Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Riesling’

Wielka degustacja polskich win za nami. Sprawozdanie z imprezy organizowanej przez Winicjatywę, największej dotąd tego typu – sześciu winiarzy pokazało w sumie ponad 30 win – przeczytacie tutaj.

Markus Huber Veltliner Hugo 2011 vs Winnica Płochockich Sibemus 2010

Nie do odróżnienia.

Równolegle poprowadziłem seminarium, w ramach którego skonfrontowałem topowe polskie butelki z winami z krajów ościennych. Jestem przekonany, że takie porównania naszych wyrobów z winami dobrej europejskiej klasy są konieczne, jeśli polskie winiarstwo ma zrobić kolejne kroki naprzód. Do takich konfrontacji już dochodziło – choćby na konkursie Enoforum, gdzie polskie wina zdobyły pierwsze międzynarodowe medale, czy Grand Prix 2010 Magazynu WINO, gdy Pinot Gris 2009 Lecha Jaworka zdobyło świetne V miejsce w bardzo mocno obsadzonej kategorii win białych do 60 zł (w degustacji w ciemno wyprzedziło wówczas m.in. Sauvignon Blanc Konrad z Nowej Zelandii czy znanego włoskiego Traminera Maso Furli). Nigdy jednak na taką skalę.

Dobierając wina do degustacji nie zastosowałem żadnej taryfy ulgowej. Sięgnąłem po flaszki winiarzy europejskiej absolutnie najwyższej klasy – Markusa Hubera, niedawnego winiarza roku w Austrii, Jánosa Árvaya, którego winomanom przedstawiać nie trzeba, wreszcie Egona Müllera – być może największej gwiazdy winiarskich Niemiec – którego Rizling Rýnsky powszechnie uważa się za najlepsze wino powstające na Słowacji. Wina polskie i niepolskie skojarzyłem ze sobą szczepami, smakowym stylem i (mniej więcej) podobną ceną.

Egon Muller Chateau Bela Riesling 2004 vs Winnice Jaworek Riesling 2006

Egon kto?

A wyniki? Nalane do dwóch kieliszków Huber Grüner Veltliner Hugo 2011 (importer: Interwin i Winoman.pl, ok. 40 zł) i Sibemus 2010 Płochockich (39–45 zł) w swej zielonej świeżości i soczystym jabłkowym owocu były… praktycznie nie do odróżnienia. Jeden z uczestników trafnie odgadł młodego Veltlinera, tyle że mówił akurat o Sibemusie. 3 osoby na 10 degustujących wzięły Veltlinera za polskie wino. W głosowaniu na preferowane wino z tej pary Huber wygrał 5:3. Mieszanka „nieperspektywicznych” hybryd spod Sandomierza niemal dorównała butelce od austriackiej gwiazdy.

W kolejnej parze zaprezentowałem starszy polski rocznik – Riesling 2006 Lecha Jaworka (obecne roczniki ok. 60 zł). Wino z bardzo ładną kwasowością, subtelnym cukrem resztkowym, nieco naftowe, w szczycie formy, jeszcze nie schodzące, naprawdę dobry przykład zestarzonego Rieslinga. Gdyby nie wiedzieć, że może być to wino polskie, nikt by nie zgadł. Ale i tak 3 osoby za polskie w tej parze uznały Château Belá Rizling 2004, znakomite wino słowackie nagrodzone ongiś medalem Magazynu Wino (pisałem o nim szerzej tutaj; importer: Centrum Wina, 73 zł). Wyraźnie słodsze, głośniejsze, mocniejsze od Jaworka, bardziej wyraziste, choć nie jest to różnica klas; 6:2 dla Słowacji.

Holger Koch Kaiserstuhl Spatburgunder 2008 vs Winnica Adoria Pinot Noir 2010

Dwa wina europejskiej klasy.

Winnica Adoria Pinot Noir 2010 (ok. 90 zł) kontra Holger Koch Spätburgunder 2008 (Brix65, ok. 70 zł). Tutaj iluzja była absolutna – oba wina miały podobny jaśniutki kolor, czereśniowy owoc, smaczny kwas, drobny garbnik. Wiedząc, że Adoria w tym roczniku nie zastosowała do Pinot beczki (decyzja podyktowana szybszym wypuszczeniem wina na rynek, ale wyszła na dobre), można było się domyśleć, że tostowe nutki w bukiecie przynależą do Kocha, ale nikt nie wiedział, więc aż 6 osób uznało, że to Spätburgunder jest winem polskim, a w głosowaniu padł remis 5:5. Zważywszy, że ten Niemiec (doprawdy dobrej klasy, choć może nie wybitny) pochodził z miejsca uważanego za ziemię obiecaną Pinota – wulkaniczne tarasy w badeńskim Kaiserstuhl – czy na wyrost będzie mówić, że Dolny Śląsk jest dla Pinot Noir po prostu świetnym siedliskiem? Zwłaszcza, że klasę udowodniły już Pinoty od Jaworka.

