Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Vino Nobile di Montepulciano’

Spędziłem tydzień w Toskanii, intensywne degustacje nowych roczników (650 win) na bieżąco relacjonowałem Państwu na Winicjatywie. Spróbowałem wielu świetnych Chianti, Brunello i białych Vernacci, trafiło mi się kilka butelek poruszających, jak Vernaccia Carato 2002 od Montenidoli, Chianti Classico 2008 Castell’in Villa czy genialne młode Chianti Vigna del Sorbo 2008 od Fontodi. Lecz najciekawsze okazały się wrażenia ogólne.

Castell’in Villa Chianti Classico 2008

Castell’in Villa Chianti Classico 2008.

Wina z Toskanii są coraz lżejsze. Chianti, Brunello, nawet Vino Nobile di Montepulciano tracą barwę, chudną w oczach, bokiem wychodzi im kwas i niewygładzone beczką garbniki; konfitura cofa się do stadium świeżego owocu. Oglądamy jakby w zwolnionym tempie film o ewolucji wina, puszczony do tyłu. Wiele win toskańskich smakuje dziś tak, jakby nigdy nie wymyślono francuskiej baryłki i Parkera. Gdyby ktoś trafił tu po dziesięciu latach przerwy, przeżyłby szok.

Na moim blogu angielskim, gdzie podzieliłem się tą myślą kilka dni temu, padło arcyciekawe pytanie: czy ta zmiana stylu – tak ewidentna, że już nikt jej nie przeczy – jest wynikiem zmiany smaku po stronie konsumentów, czy też jest wymysłem krytyków winiarskich i wpatrzonych w nich producentów? Ta druga możliwość nie jest wykluczona – wszak o ancien régimie spod znaku beczki i ekstraktu często mówiono, że robiony jest pod gust Parkera, Wine Spectatora, Gambero Rosso i innych mediów „opiniotwórczych”.

Castello di Cacchiano Chianti Classico 2007

Castello di Cacchiano Chianti Classico 2007.

Czy zatem winiarze, zdejmując nogę z beczkowego gazu, wsłuchują się bardziej w vox populi, czy vox Dei? Prawda leży gdzieś pośrodku; na wina lżejsze, bardziej eleganckie, świeże na pewno zapanowała obecnie moda, dyskurs o winach bardziej „pijalnych” stał się ideologią miłościwie panującą i doprawdy trudno znaleźć liczącego się krytyka, który domagałby się dziś win potężniejszych i bardziej masywnych. Z drugiej jednak strony nie można zaprzeczyć, że konsumenci też głosują nogami na wina lżejsze. We Włoszech tendencja jest wyraźna: właściciel jednej z najlepszych winotek w Sienie mówił mi, że masywne wina z 14,5% alk. kupują już tylko Amerykanie, typowy winopijca włoski sięga po wina bezbeczkowe, sprawdza dokładnie alkohol na etykiecie, coraz częściej pije do posiłku wina różowe i białe.

Franco Pacenti Brunello di Montalcino 2007

Franco Pacenti Brunello di Montalcino 2007.

W każdym razie wydaje mi się to celniejszym wyjaśnieniem zjawiska, niż śmiała teza Wojciecha Gogolińskiego, wedle której toskańscy winiarze przestali używać nowych beczek, bo… ich nie stać. Zwłaszcza kiedy mówimy o takiej na przykład Querciabelli, gdzie proporcję nowej beczki zmniejszono z 50 do 25%, a przecież ta winiarnia bez trudu sprzedaje na całym świecie swe bardzo drogie wina, a w ogóle należy do multimilionera i beczki wymienia się tu jak żarówki. W dodatku w 2011 roku sprzedaż win toskańskich wzrosła o kilkanaście procent, a ceny hurtowe poszły w górę. Na beczki nie stać być może anonimowych winiarzy w DOCG Chianti, ale przecież stylistyczna rewolucja najbardziej jest widoczna właśnie w drogich winach z prestiżowych winiarni.

Castello di San Sano Chianti Classico 2009

Castello di San Sano Chianti Classico 2009.

Nie ukrywam swej radości z tego faktu. Z kilku względów. Małpowanie win kalifornijskich i bordoskich w Toskanii okazało się ślepą uliczką i przyszły sukces komercyjny tego ważnego regionu w dużej mierzy zależy od tego, czym się wyróżni na tle innych. A tak naprawdę wyróżnia się szczepem Sangiovese i wysoką kwasowością swoich win. Powrót do win mniej beczkowych, bardziej eleganckich, świeżoowocowych pozwala lepiej ukazać typowość Sangiovese. Sangiovese zabeczkowane na amen zbliżało się do zabeczkowanego Tempranillo, Malbeka i Merlota (ten ostatni zresztą w dużej proporcji wpadał do kadzi). Sangiovese niebeczkowe swym smakiem nie przypomina żadnego innego wina na tym świecie. Tendencja do oczyszczania Sangiovese widoczna jest też w kompozycjach: tutaj przytaczałem dane pokazujące, że stanowi on obecnie ponad 92% statystycznego Chianti. A przecież jeszcze kilkanaście lat temu przepisy wymagały, by było to najwyżej 70%.

