Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Grüner Veltliner’

Wielka degustacja polskich win za nami. Sprawozdanie z imprezy organizowanej przez Winicjatywę, największej dotąd tego typu – sześciu winiarzy pokazało w sumie ponad 30 win – przeczytacie tutaj.

Markus Huber Veltliner Hugo 2011 vs Winnica Płochockich Sibemus 2010

Nie do odróżnienia.

Równolegle poprowadziłem seminarium, w ramach którego skonfrontowałem topowe polskie butelki z winami z krajów ościennych. Jestem przekonany, że takie porównania naszych wyrobów z winami dobrej europejskiej klasy są konieczne, jeśli polskie winiarstwo ma zrobić kolejne kroki naprzód. Do takich konfrontacji już dochodziło – choćby na konkursie Enoforum, gdzie polskie wina zdobyły pierwsze międzynarodowe medale, czy Grand Prix 2010 Magazynu WINO, gdy Pinot Gris 2009 Lecha Jaworka zdobyło świetne V miejsce w bardzo mocno obsadzonej kategorii win białych do 60 zł (w degustacji w ciemno wyprzedziło wówczas m.in. Sauvignon Blanc Konrad z Nowej Zelandii czy znanego włoskiego Traminera Maso Furli). Nigdy jednak na taką skalę.

Dobierając wina do degustacji nie zastosowałem żadnej taryfy ulgowej. Sięgnąłem po flaszki winiarzy europejskiej absolutnie najwyższej klasy – Markusa Hubera, niedawnego winiarza roku w Austrii, Jánosa Árvaya, którego winomanom przedstawiać nie trzeba, wreszcie Egona Müllera – być może największej gwiazdy winiarskich Niemiec – którego Rizling Rýnsky powszechnie uważa się za najlepsze wino powstające na Słowacji. Wina polskie i niepolskie skojarzyłem ze sobą szczepami, smakowym stylem i (mniej więcej) podobną ceną.

Egon Muller Chateau Bela Riesling 2004 vs Winnice Jaworek Riesling 2006

Egon kto?

A wyniki? Nalane do dwóch kieliszków Huber Grüner Veltliner Hugo 2011 (importer: Interwin i Winoman.pl, ok. 40 zł) i Sibemus 2010 Płochockich (39–45 zł) w swej zielonej świeżości i soczystym jabłkowym owocu były… praktycznie nie do odróżnienia. Jeden z uczestników trafnie odgadł młodego Veltlinera, tyle że mówił akurat o Sibemusie. 3 osoby na 10 degustujących wzięły Veltlinera za polskie wino. W głosowaniu na preferowane wino z tej pary Huber wygrał 5:3. Mieszanka „nieperspektywicznych” hybryd spod Sandomierza niemal dorównała butelce od austriackiej gwiazdy.

W kolejnej parze zaprezentowałem starszy polski rocznik – Riesling 2006 Lecha Jaworka (obecne roczniki ok. 60 zł). Wino z bardzo ładną kwasowością, subtelnym cukrem resztkowym, nieco naftowe, w szczycie formy, jeszcze nie schodzące, naprawdę dobry przykład zestarzonego Rieslinga. Gdyby nie wiedzieć, że może być to wino polskie, nikt by nie zgadł. Ale i tak 3 osoby za polskie w tej parze uznały Château Belá Rizling 2004, znakomite wino słowackie nagrodzone ongiś medalem Magazynu Wino (pisałem o nim szerzej tutaj; importer: Centrum Wina, 73 zł). Wyraźnie słodsze, głośniejsze, mocniejsze od Jaworka, bardziej wyraziste, choć nie jest to różnica klas; 6:2 dla Słowacji.

Holger Koch Kaiserstuhl Spatburgunder 2008 vs Winnica Adoria Pinot Noir 2010

Dwa wina europejskiej klasy.

