Dociera ze swoimi winami – stojącymi w swym ogóle na dobrym poziomie – do publiczności szerszej niż ktokolwiek w Polsce. Nic dziwnego, że niedzielna degustacja na warszawskim Służewcu zgromadziła nieprzebrane tłumy, choć nie była do końca „open” (bilet wstępu kosztował 150 zł), a warunki obcowania z winem nie były komfortowe (koszmarne kieliszki, sięgająca 30oC temperaturę tak powietrza, jak i niektórych butelek).

Pintia Toro 2007

Najlepsze wino degustacji.

Socjologicznie rzecz biorąc była to ciekawa impreza. Tu Vega Sicilia, tam półwytrawne argentyńskie frizzante. Pascal Brodnicki grilluje przez mikrofon, a menedżer Dourthe’a określa procent Petit Verdot w kupażu. Miłośnicy win półsłodkich wydawali się co prawda w tym roku w odwodzie, ale hasłem dnia było „czerwone, łagodne”, najlepiej Cabernet Sauvignon lub Merlot. Przejście od Chablis Grand Cru do koktajli na bazie Cutty Sark i syropów Monin odbywało się wyjątkowo płynnie. Garstka prawdziwie zainteresowanych winem ginęła w tłumie pstrokatej, rozimprezowanej klasy średniej.

Paolo Pasini San Giovanni Garda

Paolo Pasini z winiarni San Giovanni.

To z pewnością właściwy target dla Centrum Wina, lecz co znajdzie tu dla siebie winocentryk? W sumie niemało. Bardzo ciekawą nowością ostatnich dni jest np. Az. Agr. San Giovanni znad Gardy (pisałem o niej słówko tu). Te zgoła niekomercyjne wina – mineralne Lugana, malinowe Chiaretto, słono-słodkie Groppello – kupimy w niezłej za te emocje cenie 60 zł. Pojawić się mają obok Bollingera i Nicolas Feuillatte kolejne szampany z domu Thiénot. Od mniej więcej roku mamy przyzwoite wina gruzińskie Iveriuli. Centrum Wina stara się jak może, by różnicować swoją ofertę, wprowadzać ambitniejsze wina, lecz pobyt na Open Family Day wskazywał, że parlamentarna większość woli to, co już zna. Evergreenem pozostają sztampowe chilijczyki z nieśmiertelnym Wentiskłero na czele oraz garstka „brandów” takich jak Antinori, Masi czy Valdemar (tutaj wymowne zestawienie bestsellerów). Z katalogu znika za to stopniowo Anselmi z Soave, są kłopoty z zamówieniem Bründlmayera, od lat nie zmieniły się roczniki Pecchenino. Z rozmów z kadrą średniego szczebla, tymi kierownikami poszczególnych sklepów i handlowcami z terenu, na których pracy Centrum Wina w dużej części się opiera, powraca wciąż ten sam wątek: Francja, Riesling, Tokaj, porto „się nie sprzedają”, „nie ma zainteresowania”.

Centrum Wina kupon rabatowy październik 2011Nieśmiało myślę, że za tymi wszystkimi Côtes du Rhône, Furmintami i Musarami w katalogu nie idzie jakaś konsekwentna strategia marketingowa. Gdy zdarza mi się wpaść do sklepu CW, nie czuję się specjalnie edukowany w kierunku tych ciekawszych (i spełniających moje oczekiwania) win. A niekiedy wpadam na zupełną ścianę, jak wtedy, gdy sprzedawca szukał wytrawnego Chenin Blanc na półce z Rodanem. Największym magnesem przyciągającym do Centrum Wina wydaje się magiczny system rabatów. Któż nie poczuje się doceniony, gdy po pierwszej wizycie dostanie 15 albo nawet 20% zniżki. To nic,  że ceny „oficjalne” bujają w obłokach i nawet po tej zniżce nie są szczególnie konkurencyjne. (O takiej technice sprzedaży dyskutowaliśmy kilka dni temu à propos 101win.pl). Gwoli prawdy CW w ostatnim czasie nieco obniżyło marże; niektóre wina w swych cenach zasługują już na polecenie. Z kolei impet straciły jesienne promocje. Poprzednie edycje Jesiennego Festiwalu Win okraszone były 30-procentowym rabatem na cały katalog Centrum Wina. W tym roku rabat jest już tylko na wybrane wina – po 1 od każdego producenta. Ale i to dobre. Wybrałem dla Państwa najciekawsze z tych przecenionych win – są to naprawdę dobre cenowe okazje. Z promocji skorzystać można do 6.10.2011, a dla tych, którzy nie byli na Open Family Day, mam 4 kupony promocyjne uprawniające do 30-proc. zniżki. Kupony prześlę pocztą czterem pierwszym osobom, które podadzą swój adres pocztowy na bonkowsk*poczta.onet.pl.