W ostatniej parze bez żadnych skrupułów zderzyłem polskie wino z butelką tokaju od wybitnego winiarza Jánosa Árvaya z wybitnego rocznika – 1999. Forditás to co prawda lżejszy rodzaj wina od aszú, ale nie jest to chucherko, a bukiet tego wina był znakomity – makowiec z miodem i rodzynkami. Honoru Polski broniło wino historyczne – pierwszy rocznik likierowej Jutrzenki 2004 od Romana Myśliwca. Różnica stylistyczna pomiędzy winami była duża (bukiet Jutrzenki jest herbaciano-maderowy, a 16% alkoholu jest ewidentne), pomimo tego aż 3 osoby się pomyliły! A w głosowaniu padł wynik 7:1 dla Tokaju, ale Jutrzenkę wszyscy dopili ze smakiem; wstydu nie było.

Janos Arvay Hetfurtos Tokaji Forditas 1999 vs Winnica Golesz Roman Myśliwiec Jutrzenka 2004

Sky is the limit.

Wstydu nie było?! Garażowe polskie butelki z niedoinwestowanych winnic, produkowane we frontowych warunkach pod czujnym okiem idiotycznych kontroli z Urzędu Prawomocnego Nasiennictwa godnie stawiły czoła butelkom z najlepszych regionów winiarskich Europy od winiarzy o międzynarodowej sławie. To jest sensacja, proszę Państwa! Choć kogoś, kto od lat śledzi dokonania polskich winiarzy i upartą walkę wybitnych jednostek o podnoszenie jakości, rezultat tego starcia jakoś nie dziwi. Im więcej będzie takich porównań, tym oczywistsza stanie się oczywistość: mamy w Polsce wina europejskiej klasy.

(więcej…)

Reklamy

Read Full Post »

Polak potrafi

Ilu znacie polskich winiarzy za granicą? Wielu słyszało zapewne o Paulu Lato oraz o nieco na wyrost polonizowanym Warrenie Winiarskim… i to wszystko. Otóż od 2006 r. mamy swojego człowieka nad Mozelą.

Andrzej Greszta portrait

Andrzej Greszta: upór i konsekwencja. © Weingut Greszta.

Andrzejowi Greszcie udało się niemożliwe – założył niewielką winiarnię nad Mozelą, w najbardziej konserwatywnym regionie najbardziej konserwatywnego kraju winiarskiego. Nad Mozelą, gdzie Polaków jest bardzo dużo, lecz ich rola ogranicza się do obcinania sekatorem kiści winogron z krzaka. Greszta tak zresztą zaczynał, od 1995 r. najmował się do winobrań m.in. w znanej winiarni Carl Loewen. Potem terminował u Andreasa Vollenweidera – słynnego winiarza w tzw. Terrassenmosel, dolnym biegu Mozeli, gdzie działają również takie sławy jak Heymann-LöwensteinClemens Busch i Knebel. To zapewne przykład Vollenweidera – również outsidera, Szwajcara, który z miłości do Rieslinga i łupków postanowił na własną rękę wskrzesić zapomniane winnice we wsi Wolf – natchnął Gresztę do odważnego kroku. W 2006 r. z dzierżawionej parceli wyprodukował 1400 litrów wina. Wino się spodobało – również mnie i Markowi Bieńczykowi, którzy recenzowaliśmy je w Winach Europy 2008 – i Greszta poszedł za ciosem, rozpoczynając trudną egzystencję samodzielnego winiarza.

Andrzej Greszta Krover Letterlay Riesling Auslese 2007

Auslese to bodaj najlepsze wino Greszty.

Nie będę Państwa zanudzał opowieściami o tym, jaką ciężką pracą jest uprawianie winorośli na niemal pionowych kamiennych stokach nad Mozelą i ile wysiłku trzeba włożyć w wyprodukowanie – w całości ręcznie – jednej butelki, która potem sprzedawana jest za nędzne 6€ (z VAT). Wspomnę tylko o tym, że w 2009 r. winiarza spotkał prawdziwy dramat – w pożarze spłonął mu cały magazyn ze wszystkimi butelkami oraz dokumentacją (pisał o tym Maciej Klimowicz). Na szczęście lubliniak Greszta przez lata pobytu w Niemczech przejął jedną niemiecką cechę – stał się niezniszczalny. Dzięki budującej solidarności miejscowych winiarzy, którzy udostępnili mu swe wina i grona, mógł kontynuować działalność, a w roczniku 2010 zrobił swe bodaj najlepsze dotąd wina.

Andrzej Greszta Krov vineyards

Winnice Rieslinga w Kröv. © Weingut Greszta.

Z pewnością spore wrażenie robi Kröver Letterlay Riesling Spätlese halbtrocken 2010, ładnie wyważone wino z nutami jabłek i cytryny podbitymi słonymi nutami łupkowej gleby. To półwytrawne wino wyróżnia się udanym balansem i naprawdę świetnie się pije. To samo mogę powiedzieć o Steffensberg Spätlese feinherb 2008: niektórzy na arcygermańską kategorię feinherb („nieco słodsze niż półwytrawne”) kręcą nosem, ja ją lubię, bo fantastycznie sprawdza się przy stole do bogatszych dań. Mniej zachwyca Steffensberg Spätlese trocken 2007, choć to dobre, łagodne wino, ale mam wrażenie, że wytrawny Riesling mniej Greszcie – i jego winnicom – leży. Na dowód tego najlepszym z czwórki degustowanych win był the Letterlay Auslese 2007, pełny, ale nieprzesadzony, z czystym owocem i wysokim „indeksem pijalności”.

Andrzej Greszta Krover Steffensberg Riesling Spatlese feinherb 2008

Feinherb, czyli „ćwierćwytrawne”, to fantastyczne wino do jedzenia.