Winnica Adoria Pinot Noir 2010 (ok. 90 zł) kontra Holger Koch Spätburgunder 2008 (Brix65, ok. 70 zł). Tutaj iluzja była absolutna – oba wina miały podobny jaśniutki kolor, czereśniowy owoc, smaczny kwas, drobny garbnik. Wiedząc, że Adoria w tym roczniku nie zastosowała do Pinot beczki (decyzja podyktowana szybszym wypuszczeniem wina na rynek, ale wyszła na dobre), można było się domyśleć, że tostowe nutki w bukiecie przynależą do Kocha, ale nikt nie wiedział, więc aż 6 osób uznało, że to Spätburgunder jest winem polskim, a w głosowaniu padł remis 5:5. Zważywszy, że ten Niemiec (doprawdy dobrej klasy, choć może nie wybitny) pochodził z miejsca uważanego za ziemię obiecaną Pinota – wulkaniczne tarasy w badeńskim Kaiserstuhl – czy na wyrost będzie mówić, że Dolny Śląsk jest dla Pinot Noir po prostu świetnym siedliskiem? Zwłaszcza, że klasę udowodniły już Pinoty od Jaworka.

W ostatniej parze bez żadnych skrupułów zderzyłem polskie wino z butelką tokaju od wybitnego winiarza Jánosa Árvaya z wybitnego rocznika – 1999. Forditás to co prawda lżejszy rodzaj wina od aszú, ale nie jest to chucherko, a bukiet tego wina był znakomity – makowiec z miodem i rodzynkami. Honoru Polski broniło wino historyczne – pierwszy rocznik likierowej Jutrzenki 2004 od Romana Myśliwca. Różnica stylistyczna pomiędzy winami była duża (bukiet Jutrzenki jest herbaciano-maderowy, a 16% alkoholu jest ewidentne), pomimo tego aż 3 osoby się pomyliły! A w głosowaniu padł wynik 7:1 dla Tokaju, ale Jutrzenkę wszyscy dopili ze smakiem; wstydu nie było.

Janos Arvay Hetfurtos Tokaji Forditas 1999 vs Winnica Golesz Roman Myśliwiec Jutrzenka 2004

Sky is the limit.

Wstydu nie było?! Garażowe polskie butelki z niedoinwestowanych winnic, produkowane we frontowych warunkach pod czujnym okiem idiotycznych kontroli z Urzędu Prawomocnego Nasiennictwa godnie stawiły czoła butelkom z najlepszych regionów winiarskich Europy od winiarzy o międzynarodowej sławie. To jest sensacja, proszę Państwa! Choć kogoś, kto od lat śledzi dokonania polskich winiarzy i upartą walkę wybitnych jednostek o podnoszenie jakości, rezultat tego starcia jakoś nie dziwi. Im więcej będzie takich porównań, tym oczywistsza stanie się oczywistość: mamy w Polsce wina europejskiej klasy.

(więcej…)

Read Full Post »

Wpadły mi ręce takie statystyki sprzedaży w restauracji. Lokal w centrum Warszawy na ok. 100 nakryć, kuchnia azjatycka. Wina w karcie od 85 zł za butelkę, 60 etykiet z czego aż 18 na kieliszki (sprzedaż na kieliszki wliczona do poniższych danych). Obsługa wielokrotnie szkolona itd. Dane za okres lipiec 2011 – marzec 2012.

Prosecco – 113 but.

Cava – 51 but.

Szampan (4 etykiety) – 47 but.

Pinot Grigio – 118 but.

Rueda – 17 but.

Chablis – 151 but.

Riesling mozelski – 69 but.

Grüner Veltliner – 58 but.

Gewürztraminer (3 etykiety) – 60 but.

Sauvignon Blanc z Nowej Zelandii – 341 but.

Chardonnay z Nowego Świata (2 etykiety) – 137 but.

Mystery Warsaw restaurant sushi

Naród głosuje na Sauvignon Blanc.

Bordeaux czerwone – 43 but.

Rioja (4 etykiety, reserva i gran reserva) – 189 but.

Barolo – 5 but.

Amarone – 20 but.

Pinot Noir z Nowego Świata (2 etykiety) – 115 but.

Cabernet Sauvignon z Nowego Świata (2 etykiety) – 99 but.

Malbec – 63 but.

Ja do sushi i zupy kokosowej najchętniej piłbym Ruedę i Veltlinera. Jak widać moja partia nawet nie wchodzi do Sejmu.

Zapraszam do dyskusji.

