Feeds:
Posty
Komentarze

Posts Tagged ‘Furmint’

Pannon Bormustra 2012, najważniejszy węgierski konkurs winiarski, zakończony. Międzynarodowe jury ze skromnym udziałem niżej podpisanego spróbowało 300 win, wybrało 100 najlepszych, potem 50 najlepszych z tych stu, a potem trzy najlepsze z 50. Najlepszym z tych trzech okazał Oremus Tokaji Aszú 5 puttonyos 2006. To już drugi złoty medal dla tej znanej winiarni – poprzednie złoto zdobył 6 lat temu cudowny Aszú 6P 2000. Oremus na podium wyprzedził o włos (potrzebne było dodatkowe głosowanie) Zoltána Demetera Eszter 2008 oraz Aszú z ciekawych młodych winiarni Pelle i Holdvölgy.

Oremus Tokaji Aszu 5 puttonyos 2006

Nowy król Węgier.

Zwycięstwo Tokaju nie jest żadnym zaskoczeniem (w zeszłym roku złoto zdobył Kíkelet), natomiast szokujące rozstrzygnięcia padły w innych kategoriach. Najwyżej ocenionym winem białym jest nie Furmint i nie Hárslevelű, lecz dziki, nieokiełznany Juhfark, w dodatku… ze Słowacji. Węgrzy wciąż tęsknią za XIX wiekiem i do swoich konkursów zapraszają wina ze swoich dawnych włości. Węgierska rodzina Bott Frigyes na winiarskim firmamencie rozbłyska coraz jaśniejszym światłem i ten medal jest kolejnym potwierdzeniem.

Bott Frigyes Muzla Juhfark Vinculum 2009

Słowackie wzmocnienie węgierskej drużyny.

Wśród win czerwonych złoto nie dla Kékfrankosa, nie dla Cabernet Franc i nawet nie dla Merlota, a dla… Syrah, w dodatku z zagłębia win białych, czyli Somló! Producentem jest szukający w Polsce partnera Kreinbacher, niedawno goszczący u nas na degustacji Furmint & Friends organizowanej przez Winicjatywę. Nagrodę im. Tibora Gála dla najlepszego Bikavéra przyznaliśmy St. Andrea Egri Bikavér Hangács 2009 i to nie jest żadne zaskoczenie, bo to już czwarte trofeum tego typu (a przyznawane jest ósmy rok).

Kreinbacher Syrah 2009

największa niespodzianka konkursu – światowej klasy Syrah z Somló.

Dobra wiadomość? Większość nagrodzonych win, również tych tańszych w kategorii „Najlepszy zakup”, dostaniemy w Polsce, Oremusa od lat dystrybuuje Centrum Wina, Bott Frigyes znajdziemy w katalogu Winomana, który ma też niewielkie ilości win Zoltána Demetera. St. Andrea to klejnot w koronie Interwinu. Z pozostałych wyróżnionych win ok. 60% można kupić w Polsce. To ewenement na skalę światową. Moi koledzy z jury, Amerykanie, Brytyjczycy i Francuzi dostęp do Egri Bikavéra mają tylko na najniższej półce supermarketu, Juhfarka i Kadarkę pili pierwszy raz w życiu, a jakością win Demetera, St. Andrei, Tokaj Nobilis, Grófa Buttlera i Weningera byli zszokowani. A my je znamy od lat.

St. Andrea Egri Bikaver Hangacs 2009

St. Andrea ma już abonament na trofea – to ich czwarty medal za najlepszego Bikavéra.

A jak Węgrzy radzą sobie z łykaniem aspiryny? O tym w kolejnym wpisie.

(więcej…)

Read Full Post »

Gdy przeczytają Państwo ten wpis, stalowy ptak zawozić mnie będzie do Budapesztu, gdzie w znamienitym gronie sędziował będę w czołowym węgierskim konkursie winiarskich Pannon Bormustra. Zasiadam w jego jury (z przerwami) od 2004 roku, sprawozdawałem go Państwu w 2010, 2006, 2005 roku a w 2009 pisał o nim obszernie także Tomasz Prange-Barczyński.

