Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Biedronka’

Wino się coraz bardziej technologizuje. Żyjemy w erze inteligentnych drożdży i „selekcji optycznej”, którą w poszukiwaniu jeszcze bardziej wyśrubowanej jakości zaczynają wprowadzać bordoskie châteaux. Coraz bardziej technologiczne jest też nasze picie. Mikroczipy antyfałszywkowe na szyjkach butelek czy nowej generacji kody kreskowe to już właściwie tematy wczorajsze. Tematem dzisiejszym jest osobisty kieszonkowy e-sommelier i na tym polu mamy dziś polski sukces.

Do Trzech Dych aplikacja iphone

Pionierska aplikacja już działa.

Dynamiczna załoga bloga Do Trzech Dych uruchomiła pierwszą (wg mojej wiedzy) polską aplikację winiarską na iPhone’a. „Appka” Do3D dostępna jest od paru dni w iTunes za $0,99. Reklamowana na razie tylko na macierzystym blogu i na Facebooku po paru dniach plasowała się w czołówce płatnych aplikacji ajfonowych, wyprzedzając (o czym autorzy nie omieszkali poinformować całego świata) m.in. kultową gierkę Angry Birds. Jak się dowiedziałem wystarczyła do tego sprzedaż ok. 200 szt.

Dwieście to dużo czy mało? Krótko mówiąc, rozpaczliwie mało, szczególnie żeby zabawa miała ekonomiczny sens. Wszak oznacza to w okresie najintensywniejszej sprzedaży przychód rzędu 600 zł minus (niemała) prowizja Apple, a napisanie aplikacji dedykowanej na iPhone’a kosztuje wszak co najmniej kilka tysięcy złotych. Jak mówi Gabriel Matwiejczyk z Do Trzech Dych, blog obszedł ten problem pozyskując do projektu partnera, który dostarczył programistyczne bebechy. O zysku nie ma jednak mowy. Do Trzech Dych traktuje aplikację jako formę promocji i reklamy (płatne reklamy mają pojawić się wewnątrz programu). Wkrótce ma powstać wersja na Androida.

Do Trzech Dych aplikacja iPhone Real Forte Tinto

Próbka poetyki.

Z drugiej strony dwieście sprzedanych egzemplarzy jest skromnym sukcesem, bo przecież polski rynek winiarski jest płytki jak wysychająca kałuża. To jest treść skierowana do garstki osób winem aktywnie się interesujących. Według moich informacji blog Do Trzech Dych ma miesięcznie ok. 60 tys. odsłon, co sytuuje go na tym samym poziomie co Winicjatywę i prawdopodobnie nieco powyżej Magazynu Wino (który swoich statystyk nie ujawnia). Unikalni i powracający użytkownicy tych i innych portali, blogów i forów w dużej mierze się pokrywają. Zważywszy że odsetek czytelników darmowych do tych gotowych za cokolwiek zapłacić wynosi zwykle 10:1 i że iPhone stanowi ponoć jedynie 2% rynku smartfonów w Polsce, nie ma co marzyć o sprzedaży zapewniającej sensowną rentowność na poziomie 4 tys. egz. i może trzeba realistycznie cieszyć się z tych 200 szt.

A jak wypada sama aplikacja? Nie owijając w bawełnę – bardzo średnio. Ma ładne logo, błyskawicznie się wczytuje i jest łatwa w użyciu – wina można wyszukiwać według oceny, sklepu, koloru, ceny, przewidziano przydatną funkcję zaznaczania win jako „ulubionych”. Merytoryczna zawartość programu jest jednak słaba. Baza zawiera zaledwie ok. 190 win, czyli mniej, niż w jednym numerze recenzuje Magazyn Wino. I co z tego, że Do Trzech Dych koncentruje się na olewanych przez MW winach z marketów. Wybrałem się z iPhonem do trzech sklepów i pomoc w zakupie otrzymałem marną. W Leclerku i Carrefourze nie znalazłem na ekranie żadnego (!) z obecnie sprzedawanych win. Najlepiej było w Biedronce – 8 etykiet (na 37 istniejących w bazie – pozostałe najwyraźniej już nie są dostępne). Lecz i to jest złudne, bo w 4 przypadkach w bazie Do Trzech Dych widniały starsze, niedostępne już roczniki. Czy to ma znaczenie przy winach marketowych? Raz nie ma, raz ma, jak przy recenzowanym przeze mnie niedawno Orvieto Borgo Cipressi (w 2009 koszmar, w 2010 prawie pycha).