Read Full Post »

Wspaniałe wina przysłano mi z Weingut Pichler-Krutzler. Ta młoda posiadłość, o której pisałem słówko już tu, to obecnie jedno z gorętszych nazwisk na austriackiej scenie winiarskiej. Cóż się dziwić zresztą, skoro Elisabeth Pichler jest spadkobierczynią najsłynniejszej w Wachau rodziny F. X. Pichler, a jej mąż Erich Krutzler – autorem wybitnego Blaufränkisch z Burgenlandu, m.in. słynnego Perwolff. (Był także enologiem ciekawych projektów w Słowenii – Dveri-Pax i Marof).

elisabeth-erich-krutzler-pichler

Elisabeth Pichler i Erich Krutzler. © Weingut Pichler-Krutzler / Markus Rössle.

Zaczynali od zera (skupowania winogron i dzierżawy małych parcelek) w 2007 roku, pięli się konsekwentnie w górę, lecz dopiero z rocznikiem 2010 (wcale w Wachau niełatwym, który zrodził wina bardzo zamknięte, szczupłe, z rekordową kwasowością) przebili większość sławnych sąsiadów i dołączyli do absolutnej elity regionu. Próbowana przeze mnie seria Veltlinerów i Rieslingów była istotnie wspaniała: prawdziwie mineralne, głębokie, kompletne, fascynujące wina.

W chłodnych, kwasowych rocznikach Veltliner wypada zwykle lepiej niż Riesling i Supperin GV 2010 zdawał się potwierdzać. Wino pochodzące z leżącej tuż nad Dunajem, płaskiej parcelki zwykle przeznaczanej na proste wina Federspiel do szybkiego wypicia zdumiało mnie intensywnością i wielowymiarowością. Wunderburg Veltliner to rzecz o wiele poważniejsza, bardzo skoncentrowana – koncentracja to zresztą główna cecha stylu Pichler-Krutzler; stare krzewy i niska wydajność dają tu wina o ogromnym ekstrakcie, w gruncie rzeczy bliższe winom czerwonym niż tradycyjnym białym.

Wachau Supperin vineyard from Durnstein castle

Parcela Supperin w Wachau. Wielkie wino z płaskiej winnicy…?

Lecz jeszcze większe wrażenie robią tutejsze Rieslingi. Loibenberg to cru, które rozsławili (z wzajemnością) ojciec i brat Elisabeth, jedno z najbardziej poszukiwanych win austriackich. Interpretacja Pichler-Krutzler jest mniej barokowa i zmysłowa niż F.X. Pichler, za to odsłania pokłady chłodnej mineralności, których próżno by się spodziewać po tej gorącej, na loessowej glebie leżącej winnicy. Wunderburg Riesling 2010 jest bardziej napięty i cytrusowy. Rothenberg Reserve to wino bogatsze, utrzymane w stylu niemieckiego Spätlese (20 g cukru przy 13% alk.), świetnie zrównoważone: nie wydaje się nazbyt słodkie, wybija się tą samą mineralnością, co inne tutejsze butelki, lecz w bardziej owocowym, aromatycznym stylu.

Styl to ważna tutaj kwestia. Wina Pichler-Krutzler są nowoczesne i tradycyjne zarazem. Stanowią odwrót od egzotycznego, przejrzałego, orgiastycznego stylu pierwszej fali moderny w Wachau, która w ostatniej dekadzie rozsławiła ten nieznany dotąd region w świecie (i której czołowym przedstawicielem była właśnie winiarnia F.X. Pichler). Elisabeth i Erich „fenoliczną dojrzałość” zastępują przejrzystą mineralnością. Zarazem nie są to wina chude, ostro kwasowe, bezowocowe jak trzydzieści lat temu. Wręcz przeciwnie, uderzają niezwykłą intensywnością i koncentracją; mają jedne z bodaj najdłuższych posmaków, jakich ostatnio doświadczyłem w białych winach.

Pichler-Krutzler Riesling Wunderburg 2010

Mineralność ostra jak brzytwa.

Ciekawym przypisem okazało się wino czerwone z odmiany Blaufränkisch, produkowane przez Ericha w Burgenlandzie. Wino to zwróciło moją uwagę już w pierwszym roczniku – 2007 – lecz trzeba powiedzieć, że jego rozwój w butelce jest wspaniały. Po czterech latach wino to pokazuje najlepsze cechy popularnej (i rzadko wybitnej) „Frankovki”: subtelne aromaty, wyraźny kwasowy kościec, mineralność, wyraźne pokrewieństwo z dobrym Pinot Noir. Styl tego wina znów stanowi reinterpretację najnowszej historii austriackiego winiarstwa. Erich Krutzler używa tu beczki znacznie subtelniej, niż w dawniejszych winach, stawia na świeżość, przejrzystość. Próbowałem też rocznika 2008 (z pewnością prostszego) oraz 2009 (bardzo obiecujący, ale dajmy mu pięć lat). Wraz z winami Moric i Dorli Muhr to obecnie jedna z najciekawszych butelek austriackich w czerwieni.

