Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Langwedocja’

Odwiedzając ostatnio Łódź, natknąłem się na butelki, o których istnieniu nie miałem pojęcia. Okazuje się, że choć według różnych szacunków stolica reprezentuje ok. 40% rynku wina w Polsce, te pozostałe 60% bywa bardzo ciekawe i Warszawiacy mają czasem za czym tęsknić.

Domaine Boucabeille Cotes du Roussillon Villages Monte Nero 2008

Moje wino miesiąca.

Z chęcią częściej piłbym i kupował wina francuskie z DST Trading. Znałem tego importera dotąd z solidnych win alzackich Meyer-Fonné (solidnych również na dole piramidy w postaci Edelzwickera i Pinot Blanc, co jest w Alzacji raczej wyjątkiem niż regułą). Teraz na łódzkich półkach nabyć można pod tym szyldem wina niemal z całej Francji. I są to butelki naprawdę dobrze dobrane pod względem jakości, osobowości i ceny. Bardzo spodobały mi się na przykład Côtes du Roussillon od Régisa Boucabeille. Ten niezbyt medialny producent od lat pracuje w cieniu regionalnych sław, oferując typowość i radość picia of 43 zł za Les Terrasses po 117 zł za Les Orris. Środkowa cuvée Monte Nero (64 zł) w niełatwym roczniku 2008 wspina się na szczyty ekspresji, czarując bogatym, barokowym owocem (maliny i powidła), ale nigdy nie tracąc naturalnej równowagi i nie przesadzając z alkoholem.

Domaine de la Janasse Cotes du Rhone 2009

Odrobina luksusu na co dzień.

Bardzo znaną winiarnią z Doliny Rodany jest Domaine de la Janasse, onegdaj ulubienica pewnych amerykańskich krytyków za swoje Châteauneuf Vieilles Vignes. Ja marzenia nawet o prostym Châteauneuf muszę odłożyć na czasy pokryzysowe (177 zł), lecz nawet proste tutejsze Côtes du Rhône 2009 (48 zł) okazało się winem w pełni satysfakcjonującym, pełnym treści i całkiem jak na swoją cenę strukturalnym.

Clos Bagatelle Saint-Chinian 2010

Najlepiej wydane 40 zł.

Nieco rozczarowało mnie Bordeaux z AOC Castillon Château Pillebois Tradition 2008 (ten sam zamek robi ambitniejszą Cuvée Vieilles Vignes w beczkach, która być może jest lepsza), natomiast na miano hitu cenowego zdecydowanie zasługuje Saint-Chinian 2010 z Clos Bagatelle (40 zł), wino pełne mięsistej mocy Południa i zarazem przystępnej, codziennej owocowości. Świetną niespodzianką okazało się także Corbières Les Chemins 2008 z dobrze notowanej, lecz przecież nie tak bardzo sławnej posiadłości Château La Baronne. Intensywnie wiśniowe i zarazem fantastycznie świeże, to najlepsze Corbières, jakie piłem od dłuższego czasu.

Chateau La Baronne Corbieres Les Chemins 2008

Francja ma nową gwiazdę.

Na spróbowanie czekają jeszcze importowane przez DST Trading burgundy z Domaine Desauney-Bissey, Bordeaux takie jak Saint-Émilion Château Franc-Lartigue 2005, a także szampany Devaux. To naprawdę inteligentny, świetny katalog i życzyć sobie wypada, by te flaszki dało się kupić wkrótce również w Warszawie, nawet, jeśli reprezentuje ona tylko 40% polskiego rynku wina.

(więcej…)

Read Full Post »

Przypadki chodzą po ludziach. Zaalarmowany przez kilkoro miłych Czytelników o kolejnych zmianach w ursynowskim Leclerku w te pędy poleciałem sprawdzić na własne oczy. Natknąłem się na miłego p. Jean-Stéphane’a Robineta, od lat wprowadzającego na polski rynek dobre wina francuskie, a za jego pośrednictwem na Jean-Philippe’a Magré i Yanna Barreila, prezesa i dyrektora Leclerka. Od słowa do słowa urodziła się z tego degustacja dla dziennikarzy i blogerów, w której udział wzięli także Magazyn Wino, Sstarwines, Viniculture i Enomen.

Leclerc Ekskluzywne Targi Winiarskie

Leclerc wrzuca szósty bieg.