Styl Greszty wciąż się dookreśla, winom brakuje na razie nieco koncentracji i wyrazistości – ich kwasowość jest delikatna, miękka, co dla niektórych może być zaletą, lecz dla mnie skutkuje brakiem pazura – są też zbyt podobne do siebie: różnice pomiędzy ciepłym rocznikiem 2007 a chłodnym 2010 są mniejsze, niż można by oczekiwać, podobnie jak przejście z trocken do Auslese. Dobrą decyzją byłoby zapewne przejście na rdzenne drożdże, bo zyskuje na tym zwykle wyrazistość win. Ale przecież to dopiero początki. W ciągu paru lat Greszta już wyrobił sobie nazwisko, o co przecież nad Mozelą naprawdę nie jest łatwo.

Obecnie wina Greszty sprzedaje w Polsce importer Wina Szlachetne, ceny nader przystępne (44–72 zł). Potraktowano je dobrym słowem już na SstarwinesKontretykiecie oraz Magazynie Wino 6/2011. Dobrą recenzję opublikował także ceniony przeze mnie Arnt Egil Nordlien. Artykuły o Andrzeju Greszcie zob. też tutu i tu.

(więcej…)

Read Full Post »

Przypadki chodzą po ludziach. Zaalarmowany przez kilkoro miłych Czytelników o kolejnych zmianach w ursynowskim Leclerku w te pędy poleciałem sprawdzić na własne oczy. Natknąłem się na miłego p. Jean-Stéphane’a Robineta, od lat wprowadzającego na polski rynek dobre wina francuskie, a za jego pośrednictwem na Jean-Philippe’a Magré i Yanna Barreila, prezesa i dyrektora Leclerka. Od słowa do słowa urodziła się z tego degustacja dla dziennikarzy i blogerów, w której udział wzięli także Magazyn Wino, Sstarwines, Viniculture i Enomen.

Leclerc Ekskluzywne Targi Winiarskie

Leclerc wrzuca szósty bieg.

A naprawdę jest o czym pisać, bo 20 metrów obok swojego stałego – świetnego – stoiska z winem Leclerc otworzył „Ekskluzywne Targi Winiarskie”, czyli odpowiednik foire aux vins, kiermaszów wina organizowanych każdej jesieni przez francuskie supermarkety. Jak mówi J.-Ph. Magré:

Od lat próbujemy poszerzyć asortyment, naszym celem jest rozwój polskiego rynku nie tylko w wąskim segmencie eksperckim, lecz pokazanie, że i tańsze, masowe produkty mogą być naprawdę dobrej jakości. „Targi winiarskie” to dla nas wielka premiera, by po raz pierwszy pokazać kilka zupełnie nieznanych w Polsce regionów winiarskich Francji.

Spośród najpopularniejszych win we francuskich oddziałach Leclerka wybrano ok. 200 etykiet, załadowano na TIR-a i rzucono na ursynowskie półki. W ten sposób powstał najszerszy w Polsce wybór Bordeaux – od prostych AOC i Supérieur poniżej 20 zł aż po grands crus classés w niezłych cenach. W tej ostatniej kategorii zwracam uwagę m.in. na Château La Louvière (117 zł) i Smith-Haut-Lafitte (299 zł) oraz magnum Château Gloria i La Tour Carnet (oba <400 zł) – wszystkie z rocznika 2008 uchodzącego za najlepszy obecnie zakup bordoski do picia dziś i za dekadę. Pojawiło się także kilka głośnych win z medialnego 2009, m.in. Château Poujeaux, pewniak za 146 zł.

Leclerc Ekskluzywne Targi Winiarskie Bordeaux grands crus

Grand cru w supermarkecie... O tempora o mores!

Równie ciekawe są jednak wina w cenach „codziennych”. Np. spory wybór musujących crémants z Alzacji, Loary, Burgundii, a nawet Bordeaux od 32 zł, duży wybór Alzacji (ponoć świetnie się sprzedającej) czy odważny desant półkowy z Sabaudii – pięć etykiet z tego kompletnie nieznanego w Polsce regionu to istne trzęsienie ziemi, zwłaszcza że ceny przyjazne (od 32 zł), a wina, jak wiadomo, wymarzone do jedzenia.

Domaine Bertrand Beaujolais-Villages Nouveau 2011

Nigdy bym nie zgadł, że tak pyszne.

18 win odkorkowanych dla blogerskiej braci przez Leclerka wypadło bardzo dobrze. Właściwie tylko jedno – przebeczkowane i gorzkie Coteaux du Languedoc Devois des Agneaux d’Aumelasze stajni Jeanjean – nie zasługiwało na polecenie. Mam wątpliwości co do niektórych tanich Bordeaux z rocznika 2009, nazbyt dla mnie płaskich, przegrzanych i mało typowych (zwłaszcza 100% Merlot Château Cantelaudette), ale te same cechy mogą je uczynić strawniejszymi dla konsumentów wychowanych na Chile i nieobeznanych z chropawym garbnikiem klasyczniejszego Bordeaux.

Château des Adouzes Faugères 2009

Hicior.

