Feeds:
Posty
Komentarze

Posts Tagged ‘Syrah’

Pannon Bormustra 2012, najważniejszy węgierski konkurs winiarski, zakończony. Międzynarodowe jury ze skromnym udziałem niżej podpisanego spróbowało 300 win, wybrało 100 najlepszych, potem 50 najlepszych z tych stu, a potem trzy najlepsze z 50. Najlepszym z tych trzech okazał Oremus Tokaji Aszú 5 puttonyos 2006. To już drugi złoty medal dla tej znanej winiarni – poprzednie złoto zdobył 6 lat temu cudowny Aszú 6P 2000. Oremus na podium wyprzedził o włos (potrzebne było dodatkowe głosowanie) Zoltána Demetera Eszter 2008 oraz Aszú z ciekawych młodych winiarni Pelle i Holdvölgy.

Oremus Tokaji Aszu 5 puttonyos 2006

Nowy król Węgier.

Zwycięstwo Tokaju nie jest żadnym zaskoczeniem (w zeszłym roku złoto zdobył Kíkelet), natomiast szokujące rozstrzygnięcia padły w innych kategoriach. Najwyżej ocenionym winem białym jest nie Furmint i nie Hárslevelű, lecz dziki, nieokiełznany Juhfark, w dodatku… ze Słowacji. Węgrzy wciąż tęsknią za XIX wiekiem i do swoich konkursów zapraszają wina ze swoich dawnych włości. Węgierska rodzina Bott Frigyes na winiarskim firmamencie rozbłyska coraz jaśniejszym światłem i ten medal jest kolejnym potwierdzeniem.

Bott Frigyes Muzla Juhfark Vinculum 2009

Słowackie wzmocnienie węgierskej drużyny.

Wśród win czerwonych złoto nie dla Kékfrankosa, nie dla Cabernet Franc i nawet nie dla Merlota, a dla… Syrah, w dodatku z zagłębia win białych, czyli Somló! Producentem jest szukający w Polsce partnera Kreinbacher, niedawno goszczący u nas na degustacji Furmint & Friends organizowanej przez Winicjatywę. Nagrodę im. Tibora Gála dla najlepszego Bikavéra przyznaliśmy St. Andrea Egri Bikavér Hangács 2009 i to nie jest żadne zaskoczenie, bo to już czwarte trofeum tego typu (a przyznawane jest ósmy rok).

Kreinbacher Syrah 2009

największa niespodzianka konkursu – światowej klasy Syrah z Somló.

Dobra wiadomość? Większość nagrodzonych win, również tych tańszych w kategorii „Najlepszy zakup”, dostaniemy w Polsce, Oremusa od lat dystrybuuje Centrum Wina, Bott Frigyes znajdziemy w katalogu Winomana, który ma też niewielkie ilości win Zoltána Demetera. St. Andrea to klejnot w koronie Interwinu. Z pozostałych wyróżnionych win ok. 60% można kupić w Polsce. To ewenement na skalę światową. Moi koledzy z jury, Amerykanie, Brytyjczycy i Francuzi dostęp do Egri Bikavéra mają tylko na najniższej półce supermarketu, Juhfarka i Kadarkę pili pierwszy raz w życiu, a jakością win Demetera, St. Andrei, Tokaj Nobilis, Grófa Buttlera i Weningera byli zszokowani. A my je znamy od lat.

St. Andrea Egri Bikaver Hangacs 2009

St. Andrea ma już abonament na trofea – to ich czwarty medal za najlepszego Bikavéra.

A jak Węgrzy radzą sobie z łykaniem aspiryny? O tym w kolejnym wpisie.

(więcej…)

Read Full Post »

Wracam do tematu Chile. Na niedawnej degustacji w Hyatcie (opis na Winicjatywie) odwiedziłem 12 producentów i dwanaście razy usłyszałem: robimy wina eleganckie. Najważniejsza jest ekspresja terroir, pijalność i owoc.  Usłyszałem to nawet z ust  winiarni El Principal, której flagowe wino ma 15% alkoholu i można je kroić nożem. Albo Koyle, które smakują tak samo czekoladowo i konfiturowo jak dawniej. Czy więc wierzą w to, co mówią, czy mówią to, co myślą że ludzie chcą usłyszeć?