A naprawdę jest o czym pisać, bo 20 metrów obok swojego stałego – świetnego – stoiska z winem Leclerc otworzył „Ekskluzywne Targi Winiarskie”, czyli odpowiednik foire aux vins, kiermaszów wina organizowanych każdej jesieni przez francuskie supermarkety. Jak mówi J.-Ph. Magré:

Od lat próbujemy poszerzyć asortyment, naszym celem jest rozwój polskiego rynku nie tylko w wąskim segmencie eksperckim, lecz pokazanie, że i tańsze, masowe produkty mogą być naprawdę dobrej jakości. „Targi winiarskie” to dla nas wielka premiera, by po raz pierwszy pokazać kilka zupełnie nieznanych w Polsce regionów winiarskich Francji.

Spośród najpopularniejszych win we francuskich oddziałach Leclerka wybrano ok. 200 etykiet, załadowano na TIR-a i rzucono na ursynowskie półki. W ten sposób powstał najszerszy w Polsce wybór Bordeaux – od prostych AOC i Supérieur poniżej 20 zł aż po grands crus classés w niezłych cenach. W tej ostatniej kategorii zwracam uwagę m.in. na Château La Louvière (117 zł) i Smith-Haut-Lafitte (299 zł) oraz magnum Château Gloria i La Tour Carnet (oba <400 zł) – wszystkie z rocznika 2008 uchodzącego za najlepszy obecnie zakup bordoski do picia dziś i za dekadę. Pojawiło się także kilka głośnych win z medialnego 2009, m.in. Château Poujeaux, pewniak za 146 zł.

Leclerc Ekskluzywne Targi Winiarskie Bordeaux grands crus

Grand cru w supermarkecie... O tempora o mores!

Równie ciekawe są jednak wina w cenach „codziennych”. Np. spory wybór musujących crémants z Alzacji, Loary, Burgundii, a nawet Bordeaux od 32 zł, duży wybór Alzacji (ponoć świetnie się sprzedającej) czy odważny desant półkowy z Sabaudii – pięć etykiet z tego kompletnie nieznanego w Polsce regionu to istne trzęsienie ziemi, zwłaszcza że ceny przyjazne (od 32 zł), a wina, jak wiadomo, wymarzone do jedzenia.

Domaine Bertrand Beaujolais-Villages Nouveau 2011

Nigdy bym nie zgadł, że tak pyszne.

18 win odkorkowanych dla blogerskiej braci przez Leclerka wypadło bardzo dobrze. Właściwie tylko jedno – przebeczkowane i gorzkie Coteaux du Languedoc Devois des Agneaux d’Aumelasze stajni Jeanjean – nie zasługiwało na polecenie. Mam wątpliwości co do niektórych tanich Bordeaux z rocznika 2009, nazbyt dla mnie płaskich, przegrzanych i mało typowych (zwłaszcza 100% Merlot Château Cantelaudette), ale te same cechy mogą je uczynić strawniejszymi dla konsumentów wychowanych na Chile i nieobeznanych z chropawym garbnikiem klasyczniejszego Bordeaux.

Château des Adouzes Faugères 2009

Hicior.

Łatwiej byłoby wskazać wina bardzo przekonujące. Hitem cenowym jest z pewnością Château des Adouzes Faugères 2009 – kawał śródziemnomorskiego owocu i pieprznego autentyzmu za jedyne 28 zł. Czystością, dynamizmem i pełnią owocu urzekło mnie Domaine Bertrand Beaujolais-Villages Nouveau 2011 – takie nouveau chętnie piłbym co rok i nie musiałbym odgrzebywać z archiwum starych dowcipasów o tym, że w święto Beaujolais najlepiej pić wino z poprzedniego roku (19 zł). Za 28,39 zł z pewnością nowych konsumentów dla Burgundii zjedna Maurice Michel Bourgogne 2009, Pinot Noir co prawda nieco ciepły i bogaty, no ale gorący rocznik 2009 to 2009, a wino jest owocowe, atrakcyjne, krągłe i smaczne.

Maurice Michel Bourgogne Pinot Noir 2009

Grand Prix za popularyzację Burgundii w Polsce.