Łatwiej byłoby wskazać wina bardzo przekonujące. Hitem cenowym jest z pewnością Château des Adouzes Faugères 2009 – kawał śródziemnomorskiego owocu i pieprznego autentyzmu za jedyne 28 zł. Czystością, dynamizmem i pełnią owocu urzekło mnie Domaine Bertrand Beaujolais-Villages Nouveau 2011 – takie nouveau chętnie piłbym co rok i nie musiałbym odgrzebywać z archiwum starych dowcipasów o tym, że w święto Beaujolais najlepiej pić wino z poprzedniego roku (19 zł). Za 28,39 zł z pewnością nowych konsumentów dla Burgundii zjedna Maurice Michel Bourgogne 2009, Pinot Noir co prawda nieco ciepły i bogaty, no ale gorący rocznik 2009 to 2009, a wino jest owocowe, atrakcyjne, krągłe i smaczne.

Maurice Michel Bourgogne Pinot Noir 2009

Grand Prix za popularyzację Burgundii w Polsce.

Najlepszym z próbowanych przez nas win białych było Domaine de l’Angelier Muscadet sur-lie 2010, dowód (jeśli go kto potrzebował), że Muscadet to najbardziej niedoceniana apelacja i źródło fantastycznie pijalnych, idealnych do jedzenia win po 24 zł. Pozytywnie zaskoczyło mnie Albert Schoech Alsace Riesling 2009. Supermarketowej Alzacji zwykle unikam – jest albo mdła i żadnawa, albo za droga. To wino (tu z kolei 2009 zaważył na plus) jest bogate, kwiatowe, typowe dla regionu, ale też zdrowo kwasowe i mineralne. Za 32 zł to naprawdę świetna butelka. Wyróżniło się także Domaine La Cabanette Tavel 2010, wino różowe wystarczająco pełne i mocne, by je podać do polskiej Wigilii. 36 zł za Tavel to naprawdę okazja.

Domaine de l’Angelier Muscadet Sèvre-et-Maine-sur-lie 2010

Najbardziej niedoceniane wino Europy.

Spróbowaliśmy tylko małego wycinka oferty Leclerka, a sądząc po wynikach, lwia część z 200 etykiet jest godna polecenia. „Targi winiarskie” w Leclerku na Ursynowie będą trwały do Świąt. W dodatku na miejscu jest „sommelier”, czyli winiarski doradca, który wyjaśni różnice między Montravel i Haut-Montravel albo do czego pić Bonnezeaux. No i co na to Biedronka?

(więcej…)

Read Full Post »

Magazyn WINO po raz kolejny udowodnił, że organizuje najlepsze winiarskie eventy w Polsce. Środowa degustacja Grand Prix obezwładniała bogactwem wyboru świetnych win i podobne odczucia miało chyba 700 przybyłych gości.

Gala Grand Prix 2011 Magazynu WINO

Franciacorta - wyspa szczęśliwości?

Gościem specjalnym tegorocznej gali był region Franciacorta. Ta włoska apelacja win musujących w ciągu 15 lat odniosła piorunujący sukces we Włoszech, dorównując Szampanii i co roku zwiększając sprzedaż mimo ogólnego marazmu winiarskiej Italii. W ramach bezprecedensowej warszawskiej prezentacji mieliśmy okazję spróbować 35 win. Odczucia mam szczerze mówiąc mieszane. Wina były w większości dobre. Niektóre nawet bardzo – wyróżniłbym Il Mosnel z arcysolidnym podstawowym Brut oraz ostrym, kwasowym, wyniosły Extra Brut EBB 2007, Ca’ del Bosco (żadna niespodzianka, bo to najbardziej utytułowany producent Franciacorta) szczególnie z Dosage Zero oraz Antica Fratta, której Brut Essence zawsze się wyróżnia wśród innych (importer: Centrum Wina). Lecz wiele innych win było dość zwyczajnych. Czystych, smacznych, lecz nie lepszych od tysięcy innych win musujących nie tylko z Szampanii, ale i całego świata. W związku z tym mam pewne wątpliwości co do komercyjnych szans Franciacorty w Polsce. Poza wyróżniającymi się nazwiskami nie bardzo wiem, co skłoni polskiego winopijcę do wysupłania niemałych wszak pieniędzy akurat na te flaszki. Z pewnością nie cena, wyższa nie tylko od produkowanego tańszą metodą kadziową Prosecco, ale i od Cavy oraz od przyzwoitych komercyjnych bąbelków w rodzaju Jacobs Creek Sparkling. Nie osobowość, bo właśnie tej wielu Franciacortom brakuje najbardziej. Może wystarczy odwieczna polska miłość to wszystkiego, co włoskie.

Gala Grand Prix 2011 Magazynu WINO

O godz. 17 tyle zostało z Człowieka Roku.

Co jeszcze dobrego na gali Magazynu WINO? Klasę potwierdził Importer Roku Wina.pl, gdzie wszystkie wina miały mnóstwo osobowości i wyrazistości właśnie. Portugalskie Cunha Martins 2009 ze współczuciem kazało mi pomyśleć o tych, którzy z powodu „wzrostu kursu euro i podniesienia cen” mają problemy ze znalezieniem dobrej butelki poniżej 30 zł. Moulin de Gassac Classic 2010 z Winkolekcji było eksplozją radosnego, codziennego picia. Lecz istotniejsze od butelek okazały się spotkania z człowiekiem. Nie udało się co prawda z Winiarzem Roku Magazynu WINOReinhardem Löwensteinem z winiarni Heymann-Löwenstein, który już rano po odebraniu medalu musiał wrócić do Niemiec. Wtopą roku z pewnością można nazwać zaprezentowania przez importera 101win.pl zaledwie jednego (sic) wina od tego wybitnego winiarza. Löwensteinowi przyznaję jednak nagrodę za Cytat Roku; odbierając medal podkreślał, że winiarstwie najważniejszy jest człowiek:

The spirit of man is what gives energy to the wine.