Wedle spiskowej teorii winiarze na całym świecie wciskają kit o biodynamice, fazach księżyca i łupkowej glebie dziennikarzom, żeby ci ostatni mieli czym się podniecać. Ale na otwartej degustacji wiązankę o elegancji dostawali także tzw. normalni konsumenci. Chile czuje bowiem presję zmiany. Dotychczasowe sukcesy komercyjne są bezsporne, ale trzeba pomyśleć o następnych krokach. Chile stara się wyczuć, kędy wieje wiatr dziejów i swoją produkcję już dziś przestawić na jutrzejsze tory. Pomimo 15% alk. w El Principal zmiany są ewidentne. Dotyczą zwłaszcza tańszych win chilijskich – i zwłaszcza białych. Zawartość krówki i szarlotki zmniejszyła się nieporównanie. Podstawowe Chardonnay są świeższe i bardziej cytrusowo-gruszkowe niż kiedykolwiek wcześniej. Lepsze niż kiedykolwiek są chilijskie Sauvignon Blanc i kraj ten cierpliwie, po cichutku wyrósł na czołowego dostawcę komercyjnych win z tej odmiany na całym świecie. Gdybym miał dziś przed supermarketową półką w Kopenhadze albo Edynburgu albo nawet Warszawie wybrać Sauvignon za 8€, pomyślałbym w pierwszym rzędzie już nie o Nowej Zelandii, lecz o Chile właśnie (lub Francji).

Estampa Reserve Syrah-Viognier 2010

Syrah-Viognier, nowa moda.

Chile wprowadza na dużą skalę nowe odmiany. W roku 2012 zobaczymy na etykietach Viognier, Rieslinga, Gewürztraminera, Chenin Blanc, Sauvignon Gris, Pinot Gris, Torrontés, a jutro zapewne Albariño, Verdelho czy wręcz Arinto i Melon. Wśród czerwonych: Syrah (co by nie mówić, choć wciąż jest bardzo beczkowy, daje jednak wina bardziej rozsądne niż Carménère), stare krzewy Carignan, Gamay, Tempranillo, czekamy na Sangiovese i Trincadeirę. Chile eksploruje na dużą skalę nowe siedliska – Casablankę już wszyscy znają, słyszeliśmy już o Leydzie czy Bío-Bío, porozmawiajmy o Malleco czy Lolol.

Uprawy przedłużają się na zimne południe i rozszerzają na wietrzny, umiarkowany zachód, nad samym oceanem. Antarktyczne chłody i pacyficzna bryza przynieść mają winom chilijskim to, czego najbardziej im brakuje – świeżość. Na razie to są wszystko hasła, nadzieje, wielu winiarzy nie za bardzo wie, jak mniej ekstrahować, kiedy zebrać grona, by było wcześniej, ale nie za wcześnie, boi się zmniejszenia owocu w winie (poza europejskimi hipsterami głównymi konsumentami win chilijskich są przecież Amerykanie, Kanadyjczycy, Brazylijczycy, Chińczycy, czyli ludy generalnie lubią mocne wina po byku). Lecz tych zmian już nic nie powstrzyma. W tym kierunku już idą winiarnie takie jak Viña Leyda, Fèvre, Matetic, Estampa, niektóre etykiety z Morandé.

Vina Araucano Pinot Noir Reserve 2010

Burgundzkie, finezyjne i świetne.

Traf chciał, że po tygodniu od degustacji w Hyatcie przyjrzałem się tuzinowi butelek od François Lurtona (recenzja tutaj). Przeszczepianie francuskiego podejścia do wina do Chile ma w sobie coś nieprzyjemnie kolonialnego, lecz niektóre wina, jak świeży Sauvignon Reserva, burgundzki Chardonnay Gran Araucano 2007 czy cudny Pinot Noir Reserva 2010 (79 zł), naprawdę niedaleko już padają pod względem świeżości i przejrzystości od swych europejskich modeli. W winiarni Lurtona – Viña Araucano – powstaje też napakowane „icon wine” Alka, 100% śmietankowo-eukaliptusowego Carménère dla przeciwników niuansów, ale kropla już drąży skałę. Za 10 lat większość eksportowych chilijskich win „super-premium” będzie smakować jak ten Pinot Noir.

Vińa Estampa Lacruz 2008

Męczące czy nie?