Najlepszym z próbowanych przez nas win białych było Domaine de l’Angelier Muscadet sur-lie 2010, dowód (jeśli go kto potrzebował), że Muscadet to najbardziej niedoceniana apelacja i źródło fantastycznie pijalnych, idealnych do jedzenia win po 24 zł. Pozytywnie zaskoczyło mnie Albert Schoech Alsace Riesling 2009. Supermarketowej Alzacji zwykle unikam – jest albo mdła i żadnawa, albo za droga. To wino (tu z kolei 2009 zaważył na plus) jest bogate, kwiatowe, typowe dla regionu, ale też zdrowo kwasowe i mineralne. Za 32 zł to naprawdę świetna butelka. Wyróżniło się także Domaine La Cabanette Tavel 2010, wino różowe wystarczająco pełne i mocne, by je podać do polskiej Wigilii. 36 zł za Tavel to naprawdę okazja.

Domaine de l’Angelier Muscadet Sèvre-et-Maine-sur-lie 2010

Najbardziej niedoceniane wino Europy.

Spróbowaliśmy tylko małego wycinka oferty Leclerka, a sądząc po wynikach, lwia część z 200 etykiet jest godna polecenia. „Targi winiarskie” w Leclerku na Ursynowie będą trwały do Świąt. W dodatku na miejscu jest „sommelier”, czyli winiarski doradca, który wyjaśni różnice między Montravel i Haut-Montravel albo do czego pić Bonnezeaux. No i co na to Biedronka?

(więcej…)

Read Full Post »

Ostatnio pisałem Państwu często o winach z szeroko pojętych supermarketów: Leclerka, Biedronki i Makro. Z moich odczuć i Państwa komentarzy wynika, że polskie supermarkety coraz bardziej starają się o dobry wybór win i stosunek jakości do ceny. To dobrze. Nie chciałbym jednak, by utrwaliło się wrażenie, że dobre tanie wino można kupić tylko w supermarkecie. Wielu małych importerów robi w przedziale cenowym 20–30 zł świetną robotę i oferuje wina nieraz ciekawsze i smaczniejsze, niż sklepy wielkopowierzchniowe.

Na słotną polską jesień proponuję Państwu dziesięć win czerwonych, kosztujących mniej niż 30 zł brutto, które można kupić w specjalistycznych sklepach winiarskich od ich bezpośrednich importerów. Wybór oparłem na szerokiej degustacji ok. 50 różnych win. wybrałem butelki z różnych krajów i w różnych stylach, których wspólnym mianownikiem są typowość, świetna intensywność i „pijalność”. Dobre wino nie musi kosztować dużo (nawet przy wysokim kursie €) i nie trzeba po nie iść do supermarketu! Wspierajmy małych importerów, bo to oni w największym stopniu gwarantują różnorodność naszej winiarskiej sceny.

Chateau Les Ollieux Romanis Capucine 2008

Francja - koncentracja. Dla lubiących wina „konkretne”.

Château Ollieux Romanis Capucine 2008

Francja nie ma nic do zaproponowania na dolnej półce? Wolne żarty. Spróbujcie tego gęstego, mięsistego, „konkretnego” wina w rekordowej cenie. Do tego świetna kwasowość. (Nieprzepadającym za mięskiem w kieliszku polecam użycie karafki). Fantastyczny zakup. (27 zł, Mielżyński)

Carlo Romana Dolcetto di Dogliani 2009

Pijemy za mało Dolcetto! To odświeżające, pachnące wino można pić zarówno solo, jak i do jedzenia – od przysłowiowych makaronów do polskiej wieprzowiny. Nutka goryczki w końcówce wzmaga apetyt i zapobiega nudzie. (29 zł, Winarium)

Torreguaceto Salento Negroamaro Pietraluna 2009

Najlepsze wino do 30 zł spoza supermarketu.

Torreguaceto Negroamaro Pietraluna 2009

Południowe, śródziemnomorskie, słodkie (wiśnie, truskawki) w zapachu; usta ładnie ułożone, z odrobiną struktury, autentycznie smaczne. Bardzo włoskie to wino – pełne hedonistycznej słodyczy owocu, zarazem świeże, napięte. Jak na mój smak najlepsze, najpoważniejsze wino zestawu. (29,50 zł, Enoteka Polska)

Albet i Noya Petit Albet Negre 2010

Wybrałem dla Państwa aż trzy wina hiszpańskie. Ten kraj bowiem fantastycznie nas rozpieszcza w przedziale do 30 zł, kiedy w ustach nie grozi nam atak mulistej hiszpańskiej beczki. Zamykane zakrętką wino od katalońskiego biodynamika zaleca się pięknie intensywnym owocem, jest świeże, soczyste, naturalne, autentycznie „wibrujące”. (27,50 zł, Enoteka Polska)

Albet i Noya Petit Albet Blanc + Negre

Małe jest wielkie.