Wspaniałe było spotkanie z państwem Raffault z winiarni Olga Raffault (Mielżyński), uosobieniem Francji z jej tradycją, spokojem, umiarem i ponadczasowością. Pozbawiona emfazy głębia Chinon Les Picasses 2005 będzie mi się śniła po nocach. „Wspaniała inaczej” okazała się rozmowa za to z Patrickiem Meyerem (Enoteka Polska). Meyer nie lubi miasta, nie lubi degustacji, zaczynam mieć wątpliwości, czy lubi klientów. Nie podoba Ci się, nie pij – odrzekł trafnie, choć niesympatycznie jednemu z gości.

Gala Grand Prix 2011 Magazynu WINO Patrick Meyer

Patrick Meyer i biodynamiczny chaos.

Wina Meyera dzielą. Nie tylko publiczność – niektórzy odrzucają je z góry już po samym zapachu, inni poszliby za Meyerem w ogień. Dzielą też człowieka na pół. Podany do kolacji galowej Muscat Petit Fleur 2010 był fatalny, utleniony, rozlazły i jeszcze lekko gazowany (refermentacja?). Z kolei nalewane przez Patricka Pinot Blanc Pierres Chaudes 2010 zdumiewało smakowym horyzontem niedostępnym zwykle tej prostolinijnej odmianie; podstawowy Riesling 2010 z winnic na nizinie hipnotyzował połączeniem nut słodkich i słonych. Wina dobre, kiedy się uda, czego winiarz zresztą nie krył, mówiąc bez krzty kokieterii:

Robię sporo niedobrych win. Każdy winiarz robi wina nieudane. To nie szkodzi. Chodzi o to, by czasem się udało i by być w zgodzie ze sobą.

Maliny świeżo zerwane z krzaka w leśnej ostoi też niekiedy są niesmaczne – a to kwaśne, a to nadgniłe. Tylko te najlepsze mają smak, który pamięta się przez lata. Nieswojo czujący się wśród pytań o winifikację i cukier resztkowy Meyer swymi kwaśnymi półsłówkami próbuje przekazać nam tę prostą wydawałoby się prawdę. Usiłuje przezwyciężyć ideologiczne podziały, jakie narosły wokół takich spraw, jak biodynamika czy wina bezsiarkowe. Abyśmy spotkali się, skromni, wokół butelki tego dziwnego bytu, który zwie się winem, nie myśląc egoistycznie o własnej przyjemności, lecz o ogromie świata, w którym jesteśmy gośćmi. To była dobra rozmowa.

(więcej…)

Read Full Post »

Wspaniałe wina przysłano mi z Weingut Pichler-Krutzler. Ta młoda posiadłość, o której pisałem słówko już tu, to obecnie jedno z gorętszych nazwisk na austriackiej scenie winiarskiej. Cóż się dziwić zresztą, skoro Elisabeth Pichler jest spadkobierczynią najsłynniejszej w Wachau rodziny F. X. Pichler, a jej mąż Erich Krutzler – autorem wybitnego Blaufränkisch z Burgenlandu, m.in. słynnego Perwolff. (Był także enologiem ciekawych projektów w Słowenii – Dveri-Pax i Marof).

elisabeth-erich-krutzler-pichler

Elisabeth Pichler i Erich Krutzler. © Weingut Pichler-Krutzler / Markus Rössle.

Zaczynali od zera (skupowania winogron i dzierżawy małych parcelek) w 2007 roku, pięli się konsekwentnie w górę, lecz dopiero z rocznikiem 2010 (wcale w Wachau niełatwym, który zrodził wina bardzo zamknięte, szczupłe, z rekordową kwasowością) przebili większość sławnych sąsiadów i dołączyli do absolutnej elity regionu. Próbowana przeze mnie seria Veltlinerów i Rieslingów była istotnie wspaniała: prawdziwie mineralne, głębokie, kompletne, fascynujące wina.

W chłodnych, kwasowych rocznikach Veltliner wypada zwykle lepiej niż Riesling i Supperin GV 2010 zdawał się potwierdzać. Wino pochodzące z leżącej tuż nad Dunajem, płaskiej parcelki zwykle przeznaczanej na proste wina Federspiel do szybkiego wypicia zdumiało mnie intensywnością i wielowymiarowością. Wunderburg Veltliner to rzecz o wiele poważniejsza, bardzo skoncentrowana – koncentracja to zresztą główna cecha stylu Pichler-Krutzler; stare krzewy i niska wydajność dają tu wina o ogromnym ekstrakcie, w gruncie rzeczy bliższe winom czerwonym niż tradycyjnym białym.

Wachau Supperin vineyard from Durnstein castle

Parcela Supperin w Wachau. Wielkie wino z płaskiej winnicy…?