Traf chciał, że po tygodniu podałem paru doświadczonym degustatorom wino, które bardzo mi się spodobało w Hyatcie – Viña Estampa Lacruz 2008, kupaż z przewagą Carménère o świetnej kwasowości i europeizującej strukturze (129 zł w Wineonline). Pita w ciemno poza kontekstem cięższych win chilijskich się nie obroniła. Masa eukaliptusa, ewidentne Chile, zbyt ciężkie, ekstraktywne i gorzkie, przesadzone, trudne w piciu, nie mam ochoty na drugi kieliszek – mówiono. Mnie też nie smakowało. Ale po paru godzinach pomimo wysokiego alkoholu i gęstego jak olej ekstraktu wino miało faktycznie sporo świeżości i jakoś tam próbowało wyważyć ten swój eukaliptusowy dżem. Chile trzeszczy w posadach. Wkrótce zmieni się nie do poznania.

(więcej…)

Read Full Post »

Na Winicjatywie napisałem o Katarzynie – teoretycznie najlepszych winach bułgarskich. Zapraszam do lektury.

Read Full Post »

Miły Piotr Chełchowski z Wineonline przysłał mi do degustacji trzy butelki. Butelki z Libanu. Liban to mój winiarski jednorożec. Wina z tego kraju uwielbiam, fascynują mnie od pierwszego kieliszka. Nie byłem nigdy w Libanie i nawet nieszczególnie znam zdjęcia czy filmy z tamtejszych winnic. Hasłowo znam tamtejszą geografię, gleby i inne szczególiki. Lecz jest coś w smaku win libańskich, czego nie mogę zapomnieć. Może to, że przypominają moje ulubione wina rodańskie, ale brak im przy tym francuskiego ułożenia, podszyte są czymś mrocznym, egzotycznym, nieeuropejskim. Marek Bieńczyk w posmaku popiołu w winach izraelskich (w swej średniej mniej przecież inspirujących od libańskich) widzi “memento biblijne”; w winach z Libanu też odzywa się jakiś krwisto-ognisty głos z przeszłości.

Nie wspominam już nawet o Château Musar, kultowym winie wielu winomaniaków, w tym i mnie, ale nawet bardziej komercyjnie nastawione Château Ksara i Kefraya smakują mi nad wyraz i wydają mi się świetną propozycją nawet w dzisiejszym, bezlitośnie zglobalizowanym świecie wina. Massaya, głośny joint venture libańskiej rodziny Ghosni i możnych francuskich winiarzy m.in. z Vieux Télégraphe i D. Hébrard (dawniej Cheval Blanc), nie była dotąd winem z moich snów, choć zawsze ceniłem jej podstawowe czerwone Massaya Classic Red, bezbeczkowe, świetnie intensywne wino pełne śródziemnomorskiego owocu.

L_The Ghosn brothers hr5

Bracia Samuel i Daniel Ghosni. © Massaya.

W tle degustacji była niedawna recenzja tych win w Magazynie Wino, gdzie zebrały słabiuteńkie oceny. Classic Red 2008 wypadł zaledwie “prawie dobrze”, a dwa wina droższe relegowano bezlitośnie do kategorii “do przyjęcia”. Problemem był brett, czyli owe zapachy stajni, końskiej sierści i obornika, które kompleksowo wyjaśnił Andrzej Daszkiewicz. Ewa Wieleżyńska z Magazynu Wino przesłała mi robocze notki degustacyjne (nie były publikowane w MW, jak przy wszystkich winach “do przyjęcia”):

W swoim południowym stylu to wino byłoby niezłe, gdyby nie taki poziom stajennych aromatów wywołanych dzikimi drożdżami, potocznie zwanymi brettem, że nawet dla osób o dużej tolerancji dla tego zjawiska, próg jest nie do przejścia. [Silver Selection 2007]

Wakacyjne, wiejskie aromaty: borówki, jeżyny, kwaskowa żurawina i pojawiający się niestety we wszystkich degustowanych winach tego producenta: przytłaczający zapaszek stajni. Niedociągnięcia w higienie są tak ewidentne, że nawet słabość do win z tego regionu, do ich specyficznej południowej równowagi, nie zdoła przejść nad tym do porządku. [Gold Reserve 2000]