Castaño Yecla Monastrell 2010

Znana bodega Castaño dostępna ongiś w sieci Wine House obecnie współpracuje z Robertem Mielżyńskim. Południe Hiszpanii pokazuje tu wszystkie swe podręcznikowe zalety: superintensywny owoc, pełnię doznań, sporo powagi, trochę garbnika. A do tego wino świetnie sformatowane pod codziennego konsumenta. (30 zł, Mielżyński)

Finca Lasierpe Tempranillo–Garnacha 2010

Proste, ale wyważone wino ze smacznymi nutami malin. Kwasowości niezbyt wiele, garbnika tylko ślad, nic nie będzie przeszkadzało w radosnym powszednim piciu. Końcówka słodsza, całkiem gęsta jak za tę cenę. Nawarra bez beczki i bez Caberneta to jest to! (28 zł, Winarium)

Castańo Yecla Monastrell 2010

Jak przetłumaczyć na polski „overperformer”?

Caves Velhas Dão Reserva Catedral 2007

Proste i soczyste wino z ostrężynowo-pieprzowym smakiem, który wydaje mi się bardzo „portugalski”. Świetne nawet na drugi i trzeci dzień. Więcej struktury od innych win z tego zestawu. (25 zł, Winestory)

Vale da Mina 2008

Niedrogie wino z Alentejo podpisane przez słynnego Cristiano Van Zellera. Kosztuje 27 zł, a smakuje na 40. Gęste, niemal smoliste, na pograniczu starej dobrej Europy i Nowego Świata. Pełna satysfakcja. (27 zł, Mielżyński)

Ticket to Chile Cabernet 2010

Nowy Świat w całej krasie – intensywny, skoncentrowany, wszystkiego trochę więcej, niżby się spodziewać za 27 zł. Zalecam dekantację, gdyż zapachy po otwarciu butelki są tzw. stajenne. (27 zł, Winestory)

Deicas Don Pascual Tannat–Merlot 2010

Świetne wybrane wino z Urugwaju, zalecające się nieprzeciętną świeżością, pijalnością (tylko 12% alk.), dużą winiarską kulturą, a do tego kosztujące zaledwie 24 zł, czyli mniej niż popularne marki win supermarketowych takie jak C.R. czy C. del D. (24 zł, Winarium)

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

(więcej…)

Read Full Post »

Jeśli środa, to Biedronka wprowadza nowe wina do oferty. Po obficie dyskutowanych (i pitych) winach portugalskich nastała promocja Nowego Świata, a od zeszłego tygodnia na półkach największej polskiej sieci rozsiadły się wina francuskie.

50 zł to mało, ale trochę za dużo.

Auguste Bessac Châteauneuf-du-Pape Cuvée Tradition 2009 to najdroższe wino w historii Biedronki, o czym z licealnym podnieceniem donosili już nawet niewiniarscy dziennikarze. (Cytat „dla przeciętnego klienta widok metki z ceną 49,99 zł może być sporym szokiem” z pewnością przejdzie do klasyki). Szatonef za pięć dych wpisuje się w wysiłki Biedronki, by w najniższych w Polsce cenach oferować wina z najbardziej znanych apelacji takich jak Barolo czy Chablis. No i co? Wino jest dobre. Z pewnością lepsze niż (nie)sławne Barolo Morando – bo nie ma w nim zlewkowego szlamu, smaku tandety. Jest dobry wiśniowy owoc i nieco struktury, mocne garbniki, powaga, trochę głębi. Na drugi dzień ciut lepsze, na trzeci dzień słabe (co jak na Châteauneuf nie jest wyczynem). Ogólnie rzecz biorąc jest to niezła rzecz, smakująca Rodanem, dająca jakieś tam pojęcie o swej apelacji – jednej z najsławniejszych nie tylko we Francji.