Konkurs ten, dość kameralny na przykład w porównaniu do Concours Mondial de Bruxelles, z bardzo małym jury, jest znakomicie obsadzony i w zasadzie prezentuje większość najlepszych win produkowanych na Węgrzech. Jest więc dobrym papierkiem lakmusowym aktualnej kondycji madziarskiego winiarstwa.

Pannon Bormustra 2011

Zeszłoroczni laureaci. © Bliskotokaju.pl.

Jak więc będzie w tym roku? Dwa lata temu pisałem o „węgierskiej chorobie”. Były to mocne słowa, za które (po przetłumaczeniu tekstu na węgierski) spotkało mnie wiele krytycznych uwag i gorzkich słów. Węgrzy są bardzo czuli na swoim punkcie i stwierdzenie, że ich czołowe wina czerwone są „niepijalne”, z pewnością zabolało. Podtrzymuję jednak tę opinię i uważam, że wiele z tych produkowanych w tzw. stylu konkursowym win jest aberracją współczesnej enologii.

Niedawna degustacja Furmint & Friends organizowana przez Winicjatywę, która odbiła się w sieci szerokim echem (zob. teksty Marka Bieńczyka, Gabriela Kurczewskiego, Tomasza Prange-Barczyńskiego, Ewy Wieleżyńskiej), potwierdziła te węgierskie problemy. Nie mogę w pełni podzielić entuzjazmu na przykład dla win Attili Gerego. Głębia, złożoność, dobry owoc – tak, ale to wszystko jest zepsute przez zdecydowanie zbyt wysoki alkohol i ogólną przejrzałość. Kopár 2008 Gerego to wino jeszcze jakoś broniące się ogólną świeżością, ale już Merlot Solus 2008 z 15% alk. jest męczącą wydmuszką i niewielkim pocieszeniem jest, że w roczniku 2003 było jeszcze gorzej.

Te same krytyczne uwagi odniósłbym do winiarni Heumann, nowego nabytku Składu Win Sokołowski, do droższych win Jánosa Konyáriego; zmęczyły mnie również chwalone wszem i wobec butelki od Weningera z Sopronu. Ponadto są to wszystko wina bardzo drogie i trudno zrozumieć, kto poza Węgrami i promadziarsko skrzywionymi Polakami będzie chciał je kupować.

Attila Gere Villany Merlot Solus

Apage Satana!

Konkursowy styl węgierski stanowił wyraz winiarskiego nacjonalizmu. „Potrafimy zrobić najmocniejsze wina czerwone w Europie, potrafimy zrobić wina równie drogie, co czołowe Riojy i supertoskany”. Na fali tej afirmacji płynęli również węgierscy konsumenci, którzy w czasach beztroskiej konsumpcji i budżetowego hurraoptymizmu z rozkoszą raczyli się egerskimi Merlotami po 50€ za butelkę. Jak wiadomo, ta bajka już się skończyła i to skończyła źle, deficyt straszy, wydatki firmowe obcięto do zera, w piwnicach zalegają niesprzedane wina, psychologiczna sytuacja węgierskiego konsumenta jest dziś rozpaczliwa jak najtańszy Bikavér z supermarketu.

Dla wina to w sumie dobrze. Winiarstwo paranoiczne zastępowane jest winiarstwem realnym. Producenci, którzy wcześniej bili rekordy alkoholu i ceny w swoich Merlotach, Syrah i Cabernetach w tej chwili wytłuszczają w cennikach bezbeczkowe Kékfrankosze po 1500 forintów. A konsumenci, do niedawna machający nacjonalistyczną szabelką dziś ochoczo wykupują z Tesco i Cory taniochę w kartonach oraz realistyczne wycenione Cabernety …z Chile. Solus jeszcze straszy swoim botoksowym uśmiechem, ale jego czas jest policzony; Andrea Gere już wprowadziła do swojego dyskursu słowo „drinkable”, a do katalogu świeżego Rieslinga za 1400 forintów.