Otóż mnie te wina smakowały, i to bardzo. Classic Red 2008 to naprawdę fantastyczna butelka za 49 zł, pełna soczystego, radosnego owocu, po śródziemnomorsku bogata, ale też całkiem świeża, dynamiczna, z dobrym garbnikiem (wino nie zaznaje beczki). Silver Selection 2007 też uznałbym raczej za “bardzo dobre+” niż “do przyjęcia”. Tu mamy beczkę, więcej Grenache i Mourvèdre, nuty niemal konfiturowe, wino jest z pewnością ciężkie, ale nie oklapłe, a w dodatku ma bardzo ciekawy, unikatowy bukiet korzenno-pieprzny. Jest już trochę ewolucji, ale może jeszcze leżakować; za 75 zł nader dobra flaszka na niedziele i święta.

Massaya Classic Red 2008

Fantastycznie żywotne wino za 49 zł.

Nieco wątpliwości wywołuje, to prawda, Gold Reserve 2000, związanych jednak nie tyle z brettem, co dziwnym rodzajem ewolucji: zielone nuty Cabernet Sauvignon (dominuje tu w kupażu) wskutek wieku przemieniły się w dość dziwaczne zapachy kamfory, mentolu, ciało jest pełne, oleiste, owocu jest całkiem sporo, ale są też zdecydowanie ewoluowane nuty balsamiczne. Wino nieco bez oddechu, mniej przekonujące w pierwszym odruchu od dwu powyższych, choć nieźle rozwija się w kieliszku (175 zł). Był to trzeci rocznik Massai, wydaje mi się, że te niedawne są od tego wina wyraźnie lepsze.

L_Overlooking view-East Bekaa Valley HR

Winnice w dolinie Bekaa. © Massaya.

Ale co z tym brettem? W moim kieliszku była go szczypta, doprawdy nieprzeszkadzająca w niczym. Funkcjonowała właśnie jako przyprawa, czyli jako “dobry” brett, uważany za element złożoności wina, a nie dyktatorsko dominująca nad całą resztą wada. Dlaczego o tym wszystkim piszę? Znam doskonale podniebienia Magazynu Wino i nie mogę podejrzewać, że redaktorzy pisma nie rozpoznają brettu. Próg wrażliwości na tę nutę zapachową u Ewy Wieleżyńskiej jest mniej więcej taki jak u mnie. Co się zatem stało? Różnica pomiędzy butelkami? Na 99% właśnie tak było. Czyli brett w Massai oscyluje od stanów akceptowalnie niskich do dyskwalifikujących.

I to jest prawdziwy problem nie tylko o winie piszących, ale też wino pijących i lubiących. Bo skąd wiedzieć, czy wada – nie musi to być brett, bo tak samo będzie z lekkim utlenieniem, innymi nieczystościami, nie mówiąc już o wadzie korka, pojawiającej się (niemal) zupełnie przypadkowo – jest immanentną cechą wina, czy przypadłością tylko jednej butelki? Trzeba naprawdę bardzo dobrze znać danego producenta, by to wiedzieć. (Np. niedawno degustowane wina Elisabetty Foradori z lat 2003 i 2004 atakowały lekką, przypominającą chorobę korka redukcją, która zawsze w nich tkwiła). Oceny wina – nie tylko te profesjonalne, gazetowe, ale i te całkiem luźne, codzienne, którymi dzielimy się na blogach, forach i klatkach schodowych – są czymś niezwykle kruchym nie tylko dlatego, że zależą od miliona czynników w czasie degustacji / picia, ale też dlatego, że każda butelka jest zupełnie, drastycznie, nieodwołalnie inna.

(więcej…)

Read Full Post »

Październik miesiącem debiutów. Dziś do kieliszków poleje się topowa Portugalia z katalogu nowego importera, m.in. Quinta das Maias z Dão i Manuel Campolargo z Bairrady. W sobotę uraczono mnie wspaniałymi winami rodańskimi Marcela Richauda i François Villarda (ten projekt ruszy na przełomie roku). Lecz najgłośniejszym debiutem jest z pewnością ambitny katalog win z Doliny Rodanu zaprezentowany przez DELiWINA.

Clusel-Roch Cote-Rotie 2008

Witamy w Polsce.