Nie jestem jednak pewien, czy wino jest godne polecenia za 49,99 zł. W sumie nie różni się od poważniejszych win oznaczonych skromniejszą apelacją Côtes du Rhône, o jakich pisałem tu, a które kosztują około 35–50 zł właśnie. Jest bowiem powszechnie znaną prawdą, że te same pieniądze o wiele lepiej wydać na wybitne wino ze słabszej apelacji niż na najtańsze ze sławnej. Jeśli chce się jednak „zaliczyć” Châteauneuf bez nadmiernej szkody dla portfela, Biedronka zrobiła niezłą robotę. (Z drugiej strony doświadczenie uczy, że za miesiąc to samo wino Biedronka będzie wyprzedawać po 35 albo nawet 30 zł).

Słodko i lekko, w sam raz dla przybywających z Chile.

Co poza tym? Oferta win francuskich u „Owada” nie jest szczególnie bogata (a do tego niektóre wina nie są dostępne we wszystkich sklepach – np. na zachód od Warszawy nie uświadczyłem nigdzie Chablis za 29,99 zł). Bardzo mało jest win białych (alzacki Pinot Blanc za 15 zł, ale z 2008 roku). Z czerwonych nęci Saint-Émilion Grand Cru za 36 zł, ale podejrzewam, że lepiej kupić dwa Fitou po 17. Ja zmierzyłem się z taniutkim Merlot XR 2010 z IGP Pays d’Oc. Sformatowane pod supermarketowy, nowoświatowy smak – jak na mój, trochę za dużo tu słodyczy, za mało prawdziwej treści. Za 12,99 zł jest to jednak niezły zakup – lepszy, niż cokolwiek chilijskiego czy kalifornijskiego, co próbowałem w tej cenie – aczkolwiek serdecznie doradzam dopłacenie 5 zł i nabycie poniższego Medoka.

Médoc Réserve 2009 to też Merlocik, ale z prestiżowego terroir. Za 19,99 zł możemy spróbować wina z serca francuskiego winiarstwa. Wytworzył go Dulong, jeden z większych bordoskich hurtowników. Wino miękkie i słodkie jak na Médoc, ale taka już uroda rocznika 2009. Nie jest to wino głębokie, ale fakt, że za 20 zł możemy spróbować owych słynnych bordoskich garbników o smaku kredowego pyłu, wart jest oblania wręcz lampką szampana. (Niestety Biedronka na razie szampana za 49,99 zł nie oferuje).

Za 20 zł jeden z lepszych zakupów nad Wisłą.

Francuska oferta „Owada” jest skromna, ale uczciwa – wina są smaczne, nieprzekłamane, a ceny takie, jakie na tym poziomie jakości powinny być. Ustawienie Châteauneuf na poziomie 50, a nie 30 zł jak ongiś z Barolo też jest w sumie aktem uczciwości (choć nie łudzę się, że stoi za nim cokolwiek innego poza realiami aktualnego rynku, czyli możliwą do wynegocjowania ceną zakupu). Jestem ciekaw powodzenia tego francuskiego miesiąca. Wszak stereotyp mówi, że klient supermarketu za winami z tego kraju nie przepada – a niechęć ta jest odwrotnie proporcjonalna do sumy, jaką chce wydać na wino. Poza langwedockim Merlotem pite przeze mnie wina wyraźnie jednak smakują Francją z jej oschłością i kartezjańskim racjonalizmem. Czy lud to kupi?

(więcej…)

Read Full Post »

Wkrótce po wpisie o Enotece Polskiej wracam do degustacji organizowanych przez tego prężnego importera. Wraz z Wein-rem ze Sstarwines.pl zostałem zaproszony do spróbowania kolejnych kandydatów do tutejszego katalogu. Na warsztacie jest Langwedocja; Maciej Bombol poszukuje win o dobrej relacji jakości do ceny, które na polce zmieszczą się ciut poniżej prestiżowego Domaine La Casenove z Roussillon.

Wzorzec metra.