Trzeba jeszcze wzmocnić środkową nogę, czyli wina ze średniej półki, owe ambitniejsze cuvées z pojedynczych winnic, wina prawdziwie terroirystyczne, poszukujące i otwierające nowe drogi. W dziedzinie win białych ferment już dawno zasiali producenci z Tokaju swoimi świetnymi Furmintami, o których pisałem już tutaj, tu i tu; coraz więcej dobrych producentów pojawia się w Somló, coraz lepsza jest sytuacja nad Balatonem. Zaś w dziedzinie win czerwonych rewolucja jest pojawienie się win naturalnych i biodynamicznych. Ten nurt powrotu do natury, z gruntu anarchistyczno-lewicowy, do tej pory był w ultraprawicowym węgierskim winiarstwie anatemą. Dziś dochodzi do głosu m.in. w Mátrze, bardzo ciekawym regionie, o którym napiszę wkrótce osobno.

Monarchia Egri Bikaver Barrel Selection 2000

Węgier potrafi.

Czekam na więcej takich win, jak Monarchia Egri Bikavér Barrel Selection 2000, które odkorkowałem wczoraj i który drugi dzień piję z niekłamaną rozkoszą zmysłową i intelektualną. W wieku 12 lat wino jest fantastycznie dynamiczne, świeże, ani trochę nierozlazłe; powoli już dojrzewające, ale ma jeszcze trochę garbnika i przez kolejne 3–4 lata na pewno będzie w dobrej formie. Tego Bikavéra zrobił enolog Tamás Pók (dziś robi wino już pod swoim nazwiskiem – polecam), nie małpował Chile, nie próbował udowodnić, że Węgry robią najlepsze wina na świecie; zrobił Bikavéra jako typowe wino kontynentalne z umiarkowanego klimatu, mineralne, napięte, do długiego starzenia. Węgrzy potrafią, tylko muszą chcieć. Jeszcze ze swojej choroby się nie wyleczyli, ale już zaczęli łykać aspirynę.

(więcej…)

Read Full Post »

Sensem tradycji jest powtarzalność. Co roku w Wigilię jemy te same pokarmy i co roku pasują do nich te same wina. Nie jest to dzień skłaniający do odważnych eksperymentów i wywracania wszystkiego do góry nogami. Być może do śledzia lepiej zagrałoby nowozelandzkie Sauvignon Blanc, a do makowca Zinfandel. Ja jednak podam jak zwykle alzackiego Rieslinga, lekkie Pinot Noir, a na koniec tokaj. Tego dnia wolę trzymać się tradycji, niż odkrywać nowe lądy.

śledź w oleju

Winiarska łamigłówka. © Kuchnia.o2.pl.

Propozycje win do polskich potraw świątecznych wykuwały się przez lata cierpliwych eksperymentów. W tandemie z Tadeuszem Pióro pochłonąłem tysiące pierogów i wypiłem hektolitry barszczu. Narodziły się z tego połączenia często logiczne i historyczne (tokaj do ciasta, Furmint lub Veltliner do karpia), a niekiedy zaskakujące (wino musujące do śledzia). W tym roku miałem okazję kilka razy w ramach różnych warsztatów i pokazów zrewidować te już sprzed kilku sezonów pochodzące pomysły. Głosy słuchaczy najczęściej wspierały Furminta i białego burgunda. (Powrót Chardonnay do kulinarnych łask jest ewidentny). Mam wrażenie, że mniejsze niż parę lat temu jest zapotrzebowanie na wino czerwone. Dobrej klasy Bourgogne Pinot Noir, proponowane do kapusty, pierogów i karpia, nie budziły entuzjazmu.