(więcej…)

Read Full Post »

Im więcej gorących dni, tym bardziej chce się pić. W sezonie letnim odczuwam zwiększone pragnienie skierowane na lekkie wytrawne wina białe. Prowadzi ono do zwiększenia tzw. nacisku budżetowego. W tym kontekście chcę dziś wygłosić pochwałę znakomitego germańskiego wynalazku, jakim jest Literflasche. Zawierająca dwa dodatkowe kieliszki butelka jest nieoceniona właśnie w sezonie piknikowo-letnim.

Litrowe Silvanery, Veltlinery, Thurgały i Rieslingi to najtańsze wina swych autorów (są z reguły tańsze od najtańszego wina w 750 ml), niskoalkoholowe, lekkie, przejrzyste i zdrowo kwasowe. Wszystkie te cechy czynią z nich idealnych gasicieli pragnienia.

Dobrych win litrowych nie ma jednak wiele. Granica między tanim Rieslingiem a wodą z kwasem bywa w Niemczech i Austrii cieńsza od najkwaśniejszego cienkusza. Taki zakup zawsze się opłaca u dobrego winiarza (który taką samą jakościową troską otacza zwykle wszystkie swoje krzewy), natomiast w spółdzielniach i marketach to już loteria.

W Polsce litrówki proponują wszyscy więksi gracze austriackiej i niemieckiej półki. U Mielżyńskiego mamy Veltlinera od Salomona za 31 zł, w Jung & Lecker parę przyzwoitych pozycji z Palatynatu.

Z radością wypatrzyłem w Grand Cru flaszkę Veltlinera od Letha (miał go onegdaj w katalogu również DAC). Ten winiarz z podwiedeńskiego Wagram w ostatnich rocznikach coraz bardziej zwraca na siebie uwagę. Jego litrówka jest supersolidna. Nie prosi o żadną taryfę ulgową, jest winem pełną gębą, o nader satysfakcjonującym owocu i nieagresywnym kwasie. Intuicyjnie postulowałbym już rocznik 2009, ale 2008 jest bez zarzutu świeży, idealny do zielonych szparagów. Zapłaciłem 34,90 zł. Świat byłby lepszy, gdyby dobra litrówka kosztowała 24–27 zł, ale rozpaczy nie ma. To świetny przedsmak austriackich win, w których utonę już od jutra z okazji wiedeńskiego VieVinum.

Read Full Post »

W czasie żałoby wino schodzi na dalszy plan. Nie pora na beztroskie rozkoszowanie się nutami tulipanów w Beaujolais ani na krytykowanie kosmicznych cen Barbaresco Angelo Gai. W czasie żałoby wino winno spełniać swą odwieczną sakralną rolę: duchowego pokarmu łączącego nas z tym, co ponad nami. Od dawien dawna wino (lub alkohol zastępczy) we wszystkich kulturach, od Traków i Celtów po Irlandczyków i Romów, jest żelaznym elementem styp i innych zwyczajów pogrzebowych.

Niestety, dionizyjskiej wspólnoty nie będzie jutro i pojutrze w czasie uroczystości żałobnych. W Warszawie i Krakowie zgodnie z niefortunną tradycją wprowadzono zakaz sprzedaży alkoholu. Smutne i nierozumne jest zrównywanie alkoholu z noszeniem broni (którego zakazano równolegle). Nierozumna jest ta logika „wychowania w trzeźwości” i „rozwiązywania problemów alkoholowych”, które samemu się tworzyło.