Próbowaliśmy juz Domaine des Aires Hautes z Minervois, oferującego zaiste dobre ceny, np. 33 zł za podstawowe AOC 2009 oraz 49 zł za soczyste, mięsiste, charakterne i bardzo przekonujące Minervois La Livinière 2008 (podaje planowane ceny detaliczne, jeśli import sie ziści), a do tego przystępny, bogaty, czekoladowy styl akurat dla Polaka. W sobotę do kieliszków trafili dwaj kolejni producenci, tym razem z sąsiedniej apelacji Faugères. Minervois to piaskowce, Grenache i Cinsault, więc tamtejsze wina płyną wartką barokową harmonią konfiturowego concerto grosso. Faugères geologiczny pan Bóg obdarzył glebą łupkową, więc znajdziemy tu o wiele więcej świeżości, soczystości, owego pieprznego nerwu, który winom czerwonym dają gleby wulkaniczne. Wśród szczepów mocną pozycję zachował tu pogardzany Carignan (pisałem o nim tu), któremu wszystko można zarzucić, ale nie rozlazłość; ponadto sporo tu Mourvèdre, Syrah; ze wszystkich apelacji langwedockich Faugères bodaj najmniej władzy oddaje Grenache.

Cena jak z Leclerka, a ile emocji.

W Polsce mogliśmy dotąd kupić klasyczne i smaczne Faugères z Clos Fantine, przystępne nowoczesne La Côte des Pins z Domaines Lorgeril i, z rzadka, jakąś etykietę supermarketową. No i słynnego Léona Barrala, jednego z mistrzów Francji, zagorzałego biodynamika, kapryśnego artystę, niekiedy deklasującego swe flaszki do kategorii vin de table. Dziesięć lat temu wina Barrala to były wielkie emocje, jeśli butelka była dobra – wiele było zepsutych brettem lub utlenionych. Ostatnio stały się bardziej regularne. Maciej Bombol jako wzorzec metra otworzył ze swoich zbiorów Jadis 2001, wino w dobrej formie, wciąż bardzo młode, pieprzne, z dobrym owocem, ale może bez dreszczyku emocji. Pod koniec marca zaś piłem w restauracji La Rôtisserie fantastycznie napięty i mineralny rocznik 2005.

Dobrym producentem Faugères jest Domaine Saint-Antonin (obecne już w katalogu 101win.pl i niedawno opisanego Brix65). Les Jardins 2010 to codzienna Langwedocja, pełna owocu, ale odróżniająca się od kangurów i lam świetną kwasowością (ewentualna cena w Enotece 29 zł). Lou Cazalet 2010 to więcej Syrah i mięska; Magnoux 2009 (67 zł) to ukłon w stronę Parkera i innych powidłopijców, ale łupki wtrącają tu swój cytrynowy podpis i przy swej masie wino robi duże wrażenie.

Fantastyczna głębia i świeżość.

Saint-Antonin to wina proste w odbiorze, strawne, intensywne. Butelki z Domaine Ollier Taillefer mają inny wymiar. Mało tu Grenache, więcej napięcia, nuty mineralne nie są tylko metafora. Ich łupkowa świeżość jest przy tej intensywności owocu zadziwiająca; dostajemy i zmysłowość, i duchowość bez wyrzeczeń, jakby świat rzeczywiście mógł być doskonały. Faugères Les Collines 2009 (42 zł) to naprawdę w swej cenie jest głębokie wino, z mocnym, wymagającym pieczonej jagnięciny garbnikiem. Bezbeczkowe Grande Réserve 2008 (54 zł) gra na bogatszej nucie, ale nuty mięsiste od Syrah, Mourvèdre zapewniają temu winu równowagę i wielowymiarowość. Czołowe Castel Fossibus 2008 jest niby kolejną langwedocką etykietą z górnej polki, napakowaną, ekstraktywną, ale o ileż więcej tu głębi i świeżości niż w innych winach za 70 zł! Degustacja Ollier Taillefer to spotkanie z prawdziwą osobowością, winami, które nie idą na łatwy mainstream, lecz bezkompromisowo wyrażają swoje pochodzenie. Mam nadzieję, że wkrótce trafią na warszawskie półki.

(więcej…)

Read Full Post »

Wiosna w pełni, a ja rozpocząłem zakupy win z rocznika 2009 do długiego starzenia. Na pierwszy ogień poszła jedna z moich ulubionych posiadłości ? langwedockie Mas de Daumas Gassac. Można by pomyśleć, że jak na wina, które można leżakować ponad 20 lat, to bardzo wczesny zakup. Lecz tutejsze wino białe Mas de Daumas Gassac Blanc butelkowane jest po zaledwie paru miesiącach w beczce, zaś czerwone oferowane jest w systemie przedsprzedaży ? en primeur ? na jesieni w rok po zbiorach, zaś butelkowane dopiero po kolejnym roku. Czy warto zawracać sobie głowę tą przedsprzedażą? Zdecydowanie tak. Cena Gassaka en primeur to 18?, natomiast normalna cena tego samego rocznika wprowadzonego już do sprzedaży skacze do 30?.