Próbowaliśmy m.in. solidnego Côtes du Rhône i Châteauneuf 2009 z Domaine de la Solitude (słabo je oceniłem na degustacji w ciemno Magazynu WINO, ale to dobre wino), intensywnego jak lipiec w Prowansji Vacqueyras Doucinello 2008 z Domaine Le Sang des Cailloux (słynnej posiadłości „Krew Kamieni”, o której wzruszająco pisał kiedyś Jefford), prestiżowego Côte-Rôtie 2008 Clusel-Roch, Cornas Champelrose 2008 z Domaine Courbis, które z win z Północnego Rodanu zrobiło na mnie bodaj największe wrażenie. Do tego mineralne jak lód Pouilly-Fumé Mademoiselle de T 2009 z Château de Tracy. No i rzadki brylant: Gourt de Mautens 2006, jubilerskie Côtes du Rhône, produkowane bez mała jak DRC i smakujące jak francuskie amarone. (Pisałem o nim tu).

Gourt de Mautens Cotes du Rhone Rasteau 2006

Klejnot w koronie.

Zestaw piorunujący, bodaj najmocniejsze wejście na rynek nowego importera w tym sezonie. Tym bardziej, że w katalogu DELiWINA znajdziemy nie tylko Rodan, ale i prestiżowe Chablis Jean-Marc Brocard (9 XI odbędzie się w Warszawie degustacja starych roczników), Austria od Johanna Donabauma, Mozela Max Ferd. Richter, Nawarra z Tandemu, modne Médoc Clos du Jaugueyron.

Prestiż, brylanty, a gdzie wino dla ludzi? Też jest. Polecam świetne w swojej cenie Grenache–Syrah i Chardonnay–Viognier od Laurenta Miquela (świetnie wydane 37 zł) czy Corbières Hautes Terres z Domaine Les Auzines (48 zł), jedno z lepszych win z tej apelacji, jakie piłem od dawna.

Guillaume and Joanna Deliancourt

Joanna i Guillaume Deliancourtowie. © DELiWINA.

 Najciekawsze w DELiWINA jest jednak podejście do winnego interesu. Może dlatego, że właściciele Guillaume i Joanna Deliancourt szlify zdobywali na trudnym rynku londyńskim. Ona z Poznania, on z Niort, pracowali u znanego importera Hallgarten. Wiosną 2010 r. zadebiutowali na rynku polskim. Ze swojego sklepu w Poznaniu i strony www prowadzą co prawda sprzedaż detaliczną, lecz skupiają się na restauracjach. To nietypowa jak na polski rynek decyzja, która już zaczyna przynosić wymierne efekty – wina z katalogu DELiWINA można wypić m.in. w Butchery & Wine, Tamka43, Le Régina, warszawski Marriott, wrocławski Sofitel (w tej branży trzeba w dodatku konkurować ze słynną kopertą Centrum Wina i PWW). W takich miejscach łatwiej sprzedać wina drogie, prestiżowe, ale też zaprezentować butelki z Rodanu czy Wachau we właściwym im kontekście.

Do tego dochodzi niezwykła aktywność Guillaume’a Deliancourta w internecie. Nie ma dosłownie dnia, bym nie otrzymywał krótkich, inteligentnych niusów o działalności tego importera. Poza standardowym Facebookiem DELiWINA komunikuje się również m.in. przez LinkedIn, Foursquare, a także jest według mojej wiedzy pierwszym polskim importerem na Twitterze. Te błahe z pozoru okienka i kliknięcia składają się na wielokierunkowe „wsparcie sprzedaży”, pozwalają się wyróżnić na coraz ciaśniejszym rynku wina, a przede wszystkim budują relację z klientami.

Deliwina.pl website

Ikonki – przyszłość wina?

Deliancourtowie śmiało patrzą w przyszłość. Nie zatrzymują się na błędach, których, jak sami przyznają, w pierwszym roku importu popełnili niemało. Wprowadzają korekty, idą do przodu. Konsekwentnie budują obecność w liczących się winiarskich miejscach w Polsce. W 2012 r. do katalogu mają trafić ekscytujące nowości z Madiran i Mozeli. O tych młodych ludziach jeszcze nieraz usłyszymy.