Do Trzech Dych aplikacja iPhone wina z Leclerka

Do Trzech Dych nie lubi Leclerka.

A nawet gdy Do3D akurat zawiera aktualne notki, nie przydają się one na wiele. Do ajfonowej aplikacji wciągnięto bowiem bez żadnej edycji i adaptacji opisy publikowane wcześniej na blogu. Niektóre notki są krótkie i węzłowate i jeśli się łyka tę poetykę, może nawet i czytelne:

No tutaj to niemal usiadłem. Nos fajurski. Taki… no sam nie wiem, ale wiecie jak zazwyczaj pachną białe wina – albo jakieś cytrusy albo kwiaty. a to inaczej! migdały? może orzechy…? Miód gryczany??? SIDOLUX!

Inne zaś to sążniste opowieści o okolicznościach przyrody:

Wraz z Gabrielem zostaliśmy zaproszeni na warszawskie salony. Skądinąd, nigdy nie myślałem, że będę mógł poczuć się jak bohater piosenki Fisza, no chociaż przez parę godzin. A to wszystko przez Biedronkę i wprowadzanie nowej serii win, tym razem włoskich. Błyskawiczna degustacja 6 butelek nie dała czasu na popisy stylem, ale zaowocowała za to serią szybkich notek. Na początek poszło Barocco Prosecco DOC.

których pomiędzy piersią z kurczaka a dzieckiem jęczącym o batonik przez Biedronkową półką nie doczyta nikt.

Aplikacja Do Trzech Dych w istocie ujawnia paradoks ponowoczesnej ery winopisarstwa. Web 2.0 miało oddać władzę użytkownikom, zdemokratyzować wino i sprawić, że picie będzie łatwiejsze i jeszcze przyjemniejsze. Prędko jednak okazuje się, że amatorska opinia o smaku Tempranillo Crianza jest tyle samo warta, co kompetencje sąsiada z bloku w dziedzinie pilotażu Tu-154. Amatorzy produkują amatorskie treści. Darmowy lub prawie darmowy ($0,99) program działa i przydaje się w stopniu wprost proporcjonalnym do swojej ceny. Baza win zawierająca 190 w dużej części przeterminowanych notek ma użyteczność bliską zeru. W Do Trzech Dych wiedzą o tym i Gabriel Matwiejczyk w rozmowie ze mną zapowiedział dynamiczny rozwój bazy recenzji oraz powstanie „wysokiej jakości kontentu”. Oby. Profesjonalna, aktualna i funkcjonalna baza win dostępnych na polskim rynku to jednak duże wyzwanie. Na razie nie sprostał mu nikt – nawet ci, którzy dostali sowite dofinansowanie z Brukseli.

Do Trzech Dych aplikacja iPhone Schloss Lieser Auslese

Nawet w Do Trzech Dych nie da się bez metafor.

(więcej…)

Reklamy

Read Full Post »

Już po 53 dniach otrzymałem odpowiedź na pytania zadane Biedronce w związku z jej niedawną portugalską promocją. Jestem pod wrażeniem. Promocja dawno się skończyła, dyskusja się odbyła, sz. p. Rzecznik Prasowy Biedronki w zasadzie nie odpowiada na żadną moją wątpliwość, ale dla porządku odpowiedź zamieszczam i życzę Państwu miłej lektury.

Szanowny Panie Redaktorze, w odpowiedzi na Pańskie pytania, pozwoliłem sobie wkleić w tekst poniżej odpowiedzi z naszej strony. Jestem do Pańskiej dyspozycji w razie potrzeby. Proszę nam wybaczyć opóźnienie w odpowiedzi – wynikało ono wyłącznie z utrudnionej dostępności osób, koniecznych przy tworzeniu odpowiedzi dla Pana.