2009 to w dodatku niezwykle udany rocznik dla Gassaka. Wina te degustuję co roku i nie pamiętam takich emocji, jak przy ostatnim spotkaniu z winiarzem Gaëlem Guibertem (jednym z trzech braci prowadzących obecnie posiadłość wraz z ojcem Aimém). Mas de Daumas Gassac Blanc 2009, wino, które za młodu jest często trudne w degustacji, ściśnięte, niearomatyczne, o pozornie niskiej kwasowości, tym razem okazało się fantastycznie soczyste i po prostu niewiarygodnie pyszne. Mniej w nim ociężałości szczepu viognier, który gra tu pierwsze skrzypce, a więcej mineralnej struktury. No i sporo cukru resztkowego ? aż 12 g (zazwyczaj 6?7), ale to, choć politycznie niepoprawne, zupełnie mi nie przeszkadza, gdyż zapewni temu winu jeszcze dłuższe starzenie. (O potencjale dojrzewania Gassac Blanc pisałem niedawno tu). Wziąłem sześć butelek i jedno magnum; to ostatnie z pewnością doczeka 20. urodzin mojej córki. A do tego ? jak widać powyżej ? dorzuciłem kilka kartonów tańszych win Gassaka, wspaniale autentycznych i smacznych w śmiesznie niskich cenach, do picia w ciągu 2010 i 2011 roku. Réserve de Gassac w obu kolorach za 5? + VAT właściwie nadaje się do paroletniego starzenia.

Mas de Daumas Gassac Rouge 2009 zapowiada się bodaj wspanialej od wersji białej. Na razie to jeszcze osesek,: gdy go degustowałem w marcu, dopiero trafił do beczek, gdzie spędzi ponad rok. Już jednak czuje się świetną równowagę i przede wszystkim arcypiękną urodę garbników, przemawiających zmysłowym, lirycznym szeptem. Podstawę tego wina stanowi cabernet sauvignon, lecz rzadko spotyka się caberneta o tak niezwykłej równowadze struktury i śródziemnomorskiej szczodrości. Pity równolegle rocznik 2008 ? uznawany przez Guibertów za bardzo dobry ? w ogóle nie miał tego dodatkowego wymiaru, co jeszcze bardziej utwierdza mnie w zakupowej decyzji. Gassac Rouge 2009 oferowany będzie en primeur we wrześniu i tu planuję się zaczaić na większą ilość butelek i magnum.

Warto przypomnieć podstawowe reguły zakupu za granicą. Wysyłka tak kupionego wina do Polski jest niezgodna z prawem (z krajów UE możemy przywieźć w zasadzie nieograniczoną ilość wina, ale tylko osobiście). Co prawda nie spotkałem się jeszcze z przypadkiem, żeby wysyłka kilku butelek pocztą skończyła się nieszczęśliwą kontrolą, ale nie polecam, również ze względu na bardzo wysokie opłaty pocztowe. Ja skorzystałem z uprzejmości paryskich znajomych, wino można też odebrać osobiście. (Niestety koszty wysyłki w Gassaku są wysokie nawet w samej Francji ? aż 22? za pierwszy karton, dopiero od 10 kartonów bezpłatnie). Płatności dokonuje się przelewem ? większość francuskich posiadłości nie przyjmuje kart kredytowych na odległość, ale jest już sporo polskich banków, które oferują możliwość przelewu zagranicznego w internecie za niską opłatą.

Gwoli rzetelności wspominam, że Gassac ma polskiego importera, firmę Vinarius, lecz na wina z 2009 u Vinariusa trzeba będzie parę lat zaczekać, no i cena z tą en primeur nie będzie miała nic wspólnego. Rocznik 2006 dostępny jest także w Wina.pl.

Rocznik 2007 też pożyje 20 lat.