Lecz jeszcze większe wrażenie robią tutejsze Rieslingi. Loibenberg to cru, które rozsławili (z wzajemnością) ojciec i brat Elisabeth, jedno z najbardziej poszukiwanych win austriackich. Interpretacja Pichler-Krutzler jest mniej barokowa i zmysłowa niż F.X. Pichler, za to odsłania pokłady chłodnej mineralności, których próżno by się spodziewać po tej gorącej, na loessowej glebie leżącej winnicy. Wunderburg Riesling 2010 jest bardziej napięty i cytrusowy. Rothenberg Reserve to wino bogatsze, utrzymane w stylu niemieckiego Spätlese (20 g cukru przy 13% alk.), świetnie zrównoważone: nie wydaje się nazbyt słodkie, wybija się tą samą mineralnością, co inne tutejsze butelki, lecz w bardziej owocowym, aromatycznym stylu.

Styl to ważna tutaj kwestia. Wina Pichler-Krutzler są nowoczesne i tradycyjne zarazem. Stanowią odwrót od egzotycznego, przejrzałego, orgiastycznego stylu pierwszej fali moderny w Wachau, która w ostatniej dekadzie rozsławiła ten nieznany dotąd region w świecie (i której czołowym przedstawicielem była właśnie winiarnia F.X. Pichler). Elisabeth i Erich „fenoliczną dojrzałość” zastępują przejrzystą mineralnością. Zarazem nie są to wina chude, ostro kwasowe, bezowocowe jak trzydzieści lat temu. Wręcz przeciwnie, uderzają niezwykłą intensywnością i koncentracją; mają jedne z bodaj najdłuższych posmaków, jakich ostatnio doświadczyłem w białych winach.

Pichler-Krutzler Riesling Wunderburg 2010

Mineralność ostra jak brzytwa.

Ciekawym przypisem okazało się wino czerwone z odmiany Blaufränkisch, produkowane przez Ericha w Burgenlandzie. Wino to zwróciło moją uwagę już w pierwszym roczniku – 2007 – lecz trzeba powiedzieć, że jego rozwój w butelce jest wspaniały. Po czterech latach wino to pokazuje najlepsze cechy popularnej (i rzadko wybitnej) „Frankovki”: subtelne aromaty, wyraźny kwasowy kościec, mineralność, wyraźne pokrewieństwo z dobrym Pinot Noir. Styl tego wina znów stanowi reinterpretację najnowszej historii austriackiego winiarstwa. Erich Krutzler używa tu beczki znacznie subtelniej, niż w dawniejszych winach, stawia na świeżość, przejrzystość. Próbowałem też rocznika 2008 (z pewnością prostszego) oraz 2009 (bardzo obiecujący, ale dajmy mu pięć lat). Wraz z winami Moric i Dorli Muhr to obecnie jedna z najciekawszych butelek austriackich w czerwieni.

(więcej…)

Read Full Post »

51 win za nami. Minął pierwszy dzień finałowej degustacji Grand Prix Magazynu WINO. Po raz pierwszy w sześcioletniej historii tych nagród nie należałem do grona szortlistującego wina do ścisłego finału, nie musiałem błagać importerów o terminowe nadesłanie butelek, pakować ich w skarpety, doprowadzać do idealnej temperatury degustacyjnej – przyszedłem na gotowe, usiadłem, włożyłem nos w kieliszek i zacząłem degustować. Jak poszło?

1. Za nami pierwszy dzień degustacji – wina białe, musujące i słodkie. Jutro (wtorek) różowe i czerwone.

Majolini Saten Ante Omnia

Najlepszy z degustowanych dziś szampanów.

2. W stosunku do zeszłego roku komisja oceniająca wina została ograniczona. Dziś zasiadło w niej tylko 14 osób, w tym siedem z szeroko pojętego panelu degustacyjnego MW. To kompromis i wyciągnięcie wniosków z poprzednich lat, gdy do punktacji dopuszczeni byli importerzy ocenianych win (to na pewno nieszczęśliwa praktyka z uwagi na konflikt interesów) lub gdy reprezentacja głosów nieredakcyjnych – blogerów, sommelierów itp. – była dużo większa (w 2009 roku dla win czerwonych – 2/3). W tym roku większy wpływ na ostateczną punktację ma rdzeń programowy MW.

Magazyn WINO Grand Prix 2011

I o co tu chodzi?

3. W związku z powyższym nikt z redaktorów nie zrezygnował z przywileju oceniania win. Wszak ktoś musi nadzorować proces ich przygotowania do degustacji. Powierzony on został Katarzynie Niemyjskiej, sekretarz redakcji MW. Jednak sama kolejność win w degustacji była „całkowicie losowa”. I tu doszło do największego kuriozum. Nastąpiło zupełne pomieszanie z poplątaniem, gdy w kategorii „win białych powyżej 100 zł” w kieliszkach stały kolejno słodki Riesling Auslese, Chablis Grand Cru, Riesling alzacki, Sauvignon z Nowej Zelandii i półsłodki Gewurztraminer.

Magazyn Wino Grand Prix 2011

...wysoce niepewny.

Jaki to ma sens? Na to pytanie redaktorzy MW odpowiedzieli, że przecież to nie ma znaczenia, bo i tak wszystkie wina nalewane są w jednym czasie, więc każdy degustuje jak chce. Tyle że ja nie chcę pić Chablis po Auslese, a co jest co, wiedziałem dopiero po wzięciu do ust. Z jakichś powodów na całym świecie Sauvignon degustuje się przed Chardonnay, a Chardonnay przed słodkim Rieslingiem. Czy Magazyn WINO chciał ustanowić tu nowy światowy standard? Chyba nie chciał, tylko po prostu tak wyszło. Skutecznie pozbawiło to szans na dobry wynik wina na „niebiorących” pozycjach, np. Prosecco Cartizze Nino Franco degustowane po mocarnym szampanie Le Mesnil Grand Cru. A wszak nie od dziś wiadomo, że w obiektywnej degustacji w ciemno ogromny wpływ na rezultat mają takie czynniki, jak kolejność podawania win, ich temperatura itp.