Wszak o tych, którzy żałobę przeżywają autentycznie i nie życzą sobie na placu przed ołtarzem zapachu tulipanów z Beaujolais w papierowym kubku ani widoku anty-żałobników dywagujących nad Gają w kawiarnianym ogródku – o tych myślę z szacunkiem i empatią. Aby temu szacunkowi dać wyraz, dionizjakiem pożegnać umarłych i zarazem nie stracić łączności z tym, co nas, winomanów, żywotnie interesuje – czyli z jakością, terroir, poszanowaniem Ziemi – proponuję Wam dziś

Meinklang Sok Winogronowy Grüner Veltliner

Tłoczony sok z winogron veltlinera produkowany przez od paru lat dostępnego w Polsce, chwalonego już w Magazynie WINO producenta Meinklang. Sok biodynamiczny, tak jak nieco szalone, ciekawe wina tego winiarza (wina i sok sprowadza do Polski Austrovin). Nadzwyczaj dobra rzecz. Tak w bukiecie, jak w smaku wyraźny jest charakter veltlinera: spod wyraźnie zaznaczonej słodyczy wychodzą nuty zielonkawe, pieprzne, szypułkowe; kwasowości jest niby niewiele, całość jest okrągła, bardzo owocowa, słodka, ale długość jest zupełnie niezła i w końcówce jest sporo świeżości.

Po chwili – bo to sok, który „rozwija się w kieliszku” – w bukiecie pojawiają się jabłeczne, ciepłe, korzenne aromaty kojarzące się w winami biodynamicznymi. Sporo treści – także i duchowej – w tym soku i odważyłbym się stwierdzić, że warto zań zapłacić 17,99 zł (Piotr i Paweł). Wedle starogreckiego zwyczaju parę kropel trzeba uronić na mogiłę, by zmarłemu nie zabrakło napitków na drugim brzegu.

Więcej tu kamienia winnego niż w większości win!

Read Full Post »

Pijemy coraz więcej win austriackich. Wedle danych robiących wrażenie także na samych Austriakach eksport win z tego kraju do Polski wzrósł w 2009 r. o 60%. To dobrze. Znakomita jakość, wyrazisty styl i naturalna odpowiedniość wielu tych win do naszej polskiej kuchni to wystarczające powody, by się nimi interesować.

Jakie wina austriackie powinny znaleźć się w długoterminowej piwniczce?

słodkie wina likierowe – Ruster Ausbruch i TBA znad Jeziora Nezyderskiego, produkowane na podobieństwo tokaju, oraz TBA z rieslinga i grüner veltlinera z innych regionów. Te wina z gracją dotrwają do 18. czy nawet 25. urodzin. Na rynek trafią jednak dopiero w 2011 r.

wina czerwone – nieliczne. Tylko najlepsze interpretacje takich odmian jak blaufränkisch, st. laurent czy pinot noir. Niekiedy także wina z odmian francuskich (lub mieszanki austriacko-francuskie), w największym stopniu oczywiście cabernet sauvignon. Lecz tu problemem są wysokie ceny – mają do wyboru w podobnej cenie caberneta z Bordeaux, Toskanii i Austrii o tym ostatnim myślimy w ostatniej kolejności.

wytrawne wina białe. Najwdzięczniejszy – bo największy – teren zakupowy. Lecz nie tak wiele austriackich win białych odłożyć można do piwnicy na bardzo długi czas. W większości pite są co prawda za młode, ale naturalnym przedziałem dla większości jest 5–10 lat. Są to więc raczej wina dla rodziców niż dla dzieci. Tak ma się rzecz ze wszystkimi winami ze Styrii (bardziej długowieczne wyjątki są tu doprawdy do zliczenia na palcach rąk), Wiednia, Weinviertel, białymi winami z Burgenlandii.

Natomiast o więcej mogą pokusić się rieslingi i grüner veltlinery z Austrii naddunajskiej, czyli z trzech najlepszych regionów winiarskich: Kremstal, Kamptal i Wachau. 20 lat starzenia dla veltlinera to zadanie bardzo ambitne, natomiast riesling, ze swą wyższą kwasowością, powinien sobie z nim poradzić, jeśli pochodzi z czołowej winnicy i dobrego rocznika.

Rocznik 2009 z pewnością jako taki można określić. Pomimo zmiennych i dość trudnych warunków klimatycznych został uznany za bardzo udany w całej Austrii. Wina białe mają dobrą dojrzałość i wyraźne aromaty owocowe, ale też dobrą kwasowość i strukturę. Będą odpowiednie do dłuższego starzenia. Wina czerwone także są udane, z dobrą równowagą i umiarkowanym alkoholem. Poniżej oczekiwań wypadły wina słodkie z uwagi na niewystarczający rozwój szlachetnej pleśni; ilości win będą bardzo małe.