(więcej…)

Read Full Post »

Szalony tydzień, gdy w ciągu sześciu dni wezmę udział w dwunastu degustacjach, wciąż trwa, lecz jednym z jego ciekawszych akcentów było spotkanie z Kaiem Schubertem z winiarni Schubert, jakie odbyło się wczoraj w Alewino.pl.

Kai Schubert

Kai Schubert w winnicy. © Ellisofrichmond.co.uk.

Schubert to rodowity Stuttgartczyk, który w 1998 roku postanowił w Nowej Zelandii ucieleśnić swoją miłość do Pinot Noir. Jego wybór padł na region Martinborough na Wyspie Północnej, cechujący się wyjątkowo surowym klimatem, odpowiednim szczególnie do takich odmian jak Sauvignon Blanc i Pinot Noir. Dość powiedzieć, że z powodu zimnych wiatrów zmniejszających wielkość jagód w kiści plon w winnicach Schubert nie przekracza 30hl/ha! W Nowym Świecie to ewenement.

Pruning Marions Vineyards Schubert Wines

Winnica Marion. © Schubert Wines @ Facebook.

Druga ważna sprawa to styl win. Zważywszy status Schuberta jako przyjezdnego z Europy, nie dziwi, że jego wina należą do najbardziej wyważonych, subtelnych, eleganckich, z jakimi się zetknąłem na antypodach. Dotyczy to szczególnie Sauvignon Blanc (71 zł). Zamiast eksplozji egzotycznych owoców w wersji „identycznej z naturalną” mamy tu skalny chłód i kwasowy kręgosłup jak w dobrym Sancerre. A w dodatku wino świetnie się trzyma, choć degustowaliśmy rocznik 2008! (W tej chwili na rynek trafiają nowozelandzkie Sauvignon z 2011). Ciekawe okazały się też wina czerwone Schuberta: Cabernet Sauvignon–Merlot 2006 z delikatną nutą eukaliptusa, ale niezwykle żywy i wyciszony jak na Caberneta z Nowego Świata (i jak na 3-letnie starzenie w beczce) oraz Syrah 2008 (132 zł), przypominający pod wieloma względami Crozes-Hermitage i Côte-Rôtie, które degustowałem wcześniej tego samego dnia na prezentacji DELiWINA (o niej słów kilka po weekendzie).

schubert_blockB_pnoir_08

Istne Grosses Gewächs.

Największą sławę przysporzyły Schubertowi Pinot Noir i mając je w kieliszku, od razu rozumiało się czemu. To fantastycznie skrojone wina, ujawniające cały nowoświatowy potencjał tej odmiany, o której przecież często się mówi, że poza Burgundią nie może dać win najwyższej klasy. Nie jestem pewny, jak wypadłyby dobre premiers crus z takiego Volnay czy Chassagne w zetknięciu z Marion’s Vineyard Pinot Noir 2009 Schuberta, winem o fantastycznej kwasowości, napiętym, elektryzującym, prawdziwie głębokim (choć krzewy mają zaledwie 10 lat!). Block B 2009 (148 zł) to jego starszy brat, produkowany z innych, mocarniejszych klonów Pinot Noir, nieco bardziej beczkowy, pełny, mroczny, ziemisty, do odłożenia na 5, a może i 10 lat. Te wina smakują jak dwa razy droższe burgundy.

Martinborough vineyards bird nets

W Nowej Zelandii jest mało chorób winorośli, ale dużo ptaków. © Wines from Martinborough.

Nowa Zelandia, jeden z najciekawszych i najbardziej perspektywicznych krajów winiarskich Nowego Świata, przez wiele lat była w Polsce obecna słabiutko. Teraz to się dynamicznie zmienia. Świetny wybór win z najbardziej prestiżowych winiarni ma na przykład importer Wine Express. A na najlepszy sklep z winami z antypodów wyrosła niespodziewania serowarnia La Fromagerie. Wina z NZ to będzie gorący temat najbliższych sezonów.

(więcej…)

Read Full Post »

Wkrótce po wpisie o Enotece Polskiej wracam do degustacji organizowanych przez tego prężnego importera. Wraz z Wein-rem ze Sstarwines.pl zostałem zaproszony do spróbowania kolejnych kandydatów do tutejszego katalogu. Na warsztacie jest Langwedocja; Maciej Bombol poszukuje win o dobrej relacji jakości do ceny, które na polce zmieszczą się ciut poniżej prestiżowego Domaine La Casenove z Roussillon.