Z uszanowaniem, Paweł Tymiński

Rzecznik Prasowy JMD SA

Czy Biedronka zaopatruje się w wina z bieżącej oferty bezpośrednio u producenta w Portugalii, czy otrzymuje je z centrali Jerónimo Martins w Portugalii?

Zaopatrujemy się u producentów w Portugalii, podpisując kontrakty bezpośrednie – właśnie z nimi.

W jaki sposób Biedronka komentuje fakt ewentualnego kontraktu na wyłączność, jaki niektórzy z producentów reprezentowanych w ofercie mogliby mieć z innymi polskimi importerami?

Nasi zagraniczni dostawcy win, u których dokonujemy zakupów są świadomi tego czy są lub nie, związani klauzulami innych kontraktów – w tym wyłącznościowych. Nie weryfikujemy tego typu danych, gdyż dotyczy to relacji producentów z odrębnymi podmiotami. Wychodzimy zaś z założenia, że dostawca oferując nam produkt w bezpośredniej sprzedaży – jest świadom wszystkich zawartych umów. Zakładamy też dobrą wolę sprzedawcy, że kontrakty zawierane z nami nie kolidują po jego stronie z innymi zobowiązaniami. Co do generaliów – zawsze staramy się działać w dobrej wierze i bardzo odpowiedzialnie traktujemy naszych partnerów biznesowych.

Ile butelek wina z miesięcznej promocji sprzedaje się w całej Polsce? Niektóre wina z poprzednich promocji np. włoskie Barolo Morando dostępne były również po okresie miesięcznej promocji po obniżonej cenie, Czy to znaczy że ich sprzedaż wypadła poniżej oczekiwań? Czy wynikło to z wyższego przedziału cenowego?

Niestety nie udzielamy informacji tego typu. Możemy jedynie stwierdzić, że jesteśmy zadowoleni z wyników dotychczasowo przeprowadzonych akcji promocyjnych. Dotyczy to zarówno win włoskich – jak i tych z innych regionów świata.

W związku z bardzo dużą różnicą w cenie tych samych win oferowanych przez Biedronkę i bezpośrednich importerów w Polsce (np. Loios Tinto – Biedronka 17,99 zł, Centrum Wina 39,30 zł) pojawiają się sugestie że Biedronka sprzedaje niektóre pozycje poniżej kosztów zakupu, Proszę o komentarz w tej sprawie i komentarz w sprawie stosowanych przez Biedronkę marż na produktach winiarskich.

Dokonujemy zakupów bezpośrednio u producentów. Z reguły dotyczą one bardzo dużych wolumenów – właśnie te parametry powodują, że jesteśmy w stanie uzyskać bardzo atrakcyjne ceny zakupu – co potem przekłada się na bardzo dobre ceny win na półkach Biedronki. Korzystamy także z własnego łańcucha logistycznego, co również pozwala nam obniżać koszty.

Co do marż stosowanych przez naszą sieć, takich informacji nie udzielamy – są one dodatnie – o tym możemy zapewnić. Cieszymy się, że nasze działania mogą wpisać się w rozwój kultury spożywania win wysokiej jakości w naszym kraju. Możemy zapewnić, że wszystkie nasze działania prowadzimy zgodnie z polskim prawem. Nie chcielibyśmy natomiast wypowiadać się na temat marż stosowanych przez wymienione przez Pana sklepy (dystrybutorów).

Tej ostatniej półodpowiedzi nie mogę pozostawić bez komentarza. Nadal bowiem jest zagadką, w jaki sposób Biedronka może sprzedawać wina portugalskie taniej (licząc ceny netto bez VAT i akcyzy), niż można je kupić w Portugalii, następnie obniżyć jeszcze tę cenę o 30% i nadal twierdzić, że stosuje „marżę dodatnią”. Wynikałoby z tego, że sprzedając wino najtaniej w Polsce, Biedronka stosuje najwyższą marżę w polskim handlu supermarketowym…

Read Full Post »

Wracam do tematu Biedronki. W poprzednim, niezwykle popularnym wpisie (więcej odwiedzin mój blog ma tylko na hasło „carlo rossi najtaniej”) pastwiłem się nad Biedronkowym wyborem win włoskich. W tym miesiącu tematem jest Portugalia, a to zupełnie inna historia. Ze swego matecznika wiodąca polska sieć handlowa sprowadziła zestaw arcysolidny i za kilkanaście złotych możemy napić się naprawdę dobrego wina.