Natomiast jedno nieoczywiste połączenie sprawdza się zawsze. Bąbelki do śledzia to strzał w dziesiątkę. Smakuje nawet największym sceptykom. Doskonała alternatywa dla wódki: wino musujące można podać niemal równie zmrożone, zamiast ekspresowego rauszu dostaniemy bąbelkowe poczucie euforii, a dalszy przebieg Wigilii tylko na tym zyska. Rok temu polecałem Państwu do śledzia szampana, lecz w okresie zaciskania pasa możemy go łatwo zastąpić tańszym winem musującym typu crémant (ogromny wybór np. w niedawno opisywanym Leclerku) czy Cava (im poważniejsza, tym lepiej – z ostatnich odkryć polecam usilnie Raventós i Blanc L’Hereu, importer: Złoto Hiszpanii).

Col Vetoraz Valdobbiadene Prosecco Brut 2010

Bąbelki do śledzia - to zawsze działa.

Ja z lubością piję ostatnio do śledzia Prosecco. Łagodniejsze musowanie tego typu win, cytrusowy owoc, podwyższona zawartość cukru i niska cena sprawiają, że to wybór pod każdym względem szczęśliwy. Ów cukier potrzebny jest do zrównoważenia słoności śledzia – zapewniam, że nawet „extra dry” (czyli półwytrawny, wedle pokrętnej nomenklatury win musujących) wyda się całkiem wytrawny. Ja w tym roku po pierwszej gwiazdce otworzę Col Vetoraz Valdobbiadene Prosecco Brut. Obok Nino Franco to obecnie najpoważniejsze Prosecco, zwiewne i radosne, ale głębsze i soczystsze od innych. Kosztuje połowę tego, co przyzwoity szampan – 60–65 zł, importowane przez Rubikon, dostępne w Warszawie także w Wine Corner przy Polu Mokotowskim i w Międzywinami w Podkowie Leśnej. Wesołych Świąt!

(więcej…)

Read Full Post »

Wino, lśnienie

Już w piątek w Tokaju, a konkretnie w miasteczku Erdőbénye, wspaniale położonym w Górach Zemplińskich, odbędzie się kolejna edycja festiwalu Bor, Mámor… Bénye (w wersji polskiej “Wino, Lśnienie, Bénye”). Mnie w tym roku tam zabraknie, ale najszczerzej zachęcam do wybrania się w długi weekend ładnie odnowionymi szosami na południe.

Będzie się działo! Nie tylko w kieliszku. © Bor Mámor Bénye.

Ten festiwal jest w ogóle jedną z ciekawszych okołowiniarskich i w ogóle wakacyjnych imprez, na których byłem. A zrodził się z niczego, czyli z głowy Zsolta Bergera, świetnego winiarza z winiarni Karádi & Berger, notabene jednego z większych przyjaciół Polski wśród generalnie polonofilskich Tokajczyków. Erdőbénye to bardzo stara osada sięgająca początkami epoki żelaza, dysponująca fantastycznymi siedliskami do uprawy winorośli, ale do niedawna zupełnie na uboczu, nieodwiedzana przez turystów (których sznurek biernie tłoczy się na dwóch uliczkach miasta Tokaj) i generalnie cokolwiek zapyziała.

Berger i spółka pokazali, jak można własną wiejskość zamienić w magnes przyciągający potężne tłumy. Przez sobotę i niedzielę chodzi się po swojskich ogródkach Erdőbénye, smakuje rzecz jasna wina, ale i świetnej kuchni (w imprezie biorą udział m.in. prestiżowe restauracje Ős Kaján, Anyukám Mondta i Sárga Borház z winiarni Disznókő, znana od lat, ale pod wodzą nowego kucharza na zupełnie nowym poziomie), podpatruje pracy wikliniarzy i serowarów, a nawet chodzi na degustację wina i herbaty czy pokaz tańców wołoskich. Wiele atrakcji przewidziano też dla dzieci. Do tego wszystkiego festiwal potrafi nowocześnie się promować nie tylko na Facebooku, ale nawet aplikacją na iPhonie.