[27.09 12:47 Żałuję ale wszystkie kupony rozdane!]

5 najlepszych okazji w promocji Centrum Wina:

Kim Crawford Marlborough Sauvignon Blanc 2010 – 45,50 zł

Paul Jaboulet Aîné Côtes du Rhône ‘Parallèle 45’ 2008 – 33,60 zł

Dourthe Bordeaux No. 1 2009 – 39,20 zł

Tbilvino Mukuzani 2007 – 37,80 zł

Trapiche Broquel Cabernet Sauvignon 2008 – 34,30 zł

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

5 najlepszych win spoza promocji:

San Giovanni Il Lugana 2010 – 59 zł

Oremus Tokaji Furmint Mandolás 2009 – 74 zł

Paul Jaboulet Aîné Crozes-Hermitage Les Jalets 2008 – 79 zł

Château La Garde Pessac-Léognan 2004 – 159 zł

Pintia Toro 2007 – 219 zł

(więcej…)

Read Full Post »

Wino, lśnienie

Już w piątek w Tokaju, a konkretnie w miasteczku Erdőbénye, wspaniale położonym w Górach Zemplińskich, odbędzie się kolejna edycja festiwalu Bor, Mámor… Bénye (w wersji polskiej “Wino, Lśnienie, Bénye”). Mnie w tym roku tam zabraknie, ale najszczerzej zachęcam do wybrania się w długi weekend ładnie odnowionymi szosami na południe.

Będzie się działo! Nie tylko w kieliszku. © Bor Mámor Bénye.

Ten festiwal jest w ogóle jedną z ciekawszych okołowiniarskich i w ogóle wakacyjnych imprez, na których byłem. A zrodził się z niczego, czyli z głowy Zsolta Bergera, świetnego winiarza z winiarni Karádi & Berger, notabene jednego z większych przyjaciół Polski wśród generalnie polonofilskich Tokajczyków. Erdőbénye to bardzo stara osada sięgająca początkami epoki żelaza, dysponująca fantastycznymi siedliskami do uprawy winorośli, ale do niedawna zupełnie na uboczu, nieodwiedzana przez turystów (których sznurek biernie tłoczy się na dwóch uliczkach miasta Tokaj) i generalnie cokolwiek zapyziała.

Berger i spółka pokazali, jak można własną wiejskość zamienić w magnes przyciągający potężne tłumy. Przez sobotę i niedzielę chodzi się po swojskich ogródkach Erdőbénye, smakuje rzecz jasna wina, ale i świetnej kuchni (w imprezie biorą udział m.in. prestiżowe restauracje Ős Kaján, Anyukám Mondta i Sárga Borház z winiarni Disznókő, znana od lat, ale pod wodzą nowego kucharza na zupełnie nowym poziomie), podpatruje pracy wikliniarzy i serowarów, a nawet chodzi na degustację wina i herbaty czy pokaz tańców wołoskich. Wiele atrakcji przewidziano też dla dzieci. Do tego wszystkiego festiwal potrafi nowocześnie się promować nie tylko na Facebooku, ale nawet aplikacją na iPhonie.

Zsolt Berger, źródło Lśnienia.