Kupa owocu i szczypta wiórów dębowych za jedyne 18 zł.

Weźmy takie Loios Tinto 2010 od słynnego winiarza João Portugal Ramosa z Alentejo (17,99 zł). W biedronkowej cenie pełnia szczęścia; nawet za 25 zł byłaby to okazja. Pełne, soczyste, mocno owocowe wino, któremu zarzucić mogę tylko to, że (jak niestety wiele tanich win) próbuje udawać, że jest starzone w beczce; mnie ten maślany posmak dębowych wiórów nie jest potrzebny do szczęścia.

Gadiva Tinto 2007 (19,99 zł) to podstawowe Douro ze znanego projektu Lavradores de Feitoria (w którym palce macza m.in. słynny Dirk Niepoort). Ulubione wino internetowej braci winomanów zaskakuje wstrzemięźliwością i niezbyt intensywnym owocem: w istocie jest tu więcej mięska i zwierzaka niż czereśni czy śliwek. O takim winie mówimy, że jest „szczupłe”, co mnie ostatecznie nie przeszkadzało i sprawdziło się przy stole, ale nie jest to typ shirazowy. Więcej frajdy miałem w sumie z Quinta do Côtto Douro 2008. 24,99 zł to doprawdy zaskakująco niska cena za wino z tej uznanej posiadłości, soczyste, kulturalne, bez jakiejś fenomenalnej mocy, ale dające dobre pojęcie o tym wspaniałym regionie (pisałem o nim niedawno tu).

Jeśli szparagi będą dobre, wino ujdzie (12 zł).

Dwa kupione przeze mnie wina białe nie dostarczyły już takich emocji. Monte da Serra, kosztujące ni mniej ni więcej niż 9,99 zł, da się wypić bez emocji; sakramentalny smak gumowego węża nie daje się tak bardzo we znaki, jest ciut owocu, choć przykrytego przez cukier resztkowy. Jeśli nie możemy wydać na wino więcej niż 10 zł, niech będzie. Vinho Verde Loureiro 2010 ze spółdzielni Ponte de Lima (11,99 zł) należy do tych bardziej gazowanych verdes. Gaz służy zwykle do przykrycia wewnętrznej pustki i nie inaczej jest w tym przypadku: bardzo dużo tu wody, dużo kwasu, mało wina, w dodatku plączą się jakieś chemiczne nuty landrynkowe. Wino smakuje dokładnie tym, czym jest – supermarketową zlewką za 3€ butelka – lecz można je pić bez przykrości, pod warunkiem że pamięta o podaniu flaszki z zamrażarki – 8oC to już dlań zbyt wysoka temperatura.

Wreszcie Moscatel de Setúbal 2005 z Bacalhôa Vinhos (19,99 zł). To wino wywołuje najwięcej histerii wśród bywalców Biedronki. Faktycznie takiego stosunku ceny do cukru resztkowego do rozgrzewającego alkoholu (17%) próżno szukać gdziekolwiek. Wino jest cokolwiek proste i cienkie, ale po czterech latach starzenia w beczce nabrało ciekawych herbacianych aromatów Nie jest to, wbrew temu co się wypisuje tu i tam w internecie, to samo wino co nagrodzone dwukrotnie medalami dla najlepszych win słodkich przez Magazyn WINO, lecz jego tańsza, ongiś nierocznikowa wersja, ale i tak w swej cenie jest to wybitna okazja.

W swej cenie (20 zł) bezczelnie dobre wino.