Read Full Post »

Biały kruk

Mas de Daumas Gassac Blanc 1996

Z pewną miłośniczką Gassaka miałem szczęście wypić tę butelkę. Świetnie przechowana, wino jest zdrowe, toniczne. Lecz zaczyna się od zdumienia niezwykle słodkim, niemal likierowym bukietem oraz ustami tak słodkimi, że zgaduje się 10–15 g cukru resztkowego; przy dość niskiej kwasowości (to normalne dla białego Gassaka) ma się wrażenie picia Auslese. Dopiero w końcówce przychodzi moment soczystszy, bardziej mineralny. Przy całej swej słodyczy i niskiej kwasowości rzecz zachowuje przy tym podziwu godną świeżość.

Mas de Daumas Gassac to historyczna posiadłość langwedocka, wraz z Grange des Pères i Prieuré de Saint-Jean-de-Bébian architekt sukcesu regionu który w 1978 roku, gdy Aimé i Véronique Guibertowie zbierali pierwszy rocznik swego Cabernet Sauvignon, znany był wyłącznie ze stołowych sikaczy i nikomu nie przychodziło do głowy, że będzie kiedyś sprzedawał swoje (najlepsze) wina po cenie dobrych burgundów. Gassac to ulubiona posiadłość wielu winomanów i pasjonatów, przez innych z kolei ostentacyjnie zbywana, również ze względu na swoje konotacje polityczne i cywilizacyjne (do historii przeszła już Stańczykowa obrona Langwedocji przez inwestycją kalifornijskiego giganta Mondaviego). Ja zaliczam się do Gassaka apologetów. Uwielbiam tutejsze tanie wina Moulin de Gassac, produkowane z winogron skupowanych od okolicznych chłopów pod warunkiem, że nie będą wyrywali starych krzewów. No i uwielbiam czerwone Mas de Daumas Gassac, wino o fascynującej panoramie smaków i pięknej długowieczności.

Mam jednak szczególną słabość do Gassaka białego, wina jeszcze bardziej szalonego niż czerwone, powstającego ze dziwacznej mieszanki szczepów: Chardonnay, Viognier, Petit Manseng (odmiana rodem z likierowych Jurançon), Chenin Blanc oraz ok. 10% zbieraniny winogron z całego świata, wśród których są Furmint i Rkatsiteli, a nawet jakieś wymarłe odmiany armeńskie i mezopotamskie. Może to one dają te przedziwne nuty korzenne i mineralne w tutejszych legendarnych bukietach.

Rocznik 1996, jako się rzekło, okazał się winem szalonym, przejrzałym, późnozbiorowym, niezbyt głębokim czy złożonym pomimo swego poważnego wieku, a wszak urzekającym jakąś naturszczykową czystością, niezakłamaniem, jednolitością rzeźby wykutej z jednego skalnego bloku o idealnej bieli. I jak wszystkie wina Gassac, niezwykle zyskał na dekantacji, wtapiając swoje nuty słodkie (w których upatrywaliśmy wpływu Petit Manseng, odmiany praktycznie nieużywanej do produkcji win wytrawnych) w bardziej harmonijną, spójną progresję do mineralnego finiszu. Ze skalnego bloku o dwóch całkiem innych płaszczyznach stał się jeszcze bardziej jednolitą kulą. Stare i młode jednocześnie, o smakach znajomych, a zarazem zupełnie niezwykłych; gładkie, płaskie i bezkwasowe, a wszakże tak świeże.

Pionowa degustacja zorganizowana w 2007 r. przez Revue du Vin de France uznała 1996 za jeden z najlepszych roczników białego Gassaka. Ja aż tak szerokiego porównania nie mam, z pewnością podobał mi się bardziej niż rozczarowujący, płaski 2000 (Francuzi z kolei go lubią), ale zachowuję bardzo wielkie wspomnienie 1992 i zwłaszcza 1991. W młodszych rocznikach mam wrażenie lekkiej korekty kursu w stronę większej świeżości (zwiększyła się bodaj proporcja Chenin Blanc) i nieco bardziej kwiatowych, zalecających się bukietów, ale dopiero czas potwierdzi te wrażenia.

I na koniec przytyk dla polskiego importera Gassaka – Vinariusa – który od lat sprzedaje flagowe wino czerwone posiadłości, a od jakiegoś czasu z powodzeniem proponuje również tańszą serię Moulin de Gassac, lecz nigdy nie zdobył się na sprowadzenie choćby paru skrzynek Mas de Daumas Gassac Blanc. „Niesprzedawalne”?

Read Full Post »

Older Posts »