Tiezzi Brunello di Montalcino 2007

Tiezzi Brunello di Montalcino 2007.

No i zyskujemy coś jeszcze, czego wcześniej nie mieliśmy. Kolor. Oszałamiającą paletę rozświetlonych, ciepłych barw wiśniowych, karminowych, amarantowych, ceglastych. Przez lata, zanurzeni w matowej półczerni, byliśmy pozbawieni tej radości. Teraz prawdziwy rubin Sangiovese eksploduje właściwie z każdego kieliszka. Nie wiem jak Państwo, ale ja nie mogę się napatrzeć.

(więcej…)

Reklamy

Read Full Post »

Robert Mielżyński powitał wiosnę pełnym przeglądem swych win toskańskich (zabrakło tylko solidnego Brunello Collosorbo). Impreza pod tytułem Bud Break co roku ma inny temat: degustowaliśmy w maju na tym samym bruku burgundy i świetne austriaki. Na tym tle Toskania wypadła tak jakoś smętnie. Mało było win naprawdę ciekawych i głębokich, lecz przede wszystkim mało było takich, które by się chciało od razu radośnie, wiosennie wypić. Nawracającym tematem tej mollowej symfonii były suche garbniki, zduszone aromaty, gruba warstwa beczkowego masełka na beczkowej grzance. Była to więc symfonia zgoła monotematyczna i już w połowie allegra się znudziła.

Piękne widoki, ale co z tego?

Zupełnie swojego dnia nie miało Vino Nobile Cateriny Dei (dobrze wszak wypadające w innych sytuacjach): zarówno Nobile 2008 jak i Riserva Bossona 2004 nie są gotowe do picia i nie wiem, czy kiedykolwiek będą. (Honoru broniło ciekawe półwytrawne Vin Santo 2003 za uczciwe 99 zł). Wina z Maremmy mniej medialnej posiadłości Marchesi Ginori Lisci oscylowały pomiędzy niezłą pijalnością w Cabernecie Macchion del Lupo 2008 a jej zupełnym brakiem w Castello Ginori 2007. W sumie były to jednak nudnawe, techniczne wina jakich wiele, a ich świetną metaforą stało się białe Virgola 2010 z Vermentino i Viognier: szczepy dobrano chyba na zasadzie asonansu, bo równie dobrze mogły to być Chardonnay i Malvasia.

Najlepsze wino degustacji, chcąc nie chcąc.

Wyjątkowym smutkiem natchnęły mnie wina Siro Pacentiego: ciepłe, suche, matowe, zduszone, bezowocowe, bezwładne; wywoływały zdumienie nie samymi sobą, lecz tym, że można je uznać za „najlepsze Brunello w stylu nowoczesnym”. Od tych dwóch smutnych Brunello 2006 lepiej było pić Rosso di Montalcino 2009 choćby ze względu na o połowę niższą cenę. Nie przekonał mnie do siebie Lamberto Frescobaldi swymi winami I Collazzi: Chianti I Bastioni 2007 było krótkie i suche, w Libertà 2009 najlepsza jest nazwa, a I Collazzi 2007 swą masą ekstraktu obezwładnia i trzeba dużo dobrej woli, by umówić się z nim na ponowne spotkanie za pięć lat.

Wreszcie coś ciekawego.

W smutnym krajobrazie wyróżniły się, o ironio, wina najbardziej nowoczesne i techniczne, czyli markizowie Mazzei zarówno w swojej posiadłości w Maremmie (całkiem dobre Serrata di Belguardo 2009 pełne nut słonych, mięsistych, autentycznych, oraz obiecujące półbeczkowe Vermentino 2009), jak i w Chianti – co prawda nadekstraktywnych Siepi 2007 i Castello di Fonterutoli 2006 nie dało się właściwie przełknąć, ale Chianti Riserva Ser Lapo 2007 podobało mi się w swym wyważeniu i wiśniowo-mięsistym kontrapunkcie dla beczkowej nowoczesności.

Tuńczyk ze szparagami ma się stać hitem tej wiosny u Mielżyńskiego. Vermentino pasuje.

Toskania musi się określić. Czy chce produkować wina typowe, wyrażające własną tradycję i terroir, czy pozostanie jednym z wielu regionów wypuszczających pod zbyt drogimi etykietami anonimowe wina w tzw. stylu międzynarodowym. Pisałem Państwu niedawno o rosnącej irytacji winami toskańskimi i wczorajsza degustacja potwierdziła ten stylistyczno-intelektualny impas. Być może Toskania powinna wziąć przykład z Barolo, które po harcach lat 1990. zrobiło mądry krok w tył. Choć region najwyraźniej nadal wierzy w swoją ciemną gwiazdę. Ja coraz mniej.

(więcej…)

Read Full Post »