Zsolt Berger, źródło Lśnienia.

Na Lśnienie warto więc wybrać się zarówno dla samych tokajów – oprócz Karádi & Berger jest okazja spróbowania geniuszy takich jak Attila Homonna, wschodzących gwiazd jak Bardon, klasyków jak Béres – lecz również po prostu na długi weekend. W końcu z Krakowa jedzie się do Erdőbénye przysłowiowe kilka godzin.

W Bor, Mámor… Bénye w tym roku biorę udział wirtualnie. Otworzyłem dwie butelki Furminta autorstwa Zsolta Bergera, o którym wspominałem już tu. Furmint Narancsi 2008 wpisuje się w modny ostatnio nurt „nordyckiej kwasowości”, pachnie nawet chwilami białym octem, rozpościera przed pijącym szeroki krajobraz ośnieżonych wzgórz tokajskich w grudniu, gdy słodycz nowego aszú już dawno zapomniana, dni są krótkie, winiarnie zamknięte i nawet lśnienie słońca nie ogrzewa serca… W zamian za to mineralność, protestancko wstrzemięźliwe nuty jabłeczne i surowe moralne zasady. Furmint Palandor 2008 to inna bajka, pełno owocu, brzoskwiń, moreli, pigwy, długich śniadań w ogrodzie, winiarnie są otwarte do późna, a kieliszek Furminta kosztuje trzy złote. 14,5% alk. znika niezauważone, wszystko jest w cudownie naturalnej równowadze, jakby wakacje miały trwać wiecznie, a faktury za projekty wystawialibyśmy tylko w CHF.

Zimno – ciepło.

To naprawdę ciekawe wina, podobnie zresztą jak pozostała twórczość Zsolta Bergera, m.in. Szamorodni Száraz oraz à la aszú słodkie Selectio. O winach Bergera pisano już ładnie w Winezine.pl. Wina sprowadza do Polski Miasto Win a dostępne są m.in. w Delikatesach13 oraz Międzywinami. Cena obu Furmintów cru – ok. 70 zł, warto.

(więcej…)

Read Full Post »

Trwa finał Grand Prix Magazynu WINO. W degustacji w ciemno spośród 80 win wybieramy najlepsze butelki roku w 9 kategoriach. Do finału trafiły najlepsze i najciekawsze wina zauważone przez redaktorów Magazynu w ramach naszych paneli degustacyjnych i nie tylko.

© Kamil Kawałko/KKWADRAT.

Tegoroczną nowinką jest zaproszenie do oceniającego panelu nie tylko współpracowników MW, sommelierów, ale i szerokiej reprezentacji blogerów. Wczoraj wina białe degustowali z nami winomani z iWines, O winie, Moje Wina, Książka i Wino, Winobrania, Pij Wino!, a także z nieblogów Sstarwines i Kup Sobie Wino. (Za to z komisji oceniającej wyłączeni zostali importerzy win, którzy uczestniczyli w degustacji wyłącznie jako obserwatorzy).

Jako sekretarz komisji i mąż zaufania, pieczołowicie chowający butelki w czarne skarpety, nie uczestniczyłem w głosowaniu i mogłem spojrzeć na wczorajszy finał nieco z boku. Wybór czołowych butelek w pięciu kategoriach nie był łatwy, zwłaszcza, że jak to w życiu, niektóre wypadły znacznie poniżej, a inne powyżej oczekiwań. Oto parę spisanych na gorąco uwag – oczywiście zupełnie niezależnych od werdyktu jury, który podamy do publicznej wiadomości w czasie uroczystej gali Magazynu WINO 7 grudnia.

Wina białe do 30 zł

Mój faworyt: Dveri-Pax Šipon 2009 – powiedzieć że jest to wino wiejskie to nic nie powiedzieć – pierwszy nos jest tak zredukowany, że chce się wziąć nogi za pas, ale po chwili w kieliszku rzecz jest zdumiewająco jak na swoją cenę cielista i wielowymiarowa. Czy komisja dała mu szansę?