4. Kuriozalny miszmasz słodkiego z wytrawnym wynikał też z rekordowej obecności w finale win słodkich i półsłodkich. Na 30 butelek (pomijam kategorie musujące i deserowe) aż sześć było win z cukrem resztkowym i kolejne dwa w stylu utlenionym. Do tego kolejnych pięć Rieslingów mniej lub bardziej wytrawnych. Za to tylko 4 Sauvignon Blanc, 3 Chardonnay i jedno (!) wino z Nowego Świata.

Tomasz Kurzeja Ewa Wieleżyńska Tomasz Prange Barczyński Magazyn WINO

Degustacja była w ciemno... ale tylko single blind.

Podobnie jak w poprzednich latach, wybór win do finału jest wypadkową paneli degustacyjnych z całego roku, uzupełnianą o propozycje redaktorów i współpracowników MW. Trudno nie dostrzegać w rekordowej reprezentacji Alzacji (8 win na 30! przy zaledwie 2 z Burgundii i 2 z Austrii) wpływu Tomasza Kurzei, który w 2011 r. dołączył do ścisłego grona współpracowników MW, a który biodynamiczne, cukrowe smaki alzackie ukochał ponad inne. Nie mam nic przeciwko krytyce autorskiej, lecz czym innym jest „Wybór Redaktora” w jednym z dwumiesięcznych paneli, a czym innym doroczne nagrody, mające (w teorii czy nawet nie w teorii?) odzwierciedlać najlepsze wina białe dostępne na polskim rynku. Sytuację, w której w kategorii „od 50 do 100 zł” wybierać trzeba między 11 winami, z których cztery są z Alzacji, kolejne trzy z Francji, dwa z Włoch, po jednym z Hiszpanii i Austrii (oba beczkowe) trudno określić inaczej niż sekciarstwem.

Cloudy Bay Sauvignon Blanc 2010

Najlepsze wino >100 zł... Signum temporis czy słabość konkurencji?

5. Jeszcze istotniejszą sprawą jest zupełna rewolucja kategorii cenowych, w których przyznawane są medale. W poprzednich latach wina białe i czerwone oceniano do 30 zł, do 60 zł oraz bez limitu. Obecnie najtańsza kategoria to wina do 50 zł! Jako uzasadnienie tej dziwnej decyzji redaktorzy MW podają, że wiele win dotąd podpadających pod najniższą kategorię podrożało powyżej 30 zł, a euro jest dziś drogie jak nigdy. To prawda, ale wystarczyło tę kategorię przemianować na „do 35 zł” albo w ostateczności „do 40 zł”. Albowiem „do 50 zł” nie ma już nic wspólnego z tym, co najbardziej interesuje większość konsumujących wino Polaków, czyli przystępną cenowo butelką do codziennego picia.

Codzienna butelka z pewnością nie powinna kosztować 50 ani nawet 40 zł i nieprzypadkowo o winach „do trzech dych” powstają nawet specjalne blogi. I jest zupełną nieprawdą, że z powodu kursu walut albo galopującej inflacji nie można kupić porządnego wina za mniej niż 30 zł. Można – zarówno w supermarkecie (Magazyn WINO tych win nie ocenia), ale też u małych importerów, z którymi MW stale współpracuje. Likwidacja kategorii „do 30 zł” wydaje się więc decyzją zupełnie nieprzemyślaną.

Kikelet tokaji Aszu 6P 2007

W czerwcu zloty medal w Budapeszcie, w listopadzie w Warszawie?

6. A jak było na degustacji? Słabiznę w kategorii (pożal się Boże) do 50 zł wynagrodziły fantastyczne wina słodkie – moim faworytem w ciemno okazał się Kikelet Tokaji Aszú 6P 2007 (to kolejny sukces tej skromnej posiadłości, o której pisałem już tu), który pobił Szamorodnego 2008 Istvána Szepsyego (dużo w tym tokaju Muszkatu, przez co charakter jest mniej klasyczny niż zwykle) i Vin Santo 2003 od Isole e Olena. Wśród win musujących rozbłysła pełnią blasku Franciacorta Satén Ante Omnia Majoliniego, bijąc w mej punktacji szampany Billecart-Salmon, Pierre Gimonnet i Le Mesnil. Choćby dla tej sensacji warto było wstać dzisiaj z łóżka.

(więcej…)

Read Full Post »

Przemiły pan Zbigniew Gluza, czyli importer Winozmoraw.pl, zaoferował mi przysłanie kilku butelek do degustacji. Wyraziłem oficjalny entuzjazm, natomiast prywatna półkula mojego mózgu, owo nieomylne superego pomne licznych klęsk bitewnych w winnicach tzw. Europy Środkowej, zapytało dobitnie: po co to robisz? Od tygodni czekają na wypicie wspaniałe Gigondasy, Etny i Jerezy, a ty będziesz tracił czas na te tragikomiczne pepickie smaki.