Wzorzec metra.

Próbowaliśmy juz Domaine des Aires Hautes z Minervois, oferującego zaiste dobre ceny, np. 33 zł za podstawowe AOC 2009 oraz 49 zł za soczyste, mięsiste, charakterne i bardzo przekonujące Minervois La Livinière 2008 (podaje planowane ceny detaliczne, jeśli import sie ziści), a do tego przystępny, bogaty, czekoladowy styl akurat dla Polaka. W sobotę do kieliszków trafili dwaj kolejni producenci, tym razem z sąsiedniej apelacji Faugères. Minervois to piaskowce, Grenache i Cinsault, więc tamtejsze wina płyną wartką barokową harmonią konfiturowego concerto grosso. Faugères geologiczny pan Bóg obdarzył glebą łupkową, więc znajdziemy tu o wiele więcej świeżości, soczystości, owego pieprznego nerwu, który winom czerwonym dają gleby wulkaniczne. Wśród szczepów mocną pozycję zachował tu pogardzany Carignan (pisałem o nim tu), któremu wszystko można zarzucić, ale nie rozlazłość; ponadto sporo tu Mourvèdre, Syrah; ze wszystkich apelacji langwedockich Faugères bodaj najmniej władzy oddaje Grenache.

Cena jak z Leclerka, a ile emocji.

W Polsce mogliśmy dotąd kupić klasyczne i smaczne Faugères z Clos Fantine, przystępne nowoczesne La Côte des Pins z Domaines Lorgeril i, z rzadka, jakąś etykietę supermarketową. No i słynnego Léona Barrala, jednego z mistrzów Francji, zagorzałego biodynamika, kapryśnego artystę, niekiedy deklasującego swe flaszki do kategorii vin de table. Dziesięć lat temu wina Barrala to były wielkie emocje, jeśli butelka była dobra – wiele było zepsutych brettem lub utlenionych. Ostatnio stały się bardziej regularne. Maciej Bombol jako wzorzec metra otworzył ze swoich zbiorów Jadis 2001, wino w dobrej formie, wciąż bardzo młode, pieprzne, z dobrym owocem, ale może bez dreszczyku emocji. Pod koniec marca zaś piłem w restauracji La Rôtisserie fantastycznie napięty i mineralny rocznik 2005.

Dobrym producentem Faugères jest Domaine Saint-Antonin (obecne już w katalogu 101win.pl i niedawno opisanego Brix65). Les Jardins 2010 to codzienna Langwedocja, pełna owocu, ale odróżniająca się od kangurów i lam świetną kwasowością (ewentualna cena w Enotece 29 zł). Lou Cazalet 2010 to więcej Syrah i mięska; Magnoux 2009 (67 zł) to ukłon w stronę Parkera i innych powidłopijców, ale łupki wtrącają tu swój cytrynowy podpis i przy swej masie wino robi duże wrażenie.

Fantastyczna głębia i świeżość.

Saint-Antonin to wina proste w odbiorze, strawne, intensywne. Butelki z Domaine Ollier Taillefer mają inny wymiar. Mało tu Grenache, więcej napięcia, nuty mineralne nie są tylko metafora. Ich łupkowa świeżość jest przy tej intensywności owocu zadziwiająca; dostajemy i zmysłowość, i duchowość bez wyrzeczeń, jakby świat rzeczywiście mógł być doskonały. Faugères Les Collines 2009 (42 zł) to naprawdę w swej cenie jest głębokie wino, z mocnym, wymagającym pieczonej jagnięciny garbnikiem. Bezbeczkowe Grande Réserve 2008 (54 zł) gra na bogatszej nucie, ale nuty mięsiste od Syrah, Mourvèdre zapewniają temu winu równowagę i wielowymiarowość. Czołowe Castel Fossibus 2008 jest niby kolejną langwedocką etykietą z górnej polki, napakowaną, ekstraktywną, ale o ileż więcej tu głębi i świeżości niż w innych winach za 70 zł! Degustacja Ollier Taillefer to spotkanie z prawdziwą osobowością, winami, które nie idą na łatwy mainstream, lecz bezkompromisowo wyrażają swoje pochodzenie. Mam nadzieję, że wkrótce trafią na warszawskie półki.

(więcej…)

Read Full Post »