Na Lśnienie warto więc wybrać się zarówno dla samych tokajów – oprócz Karádi & Berger jest okazja spróbowania geniuszy takich jak Attila Homonna, wschodzących gwiazd jak Bardon, klasyków jak Béres – lecz również po prostu na długi weekend. W końcu z Krakowa jedzie się do Erdőbénye przysłowiowe kilka godzin.

W Bor, Mámor… Bénye w tym roku biorę udział wirtualnie. Otworzyłem dwie butelki Furminta autorstwa Zsolta Bergera, o którym wspominałem już tu. Furmint Narancsi 2008 wpisuje się w modny ostatnio nurt „nordyckiej kwasowości”, pachnie nawet chwilami białym octem, rozpościera przed pijącym szeroki krajobraz ośnieżonych wzgórz tokajskich w grudniu, gdy słodycz nowego aszú już dawno zapomniana, dni są krótkie, winiarnie zamknięte i nawet lśnienie słońca nie ogrzewa serca… W zamian za to mineralność, protestancko wstrzemięźliwe nuty jabłeczne i surowe moralne zasady. Furmint Palandor 2008 to inna bajka, pełno owocu, brzoskwiń, moreli, pigwy, długich śniadań w ogrodzie, winiarnie są otwarte do późna, a kieliszek Furminta kosztuje trzy złote. 14,5% alk. znika niezauważone, wszystko jest w cudownie naturalnej równowadze, jakby wakacje miały trwać wiecznie, a faktury za projekty wystawialibyśmy tylko w CHF.

Zimno – ciepło.

To naprawdę ciekawe wina, podobnie zresztą jak pozostała twórczość Zsolta Bergera, m.in. Szamorodni Száraz oraz à la aszú słodkie Selectio. O winach Bergera pisano już ładnie w Winezine.pl. Wina sprowadza do Polski Miasto Win a dostępne są m.in. w Delikatesach13 oraz Międzywinami. Cena obu Furmintów cru – ok. 70 zł, warto.

(więcej…)

Read Full Post »

Magazyn WINO rozdał przed chwilą swoje nagrody Grand Prix dla najlepszych win roku. Wśród win białych zwyciężył Röttgen 2008 od wybitnego winiarza Reinharda Löwensteina (wino aktualnie dostępne w promocji w rewelacyjnej cenie 105 zł), niby kontrowersyjny, a jednak jak się okazało godzący swą stratosferyczną mineralnością różne osoby, które zasiadały w jury naszego konkursu.

© Paweł Gabryelewicz / MediaTeam Interactive.

Wśród win czerwonych na nic zdał się głos oddany przez Marka Bieńczyka na Mas La Planę Torresa, wygrał z ogromną, największą w historii naszych finałów przewagą Brunello 2004 z Casanova di Neri (i to też nie jest tak drogie wino). Wszyscy medaliści tych i pozostałych 9 kategorii do przeczytania w numerze grudniowym Magazynu WINO, dostępnym już w sprzedaży, a szczegóły także od jutra w naszym internecie.

Nagrodę Człowieka Roku przyznaliśmy Istvánowi Szepsyemu, który równie dobrze mógłby zostać winiarzem stulecia. Nie będzie go wśród nas (przechodzi w tych dniach operację), ale będą jego wina i dobry duch.

István Szepsy – geniusz terroir.

A teraz przybywajcie tłumnie, by spróbować Brunello od Casanovy, Röttgen Löwensteina i 165 innych win na naszej galowej degustacji. Będzie m.in. kilkadziesiąt tokajów od członków stowarzyszenia Mádi Kör, po raz pierwszy w Polsce nowa gwiazda z Wachau – Weingut Pichler-Krutzler w swych obu osobach, wina z Istrii, Chablis, Barolo, stare roczniki i inne atrakcje. To już jutro, czyli w środę, czyli właściwie dziś, od godz. 16 w Fortecy na ul. Zakroczymskiej.

Read Full Post »

Older Posts »