Promocja portugalska trwa w Biedronce do 15.06. Nie opisałem jej wcześniej, gdyż oczekiwałem na komentarz firmy dotyczący dziwnych zjawisk cenowych. Pytania do działu prasowego Biedronki wysłałem 19 V. Odpowiedź nie nadeszła. Pytałem m.in. o to, jak Biedronka zapatruje się na fakt, że wiele ze sprzedawanych przez nią win ma oficjalnych polskich importerów (niekiedy z umowami na wyłączność), a ceny tych samych win w Biedronce i innych polskich sklepach różnią się tak znacznie, że na usta ciśnie się wiele pytań. Jak to się dzieje na przykład, że za Monte Velho płacimy tylko 17,99 zł, gdy wino to trudno jest dostać w Portugalii za mniej niż 3,90€ (a obowiązuje tam na wino 13% VAT i nie ma akcyzy – cena netto byłaby więc niższa w Polsce niż w Portugalii).

Mięso w kieliszku do mięsa z rusztu (20 zł).

Polscy importerzy już odczuli biedronkowego kopniaka w łydkę. Centrum Wina szybko usunęło z katalogu Loios od João Ramosa, które kosztowało 39 zł (można je jeszcze znaleźć tu), a w Biedronce – 19 zł. Nie wiem, jakie ruchy przewiduje Atlantika, importer Lavradores de Feitoria (na swoje szczęście wina Gadiva nie ma w ofercie, ale najtańsze Douro Tinto oferuje za 35 zł), Casa Santos Lima (Palha-Canas Tinto za 56 zł, w Biedronce 18 zł), Esporão (47 zł za czerwone Monte Velho przy 18 zł w „Owadzie”) czy Bacalhôa (55 i 20 zł za Moscatel de Setúbal). Z pewnością jednak dla każdego importera konkurowanie z Biedronką skończy się poważną kontuzją. Jak się nieoficjalnie dowiedziałem, jednego z win sprzedawanych za 19 zł Biedronka sprzedała w 2010 r. 50 tys. butelek, natomiast długoletni importer tego samego producenta wszystkich jego win 2 palety (ok. 1,4 tys. flaszek). Różnica jest ogromna, lecz jeśli wynik sprzedaży w Biedronce wydaje się astronomiczny, pamiętajcie, że sieć ma dziś ponad 1,6 tys. sklepów. 50 tys. butelek nie jest więc aż takim rekordem; dla porównania taki Mielżyński w dwóch sklepach sprzedaje rocznie najpopularniejszego wina portugalskiego (cena na półce 43 zł) ok. 6 tys. flaszek.

Cienko, kwaśno, chemicznie, ale kto by się czepiał za 10 zł?

Nie ma jednak wątpliwości, że Biedronka (a za nią może i inne dyskonty, jeśli się wezmą do podobnie poważnej roboty przy selekcji swoich win) głęboko przeobrażą polski rynek wina. W Niemczech tego typu sklepy dzierżą ponad połowę handlu winami i wszystko wskazuje na to, że Polska idzie w tym samym kierunku (na razie jest to u nas ok. 20% całego rynku). Zachowuję sceptycyzm wobec niektórych działań Biedronki i chciałbym mieć pewność, że nie sprzedaje win poniżej kosztów na rozpowszechnionej (a w Polsce zabronionej) zasadzie loss leader, lecz z drugiej strony kolosalna różnica cen pomiędzy analogicznymi winami w Biedronce i innych kanałach dystrybucji dowodzi dobitnie, że marże niektórych importerów są zdecydowanie zbyt wysokie – nawet jeśli z jednej strony odejmiemy Biedronkowe możliwości negocjacji cen zakupu, z drugiej przysłowiowe koszty transportu, koncesji, czynszu, telefonów i mydła w łazience, na które notorycznie powołują się nasi dystrybutorzy.

Uznana posiadłość, styl, głębia (25 zł). Najlepsze wino obecnie do dostania w Biedronce.