Na podstawie wyrywkowych degustacji mogę powiedzieć, że istotnie jest to dobry rocznik dla win białych. Poniżej podaję kilka rekomendacji – zaznaczam, że są to bardzo wstępne opinie na podstawie degustacji ok. 50 win. Wiele win dopiero co zabutelkowano – w lutym lub nawet w marcu – a niektóre wciąż dojrzewają w kadziach. Wszystkie oceny na tym etapie należy wręcz brać cum grano salis. Na przekrojową ocenę rocznika przyjdzie czas przy okazji winiarskich targów w Wiedniu pod koniec maja. Szerokie sprawozdanie zamieścimy w nr. 4 Magazynu WINO oraz na naszych stronach internetowych MW i Wina na lata.

Ważną dla nas, kupujących, informacją jest obniżona wydajność winnic w roczniku 2009 – z powodu deszczów wiosennych (zawiązanie owoców) i jesiennych (pleśń) zebrano ok. 15–25% mniej winogron niż w 2008 r. To w zasadzie dobrze, gdyż skorzystały na tym wina lżejsze, które mają lepszą koncentrację i więcej charakteru niż zazwyczaj. Te wszystkie proste DAC, rozmaite Klassik i inne wina z dolnej półki są zwykle mocno kwaskowate i cokolwiek wodniste, tymczasem w 2009 wiele z nich jest zaskakująco dobrych. Zull Weinviertel DAC Veltliner 2009, Bründlmayer Kamptaler Terrassen Veltliner 2009 (nie ruszać przed 2012!, naprawdę twardy) czy Schloss Gobelsburg Domæne Veltliner i Riesling 2009 to tylko kilka spośród takich win, których próbowałem na degustacji w Warszawie i późną wiosną, gdy trafią do sklepów, z chęcią włożę parę kartonów do piwnicy. Potwierdza się stara prawda, że w wielkich rocznikach nawet prostsze wina są bardzo satysfakcjonujące i warte zakupu.

A co do dłuższego leżakowania? Zwracam uwagę na wprowadzoną po raz pierwszy w tym roku kategorię Erste Lage. Ma ona wskazywać konsumentowi wina z najlepszych winnic – premiers i grands crus. Zaproponowana została przez stowarzyszenie Traditionsweingüter Österreich, skupiające świetnych producentów z Dolnej Austrii. (Lista winnic, mapa – uwaga, 7,5MB). Klasyfikacja ta jest odpowiednikiem Erste Lage / Grosses Gewächs wprowadzonych w Niemczech; uzupełnia ona klasyfikacje winnic i win już istniejące w Austrii: w Wagram, Wiedniu, Styrii. Z pewnością będzie użyteczną dla nas wskazówką. Rieslingi i veltlinery Erste Lage powinny kosztować ok. 12–18€ i dobrze się starzeć. Na razie spróbowałem od znakomitego Ludwiga Neumayera z Traisentalu Grüner Veltliner Zwirch 2009 i Riesling Rothenbart 2009, oba bardzo dobre, klasyczne, bogate, ale i z mineralną podporą.

W żadne klasyfikacje nie bawi się Wachau, najlepszy austriacki region dla rieslinga i veltlinera. Tutejsze wina nie potrzebują takich marketingowych narzędzi. Świetnie sprzedają się same. Jestem naprawdę ciekaw szerszych degustacji tego regionu w czerwcu. Pierwsze łyki wskazują, że rocznik 2009 jest tu naprawdę udany. Zwłaszcza dla rieslinga. Veltliner dojrzał bardzo dobrze, chwilami aż nadto, i swymi nutami egzotycznych owoców i niezbyt wysoką kwasowością niebezpiecznie zbliżył się do niekochanego przeze mnie rocznika 2006. Ta niska kwasowość może być problemem przy dłuższym starzeniu. Natomiast riesling zachował niezwykłą kwasowość i wina zapowiadają się strzeliście, elektrycznie, mineralnie i podniecająco. Na pewno zostawię trochę pieniędzy (niemałych niestety) w Weingut Krutzler-Pichler. Założona w 2006 r. przez potomków dwóch wielkich rodów winiarskich garażowa posiadłość wyrasta na wielką gwiazdę w Wachau. Riesling Loibenberg i Wunderburg to moje pierwsze typy austriackich win do długiego starzenia.

Read Full Post »