Rozczarowanie: Viña Collado Macabeo 2009 (101win.pl) – degustowane w panelu MW wino zalecało się zaskakującą jak na swe pochodzenie mineralnością. tym razem wypadło blado, mlecznie, twardawo, technicznie.

Wina białe do 60 zł

W tym dobrym przeglądzie polskich półek mój prywatny złoty medal przyznałbym Dobogó Tokaj Furmint 2008 od Mielżyńskiego – ten świeżutki rocznik był z początku bardzo beczkowy, agresywny, ale co za materia!

Rozczarowanie: Konrad Sauvignon Blanc 2009 – nie piłem tego wina na panelu MW, gdy zostało wyróżnione w kategorii cena/jakość; mnie wydało się prościutkie, bez większego owocu, bez dodatkowego wymiaru i odstające swą jakością od innych win w tej kategorii.

Wśród degustatorów m.in. Sławomir Chrzczonowicz (Winkolekcja) i Ewa Rybak (Moje Wina). © Kamil Kawałko/KKWADRAT.

Wina białe powyżej 60 zł

Mój faworyt: walczyłem ze sobą, ale w końcu uległem magicznej głębi Heymann-Löwenstein Röttgen Riesling 2008 (101win.pl) – cukru resztkowego niby sporo, co zawsze sprawia, że konkurencja z winami prawdziwie wytrawnymi nie jest do końca fair, ale z każdą chwilą odzywało się tu więcej mineralności i struktury.

Rozczarowanie: Telavi Wine Cellar Satrapezo 10 Kvevri 2007, o tym wspaniałym gruzińskim winie z amfory pisałem niedawno tu, ale to nie był jego dzień: nie smakowało mi, było matowe, bez głębi, bez emocji, nie mogło się równać z powyższym Rieslingiem i pozostałymi winami ze ścisłego finału w bieli. A może do kogoś w gronie jury jednak przemówił?

Wina słodkie

Stylistyczna zagwostka: głosować na mineralną kwasowość Rieslinga czy na gładki jak nadmorski piasek cukier porto? Rześkość Tokaju czy kalejdoskopowe smaki vinsanto? Rozczarował mnie per saldo Velich TBA Welschriesling 2005 (Mielżyński), superskoncentrowany, ale męczący i płaski jak karmel, do tego ze sporym alkoholem. A zdumiał Kikelet Tokaj Aszú 5P 2004 – to wino dość lekkie, zwiewne, mało słodkie; w życiu nie dałbym mu szansy w starciu z takimi tytanami, jak Velich czy Aszú 6P 2000 od Pajzosa, a jednak jego czysty jak sopel lodu morelowy smak ciągnął się za mną jeszcze w taksówce, którą odjeżdżałem z degustacji. Czy tylko za mną?

Finałowe wina słodkie w kieliszkach. / © Kamil Kawałko/KKWADRAT.

(więcej…)

Read Full Post »

Pozszerzanie horyzontu

Gdy w Magazynie WINO 1/2008 zdawaliśmy sprawę z podróży do Tokaju, przyszłość wytrawnego Furminta stała jeszcze pod znakiem zapytania. Było już parę nadzwyczajnych butelek, ale też ocean miernych. Im więcej winiarzy próbowało z flagowej tokajskiej odmiany „na wytrawno”, tym ostrzej uwidaczniały się jej paradoksy: ciało i ekspresję owocu zapewnia jej tylko późny zbiór i zaawansowana dojrzałość gron, ale ceną jest wysoki alkohol i szlachetna pleśń (tutejsze winnice od XVI wieku sadzono, nie zapominajmy, by było jej jak najwięcej), rozmywająca mineralność w miodowo-korzennych fajerwerkach. W październiku 2007 w Tokaju powątpiewano tu i ówdzie w szanse Furminta w tej trudnej konkurencji. Ba, słyszałem wręcz opinie, że pieniądze postawiono na złego konia i że najlepsze wytrawne tokaje powinny powstawać z Hárslevelű.