Czy tylko moje superego tak myśli? Wina morawskie cieszą się w Polsce popularnością w „pewnych kręgach”. Analizując rzecz antropologicznie, ta popularność wynika z bukolicznego czaru wiejskich wakacji na Morawach, kiedy w okolicznościach przyrody trawa wydaje się zieleńsza, a ludzie bardziej uśmiechnięci, albo z faktu, że na miejscu produkcji wszystkie wina smakują lepiej. Wspaniale pasują do miejscowej kuchni, rodzące je winnice pięknie lśnią w popołudniowym słońcu, ceny (zwłaszcza te u winiarza, bez paragonu) są tak niskie, jak oczekiwania podchmielonego turysty, a polski entuzjazm wzmożony zostaje wysoką zawartością cukru resztkowego. To wszystko nie jest dziwne, psychologia świetnie zna to zjawisko, na fali którego najlepsze na świecie na przestrzeni sierpniowego turnusu wydają się wina baskijskie, apulijskie, bułgarskie, a nawet albańskie.

Po co pić Marlborough, skoro mamy to?

O takich winach mawia się dyplomatycznie, że „źle podróżują”. Po zamknięciu turnusu te winiarskie produkty turystyczne rażą wewnętrzną pustką i nic tu nie pomoże nawet podwyższona zawartość cukru resztkowego. Dlatego wina baskijskie sprzedają się słabo nawet w popularnych tapas barach, a Bułgaria ma coraz większe trudności z utrzymaniem przyczółka na najniższej półce supermarketu. To samo dotyczy win morawskich. Skoro są tak fantastyczne, że kartony ledwie zmieściły się w bagażniku, czemu nad Wisłą ich magia już nie działa? Dochodzi do tego, śmiem twierdzić, pewien mniej lub bardziej podświadomy polski kompleks wyższości nad czeskością. Stereotypowa obciachowość czeskich win jest w sumie paralelą tego, co niesprawiedliwie myślimy o czeskiej fonetyce, czeskich atrakcjach turystycznych, kuchni, szkole filmowej czy operze.

Pomyślałem o tym ze smutkiem, gdy otworzyłem te dwie świetne butelki. Niczego im nie brakowało i z pewnością można by je uznać za najlepsze wina świata, gdyby pochodziły z seksownego Soave albo z uświęconego tradycją Chablis. Jiří Hort Sauvignon 2009 (45 zł) był zarazem typowy i nieagresywny, wytrawny i delikatny, długi, intensywny, ze świetną materią i balansem. Nie miał w sobie nic z głupkowatości taniego Sauvignon z Nowej Zelandii czy Chile, z ich aromatem identycznym z naturalnym, zarazem unikał mineralnej twardości wielu win loarskich. Był, za przeproszeniem, „przyjazny” i pił się szybciej, niż przyjemność zdążył popsuć podświadomy powrót antyczeskiego stereotypu.

Grand cru... z Czech!

Sonberk Ryzlink Rýnský 2009 (60 zł) to wino jeszcze lepsze, bo nieco głębsze, nie tylko owocowe, ale też mineralne. Styl jest tak samo user-friendly, krągły, bogaty: jesteśmy bliżej Palatynatu niż Mozeli. Parę lat może z korzyścią leżakować, choć po co czekać? Kilka dni później degustowałem rocznik 2008 tego samego wina i byłem pod dużym wrażeniem – to jest wielowymiarowa rzecz na poziomie dobrego alzackiego grand cru. Z Czech!

Te dwa wina nie są tanie, a jednak są tak samo dobre, jak równowarte wino francuskie albo nowozelandzkie. (To samo mógłbym powiedzić o innych propozycjach z katalogu Winozmoraw.pl – czerwonych winach ze Stapleton–Springer, świetnych białych z Trpělka & Oulehla, dobrej komercji z Nové Vinařství). Przede wszystkim zaskakują treściwością, intensywnością aromatów i świetną równowagą. Tą ostatnią wzmaga, wbrew pozorom, wysoki cukier resztkowy (7 g w Sauvignon i aż 11,3 g w Rieslingu – wartości zresztą podane kawa na ławę na etykiecie). Nie jest to bowiem cukier wycelowany w sophiolubnego turystę Polaka, lecz inteligentne narzędzie równoważenia tego, co nazwałem ostatnio „nordycką kwasowością”, W tej samej funkcji cukier użyty jest np. w polskich winach Lecha Jaworka, o czym pisałem już tu.

Pod tym znakiem kupisz dobre wino.

To jednak jedno z nielicznych podobieństw. Warunki do uprawy winorośli na Morawach nie tak bardzo różnią się od tych na polskim Śląsku czy w Małopolsce. Oczywiście skala jest zupełnie inna (Polska – 1 tys. ha, Czechy – 16 tys.), ale inne jest też nastawienie. Choć Czesi mogliby spokojnie sami wypijać swoje wina, eksportem zajmują się prężnie i inteligentnie – ustanowili przejrzyste, łatwo przyswajalne apelacje winiarskie, organizuje świetną wystawę win z możliwością degustacją, szeroko informują o swoich winach w kilku językach. Wino to marginalny produkt eksportowy dla czeskiej gospodarki, a jednak nikt w Czechach nie pisze, że nie warto wydawać na to pieniędzy i że nie ma czym się chwalić. Dzięki temu nastawieniu już jest.

(więcej…)

Read Full Post »

Older Posts »