Wojna cenowa to wszakże miecz obosieczny. Wiadomo, że bezpośrednio zyskuje na niej konsument, bo kupuje wino w cenach, o których do niedawna mogliśmy tylko pomarzyć. Dobre Douro za 18 zl czy Setúbal za 20 to istotny przełom na polskim rynku. Lecz ten ostatni jest tak niedojrzały, że wobec rozpychania się Biedronki mam istotne obawy. Podminowanie takiego importera jak Atlantika, który od wielu lat robił dla konsumenta dobrą robotę, m.in. organizując bezpłatne degustacje z producentami (po Biedronce tego raczej nie oczekujmy) czy docierając ze swoim winem do GS-ów w Polsce B i C, już na pewno w interesie konsumenta nie leży. Wolna konkurencja jest wspaniałą rzeczą, lecz czy wszyscy mają w niej równe szanse? Presja na winiarzy przy wykorzystaniu dominującej pozycji na rynku, a potem sprzedaż win na granicy opłacalności to jazda po bandzie, która dla pasażera jest podniecająca tylko do pewnego momentu.

(więcej…)

Read Full Post »

Szeroko rozniosła się wieść gminna po stolicy, że jeden z supermarketów w ramach „promocji” win włoskich sprzedaje m.in. Barolo po 30 zł. Italianofil we mnie nie mógł zignorować tej sensacyjnej wieści. Na jeden dzień porzuciłem platynową kartę Almy i senatorski, 80-procentowy rabat w La Passion du Vin i wybrałem się na eksplorację winiarskich półek Biedronki.

Popularny sieciowy „Owad” cieszy się od paru lat wielkim powodzeniem wśród tych winomanów, którzy nade wszystko cenią sobie niskie ceny. Poza bliźniaczym Lidlem żaden sklep nie oferuje bowiem win gronowych z importu po 9,99 zł. W Biedronce są to przy tym nierzadko wina pijalne i przyzwoite, głównie dzięki zaopatrzeniu we flaszki iberyjskie (matką tej sieci jest portugalski gigant Jerónimo Martins) – a nie od dziś wiadomo, że w Europie to właśnie w Portugalii i gdzieniegdzie w Hiszpanii można wciąż kupić całkiem dobre wino po 2€ za butelkę.

Innym magnesem, który może do Biedronki przyciągać winomana, jest często zmieniający się asortyment w ramach miesięcznych promocji. Dzięki temu te cokolwiek przemysłowe flaszki znikają z oferty, zanim zdążą nam się znudzić. Do 27. lipca mamy czas zainteresować się winami włoskimi. Klasyki winnej Italii – od Valpolicelli i Soave po Chianti i Frascati – zachęcają oprócz swych znanych nazw cenami w zasadzie nieprzekraczającymi 15 zł. Nic, tylko brać skrzynkami.

Nie oczekujmy jednak smakowych iluminacji. Z jakością jest słabo, najwyżej przyzwoicie. Orvieto Borgo Cipressi 2009 (9,99 zł) jest skandalicznie niedobre, ma posmak wody z brudnego węża ogrodowego i nie powinno było nigdy otrzymać apelacji DOC Orvieto ani żadnej innej. Soave Corte Viola (9,99 zł, rocznika brak) nie budzi skojarzeń z wężem, ale też z niczym innym; składa się z wody, alkoholu, kwasu i mglistych nut owocowych, tak perfekcyjnie żadnawych, że w angielszczyźnie ukuto na nie świetny termin white-winey. To jednak niezła propozycja, gdy wina potrzebujemy do sosu marengo, a nie mamy pod ręką otwartej flaszki Montrachet.

Primitivo di Manduria Colle al Vento 2007 (14,99 zł) jest w zasadzie typowe dla swojej apelacji, pełne nut powidłowych, czekoladowych z dobrą intensywnością, lecz na tyle ugotowane w smaku i gorzko-alkoholowe, że picie przestaje być przyjemnością. Nie wykluczam jednak, że co bardziej przyzwyczajeni do smaków nowoświatowych konsumenci zaakceptują to wino. Ja zaakceptowałem Barberę d’Asti Maestri Cantinieri 2008 (9,99 zł). Prosta, nieco cienka (normalka w tej cenie), kwaskowata (normalka dla tej apelacji), ale ma to coś, co nazywa się winnością; w smaku przypomniało mi wina, które dawniej we Francji i Włoszech kupowało się w kantorkach na baniaki jako „12%” i „12,5%”.