Po przeszło dwóch latach wątpiący bronią się resztkami sił. Furmintowa rewolucja rozlała się szeroką ławą. Osiągnięcia Szepsyego, Demetera, Királyudvar (o nich słówko w poprzednim wpisie), Homonny czy Bott już nie zaskakują. Kto jednak pięć lat temu słyszał o Káradi & Berger, Kikelet, Ezsébet, Gézie Lenkeyu, Károlyu Barcie czy Istvánie Balassie? Ci kompletni outsiderzy gospodarujący na paru hektarach robią dziś wina na poziomie bardzo solidnych premiers crus. To oni dziś w największym stopniu zmieniają tokajski krajobraz.

Możliwości Furminta są coraz większe. Dawniej zgadzano się, że może być albo kwaśnym, zielonym cienkuszem, albo tłustawym jegomościem w stylu Viognier, w dodatku z trądzikiem botrytis. Albo wykrzywiający usta Hétszőlő, albo 15-procentowe przegięcia Árvaya. Gdy udawało się zrobić przejrzyście mineralne wino o świetnej równowadze, mówiono, że to albo nieopłacalne zabawy geniusza zbierającego z hektara 10 hl (Szepsy), albo zasługa 100-letnich krzewów, czyli rzecz nie do powtórzenia gdzie indziej (Homonna).

Okazało się jednak, że można robić dużej klasy wina z młodej i niewybitnie wszak położonej parceli (Tokaj Nobilis Csirke 2009), zbierając grona w sierpniu i gwiżdżąc na tzw. fenoliczną dojrzałość (Határi 2008 Homonny ma 12,3%!), fermentując wino w tuzinie dość przypadkowych beczek bez właściwie żadnego doświadczenia w winifikacji (Furmint Palandor 2008 Bergera był jednym z najlepszych całego wyjazdu), wypuszczając na rynek pierwszy rocznik w historii posiadłości (Öreg Király 2007 od Barty, za parę lat to będzie klasyk) albo produkując wszystkiego ledwie 532 butelki (Furmint Mézes Mály 2006 od Balassy).

Problematyka Furminta zaczyna być równie złożona jak burgundzkiego Chardonnay. Wielka debatą najbliższych lat będzie z pewnością fermentacja jabłkowo-mlekowa. Tradycyjnie jej nie stosowano, ale też tradycyjnie w Tokaju nie robiono win wytrawnych najwyższej klasy, mających leżakować kilkanaście lat. Przeciwnicy MLF (malolactic fermentation) argumentują, że wynikająca z niej maślano-śmietanowa gładkość zabija mineralną ekspresję terroir (Rieslingi reńskie nigdy nie przechodzą MLF). István Szepsy odpowiada, że agresywny kwas jabłkowy właśnie zasłania terroir (białe burgundy z Côte d’Or zawsze przechodzą MLF, a trudno odmówić im mineralności) i zachęca bakterie mlekowe do pracy we wszystkich swoich winach. Niektórzy winiarze praktykują podejście „naturalne”: MLF nie wzbudzają, ale jeśli sama się ziści, to się ziści.

MLF znacząco jednak zmienia charakter Furminta. Po naszych degustacjach mam wrażenie, że nie da się kochać jednocześnie jednego i drugiego typu win. I mam cokolwiek obrazoburcze przeczucie, że w przyszłości dla win Szepsy’ego będę żywił przede wszystkim szacunek, a namiętność zachowam dla ostrych jak brzytwa Furmintów Homonny i jego kumpli z Tokaji Bormívelők Társarsága, najciekawszego winiarskiego stowarzyszenia Młodej Europy.