Dwa droższe wina z Biedronkowej gazetki okazały się niewarte swoich cen. Chianti Classico Borgo Cipressi 2008 (19,99 zł) jest przyzwoicie wiśniowe, nawet trochę garbnikowe, bez koncentracji, ale soczyste; nie jest to jednak żadne „Classico”, tylko cienkie zlewki z dna kadzi. Gdyby to było proste IGT Toscana Sangiovese i kosztowało te same 19,99 zł, pochwaliłbym je nawet jako przyzwoite. Sęk w tym, że wino swoją kartą przetargową usiłuje uczynić znaną na całym świecie nazwę. Jako Chianti jest po prostu słabe.

Jeszcze słabsze jest Morando Barolo 2005 (29,99 zł). Niby te nuty zwiędłych kwiatów i przeleżałego dzika są typowe dla Barolo, niby wysoka kwasowość i chropawe garbniki są godne ze wzorcem metra, ale całość skąpana jest w jakimś odstręczająco topornym, octowym sosie, a picie tej flaszki zamiast zmysłowego ma charakter wyłącznie sportowy: jest! Udało się wypić Barolo za jedyne 30 zł.

To wino jest emblematyczne dla „promocyjnej” oferty włoskiej Biedronki. Sprzedawane za bezcen klejnoty to po prostu spady produkcyjne. Do rzeczonego Barolo przyznaje się Casa Vinicola Morando, duży przemysłowy producent z Asti, który w myśl przepisów w ogóle nie powinien mieć prawa butelkować DOCG Barolo. (Normą w Europie jest, że wina z apelacją kontrolowanego pochodzenia mogą być produkowane i butelkowane tylko w geograficznych granicach apelacji). Ale Włochy to Włochy i dlatego żadnym problemem nie jest uzyskanie specjalnego pozwolenia na butelkowanie Barolo nawet w Palermo. Piemonccy producenci, których poprosiłem o komentarz w sprawie Barolo Morando, ubolewali nad całą sytuacją, ale przyznawali, że jest ona normą. We Włoszech rekord taniochy za Barolo to dotąd 11,50€; w Niemczech w zeszłym roku „chodziło” po 7,99€. Udało nam się nad Wisłą pobić zatem kolejny rekord.

W czym problem? 30 zł za butelkę to nawet nie są koszty produkcji przyzwoitego Barolo. Uprawiane ręcznie winnice na wzgórzach, ręczny zbiór w wysokości 55 hl/ha (dla najlepszych win oczywiście sporo mniej), selekcja gron, obowiązkowe starzenie w beczkach przez dwa lata i jeszcze rok w butelce (wedle przepisów apelacji Barolo można wypuścić na rynek dopiero w czwartym roku po zbiorach) – to wszystko są wymierne sumy, które – by produkcja wina na tych wzgórzach nadal miała sens – muszą mieć odzwierciedlenie w cenie. Jasne, nie można przesadzać – nie akceptuję i nie polecam Barolo po 80 czy 100€, ale naprawdę nietrudno znaleźć świetne wino z tych okolic za 25–30€, a w Polsce za 130–160 zł.

Dzięki Biedronce dowiadujemy się etymologii szczepu Bambino Bianco.

Picie wina jest i powinno być frajdą. A dobrego taniego wina – frajdą nad frajdami. Dobrze jednak, żeby była to frajda rozumna. Finansowa rozkosz z picia Chianti za 20 zł czy Barolo za 30 zł to krótkowzroczny egoizm. Jutro czy pojutrze może się okazać, że chętnych do łażenia po stromym stoku i opiekowania się 5 tys. winorośli na hektar brak. Sięgając po flaszkę ze sklepowej półki warto zastanowić się, kto to wino produkuje i czy otrzymuje godziwe wynagrodzenie za swój trud. I lepiej dołożyć paręnaście złotych za uczciwe wino od małego producenta. Bo to winiarz i jego rodzina gwarantują nam, że Barolo, Chianti, Chablis, Somló – te największe wartości naszego europejskiego wina – będą nadal istniały.

Read Full Post »