Read Full Post »

Przestawianie poprzeczki

Degustowanie tokaju w Tokaju to niełatwe zadanie. Pijący niczym archeolog musi przebijać się przez warstwy narosłych stereotypów, ocen i oczekiwań. Wszak tutejsze wina „się zna” właściwie na wylot i teoretycznie niewiele może tu zaskoczyć.

Jestem za, a nawet przeciw

Bo wszak królewski podwórzec Királyudvar wciąż emanuje niedzisiejszym spokojem, a mapa na ścianie nadal upstrzona jest plamkami firmowych winnic w tych samych miejscach. Zoltán Demeter nadal przedłuża degustację w nieskończoność, a jego wyżeł Levin tak samo jak jak dwa i trzy lata temu wchodzi pod degustacyjny stół w poszukiwaniu ukradkiem podsuwanych smakołyków. István Szepsy wyjmuje alzackie butelki z tej samej chłodziarki w kredensie i z identycznym akcentem wymawia słowa riolit, zeolit, andezyt.

Levin w akcji.

Degustacja u trzech gigantów Tokaju była więc próbą charakteru i weryfikacją uprzedzeń, uświadomionych bądź nie. Do Királyudvar przybyłem z gotową tyradą na forsowaną tu „loaryzację” Tokaju (właściciel posiadłości A. Hwang kupił też Domaine Huët w Vouvray i style zaczynają niebezpiecznie się zbliżać), lecz Demi-sec 2008, dziwny tokaj z 25g cukru okazał się zadziwiająco mineralny i zadziwiająco pyszny. Nie przepadam za furmintami z 60g cukru, a wszak Lapis 2008 jest fantastycznym przykładem mineralności niezakłóconej resztkowym cukrem.

W 2007 winiarze węgierscy uznali Zoltána Demetera za najlepszego spośród siebie.

Zoltánowi Demeterowi bardzo chciałem wyrzucić przesadny alkohol (który nadal cokolwiek straszy w Hárslevelű Szerelmi 2008 i 2009), a tu niespodzianka: furminty Veres i Kakas 2008 mają tylko 12,5% i fantastyczną zielono-cytrynową przejrzystość: przez ten wziernik spoglądamy bezpośrednio w głąb tokajskich grands crus w odmęt wulkanicznej pełni.

Nowe wytrawne wina Szepsy’ego wysławiałem pod niebiosa w Magazynie WINO 1/2008, lecz tym razem z trudem przebijałem się przez zwartą substancją Urbána, Király, Szt. Tamása 2008. Ich terroiryzm nie ulegał kwestii, lecz ogarnęły mnie wątpliwości, czy ta krągłość, bogatość, szerokość wynikająca z rygorystycznie tu przeprowadzanej fermentacji jabłkowo-mlekowej nie pozbawia Furminta życiodajnej kwasowej żyłki, która przy całej swej kontrowersyjności jest tego tak „naszego” szczepu cechą niewymienną.

István Szepsy i absolut (na pierwszym planie).

Lecz potem na stole stanął Furmint Szt. Tamás 2006, gdzie ta sama fermentacja mlekowa i to samo bogactwo oblekły się w niewypowiedzianą elegancję i subtelność rysunku, alkohol wyparował, mineralność pozbyła się twardości, zimowy krajobraz rozpogodził się i rozsłonecznił, Szepsy znów okazał się Midasem, który z najgorszej opresji potrafi wyjść genialnym, oksymoronicznym kalamburem. A potem na stole stanęły Aszú 6 Puttonyos 2005 i 2003. 2003, wino epickie, biblijne, legendarne, planetarne, niezmierzone, niewyrażone, esencjalne, transcendentalne. Przybyłem tu w cieniu mojej osobistej legendy Aszú 2000 i 2002, które Szepsy (z pomocą Demetera) zrobił w Királyudvar, lecz teraz przebił sam siebie i zrobił (kolejne) najlepsze wino na świecie.

Read Full Post »

Older Posts »